Life is Strange: Before the Storm

2017
8,1 2 305
ocen społeczności
8,1 10 1 2305
1 235
chce zagrać
powrót do forum gry Life is Strange: Before the Storm
  • headlong ocenił(a) tę grę na: 9

    Po pierwszym odcinku mogę szczerze polecić. Gra warta tych 20 euro. Fani Lis nie będą zawiedzieni. Nawet jeśli nie lubiliście Chloe w poprzedniej grze (tak jak ja) teraz macie szanse ją pokochać. Świetnie rozwinęli jej postać. Jest wygadana i przezabawna. Opcja 'backtalk' jest chyba czymś jeszcze lepszym niż przewijanie czasu. Muzyka to miód na uszy. Dużo starych postaci drugoplanowych. Grafika dopieszczona. Nawet na słabym sprzęcie śmiga płynnie. Czasami miałam problem z muzyką która się zacinała gdy Chloe była w dużych przestrzeniach i ustawiałam kamerę przy ścianach ale obwiniam o to raczej mój sprzęt.
    Polecam niezdecydowanym!

  • RobertSolski ocenił(a) tę grę na: 9

    headlong Mogę zgodzić się, że ogólnie wrażenia są pozytywne, ale na razie jeszcze nie jestem zachwycony. Ale to zrozumiałe - gra musi rozwinąć skrzydła, to było zaledwie zaostrzenie naszego apetytu :)

    Po pierwszym odcinku "Before the Storm' okazało się... takie, jak się spodziewałem. No i z jednej strony to dobrze, bo spodziewałem się rozwinięcia postaci Chloe, jej relacji z Rachel, dowiedzenia się więcej o samej Amber, świeżego spojrzenia na znany nam świat z innej perspektywy i dużo rzeczy do eksplorowania. I to wszystko dostałem. Jednak mimo, że jestem zadowolony, to zabrakło mi jakiegoś większego zaskoczenia, iskry (hehe). Dopiero ostatnia scena wywołała u mnie ciarki i poczułem w pełni, że to nadal stare, dobre "Life is Strange".

    Kolejne rzeczy wymienię w plusach i minusach - uwaga, mogą być SPOILERY.

    + Muzyka. Muzyka jest cudowna i 'uchwyca' ducha tej historii w stu procentach; tym razem bardziej skrojona pod Chloe, więc jest lekko 'ostrzej'. Ale tak samo klimatycznie i pasująco. Świetny dodatek do mojej playlisty :)
    + Dużo fajnej interakcji z otoczeniem. Zwłaszcza spodobała mi się możliwość zagrania w tę nerdowską planszówkę przed szkołą. Mam nadzieję, że w kolejnych odcinkach Mikey znajdzie jakiś sposób, żeby wskrzesić elfa barbariankę, i będziemy mogli zagrać znowu :D
    + Tło i dopracowanie detali. Dziennik Chloe, jej SMSy, wiele smaczków w znajdowanych rzeczach - Deck Nine odwaliło świetną robotę, bo takie rzeczy dodają tutaj głębi wielu elementom (np. samej postaci Elliota, o którym z jego sceny mało wiadomo. A w dzienniku proszę - wiemy, co łączy go z Chloe). Swoją drogą fajnie mieć znowu takiego Warrena do friendzonowania.
    + Animacje i ogólnie grafika. Duży krok do przodu, zwłaszcza gdy ktoś tak jak ja grał w bazowa grę na bieżąco i pamięta okropny lip-syncing. Tutaj to wszystko jest po prostu piękne, twarze postaci są o wiele bardziej dopracowane, animacje płynniejsze i bardziej naturalne i na to wszytko po prostu cudownie się patrzy, mimo ze nie ma jakichś graficznych wodotrysków. To właśnie jest dobra grafika!
    + Długość. Zabawa, łącznie ze znalezieniem wszystkich grafitii, zajęła mi grubo ponad trzy i pół godziny.
    + Postać Rachel. Jak za Chloe nie przepadam jakoś strasznie ( i chyba jestem w mniejszości), tak Rachel nie da się nie lubić. Dobrze napisana i naprawdę można uwierzyć, że bez problemu zawojowała wszystkim mieszkańcom Arcadia Bay w głowie. Nie mogę się doczekać, aż dowiemy się o niej więcej.

    +/- Writing. No jednak czuć, że nie jest to Dontnod - czasami miałem wrażenie, jakby za bardzo się starali z humorem czy chamskimi odzywkami Chloe i niektóre rzeczy, czy to dialogi czy jej prywatne przemyślenia, brzmiały po prostu lekko nienaturalnie i cringe'owato. To samo tyczy się innych postaci, np. Victorii. Tak samo było w LiS, nie zrozumcie mnie źle, ale tu wydało mi się, że jest tego o wiele więcej. Większość czasu i w kluczowych momentach jednak trzyma poziom, więc ciężko uznać mi to za minus.

    +/- Voice acting. Nowa aktorka głosowa dla głównej bohaterki dobrze spełnia swoją rolę, bo po jakimś czasie zapominamy, że to inny głos. Ale w scenach, gdy głosem naprawdę trzeba się popisać - jak masakra na wyspisku - według mnie zawiodła. To beznamiętne "F*ck this place" kompletnie odrzuciło mnie z immersji i napięcia, które scena świetnie zbudowała wcześniej.

    - W zasadzie brak trudnych wyborów. Wszystko robiłem mechanicznie i bez żadnych dylematów moralnych czy dłuższych przemyśleń - a szkoda, bo te rzeczy naprawdę mogą mieć ciekawe konsekwencje (w LiS było tego naprawdę sporo).

    - Backtalk. No nie spodobał mi się ten mechanizm, wydaje się być bardzo na siłę. Fajnie, że pyskówka Chloe na coś się przydaje, ale kompletnie nie trzeba się starać, żeby uzyskać to, co się chce - gra i tak ci to podsunie. Cofanie w czasie też było proste, ale skoro to z założeń jest bardziej rozbudowane, to powinno sprawiać jakieś wyzwanie - to mimo wszystko przygodówka.

    Suma sumarum jestem bardzo zadowolony i z niecierpliwością czekam na więcej - jest na co. Liczę na jeszcze więcej takich emocji, jak dostarczyła mi końcowa scena i samo zwiedzanie znanych już lokacji. Cudownie jest wrócić do tego świata w czasie, gdy Dontnod szykuje nam coś kompletnie nowego. Już teraz można stwierdzić, że nie mamy do czynienia z produktem zrobionym na siłę, ale z czymś zrobionym od serca od fanów dla fanów. Life is Strange to moja ulubiona gra, więc jestem wdzięczny za taki prezent.

  • RobertSolski Soundtrack jest rewelacyjny. Słucham godzinami. Mam nadzieję, że bedzie go można dostać na jakimś nośniku fizycznym kiedyś.
    Długość też na plus. Więcej czasu można spędzić w jednym odcinku w przeciwieństwie do jedynki. Pewnie ma też na to wpływ planowana ilość odcinków. Oby reszta też trzymała ten poziom długości. Nie jest za długo, a nie ma się wrażenia że "jak, to już koniec?".
    Scena na złomowisku - w zasadzie do końca części pierwszej - cudo. Najmocniejszy moment, dobrze napisany i zrealizowany. Nawet nie wiem jak to jeszcze skomentować, totalnie Deck Nine pozamiatało.
    Postać Rachel totalnie mnie zauroczyła. Zobaczymy czy reszta odcinków to zauroczenie zweryfikuje, a powinna - w końcu trochę wiemy z Life is Strange jaka była, chociażby te jej romanse z Frankiem czy Jeffersonem.
    Backtalk podobał mi się tylko raz póki co - podczas gdy dziewczyny chciały zdobyć wino. Bardziej mi to wyglądało na niekoniecznie potrzebny roast w reszcie wypadków. Meh. Do poprawy jak dla mnie. Oby była ta opcja zrealizowana lepiej w kolejnych odcinkach.
    No i ogromna poprawa lip-sync i postaci nie takie drewniane już w porównaniu do Life is Strange. Czyżby aż tak duża zasługa przypadała zmianie silnika gry na Unity z Unreal? Nie wiem, ale dużo przyjemniej się na to teraz patrzy. Animacje są po prostu ładniejsze, bardziej naturalne i miękkie w porównaniu do drewnianej "jedynki".
    Tak więc, czekam na kolejną cześć.

  • headlong ocenił(a) tę grę na: 9

    RobertSolski Robert, zgadzam się z Tobą jeśli chodzi o wszystkie plusy. Wspaniale, że już po 1 odcinku miałam piękną listę nowych zespołów do przesłuchania. Zgadzam się też jesli chodzi o dialogi, czasem troszkę na siłę i sztucznie ale warto z oceną poczekać chociaż na 2 odcinek.

    Jeśli chodzi o aktorów to dla mnie bomba. Zmiana aktorki podkładającej głos dla Chloe nie była dla mnie żadnym problemem i nie rzuciło mi się w uszy scena którą przytoczyłeś, ale póki jesteśmy przy tym temacie to warto pochwalić aktorkę dającą głos Rachel - spisuje sie świetnie i wg mnie bardzo pasuje do jej postaci.

    Opcja backtalk jest zdecydowanie czymś co będzie dzielić graczy i to już będzie raczej indywidualna preferencja ale myśle, że wybory wcale nie były takie łatwe i kto wie jak wpłyną na przyszłe odcinki. Osobiście bardzo długo zastanawiałam się czy ukraść pieniądze i widzimy w zaowiedziach że sprzedawca bluzek wróci po kase. A co jeśli ich nie weźmiemy? Przy pierwszym graniu nie udało mi się też przekonać dyrektora i kazał mi przyjść po zajęciach co może mieć daleko idące skutki (już w tym samym odcinku mamy smsa od matki Chloe że dzwonił do niej, gdy go przekonujemy nie ma tej wiadomości).

    A planszówka to taki mały diamencik 1 odcinka - wracałam do tej sceny kilkakotnie aby zobaczyć różne efekty.

    Daj znać po 2 odcinku jak wrażenia :)

  • RobertSolski ocenił(a) tę grę na: 9

    headlong Nie omieszkam i zgadzam się co do Rachel ;) Obyśmy tylko wytrwali to oczekiwanie...

  • Dareios ocenił(a) tę grę na: 8

    RobertSolski Czekam co napiszesz co całej grze :) z większością zgadzam się co napisałeś to jestem ciekaw co sądzisz na temat 2 i 3 epizodu :) no i ostatniej ostatniej scenie która łączy 2 gry

  • RobertSolski ocenił(a) tę grę na: 9

    Dareios Nie było czasu w tym świątecznym szale ograć jeszcze finału, ale nadrobię to na pewno jutro lub pojutrze :) I będzie można podyskutować :D

  • Skaza ocenił(a) tę grę na: 8

    headlong Ja natomiast muszę przyznać, że jestem zachwycony i to bardzo. Już na samym początku epizodu dotarło do mnie jak bardzo brakowało mi „LiS” - sposobu w jaki opowiadana jest historia, emocji z nią związanych i tych cudownych spokojnych momentów kiedy można odstawić klawiaturę i myszkę i po prostu wsłuchać się w muzykę. Uwielbiam tą lekkość jaką ma „LiS”. Brak wybuchów, brak nagłych zwrotów akcji i ciągłego QTE.

    Bardzo mnie cieszy możliwość grania Chloe. Była moją zdecydowaną ulubienicą w pierwszej grze, a teraz jeszcze dostałem możliwość wejścia do jej głowy i spojrzenie na nią z nowej strony. Jest to mój typ bohaterki, głośna i niedostępna na zewnątrz, czuła i wrażliwa w środku. Bardzo dobrze mi się nią gra, zwłaszcza, że nie czuję sznura zawszonego nad jej głową – w moim zakończeniu „LiS” poświeciłem dla niej całe Arcadia Bay. Nie żałuję. Zwłaszcza, że ten epizod jeszcze mocniej mnie uświadczył w przekonaniu, że mój wybór był właściwy (nie mylić z dobry). Rozwinę myśl później.

    Epizod dał mi również możliwość poznania chodzącej zagadki jaką jest Rachel Amber. Wbrew komentarzowi u góry ja akurat jej nie polubiłem. Uważam ją za interesującą postać, nie zrozumcie mnie źle, ale mam nieodparte wrażenie, że jest ona typem człowieka, który uśmiecha się do wszystkich, jednocześnie nie uśmiechając do nikogo. W pierwszej grze podejrzewałem, że może miała moce podobne do Max i w ten sposób sprawiła, że wszyscy sikali z radości na jej widok. W końcu do kogo Max nie podeszła ten w samych superlatywach się o niej wyrażał. Zupełnie jak Max po kilku cofnięciach czasu mogła sprawić, że dialog z rozmówcą został poprowadzony tak, żeby wszyscy nas lubili. Biorąc pod uwagę późniejsze wydarzenia w epizodzie myślę, że Rachel jest takim typem osoby do którego ludzie pełzną i niekoniecznie samej Rachel musi się to podobać. Uśmiecha się, przytakuje, ale i tak stawia siebie na pierwszym miejscu. Kiedy chciała się bawić z Chloe to ciągnęła ją wszędzie za sobą, a jeśli coś jej nie wyszło to już Chloe nie potrzebowała.

    Najważniejszym momentem w odcinku (nie licząc cudownej, emocjonalnej sceny z Chloe na wysypisku) było spalenie starego drzewa. Moje podejrzenie jest takie, że właśnie za ten czyn dziewczyny zostały ukarane przez duchy zamieszkujące Arcadia Bay i pobliskie tereny. „Spirit Animals” i przeróżne odniesienia do indiańskich wierzeń są elementem „LiS”.

    Bardzo wyraźne dla mnie jest fatum, które sprowadziły na siebie i to całkiem przypadkiem dziewczyny. Chociaż może nie całkiem przypadkiem, bo jak widzimy w drugim śnie Chloe, kruk ewidentnie pokazał jej gdzie się udać żeby odnaleźć Rachel. Zupełnie jakby wiedział, że dojdzie do podpalenia starego drzewa i z jakimi konsekwencjami będzie się to wiązało. Rachel i Chloe pełnią rolę zabawek w rękach bogów, sprowadzając na siebie zły los od którego nie mogą uciec. Tak jak Rachel zginęła ostatecznie z rąk Jeffersona, tak Chloe miała zginąć lub zginęła z rąk Nathana. Natomiast Max została niespodziewanie obdarowana mocą cofania czasu i mogłoby się wydać, że po to, aby móc w stanie uratować chociaż jedną z dziewczyn. Nic bardziej mylnego. Jeśli wybierzemy opcje w której poświęcamy Chloe dla Arcadia Bay to tak naprawdę nie zdziałaliśmy niczego i równie dobrze mogliśmy nigdy nie otrzymywać tej mocy. Chloe i tak by zginęła, a Arcadia Bay nie musiałoby mierzyć się z tornadem. Pewnie, Max dostała szanse na pożegnanie się z przyjaciółką z dzieciństwa, ale czy naprawdę kiedykolwiek o to prosiła? Dlatego tak jak kruk pokierował dla własnych zachcianek Chloe doprowadzając do podpalenia drzewa, tak Max została obdarzona mocą, której nie potrzebowała i której nie chciała. Decyzje bogów są niepodważalne, a człowiek jest dla nich niczym więcej jak rozrywką.

    I właśnie dlatego tak bardzo ciesze się, że wybrałem to „złe” zakończenie i uratowałem Chloe. Żal mi istnień z Arcadia Bay (mimo, że nikogo martwego nie widziałem i nie mam pojęcia kto zginął, a kto nie), ale przynajmniej uratowałem biedną dziewczynę, której całe życie się rozsypało po śmierci ojca. Jeszcze raz wspomnę fenomenalną scenę na wysypisku. To wydarzenie stworzyło z niej jednostkę, która odgradza się od wszystkich, jednocześnie błagając o pomoc i wyrwanie się z tego szaleństwa. Najpierw szukała pomocy w osobie Rachel, a kiedy życie jeszcze mocniej jej dokopało po jej zniknięciu przyjaciółki/miłości to znalazła oparcie w postaci Max. Chloe nie zasługuje na śmierć, tak samo jak Arcadia Bay na zniszczenie. A my gracze dostaliśmy dwie opcje do wyboru. Chyba twórcy gry są tak samo niesprawiedliwi jak starzy bogowie w Arcadia Bay.

    PS. Skoro istnieje zdjęcie Rachel i Chloe przed podpaleniem drzewa to teoretycznie Max, gdyby wciąż posiadała moc, mogłaby przenieść się w czasie i nie dopuści do tego wydarzenia. Fajnie jakby taka opcja istniała, ale w nią nie wierze.

  • Rrouge ocenił(a) tę grę na: 9

    Skaza Zgadzam się 100% Chloe była moją ukochaną postacią w 1 części i nadal jest, również poświęciłem dla niej całe Arcadia Bay i robię to za każdym razem, kocham tego typu bohaterki, mają w sobie wielką głębię i wielkie uczucia, nadal jest mi jej strasznie żal a na samym zakończeniu ze śmiercią chloe jak oglądałem wodospad łez był przeokropny.

  • mejki ocenił(a) tę grę na: 5

    headlong A wie ktoś dlaczego może studio odpowiedzialne za pierwszą część nie zdecydowało się na tę kontynuację tylko robi je ktoś inny? Po takim sukcesie to dziwna decyzja.

  • headlong ocenił(a) tę grę na: 9

    mejki Ręki sobie nie dam uciąć ale podobno studio Dontnod nie chciało robić prequela i nie podobała im się ta idea więc Deck Nine się tym zajęło a Dontnod pracuje nad Life is Strange 2

  • mejki ocenił(a) tę grę na: 5

    headlong A, że się tak zapytam jeszcze, te wątki trzymają się jakoś kupy w połączeniu z naszym poprzednim LiSem? Jestem jeszcze w trakcie grania ale widzę, że ktoś tu napisał o jakiejś decyzji uratowania Chloe. Czyli jest opcja, że może zginąć? Przecież wtedy ten poprzedni LiS (czyli dalsze wydarzenia) nie miałby prawa istnieć[?]

  • użytkownik usunięty ocenił(a) tę grę na: 5

    mejki Jestem już po 2 epizodach Before the Storm i nic takiego nie miało miejsca. Userowi najpewniej chodziło o porównanie obu odsłon serii w celu głębszego uzasadnienia, dlaczego dokonał takiego, a nie innego wyboru.

  • Felo74 ocenił(a) tę grę na: 8

    mejki W BtS jest masa nawiązań do LiS1 i wątki są w większości dobrze powiązane.

  • RobertSolski ocenił(a) tę grę na: 9

    headlong Okej, skończyłem. Ależ ja jestem zachwycony tym, jak to zakończyli! Ale po kolei.


    Nie omówiłem wcześniej epizodu 2 i nie jestem zbytnio na świeżo, więc sobie odpuszczę - powiem tylko, że bardzo podobał mi się zabieg z "Burzą". Częściowo przez to, że to mój ulubiony dramat Szekspira z tych, co czytałem - odegranie kilku scen było naprawdę przyjemnym i świeżym zabiegiem. Naprawdę zapadło mi to w pamięć i pokazało, że Before The Storm stoi jako osobna całość z własnymi, świeżymi pomysłami. To był chyba mój ulubiony odcinek całej gry, bo było w nim wiele świetnych rzeczy. Świetne postaci drugoplanowe (Steph FTW), emocjonująca akcja z Drew i naprawdę mocne zakończenie, które serio wzięło mnie z zaskoczenia. Polecieli w dość prosty, ale ciekawie rozwijający całą historię plot twist.


    I tutaj przechodzimy do tego, dlaczego jestem zachwycony wydźwiękiem całej gry - bo naprawdę teraz czuję, dlaczego relacja Chloe i Rachel była taka ważna. Nie był to zwykły romans ani głęboka przyjaźń - było to połączenie na poziomie emocjonalnym przez traumatyczne wydarzenia i rodzinne sekrety. Historia z Serą jest świetna, bo jest prosta, ale poprowadzona naprawdę w przemyślany i lekki sposób. Nie starano się na siłę dodać tu jakiegoś dramatu ani life-changing wydarzeń, które starałyby się przeskoczyć bazową grę - postanowiono na coś pobocznego, co naprawdę sprawia, że relacja Chloe i jej tęsknota za Rachel jest naprawdę o wiele bardziej wiarygodna. Jedyne jakie mam zastrzeżenie to to, że praktycznie przez trzy dni zbliżyły się do siebie bardziej, niż ludziom często to udaje się tygodniami - no ale takie już są te gry, niestety często bardzo skrótowe.


    Ogromne zaskoczenie na plus - Elliot. Bardzo się cieszę, że go wykorzystano i zostawiono trochę gorzki akcent na koniec. Szkoda mi chłopa, bo mimo, że zakochałem się w trakcie w Rachel podobnie jak Chloe... on miał rację. Nie jestem pewien, czy kompletną, ale naprawdę zacząłem się nad tym zastanawiać i nie jestem pewien, czy twórcy przypadkiem nie chcieli nam w ten sposób podsunąć pomysł, jakoby Rachel od początku sprowadziła na siebie wszystko, co ją później spotkało - wiemy, że była w romantycznej relacji z Frankiem; jeśli miałbym teraz strzelać, to prawdopodobnie dlatego, ze łatwiej było jej w ten sposób dostać narkotyki. A więc historia naprawdę mogła zatoczyć koło i możliwe, ze mimo tragicznej śmierci, Rachel u schyłku życia kompletnie nie przypominała takiej siebie, z jaką mogliśmy wchodzić w interakcje przez te trzy odcinki Before The Storm.


    No i szkoda mi Elliota. Fajnie jest mieć inne spojrzenie na postać Chloe i to, że sama odpycha ludzi, którym na niej zależy - że tak pogrążyła się we własnym smutku i nowej, dzikiej znajomości, że nie znalazła nawet czasu na rozmowę z kimś, kto był wcześniej dla niej ważny. Oczywiście nie była mu nic winna, ale serio chłopaka skrzywdziła. Bardzo poruszająca scena z porwaniem zdjęcia. Trochę to mi się kojarzy z Max i Warrenem, tylko że odwrócone o 180 stopni - tutaj zamiast zakochanego 'szczeniaczka' mamy... lekkiego 'psychola' (trochę przesadzili z tym grożeniem Chloe i rozbiciem kuli śnieżnej), który jest skrzywdzony i to w zasadzie... nasza wina. Ale szkoda, że nie pokuszono się na większą podbudowę tego wątku - w LiS relacja z Warrenem zależała w dużej mierze od gracza, tutaj wszystko było podyktowane i nie mogliśmy wpłynąć na to, co się stanie. Wielka szkoda, bo miałoby to o wiele większe, emocjonalne odbicie na graczach. No ale to miniseria, więc z takimi skrótami trzeba się niestety pogodzić. Ale dobrze, że jakoś go wykorzystali, bo Elliot od początku wydawał mi się dodany jakby na siłę, a tutaj jednak nabrało to większego sensu.


    Bardzo dobrze wykorzystano tu też Franka - był kimś więcej, niż tylko nadętym dillerem i widzieliśmy to już w LiS, ale fajnie widzieć, że jego sympatia do Chloe i zjawienie się na jej pogrzebie (jeśli, oczywiście, tak wybraliśmy) podyktowane było czymś więcej. W końcu też dużo przeszli razem. Cieszę się, że zajął się Damonem i pomógł naszej bohaterce wyjść ze wszystkiego cało. To trochę taki cichy bohater całej historii - jak David w LiS. Mam nadzieję, że wszystkim tym złym ludziom, którzy zabili Pompidou jest teraz nieźle głupio :D


    Bardzo się wzruszyłem na scenach z Davidem i Joyce, oraz fragmencie w finalnej sekwencji gdy się oświadczył. Naprawdę pięknie się na to patrzy z perspektywy tego, jak ważny później jest David - ale też w charakterze ruszenia dalej z życiem, nie popadania w rozpacz po stracie. Chloe czeka w przyszłości kolejna, mocna strata, ale teraz.. Teraz może być szczęśliwa i wiemy, że przez jakiś czas będzie. Cieszę się, że wygląda na to, że cała trójka żyła ze sobą w zgodzie przez jakiś czas - przynajmniej do czasu nadętej Chloe w pierwszych odcinkach LiS. Lekka niekonsekwencja, ale można to wybaczyć.


    Co wybija z rytmu, to te grafitti - w ostatnim odcinku chyba najbardziej. Szukanie Rachel w szpitalu, euforia że żyje - i śmieszkowanie sobie ze zdjęcia pielęgniarek? Jeszcze gdy szukamy Sery ma to sens, bo niszczymy napis Damona w gniewie - ale na przykład dopisanie na biurku taty Rachel, że ma ukryty schowek na alkohol to chyba niezbyt mądry pomysł. Ogólnie brakuje mi tez pewnych dopowiedzień w tej kwestii - widzimy, ze potem wszyscy szczęśliwie jedzą sobie indyka, ale chyba włamanie nie pozostało niezauważone? Tak samo jak forsa, która zniknęła? Owszem, jeśli nie zdecydujemy się powiedzieć Rachel (jak ja) to ma to sens, że nie chce, by cokolwiek wyszło na jaw, więc kwestia ta zostaje nieporuszona - ciekawe, jak jest w drugim przypadku. Zaraz sprawdzę :)


    Właśnie - co zrobiliście? Jak dla mnie był to jeden z najtrudniejszych wyborów w całej serii i zastanowienie zajęło mi dobre kilka minut. W końcu zdecydowałem się jednak ukryć to przed Rachel, bo nie chciałem psuć jej czasu, który pozostał - czyli częściowo decyzja ta została podyktowana tym, że znałem przyszłość. Nie wiem, co bym zrobił w innym przypadku. Ale pasowało mi to też do podbudowy z Wllamem i tego, czy zawsze mówił prawdę - odpowiedziałem, że nawet jeśli nie, wcale nie kochałbym go mniej. Więc miało to dla mnie wiele sensu, by oszczędzić jej dodatkowego bólu. Wystarczająco się nacierpiała, a James mimo wszystko naprawdę mocno ją kochał.

    Sekwencje z Williamem były jak dla mnie, niestety, często na siłę i naciągane. Tutaj, gdy jechaliśmy po Serę jeszcze wyglądało to dość ładnie i pasowało, ale na przestrzeni całej gry - według mnie przekroczono granice dobrego smaku i wpychali to trochę zbyt często. Choć SMSy w tych sekwencjach to złoto - jeśli przegapiliście, to sprawdźcie, co pisała do was Joyce :D Nieźle się uśmiałem.


    Fajny smaczek z Nathanem i jego 'zamykaniem się w skorupie' oraz podsłuchana rozmowa w szpitalu. Strasznie szkoda mi gościa, już w LiS mi było - szkoda, że terapia jednak nie przyniosła skutków. Największy bohater tragiczny całej tej historii, sadly.



    No cóż, więc podsumujmy to wszystko. Mimo kilku mankamentów, jestem zachwycony - historia poszła w o wiele lepszym kierunku, niż początkowo się spodziewałem. Osadzenie tego wszystkiego w takich 'ziemskich' realiach i opowiedzenie historii Rachel pod kątem jej rodziny było bardzo mądre - ciężko przebić nadchodzący vortex zagrażający całemu miastu, więc nawet nie starano się tego powtórzyć, i dobrze. Takie przyziemne historyjki jako prequele zawsze lepiej się sprawdzają. Po raz kolejny pochwalę też długość - epizody naprawdę są długie i przejście całej gry zajęło mi ponad 11 godzin, a nie mam jeszcze wszystkich znajdziek. To naprawdę świetny czas jak na tę cenę, bo niemal wszystkie, współczesne gry za tę cenę tyle zajmują, a to jest zaledwie miniseria, w dodatku o wiele tańsza. Szacuneczek - Telltale po raz kolejny powinno się wstydzić, że robią odcinki na półtora godziny.
    Świetna muzyka, dobrze rozwinięte tło dookoła Chloe i nowe, drugoplanowe postaci - no i bardzo wciągająca historia. Jeszcze nie raz zagram, myślę ze wezmę się za całość jeszcze raz, póki jest wolne, bo bawiłem się naprawdę przednio. Jestem gotowy pożegnać się z tym światem i poczekać na kolejny, który po cichu szykuje nam Dontnod :)

  • headlong ocenił(a) tę grę na: 9

    RobertSolski Hej!
    Zgadzam się odnoście wielu rzeczy.

    Frank, Pampidou, David i Joyce to moje ulubione postacie. Trochę szkoda, że nie było wzmianki o romansie Rachel z Frankiem poza jednym wymownym kontaktem wzrokowym.
    Jak się przeszło 1 część to trochę ciężko jest mi oglądać jak Chloe źle traktuje Davida i łamie serce swojej matce.

    Elliota szkoda, i to bardzo, zainwestował w relację z Chloe dużo. I zgadzam się z większością rzeczy które powiedział. Rachel jest postacią dramatyczną (dosłownie i w przenośni) i z takim emocjonalnym charakterem była skazana na to że coś się może źle skończyć.

    I tutaj właśnie przechodząc do głównego wątku. Nie mogłam zrozumieć dla czego oni tak przeżywają?! Przecież ta Sera była tylko ćpunką, nie chciała umyślnie nic złego zrobić Rachel, jej zachowanie nie było tak dramatyczne żeby nasyłać na nią morderców gdy się pojawia. Troszkę przerysowane wg mnie. Ciągle czekałam na to aż wyjdzie że chciała ją utopić albo oddać za narkotsy a tutaj nic, Najgorszcze co można jej zarzucić to zaniedbanie, nie zasługuje to na takie potępienie (wg mnie).

    Grafiti zgadzam się, w szpitalu albo w biurze ojca Rachel - tak w ogóle cała ta secena była absurdalna, tylko żeby znaleźć Serę Chloe zniszczyła dowody i skazała (winnego lub nie na śmierć - właśnie kogo wybraliście na kabla? ja nie miałam serca wydać tego wielkoluda z pierwszego odcinka, powiedziałam że to był ten który zaatakował Chloe na koncercie)

    Sceny z Williamem były zbędne (no może oprócz tej w której pyta czy gdyby powiedział jej prawde to sprawiłoby to że kochałaby go mniej - ja jednak odpowiedziałam że zależy od tego co zrobił)

    Ostatnia decyzja była faktycznie ciężka do podjęcia. Ja powiedziałam prawdę, ta zawsze jest lepsza od kłamstwa, szczególnie, że próba morderstwa jest nie do przebaczenia i osobiście uważałam że Sera zasługiwała na przebaczenie.
    Dodatkowo udało mi się otworzyć zakończenie w której Rachel poznaje swoją matkę.

    Niestety gdy obejrzałam na youtubie pozostałe zakończenia to nie wiele się one od siebie różnią.
    Też zajęło mi przejście ok 12 godzin. Fajne długie odcinki, zdecydowanie lepsze niż w najnowszym sezonie na przyklad the walking dead gdzie nawet herbata ci nie wystygnie a odcinek już się kończył.

    PS ciekawi mnie co się stało z dziewczyną Nathana.. myślicie że skonczyła jak Rachel? w koncu nie ma jej w piewszej części.
    Plus dostałam gęsiej skórki przy scenie końcowej nawiązującej do 1 części.

  • RobertSolski ocenił(a) tę grę na: 9

    headlong Cześć!

    Jeśli chodzi o Serę, hmm... W sumie, to ojciec Rachel naprawdę przesadził. I jeszcze jak nawet rozumiem odsuwanie Rachel od matki, to nasłanie Damona z zamiarem uśmiercenia jej było naprawdę głupie. Faktycznie, nie była pokazana jako jakaś okropna, ale chęć trzymania Rachel z daleka od niej też rozumiem - ale zgadzam się, było to zbyt gwałtowne i jednak samolubne ze strony Jamesa. Bardzo zazdroszczę zakończenia z poznaniem - damn! To najlepsze, jakie można uzyskać, bo mimo okropnego przebiegu fabuły Rachel ma pewne uczucie "spełnienia", a tak to zawsze jednak będzie czuła, że nie wszytko udało jej się zrobić. Muszę przejść od nowa, by też do takiego doprowadzić.

    Kabel - no właśnie! Kto to był? Bo ja także wskazałem tego frajera co nas zaatakował, Sheldon chyba? Kurcze, jeśli to ten co nas wpuścił, to niech wie, że Price'owie zawsze spłacają swoje długi i korzysta z wolności :D Fakt cała akcja w gabinecie ojca była głupia, ale przynajmniej Damon tak czy siak kończy w piachu, więc mogę się z tym pogodzić.

    Co ciekawe... jest dużo możliwości kłótni z Elliotem. U mnie zadzwoniłem na policję i zaczął uciekać - jak tobie się udało? Widziałem zakończenie, gdzie został wywalony z Blackwell - czyli go złapano i prawdopodobnie całą winę zrzucono na niego! Biedak trochę, ale ma to przynajmniej większy sens; zostało to jakoś zaznaczone i nie ma osoby bez winy.

    Z tą prawdą... rozumiem cię doskonale, bo też ciężko mi było podjąć tę decyzję. Ale Sera sama wiedziała, że jest toksyczna dla otoczenia - i jeśli miałem wybrać kochający dom dla Rachel nadal i Serę wycofującą się, to wolałem to, niż zaryzykować wszystko dla spotkania z matką, która sama stwierdza, że nie potrafi sobie ufać i jednak lepiej trzymać się od niej z daleka. Ale wybór był cholernie ciężki i czasami mam wątpliwości co do tego, na co się zdecydowałem - kolejny powód żeby przejść jeszcze raz, z innym nastawieniem :))

    Co do Nathana... cholera jasna, mam ogromny niedosyt. Co usłyszałaś w szpitalu? U mnie był psycholog z ojcem, ale widziałem też inne ciekawe opcje. W każdym razie u mnie na końcu nie usiadł obok niej pod drzewem - można uznać to jako symboliczne odsunięcie się od ludzi i wybranie 'ciemnej strony mocy', czyli rozpoczęcie złego prowadzenia się, narkotyków, cwaniactwa. W innym scenariuszu - mogłoby być ciekawie, jeśli faktycznie coś jej się stało, a cała rodzina w jakiś sposób to zatuszowała. Nathan jest dla mnie naprawdę fascynującą postacią i chciałbym dowiedzieć się o nim więcej, zdecydowanie za mało było go w "Before The Storm".

    No cóż, pozostaje czekać na "Farewell". Po finale dopłacilem do wersji Deluxe i czekam z niecierpliwością :) Oby to również był dość długi odcinek, a nie pół godziny, bo się zirytuję ;p Ale myślę, że po tak dobrej serii można im całkowicie zaufać.

  • headlong ocenił(a) tę grę na: 9

    RobertSolski Z dokumentów wyszło że kablem był właśnie ochroniarz przy drzwiach. Na koncu troche mi się szkoda Damona zrobiło bo co jak co ale nie on był kablem a wszystko wskazuje na to że zginął.

    Z Elliotem zadzwoniłam na policję ale zorientował się i znalazł i telefon i też uciekł, ale na końcu podarł zdjęcie i pakował się, właśnie zastanawiałam się czemu. Wyrzucili go? Jakie u ciebie było tego zakonczenie?

    Jeszcze odnośnie samego zakończenia, piszesz że się zastanawiałeś czy to była dobra decyzja, ja w sumie też sie zastanawiam czy powiedzenie prawdy było dobre. Szczerość w tym wpadku była jednostronna bo przecież wiemy że później Rachel będzie ukrywała swój związek z Frankiem / nauczycielem i wszystko co się działo w piwnicy. Zastanawiałam się czy nie zostawić tej reszty życia Rachel w błogiej nieświadomości.

    Szczerze przyznam że z Nathanem nie rozumiem tego wątku. W szpitalu był razem z tą dziewczyną Samanthą i wszystko było ok, nie było tam żadnego psychologa, samantha sama przyznała wtedy że to nie była jego wina i że ona jest niezdarna bo to jakiś rowerzysta ją potrącił, Nathan jej nie zaatakował. Na koncu razem usiedli pod drzewem, zgaduje więc że to najlepsze zakończenie.
    Ogólne próbowałam mu pomóc (obroniłam przed Drew, i przed jego ojcem przed wystąpem - to pewnie było kluczowe). To mówisz że była wersja gdzie ją zaatakował i była policja w szpitalu?

    Też nie mogę się doczekać dodatkowego epizodu!

  • RobertSolski ocenił(a) tę grę na: 9

    headlong Właśnie u mnie nie było Nathana i Samanthy - a sam papa Prescott i psycholog, i na dobrą sprawę nie było wiadomo o co chodzi, nie można było wywnioskować. Ale skoro jest wersja, gdzie coś jej się stało, to łatwo dodać dwa do dwóch :) Ciekawa zabawa z graczami.

    Elliot u mnie podarł zdjęcie, ale nie pakował się - po prostu je podarł, i tyle. Czyli u mnie został w Blackwell i najpewniej nikt się o niczym nie dowiedział - po prostu dał sobie spokój z Chloe, akceptując to, że i tak jej nie uratuje. I na dobra sprawę to dobrze dla niego, nie pojawia się później więc można przyjąć wersję, że prędzej czy później i tak 'zniknął z obrazka'. No i Chloe za bardzo go nie wspomina (nie było żadnej wzmianki - chyba, że mówiła coś o dawnym przyjacielu a my wtedy tego nie wyłapaliśmy).

    Mi tam szkoda Damona nie było. Był szumowiną, która miała liczne rzeczy za uszami i przez swoje cwaniactwo i układ z Amberem wywinął się z napaści - prawdopodobnie nie jego pierwszej i wątpię, że ostatniej. I samo grożenie Chloe i Rachel nożem też do dojrzałych zachowań nie należało - dobrze wiemy, jak takie coś może się skończyć. Wykorzystał swoją wyższość i połączenia, żeby się nad nimi popastwić, bo wiedział, że jej ojciec i tak musi coś dla niego zrobić. Bardzo się cieszę, że Rachel go zaatakowała, mimo tego jak to się mogło dla niej skończyć.

    Kurcze, strasznie mnie męczy kwestia Franka i późniejszej relacji z Jeffersonem. Naprawdę mogliby się pokusić na jakiś skok w czasie i pokazanie nam tego z perspektywy Rachel, bo Before The Storm miało rozwiać pewne wątpliwości co do ich relacji, ale nadal nie wiemy tak naprawdę najważniejszego - tego, co te dwie gry powinno łączyć. Pewnie nie ma już szans na żaden specjalny odcinek, ale kurcze, no cokolwiek - tu jest duża luka do zapełnienia, a jak wzięli się już za okres trzech lat przed akcją, to tym bardziej powinni pokryć ten 'istotniejszy' z punktu widzenia gracza grającego w samo "LiS".

  • RobertSolski Nie odniosłam wrażenia, żeby pan Amber zlecił jakieś zabójstwo Sery, raczej chciał, żeby Damon ją z powrotem uzależnił, co by jej adwokat nie miał podstaw do zmiany wcześniejszych sądowych ustaleń w sprawie kontaktów.

    Jednakże tak poważne wtrącenie się Chloe w damonowe sprawy troszkę wytrąciło zleceniobiorcę z równowagi, zwłaszcza, że jej wiedza, również na temat aktualnie prowadzonego w jego sprawie postępowania, mogłaby go wsadzić za kraty na długie lata.

    Tam wyżej to chyba nie o Damona chodziło, a o Sheldona, czy jak mu tam było. Ja wystawiłam tego sprzedawcę od koszulek, w realu nie wrobiłabym niewinnego, nawet takiego kuta.sa, ale skoro to gra :d a nieziemsko mnie facet zirytował tą swoją postawa i gębą, jeszcze bardziej niż Sheldon. Bramkarz był spoko i miał takie fajne kwiatki na motorze, no jakże bym mu mogła zrobić takie świństwo.

    Co do Samanthy to u mnie było, że Nathan chce do niej podejść pod drzewo, ale ona zauważywszy to, ostentacyjnie odchodzi czy może boi się go, nie wiem. W szpitalu był sam ojciec, Nathan złamał jej żebra czy coś, nie miałam nawet pojęcia, że to jego dziewczyna. Może zaważyło to, że ojciec go zdołował, nie było konfrontacji i na przedstawieniu grał jak ciamajda.

    A jeżeli chodzi o Serę to nie rozumiem, dlaczego nie mogły się spotkać z Rachel w tajemnicy przed Jamesem, a skoro tak jej zależało na tym, żeby ta zachowała dobre relacje z ojcem to wystarczyło po prostu nie mówić jej o jego próbach odcięcia Sery od córki. Przecież nie musiała jej od razu matkować czy cuś, od tego miała Rose.
    Bo skoro jest możliwość, że się potem spotykają i nic złego się w sumie nie dzieje, Rachel tak samo jest ucieszona w towarzystwie Chloe, jak i w świecie bez spotykania matki, to po co to całe wcześniejsze pitolenie bez żadnej możliwości z naszej strony, żeby świadomie do tego doprowadzić i szkoda, że nie możemy podejrzeć żadnych szczegółów poza krótką scenką.

    Sądzę, że Frank był taki miły i pomocny dla Chloe nie dlatego, że jakoś specjalnie się dla niego liczyła, ale ze względu na to, że się bujała z Rachel, że to o nią mu chodziło, to spojrzenie podczas koncertu było intensywne i zabrakło mi czegoś większego związanego z nimi. Rozumiem, gdyby ta gra wyszła pierwsza i od niej rozpoczynała się cała historia i chcieliby poczekać z tą bombą na temat ich romansu do LiSa, ale skoro i tak wszyscy wiedzieli, to mogliby jakoś bardziej do tego nawiązać.
    Może coś się wyjaśni w bonusowym epizodzie.
    Fajnym dla mnie za to smaczkiem była obecność woźnego Sama, uwielbiam z nim rozmawiać, świetne ma rozkminy, że o głosie nie wspomnę.
    Podobało mi się też, jak strażacy pośrednio potwierdzili, że Rachel faktycznie panuje nad ogniem, świadomie czy nie, ale jednak jego skala zależy od jej stanu emocjonalnego.

    Eliot postanowił wspaniałomyślnie wziąć spotkanie z glinami na siebie, Chloe zwiała z kasą. Generalnie był bardzo wzruszony moją przemową do niego podczas połączenia i nie zakumał, że to nie do niego mówiłam. Wywalili go ze szkoły. nic nie podarł. Mam wobec niego mieszane uczucia, bo go lubiłam i trochę mi go żal, ale jednak to psychol.

    Mój wybór zakończenia to niepowiedzenie Rachel prawdy. Normalnie bym to zrobiła, ale nie polubiłam jej i uważam, że nie zasłużyła. Za to pan prokurator zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie, był bardzo miły i w ogóle w stosunku do naszej postaci (której nie polubiłam jeszcze bardziej, ale to szczegół) i wolałam go chronić. Chociaż nadal nie kumam, po co się tam z Serą całował pod tym drzewem.

    I jeszcze co do grafitti. Mi się akurat bardzo podobało tagowanie wszystkiego co popadnie, nawet jeżeli czasem było to bez sensu jak na przykład w domu prokuratora okręgowego, ale przymknęłam oko na logikę tegoż i radośnie korzystałam w markera.
    A co do samej gry to bardziej czułam się jakbym oglądała interaktywny film niż grała w sensie stricte, ale zdecydowanie jestem w targecie.

  • Maticzek ocenił(a) tę grę na: 9

    fune Jestem zaskoczony, ze na filmwebie są tak drobiazgowo rozwinięte analizy, podziwiam was :) i jednocześnie zgadzam się z większością komentarzy. Przypadkowo zagrałem w pierwszą część, spodobała mi się dość mocno, chociaż po przejściu prequela muszę powrócić do podstawki. Relacja pomiędzy Rachel a Chloe została wykreowana w mistrzowski sposób, staram się przypomnieć w której innej grze stworzono tak wielowątkową przyjaźń i naprawdę nic mi nie przychodzi do głowy. Po zakończeniu Before the Storm spokoju nie dawała mi ostatnia scena z telefonem (dacie wiarę, że po półtora roku kompletnie zapomniałem o dark roomie?) i zrobiłem szybki youtubowy research... Oh man. Chyba dobrze, że zapomniałem co się działo w jedynce, bo z tą znajomością nie potrafiłbym normalnie grać. Takiego smutku i doła jakiego miałem po zakończeniu nie miałem po żadnej innej grze, filmie, czy książce. No, chyba tylko Red Dead Redemption może pod tym względem się równać z LiS:BtS. Całość okraszona fantastyczna muzyka, która jeszcze bardziej potęguje wrażenia i melancholijna, jesienna stylistyka grafiki również idealnie pasująca do wydźwięku gry.

    Po przejściu gry w pamięci zapada wiele scen, szczególnie tych gdzie ukazane są kontakty Rachel z Chloe. Do moich faworytów należy scena z końcówki 1 epizodu (podpalenie drzewa), scena na ulicy po premierze The Tempest (radość, beztroska i naiwnosc bohaterek znowu poruszyły czułe struny i wspomnienia lat szkolnych :)) no i sama końcówka (zdecydowanie najlepsza).

    Jak dla mnie seria Life is Strange to jedno z najbardziej intensywnych przeżyć w historii gier. Grałem w przeróżne gry z poważną, dojrzała fabuła, szokującymi zakończeniami (Red Dead Redemption, Silent Hill 2, The Last of Us), ale Life is Strange jest bardziej...osobista. Jest to opowieść o przyjaźni i trudnych wyborach, które sami podejmujemy w naszym życiu. Jest to swoisty wehikuł czasu, który zabiera nas w podróż do lat szkolnych, pierwszych przyjaźni, beztroskich chwil i pochopnych decyzji. Przypomina o ludziach, których utraciliśmy bezpowrotnie, z którymi nie mamy kontaktu, z którymi relacja się rozpadła, a pozostały wyłącznie wspomnienia. Jak dla mnie ta seria to złoto i za ten sentymentalno-uczuciowy rollercoaster wrażeń dziękuję twórcom. Cieszę się, że w dobie gier MMO, CSa, LoLa i CoDa taka gra ma rację bytu, zdobywa dobre recenzje i podoba się ludziom. Jest nadzieja :)

    PS. Ale ten telefon na końcu 3 epizodu... ;(

  • headlong ocenił(a) tę grę na: 9

    Maticzek Dzięki za kontrybucję do wątku :)

    Faktycznie zapomniałam o tym że ojciec Rachel całował się z Serą w parku, po co?

    Jakie zakończenie wybrałeś @Maticzek?

    Zastanawia mnie też czy ktoś z was zagrał już w odcinek bonusowy bo chętnie posłucham opinii. Wg mnie zupełnie nie potrzebny, niesamowicie krótki i nic nie wnoszący, nie rozumiem zwyczajnie po co (oprócz zarobienia więcej hajsu) Na promocji wydałam chyba 20zł za wersję deluxe i jestem zła na siebie za wrzucenie kasy w błoto.

  • grott ocenił(a) tę grę na: 8

    headlong LiS to prawdziwa karuzela jeśli chodzi o naładowanie emocjonalne. Perquel podobał mi się nawet bardziej niż pierwsza część, sprawniej poprowadzona historia, mniej dłużyzn, wartka akcja. Jednocześnie jednak brak tak mocnych plot-twistów.

    Jeśli chodzi o epizod dodatkowy "Farewell" - jestem świeżo po ograniu i nie czuję, że był nieportzebny. Chloe zawsze uchodziła za buntowniczkę i osobę po ciężkich przeżyciach, w dodatkowym epizodzie dostajemy prosto w twarz solidne uzasadnienie, jak to się wszystko zacząło. Sporo cytryn od życia jak na 13-latkę.

  • Maticzek ocenił(a) tę grę na: 9

    headlong Jeszcze nie miałem okazji przejść dodatkowego epizodu "Farewell", ale liczyłem na godne pożegnanie z Arcadia Bay i głównymi bohaterkami. Słyszałem, że epizod jest bardzo krótki i boję się, że epizod niejako zniszczy moje wrażenia po przejściu prequela.

    Minęło już trochę czasu od ukończenia Life is Strange: Before the Storm, a soundtrack dalej leci w głośnikach, niesamowita muzyka, perfekcyjnie dopasowana do klimatu gry.

    @headlong
    Co do zakończenia epizodu trzeciego wybrałem opcję ujawnienia prawdy Rachel... Chociaż miałem duże wewnętrzne opory. Polubiłem Chloe dzięki prequelowi (w oryginalnym Life is Strange lekko mnie irytowała, ale to chyba przez voice-acting, aktorka podkładająca głos pod Chloe w LiS:BtS wg mnie lepiej radzi sobie w tej roli), to główną gwiazdą jest tutaj Rachel. Tajemnicza i fascynująca. Nie wiemy dokładnie jakie siły kierują tą dziewczyną, co powoduje, że zachowuje się tak, a nie inaczej. W szkolnych murach jednostki silne, popularne, podziwiane nie miały w zwyczaju bratać się z odrzutkami (takimi jak Chloe) a tutaj nagle pojawia się taka więź. Ciekawy jestem co doprowadziło do zmiany, która zaszła w Rachel po zakończeniu Before the Storm. Co popchnęło ją do związku z Frankiem (swoją drogą różnica wieku pomiędzy nimi była bardzo duża), do bratania się z Vortex Clubem i innymi. I co na to wszystko Chloe. No ale o tym już się nie dowiemy, wiemy tylko, że zakończenie tej historii miało jeden smutny finał.

  • headlong ocenił(a) tę grę na: 9

    Maticzek Jeśli wybrało się opcję powiedzenia prawdy Rachel to sam ten fakt może trochę wyjaśniać czemu zaczęła świrować i zadawać się z Frankiem i nauczycielem. Chociaż generalnie Rachel to taka typowa drama queen.

    Tak w ogóle to wydaje mi się że w obydwu częściach jedno z zakończeń jest zawsze "bardziej właściwe". Tak jak w 1 części poświęcenie Chloe wyglądało na te właściwe tak w prequelu powiedzenie prawdy. Z tymi zakończeniami jakoś tak wszystko się układa w logiczną całość.

  • manowce ocenił(a) tę grę na: 8

    headlong moim zdaniem ogień doskonale oddaj charakter Rachel - mocno płonie, ale szybko wypala "paliwo" - w tym wypadku była to Chloe. Rachel po prostu szybko się nudzi, ciągle potrzebuje stymulowania emocjami, stąd moim zdaniem wziął się romans z Frankiem.

  • Maestro_filmaniak ocenił(a) tę grę na: 4

    headlong Tak czytam Wasze wypowiedzi i nie mogę się nadziwić, że gra z tak fatalnie napisanymi postaciami i mdłą fabułą pełną głupot i klisz, zdobyła tak ogromną popularność. Przecież gdyby to był film (ileż takich widzieliśmy), średnia oscylowałaby w granicach 5-6. W trakcie gry często odnosiłem wrażenie, że twórcy to robili parodię melodramatów dla nastolatków. Mogli chociaż dać ostrzeżenie na początku gry, że może ona powodować śmierć z zażenowania. Pierwsza część wymęczyła mnie okrutnie, nie wiem na co liczyłem w Before the Storm, bo było jeszcze gorzej. O tym, że produkcja (podobnie jak pierwsza część) jest paskudną feministyczną agitką nawet nie chce mi się wspominać (symbol Wenus w literach q rozbroił mnie całkowicie xD).