(...) Kłopoty z wypracowaniem suspensu usiłowano zaszpachlować nadmiarem ambientowej muzyki: w finale dudniąca fraza melodyjna wisi nad głowami bohaterów bez ustanku, a jej ugodowa jednostajność przyprawia o odruch wymiotny. Przyciemnione są zdjęcia planu, przez co wielu widzom nie uda się wyłapać wszystkiego, co dzieje się na ekranie. W „13 kamerach” teoretycznie przedstawiona zostaje świeża historia, choć osobiście przyrównałbym projekt do rówieśniczego „Hangmana” (2015) − horroru, w mojej ocenie, upiorniejszego, o napastliwej wręcz naturze, której tu zabrakło. „13 Cameras” to film, który wydany powinien zostać nie w grudniu, a w pierwszym kwartale roku: w trakcie tzw. „dump months”. Wistech Media pośpieszył się więc z jego dystrybucją o miesiąc, albo spóźnił o trzy lata − zdecydujcie sami.
Pełna recenzja: #hisnameisdeath