Mass Effect 3

2012
8,5 14 385
ocen
8,5 10 14385
2 336
chce zagrać
{"type":"film","id":611122,"links":[{"id":"filmWhereToWatchTv","href":"/videogame/Mass+Effect+3-2012-611122/tv","text":"W TV"}]}
powrót do forum gry Mass Effect 3
  • Gra, mimo wielu bugów, przestarzałej oprawy graficznej i kilku uproszeń, jest świetna. Klimat, muzyka, postaci, voice acting i fabuła to to co w ME zawsze stało na najwyższym poziomie. Wystawił bym tej produkcji dychę bez większych refleksji... puki nie zobaczyłem zakończenia. Można by się spierać że zakończenie nie może definiować całości ale poczułem się jak ktoś by mi obił mordę. Nielogiczne, przekombinowane, bez żadnych wyjaśnień oraz bez jakiegokolwiek wpływu naszych wcześniejszych decyzji. Czuję się kompletnie zlekceważony przez BioWare...

  • Grievous Wielu bugów? Gdzie je znalazłeś , jestem ciekawy bo jak ja grałam to nie przypominam sobie bugów. ;-)

  • maximuson 1. Błąd importu twarzy który został naprawiony dopiero po miesiącu, do tego patch i tak nie naprawia tego w 100%.
    2. Wszelakie "skręty" szyi Shepa i innych rozmówców, zezowanie, znikanie postaci podczas rozmów (chociaż dubbing jest obecny), migające tekstury itd. Momentami jest to zabawne ale psuje to wiele "poważnych" scen.
    3. Niektórzy donoszą o nie możliwości wypełnieniu niektórych questów (ten z Kasumi), jest to potwierdzone. Akurat ja miałem szczęście i nie zglitchował mi żaden.

    I pewnie jeszcze trochę tego by było.

  • Grievous Hmm... może miałem trochę szczęścia ponieważ żeden z wymienionych przez Ciebie bugów u mnie nie wystąpił. Najbardziej pamiętam jeden, podczas rozmowy z Jokerem i EDI w kabinie Shepard zacinał mi się i nie mogłem się poruszać.

  • maximuson Też miałem kilkukrotnie ten bug.

    Gra zdecydowanie wydana na szybko i nie ma większych perspektyw na najszybsze poprawki. Patche 1.01 i 1.02 poprawiły tylko kilka crashów oraz import twarzy (nie do końca) :/

    Czekam na te "Extended Cut DLC" bo przez to dziadowskie zakończenie krew mnie zalewa.

  • Grievous Ja również oczekuję na to "zakończenie" ale ponoć mają to być tylko scenki. Pożyjemy zobaczymy, jedno jest pewne Tak Tego Zostawić Nie Można.

  • Grievous Mnie zakończenie się podobało. Nie było lepszego sposobu na pozbycie się Sheparda. Co prawda... Zdziwiło mnie to, że poprzednie moje decyzje nie bardzo wpłynęły na zakończenie, co po prostu jest dziwne jak na serię ME

  • PERSES U mnie Shepard przeżył :) Ale zakończenie dalej liche.

  • ggrzechu15 ocenił(a) tę grę na: 10

    Grievous jak zrobić, żeby przeżył O.o ?

  • ggrzechu15 Zdobyć wystarczającą ilość war assets oraz wybrać "czerwone" zakończenie.

  • ggrzechu15 ocenił(a) tę grę na: 10

    Grievous hmmm u mnie nie przeżył ale zakończenie mi się podobało :) - Shepard rozwala żniwiarzy, Joker (chyba) przeżywa. Potem komandor przechodzi do legendy, a żniwiarze już się nie pojawiają. Tak naprawdę do końce nie wiedziałem jak to się rozegra. Jak dla mnie świetne zwieńczenie trylogii. Czekam na cz 4

  • DemiaN ocenił(a) tę grę na: 8

    Grievous Jak dla mnie gra dobra ale fabuła mnie nie wciągneła może dlatego że nie grałem w poprzednie części,do tego grafika no właśnie troszkę przestarzała ale patrząc się na czas rozgrywki to trudno byłoby tak długą grę zrobić z lepszą grafom,oczywiście muzyka i piękne kosmiczne widoki nadają uroku tej grze.Co do zakończenia no nie specjalne trochę się poczułem tak jakby ta cała moja droga była gów...warta,po prostu bum i koniec po to walczyliśmy by i tak polec razem z wrogiem.Moja ocena 7/10.Pozdrawiam

  • DemiaN Granie w ME3 bez znajomości poprzednich części to jak obejrzeć tylko "Powrót Króla" czy "Matrix Rewolucje". Gdzie tu sens?

    Po przeanalizowaniu dochodzę do wniosku że nawet jak zapomnimy o tragicznym zakończeniu (Extended Cut je poprawił ale dalej ssie), to gra jest i tak słabsza niż poprzedniki. Znacznie gorsza fabuła, idiotyczne questy z Cytadeli, mało pamiętne misje. Do tego dalej zabugowane jak cholera. Jedynie system walki jest usprawniony. Nie jest to gra zła, jest dobra, ale z tą dychą to przegiąłem w pierwszym komentarzu.

  • transformers ocenił(a) tę grę na: 10

    Grievous Nie mam pojęcia jak w to można grać, nie grając w poprzednie części. Tacy ludzie są dla mnie totalnie puści, bo cała rozgrywka, losy, wybory opiera się na całej trylogii, więc nie dziwię, że ziomka nie wciągnęło.

  • soboftoor ocenił(a) tę grę na: 9

    transformers Przykro mi, że tak twierdzisz. Ja mimo, iż nie grałam w poprzednie części, byłam tą grą oczarowana. Bardzo spodobała mi się główna postać - Commander Shepard, dopracowana, pomimo moich nierzadko dziwnych wyborów, zdawała się być prawdziwa. Grafika jest też na wysokim poziomie, zresztą tak jak oprawa muzyczna. Ale co do reszty zgodzę się z Grievousem: "Znacznie gorsza fabuła, idiotyczne questy z Cytadeli, mało pamiętne misje." (oczywiście wykluczając porównanie fabuły do poprzedniej części). Ale to tylko moje zdanie...

  • tailer ocenił(a) tę grę na: 8

    soboftoor Twierdzi tak, bo ma rację. W trylogiach, w których linia fabularna i uniwersum ma tak wielkie znaczenie nie zaczyna się od trzeciej części. Swoją opinią reprezentujesz większość graczy zaczynających od trójki. Jak mówisz, "jestem nią oczarowana". Ogólnie wygląda to tak, gracze zaznajomieni z serią wypowiadają się negatywnie o 3, gracze zaczynający od 3 są nią "oczarowani" (oczywiście większość). Zaczynając od 3 popełnia się parę dużych błędów:
    -nie wiadomo nic o linii fabularnej
    -nie wiadomo nic na temat uniwersum
    -nie wiadomo nic na temat głównego zagrożenia
    - jeśli ktoś chce grac w poprzednie części, to ma trochę pozamiatane, bo jedynka traci cały swój urok. W końcu zagrało się w dość duży spoiler, a największym atutem jedynki jest tajemniczość i genialna fabuła. Reszta fabularnie stoi na przeciętnym poziomie, ale pozostaje to samo wspaniałe uniwersum. Tak czy inaczej jedynkę traktować trzeba jak dobrą książkę, a książka po przeczytaniu zakończenia, jeszcze tak fatalnego, przestaje być wciągająca.
    -no i jeszcze brak zapoznania się z koncepcją poprzednich części (tą lepszą), która została zmieniona w trójce o 180 stopni

    Czyli wychodzi na to, że gracz zaczynający od trzeciej części nie wie nic. Nie żebym się czepiał, po prostu tego nie rozumiem.

    W mojej opinii gry stają obiektywnie) tak: ME1>me2>ME3. Żeby to wyjaśnić musiałbym się rozpisać na pól strony, a to za bardzo czasochłonne.

  • soboftoor ocenił(a) tę grę na: 9

    tailer Właściwie masz rację. Chciałam tylko zwrócić uwagę (co niezbyt dobrze mi wyszło), że aby wyrazić swoją opinię nie trzeba nikogo obrażać. Wiadomo, każdy z nas jest inny (na szczęście) i to co mi się podoba, nie musi podobać się innym. Mi się ta gra jak najbardziej podobała, rozumiem, że poprzednie części były lepsze (jak to bywa z większością gier), ale mam takie prawo. Czy przez to jestem pusta? Czy aby zagrać w jakąś nową grę muszę teraz przechodzić wszystkie poprzednie części? Pozdro :)

  • Grievous „Dalej zabugowane jak cholera”? Kurczę, to ja chyba miałem wybitne szczęście, bo jedyny bug, jaki mnie w tej grze spotkał, to postaci, które momentami zamieniały się w jakąś wariację na temat rokurokubi. Jako że i tak od początku grałem postacią o domyślnym wyglądzie, to ominął mnie też błąd z importem twarzy. Ale ogólnie po roku wciąż uważam, że ta gra jest pod wieloma względami nieudana. Być może zawód byłby mniejszy, gdyby nie to, że „trójkę” poprzedzał „Mass Effect 2”, który dla mnie jest idealnym „ME”, więc oczekiwania względem 3. części miałem iście kosmiczne. Oprawa graficzna jest gorsza niż w „dwójce”, rola dialogów ograniczona do minimum, postaci źle napisane – te stare są potraktowane po macoszemu, te nowe jeszcze gorzej. Dotkliwe jest to zwłaszcza w przypadku typowego dla gier BioWare urozmaicacza w postaci romansów, za który lubię ich produkcje. W „dwójce” wybrałem Mirandę i miałem zamiar kontynuować z nią romans, ale jak się okazało, że w całej grze pojawia się na dziesięć minut i romans z nią został zamieciony pod dywan, to musiałem wybrać dla Sheparda kogoś bardziej dostępnego – padło na Kaidana (tyle dobrze, że w „trójce” można z nim romansować grając facetem, bo inaczej by mi zostały Liara albo Allers – brrr!) Co się zaś tyczy zakończenia, to wiadomo – wywalili kolesia, który od początku tworzył to uniwersum, pisząc scenariusze poprzednich gier i filmów, olali jego zakończenie i napisali na posiedzeniu w kiblu swoje. To się po prostu nie mogło udać, i nawet „Wersja rozszerzona” nie zatarła fatalnego wrażenia. Z drugiej strony, na pewno nie bez winy jest EA – idę o zakład, że naciskali na BW, przez co gra jest po prostu niedorobiona, nie widzę innego powodu, dla którego studio mające na koncie w zasadzie same znakomite gry nagle wypluwa z siebie takie wymioty jak „Dragon Age II” i „Mass Effect 3”. Jak dla mnie, oceniając po roku na spokojnie, jako finał przemyślanej, tworzonej przez kilka dobrych lat trylogii gra zasługuje na 2/10, jako „Mass Effect” na 5/10, jako epicka gra akcji na 8/10, jako RPG na 4/10.

  • Pottero Masz wybitne szczęście widocznie. Ja mam wrażenie że "naprawiono" tylko import twarzy, reszta bugów dalej występuje.

  • Grievous W sumie poza tymi szyjami to miałem jeszcze jeden bug, na który się kiedyś przypadkiem napatoczyłem. W Czyśćcu jest parkiet, a po boku platformy z tancerkami – próbowałem wskoczyć na tę platformę i spadłem na niższe piętro, za które robi bitmapa. Dało się tam chodzić, ale a) nie dało się wyjść; b) w pewnym momencie i tak wpadłem w jakąś czarną dziurę bez dna :).

  • chelseasoldier1905 ocenił(a) tę grę na: 10

    Grievous Zakończenie nie było tragiczne! Ono było na swój sposób genialne! Możecie się nie zgodzić i mnie hejtować, ale oryginalne zakończenie było dla mnie majstersztykiem BW. Wszyscy narzekają mówiąc o braku wpływu poprzednich decyzji na zakończenie, a Ja powiem tylko, że BW nie mogło dogodzić każdemu. Gra była spersonalizowana przez każdego gracza i nie dało się zrobić takiego zakończenia, które by wszystkich usatysfakcjonowało. Oryginalne zakończenie zostawiało gracza w miejscu w którym do akcji miała wkroczyć jego wyobraźnia i każdy miał sobie sam dopowiedzieć co dalej z Shep, Ekipą i Galaktyką. Gracze tego nie docenili i dostaliśmy prawie nic nie wnoszący Extended Cut (po jaką cholerę pozostawiono w tym dodatku ostatnią scenę z astronautą?). Co do bugów to Ja natknąłem się tylko na jeden poważny. Było to podczas pierwszego przechodzenia gry, a dotyczył on jednej z misji dla Arii (nie dało się przekonać Salarianina do przejęcia władzy w Zaćmieniu).

  • tailer ocenił(a) tę grę na: 8

    chelseasoldier1905 " Możecie się nie zgodzić i mnie hejtować, ale oryginalne zakończenie było dla mnie majstersztykiem BW." No dobra, no to zaczynam.. :)
    Majstersztyku to ja w tym ich "artystycznym" zakończeniu nie zauważyłem. Muszę zadać pytanie.. grałeś w poprzednie części? To ważne, bo kompletnie zmienia postać rzeczy.
    Mówisz, że Bioware zostawiło nam miejsce na wyobraźnie, no to Ci powiem, że trochę tego miejsca zostawili za dużo. Trzeba było go w ogóle nie robić, przecież możemy je sami wymyślić. Nie dało się zrobić takiego zakończenia, żeby każdego zadowolić? Oczywiście, ale skoro deklaruje się, że wybory będą miały wpływ na zakończenie, a nie mają, to jak można zareagować inaczej? W tej serii jest mnóstwo wyborów, praktycznie zero konsekwencji (począwszy od drugiej części). Naprawdę, ludzie nie narzekają głównie na to, że nie ma happy endu, bo to głupota, ale na inne sprawy.
    Przecież to twoje fantastyczne zakończenie, jest kompletnie nielogiczne w związku z poprzednimi częściami:
    -koncepcja z ciemną energią->koncepcja z życiem organicznym
    -żniwiarze jak "bogowie"->żniwiarze jako sługusy
    -żniwiarze jako wolne umysły->żniwiarze jako zbiorowe umysły
    -samo koncepcja i cel żniwiarzy jest mało wiarygodny (zatem nawet tu Bio-artyści zawiedli)
    Do tego dodaj brak głównego bossa. Przede wszystkim więcej pytań niż odpowiedzi, Jak można dodać genezy reaperów (i tak beznadziejną) w DLC? Bez extended cut odpowiedzi było zero, a sam dodatek psuje po prostu zakończenie wizualnie.

    Poszli przy tym zakończeniu na totalną łatwiznę, nie rozumiem co ich naszło, żeby zmieniać wszystko o 180 stopni i to nawet w samym zakończeniu. Wystarczy sobie popatrzeć na rozmowę ze żniwiarzem na planecie quarian i porównać ją z tym co mówi katalizator. "Harbinger spoke about you" no ciekawe, skoro zgodnie z ich artystyczną wizją każdy żniwiarz sprowadza się do katalizatora. Prawdziwi geniusze, no nie powiem.

  • chelseasoldier1905 ocenił(a) tę grę na: 10

    tailer Fajnie, że tak rozwinąłeś swoją odpowiedź, ale odniosę się tylko do jednego. Czemu niby wszystko zmienili o 180 stopni? Według mnie od początku gra szykowała gracza na ostatnią decyzję. Każda część była tak jakby rozwinięciem jednego z zakończeń. Jedynka to zniszczenie, dwójka - kontrola a trójka synteza. Nie wiem czy BioWare miało taki plan, ale po zakończeniu Ja odniosłem takie wrażenie. Mówisz, że każdy żniwiarz sprowadza się do katalizatora, ale to nie jest tak, że każdy z nich jest katalizatorem. On ma nad nimi władzę, ale oni też muszą mieć jakąś świadomość choćby coś na styl Gethów lub SI. A tak po za tym, to całą serię przeszedłem już ponad 10 razy.

  • tailer ocenił(a) tę grę na: 8

    chelseasoldier1905 "Jedynka to zniszczenie, dwójka - kontrola a trójka synteza." Jedynce nie było nawet mowy o zniszczeniu żniwiarzy. Jedynie o ich powstrzymaniu. Dwójka a kontrola? Jedyny moment, który można do tego dopasować to ostateczna rozmowa z człowiekiem iluzją i gadka o tym, że ta cała baza mogłaby dać kontrolę nad żniwiarzami (zresztą ostatecznie nie dała), to raczej mało jak na rozwinięcie zakończenia, a synteza? Nie widzę ani jednego momentu w trzeciej części, w której byłaby zasugerowana poza zakończeniem, nie mówiąc nic o tym, że pomysł z nią jest najnormalniej głupi. Rozproszona energia zamienia organizmy w hybrydy i wszyscy żyją szczęśliwi? Jedyna skojarzenie syntezy z zakończeniem mam podczas ostatecznej rozmowy sheparda z Sarenem, mówi o hybrydzie, jako istocie doskonałej, ale tym są raczej żniwiarze. Na dodatek pierwsze 2 części to ewidentnie motyw z ciemną energią, no dobra, raczej druga, ale jest to pomysł głównego scenarzysty, który odszedł w połowie Mass Effect 2.
    "On ma nad nimi władzę, ale oni też muszą mieć jakąś świadomość choćby coś na styl Gethów lub SI." Miałem na myśli to, że ich kontroluję, ale jak to wszystko się ma do rozmowy z Suwerenem na przykład albo Zwiastunem? Wielokrotnie powtarza, że są szczytem ewolucji, czymś większym od istot organicznych. Tacy są doskonali, nieskończeni i wspaniali, że kontroluje ich gwiezdny smark. Jeżeli szczytem rozwoju jest brak wolnej woli to jest to totalny bezsens. Wyraźnie widać, że przez 2 pierwsze części scenarzyści nie zamierzali zrobić ze żniwiarzy pionków, a to najbardziej mnie bolało w zakończeniu. Podobno "bogowie", a jednak marionetki. Poza tym nikt nie mówi, że nie są SI, Katalizatorek nie kontroluję ich walki, taktyki, myślą w tym znaczeniu samodzielnie i nie sugeruję, że nie mają świadomości, ale przez ostatnie 10 min sugerują to częśćiowo stwórcy.
    Zresztą wspomniałeś o getach, ich świadomość przed ulepszeniem ograniczała się do konsensusu, ale jednak były wolne. I tu pojawia się kolejny bezsens zakończenia. Słowa pana K: "jestem uosobieniem zbiorowej inteligencji żniwiarzy", czyli coś jak uosobienie konsensusu, a wcześniej: "Kontroluję żniwiarzy", kontroluje sam siebie? nie widzisz niespójności? A to przecież same zakończenie.

  • chelseasoldier1905 ocenił(a) tę grę na: 10

    tailer Sorry, że dopiero teraz odpowiadam, ale wcześniej nie miałem czasu na napisanie porządnego posta. Z tymi porównaniami trochę źle mnie zrozumiałeś. Bardziej chodziło mi o to, że w jedynce najbliżej jesteśmy Andersona (opcja zniszczenia), w dwójce poznajemy z kolei poglądy Człowieka Iluzji (opcja kontroli), a w trójce za syntezą mają przemawiać EDI i zmiana postawy Gethów. Co do Katalizatora - Ten smark to tylko wizualna forma dla Shepard. Katalizator został stworzony przez Lewiatanów, a oni wtedy nie mogli nawet wiedzieć, że ludzki gatunek pojawi się w galaktyce więc mówienie, że kontroluje ich smark jest co najmniej nie na miejscu. Katalizator jest sztuczną inteligencją i gdy przybyła do niego Shep przybrał taką formę, aby była dla niej znajoma. Tutaj niestety pojawia się duża kontrowersja bo czemu akurat przybiera postać tego smarka? W czasie rozmowy z Lewiatanem przybiera on formy np. Dr. Bryson lub jego córki co trzyma się jakoś kupy. W rozmowie z Katalizatorem powinien on raczej przybrać formę Człowieka Iluzji mówiąc o kontroli a Andersona gdy mówi o zniszczeniu. Wtedy katalizator wyszedł by dużo lepiej. Nie wiem do końca o co chodziło BW, ale z tego co mówił Lewiatan, to Katalizator był tylko sztuczną inteligencją, a Żniwiarze zostali przez niego stworzeni do kontrolowania organików. Co za tym idzie powinni oni być czymś na styl Gethów po ulepszeniu (w dużo wyższym stopniu). Niestety Katalizator nie za bardzo do tego pasuje. Najgorsze jest to, że my możemy tylko wysnuwać teorie o co chodziło twórcom, a ich pobudki pozostają niestety niewiadomą. Według mnie to całe zakończenie jest głównie winą narzucania terminów przez posrane EA.

  • tailer ocenił(a) tę grę na: 8

    chelseasoldier1905 " Z tymi porównaniami trochę źle mnie zrozumiałeś." No faktycznie źle..

    "więc mówienie, że kontroluje ich smark jest co najmniej nie na miejscu." Ależ to była czysta przenośnia, doskonale to rozumiem, być może popełniłem błąd i powinienem umieścić słowa "galaktyczny smark" w cudzysłowie. Może też Cię trochę zdezorientowałem, gdzieś w tekście chciałem napisać twórców, nie stwórców. Tak odbiegając trochę, skąd wiesz, że kosmici nie mają smarków? :)

    " Tutaj niestety pojawia się duża kontrowersja bo czemu akurat przybiera postać tego smarka?" Szczerze, nie widzę kontrowersji. Mam na to swoją własną teorię. Shepard od początku gry przechodzi głęboki kryzys (widać to po snach). W poprzednich częściach walczył z siłami żniwiarzy, ale zagrożenie nigdy nie było tak realne. Po prostu w trzeciej części dopiero do niego dociera, że wszyscy prawdopodobnie zginą, a on dźwiga na barkach losy wszystkich ras. "Smark" jest dla niego ucieleśnieniem tego o co walczy, tych, którzy polegli i na niego liczą. Także ucieleśnieniem nadziei i niewinności. Katalizator doskonale wyczuwa jego wątpliwości. Można przypuszczać, że na skutek nadmiernego przebywania z technologią żniwiarzy K. przenika jego myśli. Shepard jest lekko zindoktrynowany (nie na tyle, by miało to znaczenie w kwestii wolnej woli, ale na tyle, by otworzyć swój umysł przed zniwiarzami). Dlatego K. widoczny jest jako "smark"- ucieleśnienie nadziei, dobra, niewinności, to o co walczy shepard; taki obraz ma sprawić by był bardziej podatny na sugestie katalizatora i wybrał to co jest dobre dla żniwiarzy.

    Mnie bardziej zastanawia jedno. Czy do zniszczenia żniwiarzy (dobra, pokonania) nie doszłoby gdyby podłoga pod krwawiącym shepardem nagle nie uniosła się ku górze i nie dała mu możliwości wyboru zakończenia? jakby nie było Tygiel by się wtedy nie uruchomił, ale to można oczywiście podpiąć pod "artystyczną wizję Bioware".

  • chelseasoldier1905 ocenił(a) tę grę na: 10

    tailer Nie chodzi mi o to, że kosmici nie mają smarków. Miałem na myśli to, że nie mają ludzkich smarków ;p Będą przy temacie dzieci. Jeśli to dziecko jest ucieleśnieniem nadziei i niewinności, to musiało istnieć w grze naprawdę, a od samego początku można odnieść zgoła inne wrażenie :/ To dziecko było przecież jedną z podstaw teorii indoktrynacji. Mogę się mylić, ale przecież gdyby ten dzieciak był tylko iluzją Żniwiarzy (katalizatora), to Shep byłby raczej bardzo zindoktrynowany.

    Co do zakończenia o którym mówisz, to można uzyskać coś podobnego w Extendet Cut strzelając w Katalizatora. Shep dalej jest wynoszony przez "podłogę", ale może zignorować propozycje K. i wtedy otrzyma odpowiedź (już innym bardziej złowrogim głosem - nie dziecięcym) niech i tak będzie (lub coś w tym stylu). W dalszej części zakończenia możemy się dowiedzieć, że Tygiel nie zadziałał i żniwa zostały dokończone. Potem jednak dowiadujemy się, że poświęcenie Shep nie poszło na marne i Żniwiarze zostali pokonani w kolejnym cyklu dzięki informacjom zebranym w "naszym" cyklu.

  • tailer ocenił(a) tę grę na: 8

    chelseasoldier1905 "Nie chodzi mi o to, że kosmici nie mają smarków. " To był żart :)

    "Jeśli to dziecko jest ucieleśnieniem nadziei i niewinności, to musiało istnieć w grze naprawdę, a od samego początku można odnieść zgoła inne wrażenie" Według mnie na początku gry, w Vancouver, dziecko istniało naprawdę. Później siedziało już tylko w umyśle sheparda (już martwe) co pogłębiało jego depresję.

    "ale przecież gdyby ten dzieciak był tylko iluzją Żniwiarzy (katalizatora), to Shep byłby raczej bardzo zindoktrynowany. " Niekoniecznie iluzją w umyśle sheparda, raczej projekcją, hologramem na kształt dziecka. A co do tego czy shep był mocno zindoktrynowany czy nie to sprawa względna. Jak to zmierzyć? Miał wolną wolę, od początku przygody, ale zmiękczyć mógł go choćby stan psychiczny, nie indoktrynacja.
    Taki np. Człowiek Iluzja- niby zindoktrynowany, ale moim zdaniem nie od początku mass effect 3. On od początku działał dla dobra ludzkości, tyle, że swoimi renegackimi metodami, ale żniwiiarze powoli pociągali za sznurki i skutki długofalowej indoktrynacji widoczne były dopiero w zakończeniu( dokładnie dopiero po wszczepieniu implantów cybernetycznych żniwiarzy). Shep mógł być indoktrynowany, ale ta indoktrynacja się
    nie dokonała, po prostu zostawiła ślady w psychice.
    Ogólnie żałuję, że Bioware tego nie pokazało. Ktoś to walczył ze żniwiarzami od początku, któs zaznajomiony z ich technologią, wiedzący o nich najwięcej w końcu sam stał się ich ofiarą (indoktrynacji). Shepard jako główny boss- moja czysta fantazja. :)

    No wszystko fajnie, tylko, że K. nie musiałby się bać wybrania przez Sheparda czegoś innego niż chcą żniwiarze, gdyby nie ta magicznie podnosząca się podłoga. Shep by się wykrwawił i tyle. Niby nic takiego, a jednak zastanawia. Poza tym jeżeli w przeszłym cyklu pokonali reaperów, co mnie się osobiście nie podoba, lepiej by wyglądało jakby zostali niepokonani, to poświęcenie shepa nie ma nic do tego. Mógłby się schować, a i tak przyszłe rasy by ich pokonały, bo przecież wyciągnęły dane z dysków z danymi, do których shep nic nie ma.

  • Grievous Swoją drogą nigdy nie zrozumiem, jak można dziś coś nazwać przestarzałą grafiką. W ostatnich latach zmiany stały się tak mikroskopijne, że niemalże pozbawione znaczenia. Ostatni graficzny skok w branży to chyba pierwszy assassins creed (6 lat temu?) Jak dla mnie wszystkie gry z ostatnich 4 lat grafikę mają na podobnym poziomie.

  • grupio ocenił(a) tę grę na: 7

    Grievous Jak dla mnie zdecydowanie najlepsza jest jedynka. Posiada najlepszy klimat, soundtrack i fabularnie najbardziej mnie wciągnęła. Dwójka podobny poziom też gra wybitna, poprawiona grafika i niektóre mechanizmy w grze, klimat ciężki (trochę za bardzo jak dla mnie). Tutaj świetnie było zrobione hakowanie, ale zdobywanie surowców to jest tragedia (moim zdaniem najlepiej to było zrobione w jedynce). Trzecia część jest tylko niezła (gra podobna do poprzednich części, więc nie dało się tego skopać), ale ma zdecydowanie najsłabszą fabułę i klimat. Soundtrack był raczej ok, ale nie zapadł mi za bardzo w pamięć może poza 2 utworami, hakowanie tragedia, skanowanie planet tragedia. dodatkowo przynajmniej na xboxie gra jest bez dubbingu, co było dla mnie ogromną wadą. Zakończeniem nie byłem rozczarowany.

  • Grievous Zakończenie to dno i 100 metrów mułu. Moim zdaniem zepsuło całą trylogię. Widać że zabrakło pomysłu, chęci i prawdopodobnie budżetu. To wzorcowy przykład jak kiepskim zakończeniem można spier... zepsuć niezłą grę. Zresztą cała fabuła nie ma za wiele sensu. W ME1 można to jeszcze wybaczyć bo jeszcze nie wiemy o co chodzi i poznajemy świat gry, w ME2 jakoś przejdzie bo to w sumie taki quest poboczny. Ale w ME3 wychodzi na wierzch cały absurd fabuły. Oto niewiarygodnie stara rasa Lewiatanów władająca całą galaktyką i podległymi jej rasami zaniepokojona tym że jej poddani stale wpadają konflikty ze stworzonymi przez siebie SI, co robi? Sama powtarza ich błąd i też tworzy SI które się buntuje. Daje to początek cyklowi galaktycznej zagłady. Jednocześnie stwarza warunki które wykluczają inną drogę niż powtarzanie przez wszystkie inne cywilizacje tego samego błędu z SI. A na koniec co proponuje Szepardowi? Żeby sam wybrał syntezę, czyli drogę która jest właściwie tym co i tak robią żniwiarze. Bo przecież każdy żniwiarz to hybryda organiczno-mechaniczna. Taki debilizm musiał wymyślać cały zespół bo jedna osoba nie dałaby rady.

  • sebogothic ocenił(a) tę grę na: 7

    Grievous Dla mnie ME3 jest najsłabszą częścią trylogii, choć nadal jest do dobra gra. Już gdy przechodziłem "trójkę" po raz pierwszy nie wciągała aż tak bardzo jak dwie poprzednie części. Rok temu pierwszy raz przeszedłem sobie całą trylogię jednym ciągiem, bez dłuższych przerw. Oczywiście wyposażyłem się też w najważniejsze DLC do ME2 i ME3. ME1 i ME2 wciągały jak zawsze, mimo, iż przechodziłem je pewnie już po raz czwarty. Na każdą z tych gier potrzebowałem dwa tygodnie grając tak po 2-3 godzinki dziennie. Gdy zacząłem ME3 to znów jakoś mnie nie wciągnęło, chociaż przechodziłem ją dopiero po raz drugi. Musiałem sobie zrobić chyba miesięczną przerwę i dopiero później jakoś ruszyło. Nie wiem, "trójka" ma coś w sobie co sprawia, że nie wciąga już aż tak bardzo. Sam główny wątek nie wciąga jak w poprzednich częściach, nowe postacie nie mają startu do tych z "jedynki" i "dwójki", sam gameplay poszedł zbyt bardzo w strzelankę.

    Dla mnie najlepsza jest ME2, nawet pod względem oprawy graficznej wydaje się lepsza od "trójki". Może to zasługa stylistyki, utrzymanej w pomarańczowej kolorystyce. Strzelanie i biotyka są soczyste, ale jeszcze nieprzekombinowane jak w ME3. No i to zbieranie drużyny po całej galaktyce, wykonywanie questów lojalnościowych i sama misja końcowa to było coś. Po ukończeniu ME2 poziom epickości szybuje hen wysoko.