ama

nie podano imienia i nazwiska

ama

Wpis został dodany do obserwowanych

Zarządzać obserwowanymi blogami i wpisami możesz na stronie Obserwuję > blogi

Obserwujesz ten wpis

Zarządzać obserwowanymi blogami i wpisami możesz na stronie Obserwuję > blogi

Przestałeś obserwować wpis

Blog został dodany do obserwowanych

Zarządzać obserwowanymi blogami i wpisami możesz na stronie Obserwuję > blogi

Obserwujesz tego bloga

Zarządzać obserwowanymi blogami i wpisami możesz na stronie Obserwuję > blogi

Przestałeś obserwować bloga

Aleksander Żabczyński
| 3 zdjęcia | 255 komentarzy |
 
Dziś - niewielu już znany, przed wojną - czołowy amant polskiego ekranu, czyli: 

     O życiu Aleksandra Żabczyńskiego wiemy niewiele. Mimo, że bardzo znany przed wojną, nawet wtedy nie wzbudzał większego zainteresowania krytyki. Jego role pomijano milczeniem, a jeśli nawet pojawiały się w prasie jakieś komentarze, to były to zazwyczaj ogólniki – „szablony” w stylu: „urodziwy amant polskiego kina”, „filar i chluba polskiej sceny”, „ aktor pełen zniewalającego wdzięku i swobody”, „Żabczyński jak zawsze - dobry”. Powojenna kinematografia nie tylko nie wykorzystała talentu Żabczyńskiego, ale o aktorze, który zagrał kilkadziesiąt dużych ról w  ogóle zapomniała. Z nielicznych opracowań i wypowiedzi ludzi, którzy znali A. Żabczyńskiego udało się zebrać kilka okruchów, z których można, choć fragmentarycznie, odtworzyć jego życie.
                      Aleksander Bożydar Żabczyński urodził się 24 lipca 1900 roku w Warszawie, choć on sam niekiedy podawał romantyczną Wenecję jako miejsce swego urodzenia. Hanna Małkowska pisze, że wszyscy nazywali go Darkiem, a imienia "Aleksander" Żabczyński używał tylko na afiszach. O dzieciństwie i młodości Aleksandra wiadomo niewiele. Późniejsze wydarzenia z życia aktora, wskazują na to, że jego ojciec, oficer armii rosyjskiej, a później generał Wojska Polskiego, był człowiekiem wymagającym, o surowych zasadach moralnych. Rodzina chciała, aby Aleksander studiował prawo i przyszły aktor rzeczywiście – po maturze ( w Gimnazjum Kulwiecia) i skończonej Szkole Podchorążych w Poznaniu – rozpoczął studia prawnicze na Uniwersytecie Warszawskim. Wkrótce przerwał je jednak, gdyż chciał być aktorem lub architektem. O swojej fascynacji teatrem tak mówił po latach: „ Każde przedstawienie teatralne było dla mnie objawieniem. Aktorów uważałem za ludzi z innej planety i kiedy po raz pierwszy zetknąłem się z nimi, doprawdy nie wiedziałem, co mam mówić”.
Zanim A. Żabczyński zaczął pracować w Reducie otarł się o Warszawską Szkołę Gry Sceniczno – Filmowej Niny Niovilli, zaś na studiach brał udział w zajęciach kółka teatralnego.  Stamtąd właśnie E. Wierciński skierował go do Reduty.   
Był rok 1922...
-------------------------
Powyższe informacje pochodzą z artykułów i książek następujących autorów:
Piątek J., Śpiewający amant, „Film” 33/1983.
Włodek R., „Złota Maska”, kino.onet.pl
Małkowska H., Teatr mojego życia, Łódź 1976, s.165.
Wolański R., Aleksander Żabczyński. Jak drogie są wspomnienia, Poznań 2015, s.16.

 
  


 
 
Udostępnij

komentarze

„ Pierwsza moja rola – przekupień w „Judaszu” Tetmajera w „ Reducie” zadecydowała o mojej dalszej karierze. Wstąpiłem do instytutu Reduty. Praca w teatrze pochłonęła mnie zupełnie, przerwałem studia prawnicze.” – mówił Aleksander Żabczyński. Tutaj zauważamy pewną rozbieżność. Biografowie podają, że aktor debiutował jako Archanioł Gabriel i Chleburad w "Pastorałce" L. Schillera natomiast on sam mówi, że jego pierwszą rolą był przekupień w „Judaszu” Tetmajera. Uczniowie Juliusza Osterwy przeszli bardzo dobra szkołą aktorską . Był on pedagogiem bardzo wymagającym. A. Żabczyński mówił: „ Nauczono nas tam pracy, a co główne zrozumieliśmy, że kto się zaprzęgnie w rydwan przemożnej pani sztuki, ten musi się jej oddać całkowicie”.

--------------------
Mówiąc o biografach mam na myśli pozycję: Maśnicki J., Stepan K., Pleograf, Warszawa 1998; zaś wypowiedzi A. Żabczyńskiego przytaczam za Joanną Piątek ("Śpiewający amant").

Fascynująca historia... będę czekać na dalsze odcinki:-)) a może mi się przydadzą kiedyś te informacje? w końcu polską komedię filmową mamy teraz na tapecie;-) pozdrówka Amciu, gratuluję tematu:-) :-**

:* dalsze odcinki już wkrótce... :)

Ja też będę czekać z niecierpliwością! :) Bardzo lubię tego aktora.
Super temat, Amciu!
Pozdrawiam!

:) Cieszę się:)

Czekamy niecierpliwie na kolejny fascynujący odcinek - nie 3maj nas w niepewności i napięciu zbyt długo:-DD

To może coś z życia osobistego aktora:

------------------------------ ----------------------------
W Reducie Darek poznał Marynę Zielenkiewicz – swoją przyszłą żonę. Hanna Małkowska opisuje swoistą próbę, jakiej podał miłość Maryny i Darka Juliusz Osterwa. Choć właściwie ta para nie miała żadnych przeszkód, żeby ze sobą być, gdyż „Darek był młody wolny, tylko jeszcze bardzo zielony”, w przeciwieństwie do ukochanego H. Małkowskiej - Henryka, który - dużo od niej starszy - miał dzieci i na dodatek właśnie przeprowadzał rozwód. Bardziej chodziło chyba Osterwie o wypróbowanie uczuć Hanny i Henryka niż Aleksandra i Marii. Niemniej wysłał obie panny z teatrem objazdowym Kazimierza Greka – Koreckiego min. do Kalisza, Piotrkowa i Radomska ze sztuką „ Zabawa w miłość” oraz „Moja panna mama”. Mimo trudnych warunków, w jakich przyszło im grać: nowy zespół , inna publiczność, bardzo skromne warunki mieszkaniowe – często podrzędne hotele i pensjonaty, słabo wyposażone garderoby teatralne, codziennie inna scena, obie aktorki czuły się wyróżnione przez Osterwę. Myślały o sobie jako o „ artystkach scen warszawskich”. Tęsknotę za ukochanymi zaspokajały pisząc do nich, często bardzo późną nocą, długie listy. Rano , na poste restante zastawały od nich odpowiedzi, które nadchodziły do każdego miasta, w którym występowały. Małkowska skomentowała więc poczynania Osterwy z niejakim triumfem: „ Chytre plany Juliusza zawiodły”.

(Na podstawie wspomnień H. Małkowskiej: "Teatr mojego życia")

Dzięki:-)) uwielbiam tego rodzaju wspomnienia:-)) wspomnienia o Szachu (i Szacha samego) są zupełnie innego rodzaju, ale może też kiedyś zamieszczę cosik;-))

Wobec tego czekam niecierpliwie. Sama też bardzej interesuję się życiem aktora, jakim był człowiekiem niż suchymi faktami czy li tylko filmografią:)

Trudno, by Ala czy Szacha kochać wyłącznie za filmografię prawda? ;-)) :-DD

Dokładnie, zwłaszcza, że tym, którzy filmów nie widzieli nic one absolutnie nie mówią:)

Ślub Marii z Zielenkiewiczów i Aleksandra Żabczyńskiego odbył się w 1923 roku. Maria była od Aleksandra o trzy lata młodsza. Urodziła się w Sosnowcu 14 września 1903 roku. Od 1919 roku kształciła się w Moskwie - w Studio Dramatycznym Proletariatu, potem Studio Teatru Kameralnego. W roku 1924 ukończyła Instytut Reduty w Warszawie. W filmie debiutowała w roku 1934 („Śluby ułańskie”). Wystąpiła w nim razem ze swoim mężem (w filmie tym, podobnie jak i w drugim -"Manewry miłosne"- w którym razem zagrali, nie byli jednak parą). Za to, jak pisze H. Małkowska, „małżeństwo Żabczyńskich królowało w okresie przedwojennym na warszawskich scenach”. W pamięci znajomych pozostali „jako niezwykle sympatyczne małżeństwo aktorskie. Mówiono, że przyjęcie w którym oboje uczestniczyli stawało się „nieprzerwaną zabawą i nieustającym humorem”. Pełne talentu opowiadania Maryny oraz wdzięk i przysłowiowa uprzejmość Darka ( żartowano, że przed otwarciem pudełka sardynek Żabczyński trzykrotnie pukał w wieczko), bawiły najpoważniejszych gości.
--------------------------
Na podstawie wspomnień H. Małkowskiej i artykułu J. Piątek ("Film" 33/1983)

Po dwóch latach spędzonych w Reducie A. Żabczyński pracował w kilku warszawskich teatrach ( min. Teatrze Polskim i Teatrze Narodowym). W roku 1927 opuścił Warszawę i grał na scenach Lwowa, Poznania i Łodzi. Po powrocie, jeszcze w tym samym roku zaangażował się w „Morskim Oku” i aż do wybuchu wojny występował w rewii, operetce, dorywczo w teatrach dramatycznych oraz w filmie .

Świat operetki i kabaretów warszawskich przed wojną zmieniał się jak w kalejdoskopie. Jedne kabarety trwały długo, inne upadały już w kilka miesięcy po powstaniu. Zjawisko to nasilało się szczególnie w czasie kryzysu lat trzydziestych. Jerzy Jurandot pisze, że przez szereg lat istniały równocześnie w Warszawie dwa teatry rewiowe „Qui Pro Quo” (Dyr. Jerzy Boczkowski) na Senatorskiej i „Morskie Oko” (Dyr. Andrzej Włast) na Jasnej. Było oczywiście bardzo wiele pomniejszych scen i scenek, ale tak naprawdę liczyły się tylko te dwie. Konkurencją dla „Qui Pro Quo” było jedynie „Morskie Oko”, zaś z „Morskim Okiem” mogło rywalizować tylko „Qui Pro Quo”. Maria i Aleksander Żabczyńscy byli związani przede wszystkim z „Morskim Okiem”, ale często pracowali w operetkach, innych kabaretach a nawet w teatrach dramatycznych. Dotyczyło to zwłaszcza Aleksandra, który był ceniony ze względu na śpiew, grę oraz umiejętność prowadzenia konferansjerki. Ludwik Sempoliński w książce „Wielcy artyści małych scen” wielokrotnie wymienia nazwisko Żabczyńskich, opowiadając o znaczących wydarzeniach na polu „podkasanej muzy”.
Oto niektóre z wydarzeń artystycznych , w których uczestniczył A. Żabczyński:
* 15 maja 1930 w Poznaniu miała miejsce pierwsza Wystawa. W czasie jej trwania wystawiona została Wielka rewia. Wystąpili w niej oboje Żabczyńscy.
* 25 września 1930 w Warszawie - „Parada gwiazd”.
* 10 stycznia 1931 . Żabczyńscy wystąpili w programie: „Halo, Malicka i Sawan”.
* 5 września z połączenia Morskiego Oka i Wesołego Wieczoru powstał teatr Wesołe Oko w zespole znaleźli się też Żabczyńscy, teatr istniał tylko pół roku.
* W 1932 roku z powrotem utworzono Morskie Oko. A. Żabczyński powrócił do zespołu, w którym występowali też Igo Sym, Tola Mankiewiczówna , a od 1933 także Loda Halama. W pamięci widzów pozostała rewia „Listek figowy”, w której duet amantów: Żabczyński – Sym przechwalał się zdobyczami miłosnymi. Żabczyński ponadto występował w tym czasie z Mankiewiczówną jako „zapowiadacz” .
* 9 lipca teatr zamknięto, a większość aktorów, wśród nich Żabczyński, Znalazło pracę w otworzonym w czerwcu przez Andrzeja Własta „Rexie”. Teatrzyk ten to było jedyne w historii połączenie odwiecznie rywalizujących ze sobą Qui Pro Quo i Morskiego Oka. A. Włast wybrał po prostu najpopularniejszych w Warszawie aktorów. Siłą rzeczy teatr nie mógł istnieć długo.
* 11 stycznia 1943 roku powstał „Nowy Momus”. A. Żabczyński a także Jadwiga Andrzejrzewska i Loda Niemirzanka występowali w nim od 30 stycznia.
* 21 czerwca 1934 - Wielka Operetka . Rewia z udziałem A. Żabczyńskiego w programie „To warto zobaczyć”.
* 18 X A. Żabczyński wystąpił w komedii muzycznej „Piosenka o Nadine” wystawionej przez Teatr na Kredytowej
* 16 IV 1935 w Teatrze Letnim miał miejsce program „Muzyka na ulicy”.
* 1936 r. Teatr na Karowej – „Kot w worku” . W programie wystąpili także Helena Grossówna i Stanisław Sielański.
* 1937 r. – Wielka Rewia pod kierownictwem Własta. Program z Leną Żelichowską: „Podwójne życie panny Leny”.
To tylko niektóre z programów w których występował Aleksander Żabczński. Zapewne było ich o wiele więcej, gdyż aktor był bardzo popularny i lubiany przez publiczność, a to dla dyrektorów teatrów, zwłaszcza w dobie kryzysu, kiedy ceny biletów spadały nieraz nawet o połowę, miało niebagatelne znaczenie.

------------------------------
Informacje tu podane można znależć w książkach:
Jurandot J., Dzieje śmiechu, [w:] Dymek z papierosa, red. K. Rudzki, Warszawa 1959, s. 416 – 454.
Sempoliński L., Wielcy artyści małych scen, Warszawa 1968.

Ciekawe to wszystko... że on taki imprezowy chłopak był, no no... z Szachem go coś jakby łączy..;-))
Amciu, ksiądz Ci zadał pokutę zadośćuczynienia bliźniemu?;-)) bo Natalie znowu widzę na Twoim awatarze:-DD
buziak!

ale, ale... czy to ja aby na pewno mam temu bliźniemu wynagradzać;)?(LOL) [to tak na marginesie], a Al rzeczywiście rozrywany był swego czasu, podobnie pewnie jak Szach dzisiaj, coś ich jednak łączy, jak widać;)

..a przez nich znów nas coś łączy Amciu...;-)) każdy ma swego Ala jak widać:-)

oj tak, oj tak:) kochana Pehyu:):*

Kochana Amuś, każda ma swojego Ala ;) a Ty widze masz juz dwa łby, a ja to przeoczyłam ;/ oj przepraszam... ale szczere gratulacje i zachęta do dalszego tworzenia tego tematu, masz kolejna iwerna czytelniczkę, pozdrawiam:*

Prawdziwą sławę przyniosło jednak Żabczyńskiemu kino i to kino dźwiękowe. Niewielu bowiem mieszkańców Polski mogło sobie pozwolić na przyjazd do stolicy i pójście do kabaretu czy operetki, film zaś docierał często na odległą prowincję. Chociaż aktorzy ówcześni nie lubili grać w filmach i traktowali je często li tylko jako źródło dochodów, to właśnie dzięki nim stawali się znani i sławni.
Na ekranie zadebiutował A. Żabczyński w roku 1926 w filmie „Czerwony błazen” w reżyserii H. Szaro. Prawdziwą popularność jednak przyniosły mu role w filmach dźwiękowych, zwłaszcza w komediach muzycznych: „Manewry miłosne”,” Ada, to nie wypada”, „ Jadzia”, „Pani minister tańczy”, „Zapomniana melodia”, „ Sportowiec mimo woli”. Były to role pisane specjalnie dla niego, co świadczy o tym, że A. Żabczynski znajdował się w czołówce aktorów tak jak E. Bodo czy A. Dymsza.
***
Jako ciekawostkę można podać, że wszyscy trzej aktorzy spotkali się w filmie „ Czerwony błazen”, Żabczyński z Dymszą zagrali w filmie „ Sportowiec mimo woli” zaś E. Bodo obsadził Żabczyńskiego w głównej roli męskiej w filmie „Królowa przedmieścia”.

Warto może teraz przejść do filmowych ról A. Żabczyńskiego. Nie będę tu omawiać fabuł fillmów w których grał ( ich streszcenia można już w większości znaleźć na FW, a już na pewno na stronie FP), skoncentruję się zatem na niektórych aspektach wybranych filmów.

*****
Zatem: A. Żabczyński jako porucznik Niko książę Quanti w filmie "Manewry miłosne, czyli córka pułku."

Partneruje mu w tym filmie Tola Mankiewiczówna, jedna z jego stałych partnerek filmowych i rewiowych, z która występował także po wojnie. Występują w nim również dwie kobiety, które odegrały ważną rolę w jego życiu osobistym: Maria Żabczyńska (w roli Cyganki) oraz Loda Halama (owa tytułowa córka pułku). Do Lody Halamy powrócę jeszcze później.
„ Manewry miłosne” to jedna z ważniejszych w historii polskiego filmu komedii muzycznych. Przeboje „ Taka noc i walc i ty”, „Powróćmy jak za dawnych lat” i „ Jak trudno jest zapomnieć” napisane specjalnie do tego filmu przez Jerzego Jurandota i Henryka Warsa na stałe weszły do kanonu polskiej muzyki rozrywkowej.
Kluczową sceną filmu jest walc tańczony i śpiewany przez parę głównych bohaterów. Scena jest przepiękna, ale jej nakręcenie wymagało od aktorów nadludzkiego wręcz wysiłku. „Walca nagrywano bez przerwy trzydzieści dwie godziny. Chodziło o wygranie dekoracji. Za każdym obrotem aktorów trzeba było przesuwać za nimi mikrofony...„Księżyc za oknem od dawna już zbladł, w oczach wiruje, zatacza się świat” – Takie były słowa tego walca, które w mniej romantycznym znaczeniu można było do nas zastosować, bo świat zataczał się nam przed nami, gdy w okrutnymi oślepiającym żarze reflektorów, niezliczoną ilość razy powtarzaliśmy tę miłosną scenę, bladzi pod szminką, słaniając się po prostu na nogach ze zmęczenia.” (Wspomnienia Toli Mankiewiczówny przytaczam za : Janicki S., W starym polskim kinie, W-wa 1985.)

W tym filmie, tak jak w wielu innych, A. Żabczyński grał na pianinie. To nie jest tylko poza. Aktor, oprócz tego, że pięknie śpiewał był także kompozytorem. Napisał muzykę do filmu „ Głos serca” (1931 r.). Jest to adaptowana na język polski nowela Timothe’go She’a. W roku 1930 grupa polskich aktorów pod kierownictwem Mieczysława Gielniewskiego stworzyła w Joinville pod Paryżem polską wersję hollywoodzkiego filmu. W grupie tej znaleźli się: Włodzimierz Ordyński, Ryszard Ordyński, Janina Romanówna, Figa Nowakowska, Stefan Regulski i Aleksander Żabczyński. Było to doniosłe wydarzenie w rozwoju kina dźwiękowego. Równolegle obok polskiej ekipy pracowały zespoły z innych krajów adaptując film w swoich wersjach językowych. ( Na podstawie wspomnień W. Ordyńskiego w książce S. Beylin „A jak było opowiem...”
W-wa 1958, s. 65.)

Dzięki, Padmee:) Nie ma to jak dobra, właściwa zachęta:):*

Fred, syn Orzelskiego w filmie "Ada! To nie wypada!"

W filmie tym debiutowała, zresztą jako partnerka A. Żabczyńskiego, Loda Niemirzanka. S. Janicki, komentując film mówił, że prasa w 1936 r. , zachwycała się rolą Lody Niemirzanki, zaś grę A. Żabczyńskiego skomentowano słowami „ jak zawsze poprawny”. Przebojem tego filmu było tango: „ Nie kochać w taką noc, to grzech” , którą hrabia Orzelski śpiewał na Balu Młodej Sztuki.

„Można zamknąć serce przed miłością i uczynić najsilniejszą z twierdz. W taką noc ktoś jakby więzy rozciął, miłość sama wkrada się do serc. Nie kochać w taką noc to grzech, gdy sercu serca brak, bez tego pusty dźwięk ma śmiech i wino traci smak. Nie kochać w taką noc to grzech, gdy tęsknią serca dwa, gdy ktoś miłości wart jak ty, ktoś o niej śni jak ja. Czy dzień, czy wiek cię znam, to przecież rzecz obojętna, przyjemnie z sobą nam w tę dziwną, pijaną noc...” – tak brzmiały słowa piosenki, którą śpiewało i śpiewa wielu nawet może nie znając jej źródła. Po tym też poznaje się przebój – przeżywa on i czas, i wykonawcę...

Jan Oksza w filmie "Jadzia"
I w tym filmie, podobnie jak w poprzednim, krytycy podkreślają ogromną rolę odtwórczyni głównej roli, uwielbianej w tamtych czasach, Jadwidze Smosarskiej. Gwiazda kina jest rzeczywiście świetna, ale dobrze byłoby może podkreślić także jedną z najlepszych ról A. Żabczyńskiego. Jest to zresztą jedyny film, w którym A. Żabczyński zagrał obok Jadwigi Smosarskiej. Przebojem filmu stały się piosenki: „ Jadzia, po prostu – Jadzia, ale jak to brzmi.” a także: „Zawsze śmieję się”, którą Jadwiga Smosarska śpiewa śmiejąc się i płacząc na przemian.

W filmach A. Żabczynski odtwarzał role bohaterów raczej sympatycznych, co najwyżej młodzieńców nieco lekkomyślnych. W niemal wszystkich kreacjach przestrzegał pewnej „operetkowej” konwencji. Nawet jego rozpacz, powaga czy przygnębienie nie mogły być zbyt dramatyczne. Sam niejednokrotnie mówił, że chciałby w końcu zagrać jakiś „czarny charakter”. Okazja do tego, by zagrać „ jakiegoś czarnego typka, człowieka niemiłego, zamiast odwiecznych amantów” nadarzyła się, gdy aktor otrzymał rolę dyrektora Kluga w filmie z 1938 r. pt. „ Kobiety nad przepaścią”. Niestety rola ta przeszła bez echa. W obszernej recenzji w „Kinie” w ogóle nie wspomniano o Żabczyńskim. Nie zwrócono też uwagi na wcześniejszą negatywną rolę aktora - złego dziedzica Zaruby w niemej wersji „Janka Muzykanta”(1930 r.) Widzowie przyzwyczaili się do schematycznych ról czarującego amanta i takiej gry wymagali od swojego ulubieńca. Dopieroprzed samym wybuchem wojny zaczęły się zmieniać gusty publiczności. W filmie „Trzy serca” odwieczny amant przegrywa w rywalizacji z młodzieńcem o urodzie raczej chmurnej, nieco kanciastej. Uroczy Gogo ( A. Żabczyński) zostaje pokonany w walce o miłość pięknej Kasi (Elżbieta Barszczewska ) przez prezentującego inny typ męskiej urody Jerzego Pichelskiego. Rola Goga, z którą A. Żabczyński świetnie sobie poradził, jest swoistą karykaturą wszystkich jego poprzednich ról.
Zanim jednak do tego doszło, widzowie oglądali swego ulubieńca w rolach śpiewających amantów, które to role, trzeba dodać, niejednokrotnie były pisane specjalnie „pod niego”. A. Żabczyński potrafił śpiewać i grać nawet na ... rakiecie tenisowej. („Jadzia”). Nic dziwnego, że podobał się publiczności przez długie lata.

Szczęśliwy koniec filmu to jedno z wielu wymagań i ówczesnej publiczności i sponsorów. Ludzie borykający się z trudną rzeczywistością polityczną i społeczną lat trzydziestych do kina szli, aby się rozerwać, odpocząć i zobaczyć swoich ulubieńców . I tu jak widzimy, mimo upływu kilkudziesięciu lat, niewiele się zmieniło.


Filmowi przedwojennemu zarzuca się pewien schematyzm tematyczny, obsadzanie w rolach głównych ciągle tych samych aktorów. Tymczasem, jeśli film miał być „filmem kasowym”, to producenci nie mieli większego wyjścia. Jeden z producentów wspomina , w jaki sposób zdobywało się pieniądze na kręcenie filmu. Wystarczyło czasem szepnąć jakiemuś nowobogackiemu: „ Mam Dymszę... ( Bodo...) ... (Smosarską)”. [O takim sposobie „werbowania sponsorów do orszaku pani sztuki” mówi min. S. Janicki w książce „W starym polskim kinie”.] Wiadomo już było, że taki film warto robić. Nie tylko koszta się zwrócą, ale jeszcze się na nim zarobi.
S. Janicki pisze, że tych pieniędzy nie było nigdy za wiele. Stąd często sceny kręcono w koszmarnych warunkach, w ogromnym pośpiechu. Nie było czasu na poprawki, mimo protestów i aktorów, i reżysera, że coś jest zrobione źle. Warto może pamiętać, o tych uwarunkowaniach, gdy chce się krytykować nasze przedwojenne kino. Należy też oddać hołd aktorom, którym przyszło żyć i pracować w tak trudnych dla polskiego kina czasach. A wymagania wobec nich też bywały absurdalne. Np. Eugeniusz Bodo musiał się w filmie „Piętro wyżej” przebrać się za kobietę, choć pierwotnie scenariusz tego nie przewidywał. Po prostu sponsor widział go tak przebranego w jakimś kabarecie i wymógł to i na Bodo i na producencie. A. Żabczyński nie spotkał się aż z takimi wymaganiami, chociaż niektóre punkty jego kontraktów wcale nie brzmiały lepiej. Na przykład według jednego z nich nie można mu było przytyć, zaś według innego prywatnych garniturów, w których występował na występował na ekranie nosić publicznie. I można się tylko dziwić, że aktorom chciało się jeszcze grać w jakichkolwiek filmach...
Aleksander Żabczyński grał aż w dwudziestu sześciu z nich...

Premier trzech ostatnich filmów w których wystąpił Aleksander Żabczyński nie widział, gdyż odbyły się one czasie wojny, w Krakowie. Zmobilizowany we wrześniu 1939 roku aktor brał udział w kampanii wrześniowej jako porucznik 1 pułku artylerii najcięższej, a po klęsce wrześniowej przedostał się do Rumunii . Internowany w obozie na Węgrzech zdołał zbiec do Francji, gdzie wstąpił do Polskich Sił Zbrojnych. Po najeździe Niemiec hitlerowskich na Francję i jej klęsce ewakuowany został do Wielkiej Brytanii, a później został wysłany na Bliski Wschód (1942 r.). Przez Irak i Palestynę dotarł do Egiptu. Już jako kapitan II Korpusu wziął udział w kampanii włoskiej (był ranny w bitwie pod Monte Cassino). Odznaczony Krzyżem Walecznych. W 1946 r. Pracował w Polskim Czerwonym Krzyżu w Salzburgu, a później został wraz z II Korpusem przewieziony do Wielkiej Brytanii. W 1947 r. został zdemobilizowany i powrócił do kraju.
Niestety w Polsce powojennej nie było miejsca dla aktorów przedwojennych. Zwłaszcza nie było go dla A. Żabczyńskiego, oficera, który walczył wprawdzie o wolność Polski, ale pod „niewłaściwym” sztandarem. Ulubieniec publiczności, który najczęściej grał role hrabiów nie mógł już dalej być wzorem ( zresztą nigdy nim nie był). Prawdopodobnie otrzymał jakieś propozycje filmowe, ale żadnej z nich nie przyjął, twierdząc, że "nie znajduje wśród nich interesujących”.

Występował w teatrze Klasycznym (1948-1949), a potem do śmierci był aktorem Teatru Polskiego. Wielokrotnie występował też przed mikrofonem Polskiego Radia.
Ponadto, jak pisze D. Gibas – Krzak o powojennych losach przedwojennych gwiazd: „Ekranowa para Aleksander Żabczyński i Tola Mankiewiczówna z recitalami przedwojennych szlagierów objeżdżali odległe zakątki Polski. Zamiast koszów z kwiatami dostawali od publiczności kubek gorącej herbaty”.
Aleksander Żabczyński zmarł nagle na serce 31 maja 1958 roku. Spoczywa na Powązkach Wojskowych ( kwatera 29A-3-4).
Jego odejście prasa filmowa skwitowała tylko krótkimi notatkami.

----------------
na podstawie: Gibas – Krzak D. „Gwiazdy i ludzie” , www. mowiawieki. pl oraz artykułu J. Piątek "Śpiewający amant".

Czy można patrzeć na aktora jak na zwykłego człowieka? Sam Żabczyński mówił, że aktor to był dla niego ktoś niezwykły. Spróbujmy jednak oddzielić aktorstwo od osoby aktora. Czy uda się zobaczyć człowieka?
Po latach trudno jest uchwycić istotę osoby A. Żabczyńskiego. Rewiowa i filmowa publiczność wymagała od niego kreacji uwodzicielskich amantów i te kreacje tak silnie się z nim zrosły, że oddzielenie legendy od rzeczywistości jest niemal niemożliwe. Tym bardziej, że o prawdziwym życiu aktora nie ma za wiele informacji.
Dominującą cechą osobowości A. Żabczyńskiego był jego wdzięk. Może nawet przesłaniał on inne wartości jego aktorskiego talentu? Krytycy teatralni stwierdzają, że swe najwartościowsze role zagrał Żabczyński już po wojnie, kiedy przestano wymagać od niego nieustannego czaru.
„ Od dużych drzwi, za krzesłami na prawej ścianie wyszedł nagle ten piękny chłopiec, wysoki i smukły w surducie zakończonym u rąk i szyi koronkowymi sfałdowaniami.
- Darek!
Obejrzał się, machnął ręką i znikł w drzwiach prowadzących na scenę.” – Tak zapamiętała A. Żabczyńskiego koleżanka z „Reduty” Stefania Kornacka na chwilę przed rozpoczęciem przedstawienia „Nowy Don Kiszot”A. Fredry.

Był wysokim, przystojnym szatynem o szafirowych oczach i zniewalającym uśmiechu. Jednak uroda nie zawsze jest równoznaczna z wdziękiem osobistym. A. Żabczyński należał do tych nielicznych szczęśliwców, którzy posiadają jedno i drugie. Jego uroda zdobywała mu wiele wielbicielek wśród nastolatek. Na ścianach klatki schodowej domu, w którym mieszkał, zakochane podlotki pisały wyznania miłosne. Aktor zwierzał się koleżance: "Wyobraź sobie, że dwa razy do roku muszę odmalowywać ściany na schodach, bo właściciel kamienicy tego żąda". (Małkowska komentuje to słowami „ Oto wątpliwe rozkosze popularności”. )
O swoim zauroczeniu osobą Żabczyńskiego, gdy miała trzynaście lat pisze też Stefania Grodzieńska, dodając: „ wtedy nie mogłam sobie wyobrazić, że polubimy się bardzo z przemiłym kolegą Darkiem Żabczyńskim”. [Grodzieńska S., Urodził go „Niebieski Ptak”, Warszawa 1988, s. 11 - 12.]

Odgrywający na scenie i w filmie role amantów, A. Żabczyński także i w życiu osobistym nie ustrzegł się opinii „zdobywcy serc niewieścich” . Była to opinia bardzo przesadzona . Małżeństwo aktora z Maryną Zielenkiewicz było bardzo udane. Niemniej jednak znany jest epizod z Lodą Halamą. Jest on różnie komentowany...

D. Gibas – Krzak pisze po latach: „Nawet Aleksander Żabczyński, zwany Darkiem, nie ustrzegł się zdrady. Zapłonął namiętnością do Lody Halamy, z którą grał w "Manewrach miłosnych”. Nie wytrzymywał jednak napięć związanych z podwójnym życiem i postanowił zerwać z kochanką. Po rozstaniu Halama popadła w depresję, zniknęła z Warszawy na trzy dni, aż szukała jej policja. Aktorka tymczasem wyjechała do Częstochowy, gdzie na Jasnej Górze leczyła złamane serce”. [Gibas – Krzak D. „Gwiazdy i ludzie” , www. mowiawieki. pl]
****************************** *************************
Natomiast Ludwik Sempoliński, który znał oboje, tak wspomina tę historię: „ 13 sierpnia [ 1933r.] w „Kurierze Warszawskim” ukazała się wzmianka, że od paru dni zaginęła Loda Halama i zastępuje ją Żelichowska i Szymańska. [ Halama grała wtedy w programie „ Warszawa – Chicago”]. W „Expresie” rozpętała się burza na tle tej sensacji , na skutek czego kawiarnie wrzały od plotek. Wreszcie po kilku dniach Loda się znalazła. I wszystko nagle ucichło, nawet w „Expresiaku” nie było wyjaśnień. Okazało się , że tło tej historii było wybitnie romantyczne. Zakochana nieprzytomnie w Żabczyńskim, po zerwaniu z nim nikomu nic nie mówiąc wyjechała do Częstochowy i przesiedziała parę dni na Jasnej Górze” [Sempoliński L. Wielcy artyści małych scen, W-wa 1968, s.453.]

Nie mamy relacji tej historii z ust A. Żabczyńskiego, swoje wrażenia spisała natomiast Loda Halama .
„ Już przy pierwszym spotkaniu nastąpiło coup de fourde – wzajemne. Zakochaliśmy się w sobie. Al był żonaty, ja byłam w separacji z moim pierwszym mężem , Andrzejem Dembińskim. Wspólna praca w teatrach i filmie uczucie to potęgowała. [...] nasze rozstanie nastąpiło w okolicznościach bardzo, bardzo smutnych.
... Pracowałam wtedy w Wielkiej Rewii na Karowej. Al miał odsługiwać wojsko, przyszedł do mnie na decydującą rozmowę o naszej przyszłości. Jak zawsze, te same słowa: tak dalej być nie może, jego żona także tej atmosfery nie może już wytrzymać. Zwierzył się ojcu, generałowi Żabczyńskiemu, który mu poradził , aby szedł za sumieniem i sercem – co, niestety, nie szło w parze. Widziałam, ile go to wszystko kosztowało, choćby świadomość, że krzywdzi żonę, o której zawsze bardzo ładnie mówił. Ja miałam teraz decydować o jego rozwodzie. Czułam, że to nie jest w porządku, że ponad moje siły, tym bardziej, że Al był szlachetnym, ale słabym człowiekiem i krzywda jego żony mogłaby zaważyć na naszym uczuciu. Zdecydowałam więc – nie patrząc na niego, powiedziałam krótko: chyba wrócę do Andrzeja. Al stał długą chwilę, a potem wydusił: rozumiem, co chcesz powiedzieć – i wyszedł . Wiedziałam, że to już jest koniec. Prawdziwy.”
Dalej L. Halama wspomina o swoim wyjeździe do Częstochowy. Wszystko wydało się jej nagle bez sensu. Wstała od lustra, przy którym robiła charakteryzację i po prostu nic nie myśląc poszła przed siebie. Ocknęła się przed dworcem. Wsiadła więc do pierwszego pociągu, który przyjechał. Był to pociąg do Częstochowy. L. Halama pisze, że sam los nią kierował. W mieście zatrzymała się u przygodnie spotkanych w pociągu staruszków. Codziennie modliła się na Jasnej Górze, trzeciego dnia poszła do spowiedzi. Tymczasem w Warszawie rzeczywiście poszukiwała jej policja. A. Żabczyński był „indagowany na okoliczność, czy nie przyczynił się do jej zniknięcia”. Po jej powrocie do Warszawy prasa komentowała , że to nawet świetny trik reklamowy , ale Halama z całą szczerością dodaje „ Al osiwiał bardzo, a ja wydoroślałam”. Dla Lody Halamy symboliczną historią odzwierciedlającą jej związek z A. Żabczyńskim jest historia pewnego pierścionka podarowanego jej przez panią Potocką. Był to dar z życzeniem szczęścia, za „Symfonię patriotyczną”. Jednak jakby wbrew temu życzeniu szczęścia Halamie nie przyniósł. Na tym właśnie występie L. Halamy konferansjerkę prowadził A. Żabczyński. W ten sposób się poznali. Później, ilekroć próbowali się rozstać, z pierścionkiem coś się działo, albo ginął, albo łamał się. W końcu, przed ostatecznym rozstaniem. pierścionek upadł na ziemię, a A. Żabczyński niechcący nastąpił na niego i zgniótł doszczętnie.
[Halama L., Moje nogi i ja, Warszawa 1984, s. 58 – 61. ]





Wspomnienia Lody Halamy rzucają też światło na powojenne losy A. Żabczyńskiego. Tancerka pisze: „ Spotkaliśmy się jeszcze potem w Anglii, kiedy wojsko gen. Andersa przypłynęło do Liverpoolu. Al przeżył podobno szok, kiedy po zejściu ze statku, natkną się od razu na ogromny plakat, reklamujący Anglo –Polish Ballet z udziałem Lody Halamy. Naturalnie wszyscy gremialnie przyszli do teatru, zaproszeni przez dyrektora Janka Cobla. Całe audytorium przeżywało emocje oczekując na moje spotkanie z Alem.
Al nie przyszedł zaraz pierwszego dnia, ociągał się, jak mi jego koledzy opowiadali - bał się tego spotkania. Zrozumiałam, kiedy go zobaczyłam. Nie był w dobrej formie, bardzo otyły, twarz nabrzmiała od alkoholu. Z trudnością widziało się resztki dawnej urody. Ale podobno po powrocie do Polski szybko wrócił do dawnej, dobrej formy. Cóż, nie wiedzieliśmy, jak się zachować, jak przywitać .Była jakaś niewidzialna ściana przeszłości między nami. Nie można już było wskrzesić niczego. Nie odnaleźliśmy się.
Po latach, wiedziona jakąś niewiadomą silą przyjechałam do Polski po raz pierwszy – akurat w dzień pogrzebu Ala. Byłam w Kościele Świętego Krzyża na nabożeństwie, ale stałam z tyłu, między tłumem, aby nie ranić nikogo przybliżeniem się do trumny...” [ L. Halama, op. cit.]







oj, ale nie na gg...
powtórz, proszę, na FW... :)

a ja Ci zaśpiewam w tym czasie:

podaruj mi trochę słońca,
podaruj mi trochę słońca,
idą deszczowe dni, idzie mokry czas
a Ty tyle słońca masz:)
podaruj mi trochę słońca...

Amciu, dawno mnie tu nie było... co nowego u Ala?;-))
pozdróweczka:-))

Witam!
Postanowiłem zawitać do Ciebie. Wpisuję się tutaj, bo pomyślałem, że to będzie odpowiednie miejsce. Na temat starych filmów mogę powiedzieć jedynie tyle, że strasznie mnie zaciekawiły i to nie od dzisiaj. Z przyjemnością oglądnąłbym coś zapomnianego, czarno-białego. Może dziś coś się trafi?
Pozdrawiam

A wiesz, że to całkiem możliwe?Jeśli masz Kino Polska to sparawdź na www.kinopolska.pl ) Seans w Iluzjonie. Zdaje się, że wtym tygodniu ma być "Pani minister tańczy " i "Będzie lepiej" - świetne komedie. Polecam:)

Z chęcią bym coś zaśpiewał, ale jest już późna godzina, a ja... nie umiem śpiewać.
Przeglądam sobie stare filmy na FW, czytam tytuł, czytam obsadę, praktycznie na non stopie sprawdzam aktorów, o których istnieniu nawet nie miałem pojęcia - większość z nich już nie żyje. Normalnie zaczynam sobie wyobrażać dany film. Nie tylko myślę o tym, o czym traktuje, lecz także wyobrażam sobie te czasy, w których powstawał (np. 20-lecie międzywojenne), jakie były realia, zachowania - taka podróż w czasie, której nie mogę skonfrontować z danym obrazem, bo przecież nie miałem przyjemność go oglądać, a szkoda.
Niestety nie posiadam tego programu, nawet Ale Kino! jest u mnie niedostępne. Co najwyżej mogę liczyć na TV Polonię, na której mając w ręku pilota nawet się nie zatrzymywałem. Pewnie jest bardziej zakurzona niż najczystrzy kurz.

Tak, to rzeczywiście "spory kawałek" historii naszej kinematografii... I gdyby nie wybuch wojny, to kto wie jak potoczyłyby się jej losy... Wystarczy porównać choćby filmy z poczatku lat trzydziestych z tymi, które powstały pod koniec, przed samą wojną, by dostrzec w tym kinie naprawdę duży postep i to w stosunkowo krótkim czasie... A aktorów mieliśmy naprawdę dobrych...Bodo czy Smosarskiej mógł nam każdy pozazdrościć:)
Niestety "Polonia" już dawno nie nadała żadnego z filmów przedwojennych, a szkoda... Można mieć tylko nadzieję, że to się zmieni:)

Dzięki, ża wypowiedź:)

Właśnie to między innymi jeden z powodów, dla których chciałbym sięgnąć po klasyki polskiego kina. To jak sytuacja polityczna i społeczna wpływała na powstające filmy w owym okresie.
W historii można znaleźć wiele przykładów, które ukazują podobny schemat, w którym to, gdy wszystko wkońcu zaczyna być poukładane, rozwija się nieprzeciętnie i idzie w dobrym kierunku, to zawsze, bądź bardzo często zostaje pohamowane przez różnego rodzaju wydarzenia włącznie z tymi najdotkliwszymi jak w tym przypadku wojna.
Skorzystałem i zaglądnąłem na umieszczony przez Ciebie link. Z chęcią chciałbym zabrać głos na temat Aleksandra Żabczyńskiego, ale nie dysponuję nawet niewielką wiedzą na jego temat. Przeczytałem biografię, którą umieściłaś i sama ta notka rozbudza we mnie jeszcze większą chęć obejrzenia chociaż jednego filmidła.
Patrząc na zdjęcie wydaje mi się, że kojarzę skądś tę twarz. Pewnie natrafiłem kiedyś w tv na migawki o Żabczyński, bo nie sądzę bym widział kiedykolwiek film z jego udziałem.
Kto wie, w życiu nie należy skreślać niczego, bo niczego nie można być pewnym.

P.S. "Polonia" nadawała i nadaje, tyle, że na różnych ludzi :)
Pozdrawiam

Na pewno jakieś fragmenty widziałeś, bo filmy udziałem Żabczyńskiego były bardzo popularne i stosunkowo dużo ich się zachowało:) Niemal wszystkie:) I bardzo dobrze:) Mogłeś widzieć " Pani minister tańczy" czy "Jadzię" na przykład. Sporo wiadomości o tuym aktorze jest w tym temacie, jeśli się zbyt szybko nie znudzisz, to możesz poczytać...
Ja przed chwilą skończyłam oglądać" Piętro wyżej" Z Eugeniuszem Bodo. Również świetna komedia:)

witam! wchodzę tylko na chwilkę aby się przedstawić i zaprosić do siebie:) A wykorzystując fakt, iż jestem w temacie filmów z udziałem A. Żabczyńskiego to powiem tylko tyle,że... nic nie powiem bo nie wiem o kogo chodzi:) pozdrawiam!

I powrót do tematu;) Teskst piosenki z filmu "Reformy pani minister" .
Wyk. Aleksander Żabczyński i Tola Mankiewiczówna

JUŻ NIE MOGĘ DŁUŻEJ KRYĆ

Przepraszam panią, że niepokoję,
przepraszam panią - musiałem przyjść.
Nie jestem winien - to serce moje,
to serce milczeć już nie chce dziś.

Już nie mogę dłużej kryć,
co we mnie płonie.
Jak mi tętnią skronie,
jak się serce rwie (on kocha mnie).
Już nie mogę dłużej kryć,
jak brak mi Ciebie,
gaśnie dzień na niebie,
gdy nie widzę Cię (on kocha mnie).

Przed smutkiem chronić się chcę
i nie mam dokąd.
W tęsknocie bronić się chcę
i nie wiem jak (o tak, o tak).

Już nie mogę dłużej kryć,
jak bardzo źle mi,
chyba nikt na ziemi
nie miłował tak.

I z filmu:" Ada! To nie wypada":
Nie kochać w taką noc...

Można zamknąć serce przed miłością

I uczynić najsilniejszą z twierdz

W taką noc ktoś jakby więzy rozciął

Miłość wchodzi w taką noc do serc



Nie kochać w taką noc to grzech
Gdy sercu serca brak
Bez tego pusty dźwięk ma śmiech
I wino traci smak
Nie kochać w taką noc to grzech
Gdy tęsknią serca dwa
Gdy ktoś miłości wart jak ty
Ktoś o niej śni jak ja
Czy dzień, czy wiek cię znam
To przecież rzecz obojętna
Przyjemnie z sobą nam
W tę dziwną , pijaną noc
Nie kochać w taka noc to grzech
Kochajmy póki czas
Niech miłość wejdzie w krew i myśl
Niech porwie dziś i nas!



Świat zatonął w księżycowej ciszy

Nad głowami mlecznej drogi szlak

Noc jest blisko, noc miłością dyszy

Serce w piersi tłucze się jak ptak.








Hehe, szalejesz z Alem jak widzę:-)) oby tak dalej;-)) pozdrawiam cieplutko!! :-*

no jasne;) odrobina szleństwa. W końcu to wiosna:)
A na punkcie Ala szalałam zawsze i nie przypuszczam, żeby to w najbliższym czasie uległo zmaianie:)Pozdrawiam:) A co u Szacha?;)

Szaruczek ma się dobrze, coraz go więcej wokoło;-)) a zgodnie z wiosną poszukuję "odpowiednich" ciuchów;-), ale tak "w realu". Może się uda:-) pozdróweczka!!

Pamiętam ten dialog :)

masz na myśli opis mój?:)

Mam na myśli opis twój :D

No tak, przecież ksiazka niemalże kultowa;)

Amusiu, buuuu:-((( ale czemu tak radykalnie?:-(( chlip, chlip... i gdzie ja mam teraz swój wierszyk umieścić, co? tutaj?

Idę cienistą stroną ulicy,
a ty słoneczną –
a ty słoneczną
płyniesz w obłoczku zwiewnej spódnicy
stopą taneczną –
stopą taneczną.
Idziesz słoneczna, sama, jak właśnie
rozkwitły z pąka liść,
że idącemu cieniem jest jaśniej –
na ciebie patrząc – iść.

Tam po twej stronie przepych wiosenny
klomby ogarnia –
klomby ogarnia.
Tutaj już tylko schną chryzantemy
w mrocznych kwiaciarniach –
w mrocznych kwiaciarniach.
Idziesz słoneczną stroną ulicy
i niesiesz naręcz bzu,
a ja twą postać niosę w źrenicy
po cienia stronie tu.

Barwne po twojej stronie wystawy,
rojne kawiarnie –
rojne kawiarnie.
Tutaj do niemych kin nieruchawy
tłumek się garnie –
tłumek się garnie.
I tak idziemy – ty w gronie licznym,
a ja tu z sobą sam.
Ja – po cienistej stronie ulicy.
Ty – w słońcu cała tam.

Słyszę za sobą szelest stronicy
z prawdą odwieczną –
z prawdą odwieczną.
Tylko z cienistej strony ulicy
widać słoneczną .
Niechby tak trochę drogi nam zeszło,
nim skręcę w swoją sień.
Tobie – idącej stroną słoneczną –
mnie – tą, gdzie już jest, cień.

buziaki:-** <zapłakana>

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu:

Wpis został dodany do obserwowanych

Zarządzać obserwowanymi blogami i wpisami możesz na stronie Obserwuję > blogi

Obserwujesz ten wpis

Zarządzać obserwowanymi blogami i wpisami możesz na stronie Obserwuję > blogi

Przestałeś obserwować wpis

Blog został dodany do obserwowanych

Zarządzać obserwowanymi blogami i wpisami możesz na stronie Obserwuję > blogi

Obserwujesz tego bloga

Zarządzać obserwowanymi blogami i wpisami możesz na stronie Obserwuję > blogi

Przestałeś obserwować bloga

dodaj komentarz