Żandarm i ...

Louis de Funnes był chyba najwspanialszym komikiem we Francji ... ee co ja mówie na świecie. Wszystkie filmy z serii "Żandarma..." są poprostu oszałamiająco przezabawne :). I mam nadzieje że nigdy nie zanikną i że nie zaniknie pamięć o samym wielkim Louis'e de Funnes :)

8
  • Tak, tez mam taka nadzieje. Dla mnie 10/10. P;)

  • Nie wiem czy podpisałabym się pod określeniem "oszałamiający" :-), ale z pewnością, mistrzowskie aktorstwo, humor sytuacyjny i mimo upływu lat ogląda się wciąż dobrze. Co więcej młode pokolenia również lubią serię z ortodoksyjnym żandarmem. Sądzę, że jest tak bo talent Louisa jest bezsprzeczny. Warto byłoby się zastanowić co tak naprawdę nas śmieszy bo życie u boku, czy też bycie podwładnym takiego człowieka przypuszczalnie do idylli by nie należało, a jednak kiedy ogląda się z "boku" śmiejemy się...
    Teraz czy najlepszy komik na świecie - polemizowałabym bo przecież jest/ był Chaplin..., no i nikt mi nie powie, że pomimo lat nie smieszy np. w "Światła wielkiego miasta" "Dyktator" itd., zatem na świecie nie, a we Francji przychodzi mi do głowy jeszcze P.Richard (patrz "Pechowiec") polecam, jakby się pogrzebało to pewnie i inni by nam wyszli. Ale Louis - jedyny w swoim rodzaju.:-)
    Dziś na tvp1 po 20.00 pozdr.

  • Mogę w nieskończoność oglądać L.de Funnes'a i to w każdej postaci. Uwielbiam wszystkie części Żandarma, te klimaty z tamtych lat, ta przepiękna, kobieca moda, ile to rzeczy człowiek dzisiaj by ubrał :-) I najważniejsze, że moje nastoletnie dzieci oglądają te stare komedie razem ze mną i zrywają boki z min de Funnes'a

  • Zgadzam się w pełni :-)

  • Mimo że jestem wielkim wielbicielem de Funesa, to jednak byli od niego wybitniejsi lub tacy, którzy mieli w sobie coś, czego brak było francuskiemu komikowi - Chaplin, Sellers, Kowalski (tak! nasz wielki aktor z "Samych swoich"). L.de Funes reprezentował komizm dość farsowy, jakby kabaretowy, a my - miłosnicy kina - po ok.120 latach od wynalezienia filmu i po jego artystycznej ewolucji uznajemy za mistrzowski raczej inny typ komizmu, może bardziej "zgaszony", mniej emocyjny. Ująłbym to też tak: szkoda, że w biografii de Funesa nie pojawił się reżyser dający mu inne możliwości - np.słynne rozciąganie nosa z "Oskara" - gdyby tak ten styl przenosić częściej, te groteskę, niemal absurd, podobnie jak nawiązania komiczno-historyczne ze "Sławnej restauracji", gdy de Funes tłumaczył Niemcowi pewien przepis i jakiś tajemniczy cien utworzyl mu na obliczu wąsik i fryzurę z przedziałkiem. Albo w "Manii wielkości" sięgnął de Funes do wyższej półki, w czym mu pomógł Montand - obaj stworzyli lepszą jakość.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: