The Last of Us Part II

2020
8,2 1 559
ocen
8,2 10 1 1559
2 509
chce zagrać
powrót do forum gry The Last of Us Part II
  • Firnen9 ocenił(a) tę grę na: 6

    The Last of Us 2 jest grą pozbawioną uroku, humoru i serca, które dawała główna oś poprzedniczki - bliska, dynamiczna i autentyczna relacja Joela i Ellie. Sequel niezwykle immersyjnej pierwszej części jest niczym sztuka współczesna - próbuje szokować by przykryć brak pomysłu i wartości.

    Zabieg fabularny próbujący wymusić w graczu sympatyzowanie z antagonistką uważam za wręcz niesmaczny. Ta postać -mimo oczywistych motywacji- budziła we mnie antypatię do końca.

    Jedynymi momentami, dzięki którym poczułem to co przy oryginale były retrospekcje. Dają one graczowi Ellie taką jaką polubiłem - czyli pyskatą, wrażliwą nastolatkę. Jej doroślejsza -sequelowa - wersja nie pasuje do tej młodszej, za to wpasowuje się w depresyjny, monotonny nastrój opowieści jaką oferuje Part II. Ellie staje się ucieleśnieniem melancholii, umęczenia i traumy. Towarzyszące jej postacie nie zapadły mi w pamięć, chociaż Dina jest spoko.

    Przekaz i zakończenie uważam za banalne i nieautentyczne, "ciężko podane", źle napisane moralizatorstwo.

    Mam przyjaciół homoseksualistów i rozpoznaję dramat osób trans-płciowych. Nie identyfikuję się z aktywizmem LGBT, ponieważ nie zgadzam się z częścią ich metod i postulatów. Gra próbuje wyraźnie bazować na politycznym klimacie, tworząc narrację progresywnych protagonistów walczących z okrutnymi, religijnymi ekstremistami (jak się domyślacie nie są to muzułmanie). Nie rozumiem co twórcy chcieli osiągnąć tym zabiegiem. Sequel zalała fala krytyki. Zgodnie z oczekiwaniami "progresywna" sankcjonowana przez media retoryka głosi, że "wszystkiemu winni homofoby". Tym są dzisiaj media - narzędziem tworzenia sztucznych podziałów, posługujących się absolutami i wypaczeniem.

    The Last of Us 2 próbuje szokować, roztrącać oczekiwania, tematy i zbalansowany nastrój pierwszej części, oferując w zamian narracyjny, ciężki chaos, miotający się w poszukiwaniu istotności.

    Pozdrawiam wszystkie osoby, które polubiły sequel, nie mam z tym problemu.

  • Dzonkowsky_ ocenił(a) tę grę na: 6

    Firnen9 Dobrze powiedziane.

  • pjk23 ocenił(a) tę grę na: 9

    Dzonkowsky_ Choć bardzo podoba m się Twój komentarz to jestem po tej drugiej stronie. Klimat i zmiana fabularna bardzo przypadł do gustu.

    Fajnie było zobaczyć sytuacje z innej perspektywy i historia Abby bardzo mi się podobała. Pokazuje dość dobrze, konsekwencje Joela na jego decyzje z zakończenia „jedynki”


    SPOILER




    Co do zakończenia choć jest dość łopatologiczne to dla mnie jest w porządku. Wolałbym aby zakończyło się na farmie, bez „wskrzeszania” brata Joela. Ewentualnie na pozwoleniu Abby wejść do Łodzi po rozmowie z nią.
    Miałem lekki wtf moment gdy Ellie przyłożyła nóż do gardła Lev i zmuszając Abby do walki, a w momencie ostatniego ciosu sam odchodziłem od antagonistki.

  • Firnen9 ocenił(a) tę grę na: 6

    pjk23 Szanuję to. Moim zdaniem siłą jedynki było pozostawienie oceny Joela graczom, w kontekście wydarzeń finału. Zmasakrowanie tej postaci i zastąpienie jej potencjału Abby, która w trakcie trwania gry nie ma żadnych wątpliwości ani żalu w stosunku do swoich działań i brutalności... jest dla mnie nie do przełknięcia. Jej motywacje są proste i jasne ale jej osobowość uwidaczniająca się w jej podejściu do zabijania -tak bardzo kontrastującym z Ellie- i jej wątek fabularny, nie wnoszący dla mnie znaczenia, sprawiają, że cały czas zastanawiam się "co twórcy mieli w głowie". Strzałem dobijającym był montaż trailerów i triki zastosowane w celu ukrycia śmierci Joela w początkowej fazie gry i ukrycie uczynienia z Abby protagonistki. Do punktu, w którym nazywam grę They Lied to Us 2. Choć pewne pomysły w grze mają potencjał, nie podoba mi się ich realizacja. Jednak rozumiem, że możesz z własnych powodów widzieć w grze więcej niż ja i jest to spoko. Fajnie, że można się jeszcze kulturalnie wymienić punktami widzenia.

  • Firnen9 Cześć! Podepnę się pod wasz wątek tutaj bo podoba mi się poziom dyskusji jaki tutaj prowadzicie, w odróżnieniu od rynsztoku który zalewa teraz internet. A jestem ciekaw Waszego zdania co do jednej kwestii, zważywszy na różne punkty widzenia jakie tu prezentujecie.

    Chodzi mi konkretnie o śmierć Joela, która choć nie jest jedynym kontrowersyjnym wydarzeniem w grze (niestety) to mnie osobiście skutecznie zabiła całą immersję i mocno popsuła dalszą frajdę z kontynuowania tej przygody. Wiem , że nie wszyscy tak reagowali. Najlepszy przykład miałem po swojej prawicy jak na twarzy małżonki pojawiły się łzy i autentycznie ją ta scena przejęła. Mnie natomiast ani trochę, historia momentalnie mi zobojętniała i kolejne kilka wieczorów snułem się po tym Seattle zastanawiając się czy w ogóle chcę tę grę kontynuować.

    Nie chce tu porównywać tych skrajnych reakcji, tj. która słuszna a która nie ale z tego co widzę w internecie nie byłem jedyny który przy tej scenie, w zamyśle mającej chyba nas w żądzę zemsty zaprogramować, nie poczułem po prostu nic. Jeśli już, to zażenowanie i politowanie dla scenarzystów. Z tego względu wydaje mi się, że problemem jest sama scena i kilka poprzedzających które do niej prowadziły, a które to nie zadziałały właściwie na jakąś grupę odbiorców (w tym mnie).

    I tutaj dojdę do sedna - macie jakiś pomysł jakby to powinno wyglądać żeby właściwie zagrać na emocjach większości ludzi? Postrzegam siebie jako Odbiorcę więc nie chce dywagować nad wariantami które wywracałyby wszystko do góry nogami, bo pewnie bym poległ. Wg mnie nie jest złe że Joel znika z historii tak szybko (przynajmniej w sensie chronologii, bo teoretycznie mogliby zanurzyć się w płaszczyznach czasowych na tyle głęboko żeby to zdarzenie było prezentowane w grze dużo później) ale jest problem z tym jak to przedstawiono i jakie chwyty zastosowano. Zastanawiam się np. czy nie lepiej by było:
    - odpuścić jakiekolwiek większe wprowadzenie ekipy Abby do historii opowiedzianej w Jackson. Bez pieprzenia o ich poszukiwaniach i o ciąży jakieś Mel na tym etapie
    - darować sobie tę totalnie prymitywną emocjonalną manipulację z ratowaniem Abby przez Joela. W miejsce tego może wcisnąć wątek ratowania kogokolwiek innego z jej ekipy, kto w następstwie tego będzie umiał po prostu namierzyć Joela, tak aby sama Abby jak najdłużej pozostała anonimowa
    - darować sobie ten wycedzony przez Abby tekst o potencjalnym istnieniu motywu (coś tam było w stylu "Nie wiesz za co, głupi starcze?!") bo to dla kogoś kto grał w jedynkę uruchamia już niepotrzebnie proces rozkminiania (jeśli już nie znało się spoilerów) który nieuchronnie kończy się w pewnym szpitalu..

    Reasumując, zastanawiam się czy po prostu nie należało uczynić tej sceny jeszcze bardziej absurdalną i bezsensowną, sugerującą wręcz że zginął z rąk totalnie przypadkowych rzezimieszków, których celem był rabunek na przykład. A dopiero w trakcie rozgrywki zacząć odsłaniać karty i pokazać że był tam również motyw (oczywiście mocno dopracowując historię Abby, oj tam też kiepsko bywało). Tak na gorąco (grę skończyłem wczoraj a piszę w przerwie przed obiadem :) myślę że może wtedy jakoś bym się wczuł w tę historię, pozostając ciekawym co tam się dalej wydarzy. A może sam tu serwuje banał, jak tak to wybaczcie :) Tak czy siak, co sądzicie?

  • Firnen9 ocenił(a) tę grę na: 6

    xsprtd Trailery były przycięte tak, by fani myśleli, że dostaną kolejną przygodę Joela i Ellie, kontynuację ich relacji, która miała masę potencjału. Mi bardzo nie podoba się w jak wymuszony fabularnie sposób Joel wpada w sidła i że jego śmierć -groteskowo brutalna- marnuje cały potencjał fabularny, daje niepomysłowe zakończenie jego wątku i sprowadza go do katalizatora banalnego wątku zemsty. Nie chodzi o to, by zrobić z Joela bohaterskiego męczennika ale by potraktować jego postać z szacunkiem, nie marnować na jakieś wątpliwe puenty i nie wprowadzać nastroju beznadziei, dając Ellie ptsd. Można było zrobić motyw pościgu Joela przez Abby, gdzie oboje zaczynają kwestionować swoje motywy, działania, metody. Joel zniszczył jednej młodej dziewczynie życie, by uratować inną. Mógłby dostać redemption arc a'la Arthur Morgan albo przeciwnie - mógł pójść w mroczniejsze rejony i pobrudzić sobie ręce, czym sam by się pogrążył i pokazał, że duchowo potrzebuje Ellie. Jeśli już miałby zginąć z ręki jakichś randomów, to w zamian fajnie byłoby dostać co najmniej równie ciekawy wątek.

  • Firnen9 Tego co Sony (bo to chyba sprawka ich marketingu, a nie ND) wyczyniało z trailerami to mnie się nawet nie chce komentować. Podmienianie modeli postaci na starsze lub kompletnie inne w przedstawionych scenach uważam za dyskredytujące i to także odebrało mi zainteresowanie śledzeniem tej historii kiedy sprawa stała się jasna.

    Natomiast jeśli chodzi o szacunek twórców do postaci Joela, to tutaj akurat cieszę się że jednak dotrwałem do końca gry bo widząc całość odniosłem wrażenie, że jednak próbowali. W pierwszej połowie historii byłem mocno zirytowany bo wyglądało to tak, jakby Neill D ostatecznie za nas chciał zadecydować co było właściwie a co nie, robiąc z postępowania Joela paliwo do napędzenia tutaj historii zemsty. Zwrot jak dla mnie pojawił się na wyspie Serafitów, gdzie Abby praktycznie w całej okazałości odtworzyła postępowanie Joela z jedynki. Tylko to tutaj wyszło mniej autentycznie bo jej historia była na tyle słabo napisana, że ciężko było mi uwierzyć że osoba taka jak ona jest zdolna do takich poświęceń dla kogoś kogo zna od...36h? :) Pieski i zebry mnie do tego nie przekonały.

  • Firnen9 ocenił(a) tę grę na: 6

    xsprtd Serafici to zwykli sk**wiele, więc to co robi Abby, nie niesie żadnego moralnego ciężaru -tym bardziej, że podczas całej gry nie ma żadnych oporów przed brutalnym zabijaniem. Nawet biorąc pod uwagę fakt, że gdzieś tam może być zamierzone podobieństwo do Joela, to nie jest to pokazane, podsumowane jakąś refleksją Abby, czymkolwiek. To źle napisana postać, która chyba miała być "silną postacią kobiecą" czyli kobietą o archetypowo męskich cechach wg. scenarzysty. A sieka dokonana na złych mężczyznach w obronie transpłciowej osoby niestety też nie daje wrażenia autentycznie pisanej opowieści, która ma coś do przekazania.

  • Firnen9 Akurat tutaj na myśli miałem nie Serafitów tylko ziomeczków Abby z WLF. Sporo ich sie tam kręciło i niespecjalnie wychodziło mi ich omijanie.

  • xsprtd Mnie akurat śmierć Joela w "dwójce" nie zaskoczyła. Ba, po ukończeniu części pierwszej byłem pewien, że zginie w ewentualnym sequelu i być może zabije go sama Ellie za to, że ją okłamał. Już oglądając przecieki nie czułem zaskoczenia, a jedynie zażenowanie. Śmierć Joela miast budzić jakieś głębsze uczucia stała się pożywką do tworzenia memów, bo tylko w ten sposób można obśmiać żenujący sposób w jaki scenarzyści uśmiercili główną postać "jedynki".

  • Fass_ ocenił(a) tę grę na: 8

    Firnen9 Trochę tak, a trochę nie. Na wstępie chciałbym zaznaczyć, że mocno krytykowałem grę przed jej premierą a po jej przejściu jestem przyjaźnie nastawiony, jednak potrafię wskazać wady. O ile do technicznych aspektów ciężko się tutaj przyczepić, w końcu to Naughty Dog, o tyle do fabuły już tak.

    Przede wszystkim, zgadzam się z krytyką Abby. Już sam pomysł wyjściowy z przypakowaną córką randomowego NPC-a którego większość graczy nawet nie pamięta jest tak kuriozalny i niedorzeczny, że aż ciężko uwierzyć w to, że coś takiego zostało zatwierdzone przez producentów. Zabieg ten od samego początku daje do zrozumienia, że nikt nie planował sequela w trakcie prac nad jedynką, a jeżeli ktoś twierdzi inaczej oszukuje sam siebie.

    Ojciec Abby. Flashback z tym, jakim to on nie był przewspaniałym cudownym człowiekiem jest tak prostacki i tak łopatologicznie przedstawiony, że również przecierałem oczy ze zdumienia. Czy ktoś naprawdę próbował wzbudzić w nas sympatię do postaci bo ta RATUJE ZEBRY (XD), uśmiecha się i zwraca do córki per ,,córko” (nie żartuję, nazwał ją tak ze 20 razy w 10 minutowym flashbacku). A już postawienie znaku równości między jego śmiercią a ubiciem Joela kijem do golfa jest idiotyczne.

    Sama Abby. Początkowo jej nienawidziłem, później stała mi się obojętna. Kompletnie niszczy immersję wyglądem - serio, na cutscenkach czułem się tak, jakbym oglądał cutscenki z RPGa w którym stworzyłem sobie śmiesznego avatara. Jej muły są tak niedorzecznie wielkie, że również ciężko uwierzyć, jak coś takiego w ogóle mogło zostać zatwierdzone ,,na górze”. Zanim ktoś zacznie wyzywać mnie od Korwinów - nie mam nic do kobiet. Po prostu panuje apokalipsa. Ja wiem, że twórcy pokazali nam siłkę a nawet stołówkę ale to w dalszym ciągu apokalipsa. Żeby dojsc do takiej masy i rzeźby musiala by jesc chyba tyle co 3 chłopów i spedzac cale dnie na siłce. A tutaj dochodzą ciągłe patrole i walka o przetrwanie.
    Również to, w jaki sposób twórcy chcieli nas do niej przekonać był mocno łopatologiczny - otóż Abby boi się... Wysokości. No cóż za polot. Kto z nas się nie boi? Ratowanie dzieci i głaskanie psów są chyba jeszcze tańszymi zabiegami, ale szkoda już się nad nimi znęcać. Im jestem dalej od zakończenia gry tym ciężej mi sobie przypomnieć, jak Abby w ogóle była z charakteru. Bo ani śmieszna, ani rezolutna, w sumie to przez wiekszosc czasu zachowywała się jak buc. Mimo wszystko jej rozdziały dłużyły mi się niemiłosiernie i o ile grając Ellie potrafiłem zarwać noc o tyle Abby mnie po prostu nudziła i skłaniała do robienia przerw. Twórcy robili co mogli, żeby jak najlepiej jak ją sprzedać - poza oczywistościami, o których pisałem już wyżej, rozdziały Abby mają znacznie więcej akcji niż te Ellie i ogólnie są nastawione bardziej na bezpośrednią walkę niż na Stealth (w przeciwieństwie do Ellie).

    To moje główne zarzuty. Dlaczego więc nie mogę się całkowicie zgodzić? Otóż fabuła to jedna składowa całości, a już w grach widać to jak na dłoni. TLOU Part II to absolutne wyżyny gameplayu, grafiki, filmowości, muzyki... Wszystkiego, co mogą zaoferować gry. To też gra stworzona z takim pietyzmem do szczegółów, że dosłownie chciało mi się zwiedzać każde pomieszczenie i cieszyć oczy dokładnością wykonania. Klimat jest również świetny i nie mogę mu nic zarzucić. W deszczowym Seattle atmosfera jest tak gęsta, że można ją kroić nożem. Spotkania z przeciwnikami z kolei to adrenalina w czystej postaci. Nie przypominam sobie drugiej gry, gdzie przy ucieczce przed przeciwnikami miałbym tak bardzo podniesione tętno.

    Nie widzę też tych niezdrowych ideologii. To, że Ellie została matką nie było przecież w żaden sposób planowane ani nie zrobiły sobie z Diną in vitro. Do lesbijek nic nie mam, mamy 2020, ciężko być na tyle zamkniętym żeby nadal udawać, że tacy ludzie nie istnieją. Przegięcie pały to Abby i Lev. Tutaj już można było zazgrzytać zębami. Ciężko mi również dostrzec krytykę chrześcijaństwa, zważając na fakt wymianę zdań bohaterów o tym, że ,,pisma zostały opacznie zrozumiane”. To spokojnie można odnieść do innej religii, nie będę rzucał tutaj jej nazwą. Bardziej była to krytyka oszołomstwa jakim jest fanatyzm, a z tym chyba każdy wierzący się zgodzi, że nie jest to zbyt dobre.

    Ubicie Joela było decyzją kontrowersyjną, jednak to autor posiada takie prawo i wypada to uszanować. Zabity dla szoku? Pewnie tak, ciężko pozostać na tę scenę obojętnym. Z drugiej znowu strony, czy nie byłoby to schematyczne do bólu, gdyby Joel umarł jakąś bohaterską śmiercią?

    Koniec koncow. Pierwsza polowa gry to dla mnie 10/10. Jest tam wszystko, czego chciałem. Druga połowa o Abby - 6/10, bo jest mniej ciekawa, zarowno od strony historii jak i postaci. Należę do mniejszości, bo zakończenie mi się podobało. Ocena 8/10. Tyle ode mnie ;)

  • Firnen9 ocenił(a) tę grę na: 6

    Fass_ Moim zdaniem decyzja o uśmierceniu Joela w takim momencie i w taki sposób była brakiem szacunku dla postaci i dla fanów. Byłem pewny, że zginie w tej części ale on został fabularnie zmielony, odsunięty. Niestety.

    Wątki SJW zostały tu zaserwowane trochę nieautentycznie. Jakby twórcy chcieli taką pseudomoralistyczną postawą pokazać jacy są progresywni. Akurat wątek Leva miał jeszcze jakiś potencjał, bardziej rzuca mi się w oczy dysproporcja w pozytywnym portretowaniu kobiet i mężczyzn. To nie wygląda naturalnie.

    Właśnie fakt, że to technologiczna maestria jeszcze bardziej dokopuje moje negatywne wrażenie, poczucie zmarnowania takiej szansy. W ogóle ta część nie pasuje mi do pierwszej.

    W takim razie ja odwrotnie, jestem źle nastawiony ale widzę też zalety. :) Fajnie, że Ci się spodobało.

  • Fass_ O panie, jakbym czytał swoje myśli. Z tym że ja oceniłem na 9, bo jednak całościowo bardzo mi się podobało, zakończenie też. Wątek Ellie w Seattle - rewelacja. No ale grając Abby czułem się tak, jakby twórcy gry traktowali mnie jak jakiegoś debila. Pokazywanie jaka Abby nie jest dobra, jej ojciec to anioł, a znajome Wilki to też praktycznie sami mili ludzie. Według mnie wypadło to bardzo sztucznie i w wielu momentach czułem się aż zażenowany. Na domiar złego wątek ten strasznie się dłużył, gdyby trwał połowę tego czasu byłoby ok. Cała gra zajęła mi 40 godzin, z czego sam wątek Abby jakieś 12-13. Odniosłem też wrażenie, że za dialogi odpowiada ktoś inny niż w pierwszej części, bo tutaj w większości są niestety mocno przeciętne. 

  • Firnen9 Racja, przereklamowany badziew. Sama rozgrywka nie zachwyca i nie oferuje niczego nowego. Jako survival horror dużo lepszy jest remake Resident Evil 2, jako strzelanka z chowaniem za osłonami choćby Gears 5, jako skradanka Dishonored. Ta gra braki w rozgrywce chce przytuszować dziwacznymi, szokującymi rozwiązaniami fabularnymi i kompletnie przegiętymi postaciami jak Abs które są mokrym snem każdego wojownika LGBT. Oczywiście męskie postacie są wypalone, kompletnie nijakie, bezsilne. Tylko babochłopy mają siłę. Fabularnie trochę taka opera mydlana, ten zabił tego wiec ten musi zabić tego żeby tamten mógł zabić tamtego. Polecam recenzję Quaza na youtube. Ten facet też dostrzegł liczne wady w tej produkcji.

  • Aerosol Dobrze napisane,zgadzam sie z Toba...Do tego smutna Ellie,pozbawiona zycia,nawet po smierci Joela.

  • Berith7777 ocenił(a) tę grę na: 6

    Firnen9 Nic dodać nic ując.

  • Firnen9 Oczekiwałeś, że ciąg dalszy "Ostatnich z Nas" będzie uroczy i pełen humoru? Że dostaniesz ciąg dalszy wesołych przygód pary ulubionych bohaterów? Wtedy byłoby to wtórne. Ja nie lubię gier "wyłącznie dla posiadaczy playstation", raził mnie ten gęsty sos SJW, którym polano scenariusz i parę innych rzeczy. Jednak po zastanowieniu - historia jest naprawdę dobra. Świetnie pokazuje ciemne oblicze zemsty; jak kamień rzucony w wodę i kręgi od niego odchodzące - jedna śmierć prowadzi do następnej, i do kolejnej, i wszyscy tracą. Ludzie wściekają się na finałową decyzję Ellie, ale postąpiła słusznie. Późno, ale zatrzymała to. Gdy Niko Bellic z GTA IV zabija pod koniec fabuły zdrajcę swojego oddziału, nie czuje satysfakcji. Utopienie wynędzniałej pakerki byłoby happy endem? Historia Abby też jest interesująca. Oczywiste, że nie dorówna Ellie, którą gracze znają i kochają od lat. Abby widziała Joela jako wyjątkowo złego człowieka, którego nawet szlachetny czyn nie uchroniłoby przed karą.

  • Firnen9 ocenił(a) tę grę na: 6

    Piramidoglowy Tak, oczekiwałem, że podobnie jak pierwsza część, albo podobnie jak dramatyczne, epcikie RDR2, sequel zaoferuje mi urok i humor. Również. Chciałem poznać dalszy ciąg losów Ellie i Joela, skonstruowany w sposób przekonujący, zgodny z oryginałem i prowadzący do poczucia, że rozwój bohaterów jest kompletny. "Gęsty sos SJW" może mi totalnie wisieć jeśli nie staje się fundamentem budowania osi fabularnej i nie wchodzi w drogę angażującemu storytellingowi. Hmm, myślę, że zemsta ma tylko ciemne oblicze, a fabuła gry nie zaoferowała mi niczego odkrywczego w tym temacie. To czy Ellie postąpiła słusznie zależy od interpretacji, ale zgadzam się, że z moralnego punktu widzenia było to "lepszą ścieżką". Sposób w jaki zostało to zrealizowane mnie nie przekonał. I znów - nie zaoferował poczucia znaczenia fabuły, a wybrzmiał jak banalne moralizatorstwo. Historia Abby nie była dla mnie interesująca, nie zaprezentowała sukcesywnego rozwoju postaci, nie lubiłem jej od początku do końca, mimo jej zrozumiałych motywów postępowania. W jej podejściu do zabijania widać potężny kontrast z Ellie. W grze widzę pewne przebłyski talentu scenarzysty, ale to wciąż dla mnie zmarnowany olbrzymi potencjał. Mimo to, cieszę się, że zauważasz w grze coś dla siebie, że ma dla Ciebie znaczenie. Ja traktuję gry totalnie subiektywnie i nawet lubię posłuchać o totalnie innych punktach widzenia.

  • Firnen9 AngryJoe również dał naciągane 6/10, to prawdopodobnie uczciwa ocena, prawdopodobnie bo sam mam tę historię jeszcze przed sobą ale zbyt szybko to nie nastąpi. Swoją drogą Joe zrobił świetną recenzję wideo, polecam bo przede wszystkim bez wazelinki jak większość, tylko prześmiewcza prawda między oczy szanownego Neil'a który popełnił tą grę.

  • Firnen9 Cieszę się, że nie kupiłem tej gry na premierę, choć byłem niemal pewny, że ją zakupię. Tak się zastanawiałem czy na premierę kupić The Last of Us II czy może jednak Cyberpunk 2077. Teraz jestem pewien, że będzie to ta druga produkcja, niezależnie od recenzji. Zaś TLOU2 kupię jak już mocno stanieje może za rok, może za dwa. Wyjdzie PS5, gry na PS4 stanieją, do tego czasu będzie też sporo używek do kupienia.

    Nie przeszedłem gry, ale obejrzałem kluczowe momenty fabularne, łącznie z zakończeniem by mieć dość dobre pojęcie o fabule. I nie jest to czego oczekiwałem od ewentualnego sequela, choć w sumie nie czekałem na niego, bo "jedynka" była cudownie zamkniętą całością. Po drugiej części, jeśli już miała powstać, spodziewałem się kontynuacji, podobnego stylu narracji. A historia w Part II wygląda trochę jak fanfik nastolatki z problemami emocjonalnymi. Wg mnie problemem The Last of Us II nie jest to, że porusza konkretne tematy czy ich nie porusza, ale to w jaki sposób to robi. A robi to mocno pretekstowo, niezbyt naturalnie, jakby na siłę, jakby główny scenarzysta miał listę tematów do odhaczenia. Dane wydarzenia mają miejsce nie dlatego, iż mają sens w kontekście tego świata, ale dlatego, bo tak to sobie wymyślił scenarzysta. Postaci zachowują się irracjonalnie, wbrew temu co podpowiadałby zdrowy rozsądek.

    W pierwszych scenach nie czuć już tej chemii między Joelem a Ellie, jakby to były inne postaci niż te z "jedynki". Tak jakby po tej 7-letniej przerwie (choć od zakończenia "jedynki" do pierwszych scen "dwójki" mija może kilka tygodni) byli zawstydzeni sami sobą. Joel też jakoś dziwnie wygląda, w "jedynce" miał lepszą twarz. Nie jest to kwestia przejścia na nowy silnik i większej szczegółowości, bo jednak model się zmienił. Polski dubbing jest przyzwoity, ale dialogi jakieś niemrawe. Ellie coś tam postękuje w rozmowach z Diną jakby straciła swoją charyzmę z "jedynki".

    Nie rozumiem też zachwytów nad grafiką. Grafika w grach nigdy nie była dla mnie najważniejsza co nie znaczy, że nie potrafię jej ocenić i docenić jeśli jest naprawdę dobra. Nie wydaje mi się by dorównywała RDR 2, to bardziej poziom Days Gone, może jest trochę lepiej. Nawet Uncharted 4 wydaje się ładniejsze. Może to po prostu kwestia kompresji gameplayu i tego, że początki TLoU rozgrywają się w czasie zimy, postapokaliptyczny świat też robi swoje. A gameplayowo? To po prostu podrasowana "jedynka" co nie jest niczym złym, bo gameplay TLoU był pierwszorzędny, skrojony na miarę. Trochę było skradanki, trochę survivalu, strzelania. Zbieranie surowców, prosty crafting, rozwój postaci. Nie było tego dużo, ale wystarczało by dobrze się bawić i jednocześnie nie spowodować, że gameplay stanie się ważniejszy od opowieści. Oczywiście to wrażenia po zobaczeniu 2-3 pierwszych godzin rozgrywki, ocenię gdy sam zagram i przejdę grę, ale ten hurra optymizm w recenzjach wydaje się mocno przesadzony.

    Aktualnie gram w "jedynkę" po raz czwarty, bodajże, tym razem na poziomie trudności przetrwanie i wciąż bawię się świetnie. Obserwowanie jak rozwija się relacja Joela i Ellie jest niezmiennie fascynujące. Każdy etap ma też swoją mikroopowieść, nic nie wydaje się wciśnięte na siłę, akcja trzyma tempo. Gdy oglądam gameplay z "dwójki" nie czuć tego wszystkiego. Może początki są takie niemrawe i później gra się rozkręca. Choć nawet jak oglądam gameplaye z dalszych etapów wciąż nie czuć tego charakterystycznego dla "jedynki" klimatu, a tego oczekiwałem od ewentualnego sequela.

  • stan901 ocenił(a) tę grę na: 10

    sebogothic Co ty gosciu gadasz wogole... nie czuć chemi miedzy Ellie a Joelem? No jak bys grał w gre a nie oglądał 3 godziny filmu na yputubie to bys wiedział czemu Ellie trzyma Joela na dystans. Pozatym akcja drugiej czesci dzieje sie 4 lata po jedynce a nie kilka tygodni, to co Joel miał odmłodnieć czy jak?

    Graficznie dla mnie to wyglada lepiej niż Uncharted 4, najładniejsza grafika, design świata i ta mimika twarzy, naprawde jest się czym zachwycac.

  • stan901 Grałeś w grę biedaku? Nie zauważyłeś, że pierwsze sceny TLoU 2 mają miejsce kilka tygodni, miesięcy po skończeniu "jedynki"?