8,5 14 750
ocen
8,5 10 14750
2 392
chce zagrać
{"type":"film","id":611122,"links":[{"id":"filmWhereToWatchTv","href":"/videogame/Mass+Effect+3-2012-611122/tv","text":"W TV"}]}
powrót do forum gry Mass Effect 3
  • Aurona ocenił(a) tę grę na: 10

    Przeszłam Mass Effect 3, sprawdziłam wszystkie zakończenia i muszę przyznać, że za bardzo nie rozumiem tych wszystkich negatywnych opinii i zarzutów, że zakończenie pisali na kolanie. Ok, też miałam nadzieję, że Shepard przeżyje, ale czy to jedyny powód nienawidzenia tego zakończenia? To, że Shep nie przeżywa?
    Ja rozumiem te zakończenia tak, że wojna jest już tak - nazwijmy to - poważna, że nie ma miejsca na zabawę (nie patrzeć na DLC Cytadela) i martwienie się kto przeżyje, a kto nie, czy Shep przeżyje, czy nie. Zresztą jak można zobaczyć w końcówce, widzimy, że Shep jest ledwo żywa/y, umiera i zostało jej/mu niewiele czasu. W takim momencie wątpię, czy główny bohater przejmowałby się czy wyjdzie z tego cało, chciałby po prostu skończyć to piekło i powstrzymać Żniwiarzy. Samo to, że w Czerwonym zakończeniu Shep przeżywa wybuch i upadek z orbity jest nieco naciągany tak, żeby fani nie marudzili, że nie ma żadnego sposobu na uratowanie Shep.
    Owszem zakończenie mogłoby być lepsze, ale nie jest aż tak strasznie tragiczne, widywałam dużo gorsze. Więc jestem ciekawa co Waszym zdaniem mogłoby być lepiej zrobione w zakończeniach i jak Waszym zdaniem powinno wyglądać zakończenie, oraz co Wam się nie spodobało.

    P.S: Przeszłam to z rozszerzonym zakończeniem, więc nie wiem jakie było pierwotne.
    P.P.S: Tylko bez chamskich wypowiedzi!

  • Kamloo ocenił(a) tę grę na: 9

    Aurona Moim zdaniem ZAKOŃCZENIE było słabe, nie ze względu na EFEKTY zakończeń, tylko wszystko jest źle zrobione - od momentu kiedy stajemy na ziemi aż do rozpoczęcia 'działania' Tygla.

    Po pierwsze - po co zbieraliśmy całą flotę w galaktyce jeżeli nie widzimy jak ona walczy? Fakt - widzimy gethy/quarian w statkach, widzimy armię krogan słuchającą przemówienia Wrexa, widzimy kilku turian i... tyle. Nie widzimy żadnych bitew, walk na samej ziemi - większość czasu (chodzi mi o walkę) jesteśmy tylko my (wyłączając 3-4 postacie, które próbują zniszczyć żniwiarza, ale one szybko giną). Nie liczyłem na jakąś ogromną bitwę, ale liczyłem, że będą jakieś pomocne questy czy coś w stylu: ,,pomóż utrzymać linię obronną turianom", ,,złagodź napięcie na linii Salarianie-Kroganie"; cokolwiek, żeby zobaczyć, że faktycznie - oni tam są i walczą.
    Dobrze rozwiązał to Dragon Age 1, w którym widzieliśmy inne postacie, które są i walczą. Nie pomagają nam, nie przeszkadzają - ale są, widzimy ich, czujemy, że jesteśmy częścią czegoś większego.
    A w ME - zbieranie armii nie ma najmniejszego sensu (oczywiście nie licząc punktów bojowych, które będą różnicować zakończenia [np. to czy przekaźniki masy przetrwają, czy ludzie zginą w promieniu rażenia działania Tygla itd.]) i tak to zawsze będzie wyglądać tak samo.

    Po drugie - gdzie jest reszta galaktyki? Wspominałem o quarianach, kroganach, turianach, gethach. Na ziemi są jeszcze (co zrozumiałe) ludzie. A reszta? Salarianie, asari, elklorzy, volusowie, raknii etc. Nie biorą udziału w najważniejszej bitwie w historii wszechświata, bo co...? Strasznie tego nie rozumiem. Gdzie był Leviathan? Morderca Żniwiarzy nie bierze udziału w zemście do której się zobowiązał w rozmowie z Shepardem. Eh...

    Po trzecie - bezsensowna szarża. Serio? Zjednoczyliśmy całą galaktykę i jedynym wyjściem jest... szarża kilku ludzkich oddziałów na wprost Żniwiarza? Wiem, że była tam 'interferencja' i nie dało się trafić tegoż Żniwiarza, ale mając ogromną armię można to rozegrać inaczej, np. można było odwrócić jego uwagę (Normandia zbliżyła się do niego bez problemu); zrobić cokolwiek innego niż rozkazać najlepszemu żołnierzowi w galaktyce przeprowadzić szarżę z góry skazaną na porażkę.

    Po czwarte - brak wpływu na zakończenie. Chodzi mi tu konkretnie o to, że niezależnie od ok. 60-70 godzin gry w jedynkę, dwójkę i trójkę ZAWSZE dostaniemy 3 zakończenia (+ synteza, ale ona zależy od ilości punktów bojowych). Nieważne jak złe lub dobre decyzje byśmy podejmowali, ile wojsk zbierzemy, ile misji dla Przymierza wykonamy - zawsze skończymy samemu na szczycie Cytadeli w rozmowie z boskim dzieciakiem. To całkowicie podważa sens poprzednich części, wszelkie decyzje. Jeżeli już twórcy musieli zostawić te zakończenia to wydaje mi się, że gracze przynajmniej mogli dostać dwie ścieżki dojścia do Człowieka Iluzji a później Katalizatora. Ci którzy nie zajmowali się dodatkowymi misjami, eksploringiem, swoim oddziałem etc. powinni dostać to zakończenie jakie jest. A Ci którzy spędzili kilkanaście godzin więcej w grze, wchłaniając się w nią, może zasłużyli na coś lepszego niż uczucie bezcelowości spędzenia tegoż czasu.

    Nie mam nic do 'dalszej' części zakończeń (oprócz lądowania Normandii... gdzieś. To było kompletnie niepotrzebne). W sumie nawet wolę taką formę zakończenia - gdzie mogę sobie po dopowiadać co się dalej stało z tą i tą rasą, czy Shepard przeżył/jak 'zarządzał' Żniwiarzami, co się stało z galaktyką etc. Co nie oznacza, że pogardziłbym zakończeniem 'zamkniętym'. Jednak nie podoba mi się cała ta otoczka, która doprowadziła do tego.

    Te powyższe punkty to tylko moje zdanie. A dlaczego zakończenie zostało znienawidzone? Moim zdaniem przez to, że:
    - liczono na coś więcej niż slajdy zdjęć na zakończenie przygody,
    - brak wyjaśnienia losów Sheparda, jego załogi, galaktyki, Żniwiarzy (oprócz czerwonego zakończenia). Jako że ME4 nie będzie opowiadać tych losów liczono na jakieś sensowe ukazanie tego co się stało, żeby można powiedzieć ' to jest koniec trylogii'.
    - brak ostatecznego przeciwnika. 1 kończyła się walką ze zmodyfikowanym Sarenem, dwójka z ludzkim Żniwiwiarzem, a trójka z ... Zombie.
    - Mass Effect raził geniuszem i ludzie spodziewali się genialnego zakończenia...

    ... no i ludzie nastawili się na różne zakończenia. Był duży hype na ME3, więc ilość pomysłów była ogromna. Już grając w samego ME3 wydawało się, że twórcy oferują nam ciekawe pomysły: Teoria indoktrynacji, sen Sheparda... Każdy miał swoje wyobrażenie jak ME powinien się zakończyć, a twórcy nie wstrzelili się w te wizje. Mnie to też niestety nie ominęło, więc zaliczam się do tych zawiedzionych.

    Może to przez to, że nastawiłem się na epicką bitwę jaka była w filmowym trailerze ME3. Naprawdę podejmując najlepsze decyzje, zbierając całą armię etc. liczyłem na zjednoczoną bitwę, podczas której można byłoby zobaczyć członków naszej obecnej i byłej załogi, armię Przymierza, armie reszty galaktyki. W trakcie której stopniowo spychalibyśmy 'małych' Żniwiarzy aż do Cytadeli. Przy samym promieniu mógł być Zwiastun, który zmierzyłby się z Leviathanem. W międzyczasie Shepard wybrałby dwóch członków ekipy z którymi dostałby się na Cytadele. W Cytadeli rozmowa z Człowiekiem Iluzją, która w razie niepowodzenia skończyła by się tak jak rozmowa z Sarenem w 1 części. Po czym w wyniku walki Zwiastun/Leviathan Cytadela zaczyna się walić - Shepard każe uciec członkom załogi, zostaje sam, ustawia Tygiel, nie strzela, pojawia się Katalizator i dalej niech jest jak jest. Jeżeli pozostajemy wierni swojej idei i niszczymy Żniwiarzy - Shepard ma przeżyć (krótka animacja jak wszyscy go szukają i np. ukochana osoba go znajduje). Jeżeli daliśmy się namówić Człowiekowi Iluzji lub Katalizatorowi - Shep ginie (tutaj scena z zawieszaniem tabliczki). Usunąłbym to 4 zakończenie, bo jest żałosne trochę :D. Potem lekkie naprowadzenie na to jak potoczyły się losy galaktyki i koniec. Ewentualnie dodałbym krótki prolog dla osób, które przeszły grę bez strat, w którym wszyscy siedzą w barze i popijają sobie ( takie nawiązanie do słów Garrusa) i pstryk - ekran kończący.

    Ale i tak uważam, że trylogia ME jest najlepszą grą jakakolwiek powstała i kilka minut zakończenia nie zmieni mojej opinii względem kilkudziesięciu godzin w tym uniwersum. ^^

  • Aurona ocenił(a) tę grę na: 10

    Kamloo Rozumiem twoje argumenty i dzięki za wyjaśnienie :) W sumie Twoje zakończenie wydaje się być fajne, phi, co ja mówię, EPICKIE! Jak się to sobie wyobrazi to zaiste epickie.Mnie jedynie tutaj wkurza EA i punkty origin. Jakby za te punkty można byłoby kupować DLC to spoko, ale są bezużyteczne. Pomysł, żeby usunąć coś tak istotnego jak DLC Lewiatan i parę innych z oryginału to największa zbrodnia growa jaką popełniło EA. Już pominę fakt, że w dniu premiery sims 4 kosztowały prawie 230zł, czyli tyle za ile można kupić wszystkie części i to dwa razy. A o tym skąd pochodzą i co to są dokładnie żniwiarze to zamiast z gry dowiedziałam się z MassEffectWiki. Albo dodatkowe zakończenie ME2 jako płatne DLC, z którego można dowiedzieć się paru sensownych rzeczy, np: czemu batarianie nie mogli uciec z planety, czemu ludzie wysadzili nadajnik alfa, czemu wywalili nas na zbity pysk z Przymierza i co w ogóle robiliśmy na Ziemi, co z naszą załogą, itp.
    Też nie sądzę, że zakończenie jest super, ale w sumie widywałam gorsze. Może jakby EA nie było wydawcą, to nie kazaliby BioWare usunąć paręnaście istotnych elementów, może. Ale pozostaje czekać na Andromedę i mieć nadzieję, że będzie kilkaset razy lepsza, mimo iż na razie zapowiada się dosłownie pośrodku między dobrze a źle.

  • Kamloo ocenił(a) tę grę na: 9

    Aurona No niestety, ale niektórzy wydawcy (EA, Ubisoft...) mając do wyboru: zarobić większe pieniądze a dać grę na jaką gracze zasługują (zwłaszcza za kilkadziesiąt/kilkaset zł) to gracze idą w odstawkę. No i fakt - usunięcie Lewiatana, a zwłaszcza Javika (który BYŁ oryginalnie w grze, został wycięty krótko przed premierą) no to smutno się robi, zwłaszcza patrząc np. na Rockstar czy CD Projekt, którzy potrafią przesunąć premierę o rok żeby maksymalnie dopracować wszystko. No ale business is business.
    Ale przynajmniej w dobie internetów można łatwo zweryfikować kiedy wydawcy chcą naciągnąć na grę i tak np. uratowałem się od wydatków na Simsy 4 czy AC: Unity po przeczytaniu jak ma się cena do 'jakości' i pozostając przy poprzednich częściach. :D

    A co do tego ' dodatkowego zakończenia' ME 2 (to było bardziej połączenie fabuły 2 z 3 żeby Sheparda uziemić; bo przejściu DLC można było chyba grać normalnie, a bo zniszczeniu bazy już nie) - to też był wysoki poziom żałości. Niestety muszę się też zgodzić, że nie grając w dodatek i odpalając ME3 nic się nie rozumie: co robimy w Przymierzu? Dlaczego nas zawiesili? O co im chodzi z przekaźnikiem? Takie coś musi być częścią fabuły głównej... I zapewne było, ale przed premierą.

    Jeszcze co do zakończenia: można było to zrobić dużo gorzej ( jak np. w grze ,,RAGE"), ale gra zasługiwała na coś dużo lepszego.

    Ja liczę, że BioWare&EA nauczyli się na błędach i nieco bardziej optymistyczniej patrzę na ME:Andromeda. Choć na razie mamy jeden trailer, kilka concept artów, wiedzę, że wraca Mako <3 i kilka plotek. A z tych plotek to wynika, że obszar będzie 4 razy większy niż w ME3, będzie można zbierać zasoby, kolonizować osady, że będzie kooperacja, multiplayer, możliwe QuickTimeEventy... To już mi miesza odczucia. Zwłaszcza fakt, że nic nie mówi się o fabule, a to jest siła tej serii. Ale to jeszcze 15 miesięcy czekania, więc... pozostaje optymizm i umilanie sobie wolnego czasu innymi grami. :D

  • Aurona ocenił(a) tę grę na: 10

    Kamloo COOO!? JAVIK BYŁ W ORYGINALE?! EA, po prostu ***j ci w ****, za to co żeś zrobiła!!! KURNA! A niech zbankrutują! Może wtedy inne firmy przestałyby tak cwaniakować z forsą i zamiast robić jakieś ge zamiast gier, (Tłumaczenie, że AC:Unity było tak zbugowane, bo maszyna w której jest Desmond może się też psuć jest żadnym tłumaczeniem) i usuwać istotne elementy fabularne z samej gry.
    A jeszcze śmieszna cena Simsów 4 -230zł!? Jak zagrałam w nie w takiej promocji na Originie to powiedziałam, że simsy 4 to posiądę, ale chyba jak będą za darmo jak sims 2!
    I samo Origin: chyba nie było takiego dnia, w którym jak grałam w multi to nagle wyskakiwał komunikat: ,,połączenie z serwisami EA zostało zerwane''
    Ciekawe, czy pomysł z Mass Effect Trilogy, w którym jest ogołocone ze wszystkich dodatków, poza darmowymi i tymi z jedynki to też był pomysł EA.
    Przy odrobinie szczęścia BW znajdzie innego, lepszego, normalnego wydawcę i nie usunie istotnych elementów. Po tej burdzie z zakończeniem muszą wiedzieć, że fani się zawiedli i łypią na nich spod oka i na to jak robią ME:A. Oby nas nie zawiedli znów i nie ulegali EA!

    A jak chcesz dowiedzieć się więcej na temat ME:A i spekulacji na temat gry, to zapraszam do tematu: http://www.filmweb.pl/videogame/Mass+Effect%3A+Andromeda-201...

    Będę tam wypisywać informację jakie znajdę na temat ME:A. :D

  • Kamloo ocenił(a) tę grę na: 9

    Aurona Taa, jakieś mądre głowy na redditach czy gdzieś (nie pamiętam gdzie to było bo ze 3 lata temu o tym czytałem :D) poszperali i okazało się, że Javik miał być oryginalnie w grze. A koniec końców pojawił się kilkanaście tygodni po premierze. Za dopłatą chyba w wysokości 20 zł. EA sucks!
    Ale to jest logika byłego prezesa EA John Riccitiello (wypowiedź z 2010 chyba): ,,Nawet jeśli ktoś zdecyduje się na zdobycie jakiejś gry w nielegalny sposób, chociażby poprzez ściągnięcie jej z sieci, to i tak zapłaci za dodatki z ekskluzywną zawartością". Nie wiem w jakim on świecie żyje, że mu takie coś do głowy mogło przyjść; ale to przez to ludzie kupujący gry mają dodatkowe wydatki. A na serwisach pirackich i tak jest wszystko od A do Z.

    A walkę z Originem już sobie odpuściłem przy DA:2. Przy milionowym uniemożliwieniu mi uruchomienia gry wynalazłem prosty sposób: resetuje router w momencie kiedy leci przerywnik filmowy podczas uruchamiania gry. Wyskakuje wtedy komunikat o błędzie (bo gra nie wyłapała jeszcze, że internet nie działa; jednak nie potrafi się z nim połączyć ''z jej winy''), ale gra uruchamia się 'offline'. Przynajmniej mi to działało.

    Niestety, ale EA wykupiło BioWare, więc... No nie ma co liczyć na nowego wydawcę. EA nie odda żyły złota, a BioWare nie będzie chciało się sądzić -> jesteśmy skazani na nadzieje, że EA nie będzie przeszkadzało, a ekipa BioWare wyrobi się na następne święta. Czasu mają sporo.

    I dzięki, im więcej informacji o Andromedzie tym lepiej. :D Zwłaszcza, że mam jeszcze 2 tygodnie wakacji, a jedyne gry na które czekam to Life is Strange i właśnie ME:A. Więc mogę spokojnie się zaczytywać. :D

  • Aurona ocenił(a) tę grę na: 10

    Kamloo Też czekam na Life is Strange :D A wakacje, to rozumiem, że dzięki studiom? Oby EA nie przeszkadzało, oby. Bo jak te małpy przeszkodzą w robieniu ME:A to fani mogą strzelić takiego focha, że już nic od BW i EA nie kupią, więc... Ja postanowiłam, że jeśli jakaś gra będzie zrobiona, a nie wydana przez EA, to jej nie kupię na znak protestu. Wiem, że się nie przejmą jedną osobą, ale jeśli więcej osób by tak zrobiło...

  • Kamloo ocenił(a) tę grę na: 9

    Aurona Bo jest na co czekać. :D

    Taa, dokładnie. Jako że nie mam jakiś burżuazyjnych potrzeb i nie muszę mieć 'normalnej' pracy (w sensie codziennej :D) to korzystam z ostatnich wakacji. :D

    Wątpię, że jakkolwiek to na nich wpłynie. Taki Ubisoft zanotował zysk o 50% wydając średniego AC: Rogue i słabego AC: Unity, więc nigdy nie zbierze się taka grupa wkurzonych graczy, którą by się przejęli. A Andromeda ma mocną markę (Mass Effect jest dla wielu najlepszym RPG), więc ludzie chociażby z ciekawości kupią, żeby samemu móc to ocenić. BĄDŹMY DOBREJ MYŚLI i wierzmy, że to będzie PRZYNAJMNIEJ tak dobre jak poprzednie części. :D

  • MistrzSeller ocenił(a) tę grę na: 5

    Aurona Podstawą tego co rozczarowało przy zakończeniu było to, że nasze postępowanie nie miało wpływu na to co się stanie. Zakończenia różniły się tylko kolorami. Przez 3 gry kształtowaliśmy nasza postać, a potem zakończenie kompletnie to ignoruje i niezależnie od tego jak gramy jest identyczne.
    Poza tym ten cały bełkot dzieciaka jest bezsensu.

  • Aurona ocenił(a) tę grę na: 10

    MistrzSeller Właśnie niestety jak po jakimś czasie zaczęłam tak analizować zakończenie... to nawet mnie opinie nie dziwią i strzeliłam takiego focha na ME. Gra zarąbista, a zakończenie do De :(

  • MistrzSeller ocenił(a) tę grę na: 5

    Aurona No właśnie. Bo to nie chodzi, że np. uśmiercili jakąś postać czy coś, tylko oto, że kompletnie olano całą historie.
    cały trud gracza okazał sie w sumie zbędny bo i tak zakończenie było identyczne tylko w różnych kolorach.

  • Aurona DWA SŁOWA: Wątek Romantyczny ( Ryczałam na każdym zakończeniu... wszystkie testowałam bo miałam tą iskierkę nadziei że pokażą moją postać z Garrusem już ustatkowanych jako rodzina albo jak są na emeryturze i opowiadają innym dzieciakom jak komandor uratowała galaktykę... ehh niestety Bioware lubi grać na uczuciach... )

  • Freeman47 ocenił(a) tę grę na: 8

    Aurona (odświeżając wątek sprzed lat)

    Problemów jest cała masa. Poniżej przedstawię moich kilka sposterzeń.

    Jednym z największych problemów jest ogromny dysonans między samym zakończeniem, a tonem historii. ME to nie Planescape Torment z wielowątkową niejednoznaczną fabułą i licznymi dylematami moralnymi. To nie The Walkind Dead z pesymistycznym brzmieniem, w którym nigdzie nie ma nadziei. Mass Effect to kosmiczna przygoda, space opera w stylu "Gwiezdnych Wojen". Oczywiście, były wątki intrygujące, były twisty fabularne, były ciekawe rozkimy moralne - wszystko jednak podane w formie przygody życia. Tu liczył się podniosły ton, epicka opowieść o ratowaniu wszechświata, a przede wszystkim wytworzenie stalowych więzi z załogą, poznanie ich od "a" do "z".

    Fabuła ME nie jest ani głęboka, ani wielowarstwowa. Zakończenia oczekujemy więc jak w "Powrocie Jedi" albo "Avengers: Endgame". Prostego, ale emocjonalnego, grającego na serduszkach fanów. Tymczasem zakończenie ME3 jest... matrixowe. Gra nagle w ostatnich kilkudziesięciu minutach rozgrywki zmienia ton na filozoficzne debaty i bombarduje odbiorcę licznymi niedopowiedzeniami. I wiecie... W sumie można by było od biedy zaakceptować taką formę, gdyby nie to, że na scenę wchodzi kolejny wielki defekt historii: scenarzyści zdrowo przeszarżowali formą i niedomówieniami, tak jak zrobili to ich koledzy z serialu "Lost".

    Sama zmiana tonu pojawia się nagle, niczym deus ex machina wywracając zupełnie całą historię do góry nogami. Nigdy nie o to chodzi w dobrym scenariuszu! Wpierw trzeba wcześniej wysłać parę sygnałów o zamiarach, musi być to umotywowane w historii - dlaczego twist fabularny Star Wars: Knights of the Old Republic jest tak genialny? Bo nikt ze scenarzystów wcześniej na to nie wpadł? Nie. Popkultura już przerabiała podobne motywy. Geniusz twista KotOR-a polega na zupełnej zmianie naszego postrzeganie całej historii i postawie postaci w niej uczestniczących. Tu czegoś takiego nie ma. Tu jest po prostu staroszkolna deus ex machina.

    No i na boga! Co się stało z załogą?! Oczywiście, kolejne wersje dlc-ków i wydane parę miesięcy później Extended Cut trochę daje nam podgląd na temat dalszych losów załogi Sheparda, ale - ludzie! - przecież ta gra naszą załogą stoi! Normandia i jej ludzie to największy znak rozpoznawczy serii! To oni są sercem i duszą Mass Effecta. Spędziliśmy z nimi prawie 150 godzin, poznaliśmy, pomagaliśmy. To są nasi przyjaciele, obiekty miłosne. Tu trzeba dać konkretne cutscenki i kilkuminutowe fragmenty im poświęcające. Kilka artów z gry i głos Hacketta z offu mogą sobie wsadzić w tyłek.

    Tyle tytułem odczuć. Teraz inne problemy:

    Druga rzecz słabości zakończenia to oczywiście brak logiki i ignorowanie koncepcji przyjętej w poprzednich częściach. Była to oczywiście wypadkowa odejścia Drew Karpyshyna - głównego scenarzysty serii, który miał inny pomysł finału. Żniwiarze - zwłaszcza w pierwszej części ustami Sarena i Suwerena - byli przedstawiani jako bogowie, istoty doskonałe i ostateczna forma ewolucji. ME3 tymczasem odarło ich z całego mistycznego posągu, sprowadzając do roli posłusznych pionków w rękach zaawansowanego technologicznie bytu o motywacji Architekta z "Matrixa". Mało tego, skoro istotą ich istnienia jest zapobiegnięcie chaosu poprzez wojny istot organicznych z syntetykami, to sami potwierdzają tę hipotezę, bo sami ten chaos wywołują raz na 50 000 lat.

    W dodatku brakuje czwartego zakończenia w ME3, które nasuwa się samo: a więc pokoju między rasami a Żniwiarzami lub np. przekonanie, że się mylili w sytuacji, gdy szliśmy drogą idealisty. Przecież pokój między gethami a quarianami, a zwłaszcza nabranie świadomości istoty organicznej przez EDI to tak wielkie argumenty przeciw krucjacie Żniwiarzy, że aż ślepy by nie zauważył. W ogóle zresztą z EDI można było uczynić najważniejszą postać w trójce - uczenie się jej człowieczeństwa, miłość z Jokerem i zdobycie świadomości istoty ludzkiej mogło być przedstawione jako kolejny stopień ewolucji istot syntetycznych, prowadzący tym samym EDI do jeszcze wyższej formy niż Żniwiarze.

    Zresztą, BioWare przekonało się na własnej skórze, że nie tak kończy się tego typu fabuły. Historia popkultury pokazała, że długoletnie cykle z olbrzymim fandomem nie kończy się jak "Lost", "Matrix", czy właśnie "Mass Effect". Trzeba zrozumieć o co chodzi w historii, umieć też poszanować fanów. Jeśli masz fabułę o ludziach ratujących galaktykę, to kończysz historię w stylu - nie wiem - "Przyjaciół", gdzie dajesz graczom okazje godnie pożegnać się z postaciami, które pokochali (tak, wiem, że rok po ME3 wyszła Cytadela, ale to jest raczej oderwany od całości fanservice, a nie spójna część całości), a ostateczne zwycięstwo niech będzie wypadkową całej trylogii (niech i Shep ginie, niech dostanie pogrzeb z salwą - byle tylko zgodnie z motywacjami gracza).

    Takie są moje odczucia, co do zakończenia ME3 i dlaczego go nie lubię. Mógłbym jeszcze napisać o wyjątkowej słabości ostatniej misji, która jest tylko sztampowym broniem pozycji. Zwłaszcza jak porównamy ją do misji samobójczej z ME2, gdzie nie tylko czuć było ciężar starcia, ale o jego przebiegu decydowała nasza cała kampania. Plus mieliśmy naprawdę pięknie wyglądające wsparcie towarzyszy, który byli za nami pójść w ogień. Ale post i tak już się rozrósł do małej rozprawki :)