1945

2017 1 godz. 31 min.
6,9 887
ocen
6,9 10 887
512
chce zobaczyć
{"type":"film","id":780427,"links":[{"id":"filmWhereToWatchTv","href":"/film/1945-2017-780427/tv","text":"W TV"}]}
powrót do forum filmu 1945
  • Skoro "Pokłosie" czy "Ida" delikatnie zarysowujące problemy polsko-żydowskiej przeszłości uznane były przez "patriotów" za antypolskie?
    Znajdzie się odważny reżyser,odważny producent,odważni aktorzy by taki obraz zrealizować ?
    Ja nie wierzę ...
    Nasi przodkowie czyli my jako naród polski mamy straszne rzeczy na sumieniu.
    I nie zmienią tego Sprawiedliwi ,którzy są tylko listkiem figowym (sztandarowym zresztą dla wszystkich aktualnych antysemitów) na naszym wstydzie .
    Jestem świeżo po lekturze "Miast śmierci.Sąsiedzkich pogromów Żydów" M.Tryczyka i w trakcie pracy naukowej Grabowskiego/Engelking "Dalej jest noc ".
    Jeśli ktoś mało wie na te tematy z naszej historii,a chciałby poznać więcej szczegółów polecam.
    Uprzedzam,nic już nie będzie dla Was takie samo po tych lekturach.
    Koszmar jaki zgotowali dziesiątkom tysięcy Żydów ich polscy sąsiedzi był niewyobrażalny.I to wtedy gdy w pobliżu nie było hitlerowców i nie groziła im kara śmierci.
    Może mi ktoś przystępnie wytłumaczyć dlaczego Polacy słusznie domagają się prawdy o rzezi wołyńskiej,a swoje zbrodnie na Żydach usiłują od ponad 70 lat przemilczać ?
    Pewnie pod tym postem wyleje się na mnie wiadro pomyj ,ale to nie umniejszy zbrodni naszych niestety przodków.Moich akurat nie ,ale jestem Polakiem i poczuwam się do dumy z dobrych rzeczy zrobionych przez rodaków jak i niestety płaczę nad tymi złymi ...
    Pozdrawiam tych,którzy przyjmą do wiadomości,że taki jest mój własny,polski patriotyzm.

  • clarencefilmweb Nie dramatyzujmy.

    Podczas II WŚ nie było narodu bez winy wobec Żydów - chlubnym wyjątkiem są Duńczycy. Wszyscy albo zabijali osobiście, albo ładowali Żydów do bydlęcych wagonów - wiedząc, lub mocno licząć, że odjeżdżający Żydzi już nie wrócą.

    Polacy nie mają wielkich powodów, by bić się we własne piersi. W sumie nieistotne czy zabili osobiście 5 000, czy 200 000 Żydów. To był czas okrutnie pozbawiony moralności. Polacy mordowali Żydów i Białorusinów, a nas mordowali Ukraińcy i Litwini.

    A liczenie sobie, kto ile zabił Żydów, to tylko woda na młyn Niemców i Żydów.

    Ci pierwsi z ogromną chęcią podzielą się winą za Zagładę.

    A ci drudzy wiedzą, że z bycia "największą ofiarą w dziejach świata" można wyciągnąć bardzo dużo korzyści materialnych i politycznych. Powiedz, że odszkodowanie za mienie bezspadkowe się nie należy i że Żydzi w Izraelu mordują Palestyńczyków - łatka antysemity murowana.

  • onyx887 Nie zrozumiemy się raczej.Nie ulega wątpliwości,że głównym winowajcą zagłady są hitlerowskie Niemcy.To chyba jedyne z czym się zgadzamy. Większość Polaków jest dumna ze swej polskości,mnie ukrywane winy naszych przodków nie pozwalają na takie odczucia.Od 70 lat udajemy wspaniałych i sprawiedliwych ,a takimi nigdy nie byliśmy.Paradoksalnie - wyrzucenie wszystkich naszych brudów i prośba o przebaczenie byłaby dla mnie powodem do dumy. Niestety nigdy tego nie zrobimy.
    Szokuje mnie przywoływanie sytuacji z Palestyńczykami.To tak jakby Polacy już wiele lat temu wiedzieli,że Izraelczycy będą gnębić Arabów i za to trzeba ich mordować i okradać od dziesiątków lat .Wygląda,że Polacy to naród nostradamusów wyklętych ....

  • clarencefilmweb Ale ja nigdzie nie napisałem, że jestem dumny z bycia Polakiem. Nie jestem. Mit żołnierzy wyklętych wkurza mnie jeszcze bardziej niż gloryfikacja Powstania Warszawskiego. Ale też nie czuję się winny z powodu bycia Polakiem. Polacy nie są mesjaszem. Ale też nie są wyjątkowo paskudni w porównaniu z innymi narodami.

    Mamy swoje zalety. Mamy też swoje wady.

    Polecam serię: "Żydzi polscy" – wydawnictwa KARTA. Dzienniki i pamiętniki Żydów, którzy albo zginęli podczas II WŚ, albo mieli szczęście przeżyć II WŚ. W ich opowieściach Polacy nie plasują się jako najbardziej podli. Niemcy są przez piszących Żydów najbardziej znienawidzeni. Żydzi ci pałają żądzą zemsty na Niemcach. Życzą śmierci niemieckim kobietom i dzieciom. I w tych dziennikach i pamiętnikach to są NIEMCY, nie hitlerowcy albo naziści.
    W tych książkach dostaje się bardzo mocno Ukraińcom. Ci Żydzi, którzy mieli z nimi do czynienia, wspominają ich barbarzyńswo.
    Polacy są przedstawieni też generalnie nie najlepiej. Albo jako pomagający Żydom. Albo szukający korzyści materialnych u osaczonych Żydów.

    Generalnie. Najdalszy jestem od bycia bezkrytycznym dla polskiej historii. W tym postępowań Polaków podczas II WŚ. Ale też nie rozumiem umiłowania dla pedagogiki wstydu. Samobiczowania się Polaków: "a bo pomordowaliśmy podczas II WŚ (i tuż po), tylu a tylu Żydów (co do liczb pomordowanych, nie ma zgodności, szacunki są skrajne), a w 2019 w jakimś miasteczku w Polsce dzieci okładają kijami kukłę Judasza (Żyda!)"

    Tylko ślepiec nie zauważy, że wielu nacjom jest na rękę zrobienie z Polaków skrajnych antysemitów. Nie byliśmy skrajni tuż przed II WŚ, jak i w 2019.

    Owszem, numerus clausus i getto ławkowe. I to dopiero po śmierci Piłsudskiego. Ale przed 1945 Żydzi nigdzie w Europie ani w USA nie byli przyjmowani z otwartymi rękami. A biorąc pod uwagę, że Żydów przed 1939 było w Polsce ponad 10% (największy % na świecie), to ówczesny polski antysemityzm cieżko nazwać skrajnym. Był umiarkowany.

    A w 2019 epatowanie jakimiś antysemickimi drobnostkami (bo okładanie kukły Judasza przez dzieci, czy zbite okno w synagodze (w 2018), taką drobnostką jest), kiedy w Europie Zachodniej Żydzi są mordowani.
    W 2019 w Europie Zachodniej Żydów mordują (a mordercami są najczęściej bliskowschodni imigranci lub ich potomkowie), a media polskie się samobiczują tym, że w miasteczku polskim dzieci okładają kukłę Judasza.

    Dziwne jest niezauważanie niewspółmierności polskich antysemickich ekscesów i zachodnioeuropejskich morderstw Żydów.

    Los Palestyńczyków w Izraelu AD 2019 wspomniałem, nie, żeby usprawiedliwiać Polaków w latach 1939-46.
    Żydzi lubią widzieć źdźbło w oku Polaków, ale nie widzą belki we własnym.

  • onyx887 Ogólnie jestem zbudowany tą sensowna polemiką z Twojej strony.Jednak aż tak daleko od siebie nie jesteśmy,ale całkiem inaczej rozkładamy akcenty.
    Wielu znawców tematu twierdzi,że Żydzi i Polacy są bardzo podobni w postrzeganie swoich win i zasług.
    Twoje ostatnie zdanie o belce w oku idealnie odzwierciedla opinie naszych rodaków.
    Co do tego jakim jesteśmy narodem ciężko mi uczciwie sądzić bo stety czy niestety żyję w Polsce i mimo wielu miesięcy spędzonych poza granicami nie znam tak do szpiku innych nacji.
    Nasz stosunek do Żydów w XX wieku moim zdaniem świadczyłby o tym,że jesteśmy jednym z najgorszych narodów europejskich pod tym względem.Zbyt dużo już czytałem i słyszałem bym tu mógł zmienić zdanie.I nie godzi mi o samobiczowanie czy filozofię wstydu ,chodzi o uczciwe mówienie o swej historii.
    Jeśli tydzień temu polski kościół katolicki wychwala się ilu księży i sióstr zakonnych brało udział w ratowaniu Żydów i ani słowem nie zająknie się o katolickich ,antysemickich ,przedwojennych gazetach,o nawoływaniu z ambon do pogardy czy pogromów wobec Żydów,o prowadzeniu przez księży Żydów na spalenie,o braku reakcji proboszczów na mordowanie sąsiadów w małych miejscowościach - to śmierdzi hipokryzją wielkości Himalajów.
    Jeśli Morawiecki czy inny idiota pieprzy o tym jak wspaniali Polacy masowo ratowali Żydów kiedy groziła za to kara śmierci i ani słowem nie zająknie się ,że były tysiące przypadków gdy Niemców nie było w promieniu wielu kilometrów ,a Polacy rabowali i mordowali to znaczy,że jest pierwszoligowym obłudnikiem albo liczy na poklask baranów.
    Kiedy mówi się o rodzinie Ulmów zamordowanej przez Niemców za ukrywanie Żydów nigdy nie słyszałem by ktoś przy okazji podkreślał,że zadenuncjował ich Polak.
    Kiedy odbywa się kolejne święto Strażaka wszyscy pieją z zachwytu nad wielkim wkładem strażaków w historii naszego kraju i nikt oczywiście nie mówi ,ze wielu z nich brało udział w tropieniu Żydów,brało za to pieniądze i robiło to na ochotnika podczas II wojny światowej.
    W głowie mi się nie mieści,że oficjalna propaganda mówi o polskich Sprawiedliwych ,a nie powie przy okazji,że kiedy Niemcy zabijali jeszcze nie na skalę przemysłową w obozach zagłady tylko komanda śmierci rozstrzeliwały Żydów w poszczególnych miejscowościach do ich grzebania było wielu chętnych.Na trupach też można było się dorobić.Ściągano ubrania ze zwłok,całe zastępy "dentystów" wybijało trupom złote protezy,grzebano zwłokom w pochwach czy odbytach licząc na fanty itd....
    Cały czas chodzi mi tylko i wyłącznie o uczciwe pokazywanie polskiej historii i niczego więcej.Cały czas liczę ,ze słowa Piłsudskiego"Polacy to wspaniały naród tylko ludzie ku..y" jednak nie są prawdą.
    Co do współczesnego polskiego antysemityzmu. Też uważam inaczej niż Ty.
    Cały czas jest obecny i najbardziej jest szokujące ,że większość debili nie widziała Żyda na własne oczy.To nie przeszkadza kibolom na hasła "Widzew-Żydzew"."Pasy-Żydy",na napisy w wielu miejscach Żydy i Cygany do gazu i setki innych tym podobnych bredni.Ostatnio współpracowniczka "zabiła" mnie pytaniem czy też myślę ,że Morawiecki jest Żydem bo jest banksterem,knuje.Powiedziałem jej ,że chyba zamieniła się na mózgi z gołębiem bo mam w du..e jakie ma geny ,jest po prostu idiotą i kłamcą.
    Kończąc i tak zbyt długą już wypowiedź nadmienię,że moje dzieci zarzucają mi,że jestem zbyt wymagający.Może to prawda ,ale chciałbym by ci na których mi zależy byli porządnymi ludźmi.By byli postrzegani jako uczciwe,przyzwoite,sprawiedliwe mrówki w tym ludzkim mrowisku.
    Może dlatego zależy mi by polski naród był lepszy,a nic temu bardziej nie sprzyja niż prawdziwa ,uczciwa edukacja ...
    pozdrawiam

  • onyx887 Do poczytania ONYX,jeśli zechcesz oczywiście...https://jewish.pl/pl/2019/02/24/prawdy-nie-da-s ie-zakrzyczec/?fbclid=IwAR1sr7OaRIewaRb6XUmXxftbgT9BMmrnsjiw r-S93AOQdXNRiVpWtrFDfRo

  • clarencefilmweb Gdybym miała wskazać polski film dotyczący Zagłady, który najbardziej mnie poruszył, byłoby to “Pokłosie”. Poza sceną ukrzyżowania, jest to obraz niemal dokumentalny, pokazujący zdarzenia, do jakich dochodziło w wielu miejscowościach. Tomasz Żukowski przygląda się temu i innym filmom, książkom, czy sztukom teatralnym, które pokazują w jaki sposób myślimy dziś nie tyle o Zagładzie, co o własnym w niej nie-udziale.

    “Obraz domu z grobem odsyła do winy, która okazuje się nasza. Przemilczana zbrodnia jest dziedzictwem pozostawionym przez pokolenie ojców i dziadków” – pisze Żukowski o “Pokłosiu”. Nasza wina jest bezsprzeczna, ale nie chcemy o niej myśleć, ani tym bardziej za nią pokutować. Zdarzało się, że Polacy mordowali Żydów w czasie wojny i po niej. Zabierali im buty, chusty z głów, ostatnią parę spodni. Później przejmowali ich mieszkania, ciepłe pierzyny, komplety sztućców. Urządzali nowe – lepsze – życie na szczątkach cudzego istnienia, po którym miał nie zostać żaden ślad. Dlatego macewy wykorzystywano do utwardzania dróg, a synagogi przerabiano na sklepy. To wszystko po to, by świadectwa poprzedniego stanu rzeczy nie mogły domagać się upamiętnienia nieobecnych.

    Wyrzuty sumienia sprawiają, że o pewnych rzeczach się najpierw nie mówi, a potem zaczyna się je przedstawiać inaczej niż wyglądały w rzeczywistości. I dotyczy to nie tylko polityków, czy urzędników państwowych, podających się za historyków. Dotyczy to wszystkich nas, którzy – nie zawsze z pełną świadomością – popadamy w schematy polskich wyobrażeń.

    Żukowski odważnie (bo to nadal jest odwaga!) pokazuje w swojej książce, w jaki sposób zarówno prof. Władysław Bartoszewski, jak i Tadeusz Słobodzianek, czy prof. Jan Błoński wpadli w pułapkę historycznego retuszu. Owszem, przyznawali, że zdarzali się podli Polacy, ale że byli w mniejszości – tak małej, iż niemal niedostrzegalnej. Tych przyzwoitych i dobrych, chętnych do pomocy było – w ich poczuciu – znacznie więcej.

    “Polskie dyskusje dotyczące Zagłady uwikłane są w obronę narodowego autowizerunku” – zauważa Żukowski. To dlatego wszelkie winy przykrywamy bohaterstwem Sprawiedliwych, usiłując sobie i innym wmówić, że to takie postawy były powszechne. Tymczasem ta pomoc częściej jednak nie nadchodziła. O wsparciu polskiego podziemia dla warszawskiego getta Marek Edelman powiedział: “Oni po pierwsze nie mogli, po drugie nie chcieli”. Icchak Cukierman wspominał zaś: “Byliśmy im niepotrzebni także w partyzantce – jako Żydzi wszędzie byliśmy zbędni”. Ta odrębność i niechęć jest czymś, o czym dziś pragniemy zapomnieć. Nie chcemy tego wiedzieć i o tym słyszeć. Dlatego tak histerycznie reagujemy na wszelkie próby przypomnienia ciemnych kart naszej historii. Ale prawdy nie da się zakrzyczeć. Im bardziej będziemy próbować, tym gorzej na tym wyjdziemy.

    Żukowski pokazuje, że nie ustajemy w wysiłkach “wielkiego retuszu” naszych dziejów. Jego książka jest odkrywczym lustrem, w którym powinniśmy się przejrzeć. Problem w tym, że nie zajrzą do niej ci, którym najbardziej by się to przydało.

    Tomasz Żukowski “Wielki retusz. Jak zapomnieliśmy, że Polacy zabijali Żydów”, wyd. Wielka Litera

  • clarencefilmweb O! Wielkie dzięki za ten komentarz, naprawdę!!! Takie wpisy ( nieliczne) dają mi trochę otuchy, że w naszym wspaniałym kraju są jeszcze jacyś ludzie niezaslepieni nacjonalistyczno- ksenofobiczna mgłą. Myślę, że taki film nie ma szans na powstanie w PL, dlatego tym bardziej cieszy, że ktoś potrafi je docenić, gdy już powstaną, np. na Węgrzech. Pozdrawiam.

  • Mortizia Też się cieszę,że nie jestem sam.Kłaniam się i wszystkiego dobrego życzę :)

  • clarencefilmweb Trochę historii - "Gniewczyna to niewielka wieś na Podkarpaciu. Mieszkający w niej Żydzi niczym nie różnili się od swoich katolickich sąsiadów. Mieli te same problemy, klepali tę samą biedę. A jednak zostali przez ludzi, których znali całe życie uwięzieni i poddani brutalnym torturom. Gdy odebrano im wszystko, co odebrać się dało, powiadomiono niemieckie władze, które dokonały egzekucji. Tadeusz Markiel był wtedy dzieckiem, ale zagładę gniewczyńskich Żydów zapamiętał dobrze. W opuszczonym domu Trynczerów, który obrała sobie na tymczasową siedzibę straż pożarna, miejscowi urządzili więzienie. Trzymali tam wyłapanych w okolicy Żydów. Na ich życiu im nie zależało. Nie chcieli jednak tak od razu oddawać ich w ręce Niemców.

    Przez kilka dni torturowali mężczyzn i gwałcili kobiety po to, aby uzyskać dokładne informacje o rzeczach, jakie ci pochowali u innych mieszkańców wsi. Na cierpienie swoich rodziców patrzyły dzieci. Sam Markiel również wszedł na chwilę do tego domu. Słyszał stłumione jęki i nie odważył się wejść dalej niż do sieni. Wspomnienia tamtych strasznych dni długo nosił w sobie. Nie chciał zapomnieć. Czuł, że jest coś winnym ofiarom swoich sąsiadów. Chciał opowiedzieć ich historię po to, aby nie została ona zapomniana. “Dobrzy ludzie są słabi” stwierdza Markiel. Słabi byli Żydzi, którym w domu Trynczerów wlewano wodę do nosa, bito i poddawano torturom. Słabe były ich żony, które gwałcono w pokoju obok, a one tłumiły bolesne krzyki, żeby nie wystraszyć swoich dzieci czekających za ścianą.

    Dwie z tych kobiet próbowały ucieczki. Miały nadzieję znaleźć pomoc u innych mieszkańców wsi. Jedna z nich udała się nawet do proboszcza. Niestety, próby te nie przyniosły spodziewanych rezultatów. Znęcanie się nad Żydami trwało aż do chwili, gdy ci powiedzieli swoim oprawcom o wszystkich miejscach, w których ukryli swoje ubrania, rzeczy, kosztowności. Wtedy nie byli już potrzebni. Nie mogli jednak odejść wolno. Jako świadkowie mogli stać się w późniejszym okresie niebezpieczni. Oprawcami byli przecież porządni obywatele, którzy nie mieli ochoty w przyszłości tłumaczyć się przed sądami. Ochotnicza Straż Pożarna, jak pisze Markiel, “zamiast gasić pożary i ratować ludzi, kolaborowała z Hitlerem w prześladowania żydowskich sąsiadów”.

    Wkrótce powiadomiono niemieckie władze o złapaniu grupy Żydów w Gniewczynie. Te przysłały swoich przedstawicieli, którzy mieli problem “załatwić”. Wszystkich, kobiety, mężczyzn i małe dzieci, zastrzelono na miejscu i pochowano we wspólnej mogile tuż za domem. “Pozostało po zamordowanych rodzinach żydowskich osiem domów, teraz już zasiedlonych przez sąsiadów, gdzie długo po tym opukiwano ściany i zrywano podłogi w poszukiwaniu ukrytych pieniędzy tych nędzarzy i gdzie rozpruwano ciepłe jeszcze pierzyny, poduszki i kołnierze ubrań w poszukiwaniu złotych pierścionków i łańcuszków na szyję. Pozostał jeszcze przyodziewek, buty, dziecięce buciki i zabawki, Żydom już niepotrzebne, więc niechby nasze dzieci coś na tym skorzystały – myśleli sąsiedzi”.

  • ryan45 ocenił(a) ten film na: 4

    Mortizia Żeby nie było tak kolorowo to warto zaznaczyć że nie tylko Polacy chcą zamilczeć pewne fakty z historii i mogła powstać hollywoodzka superprodukcja o historii rotmistrza Pileckiego ale jego rodzina nie zgodziła się aby w filmie przedstawiono go jako potomka Żydów

  • ryan45 Jasne,że nie tylko Polacy próbują przemilczać niewygodne fakty ze swej historii.Większość narodów tak czyni.Jednak jest pewna różnica moim zdaniem - im bardziej cywilizowany,wykształcony,świadomy,otwarty naród tym częściej potrafi pokajać się za swoje winy. Jeśli w Holandii mogła odbyć się debata narodowa na temat ich stosunku do Żydów i wyrażenie żalu za tamte czasy uwierzysz ,ze to może zdarzyć się w Turcji w sprawie ludobójstwa Ormian ?

  • clarencefilmweb Fragmenty "Miast śmierci" Mirosława Tryczyka : "10 lipca 1941 roku wszystko zaczęło się wczesnym świtem.

    W godzinach porannych do miasteczka zaczęli zjeżdżać się ludzie z okolicznych wiosek. Polacy zjeżdżali jednak przede wszystkim „rżnąć Żydów!”, cel rabunkowy był poboczny i nie najważniejszy. Świadczy o tym fakt, że w wyniku ekshumacji jaka została przeprowadzona w Jedwabnem w XXI wieku znaleziono na miejscu zbiorowej mogiły w stodole wiele cennych przedmiotów, monet, zegarków, kluczy. Ofiary zatem nie zostały obrabowane przed śmiercią. To nie rabunek był tym, czego chcieli Polacy dokonać tego dnia w miasteczku. Rabunek w mieście zaczął się dopiero po spaleniu stodoły.

    To że żydowscy mieszkańcy Jedwabnego nie zostali obrabowani przed śmiercią, świadczy dobitnie o tym, że intencje sprawców były polityczne i ideologiczne, a nie rabunkowe.
    Ludzie którzy dowodzili tego dnia wydarzeniami w miasteczku, robili to z wojskowym profesjonalizmem. Jak Jerzy T., przedwojenny członek Stronnictwa Narodowego i antykomunistyczny partyzant, należał do najbardziej aktywnych zbrodniarzy tego dnia i razem z S. zmuszał Żydów do rozbijania pomnika Lenina w Jedwabnem. Pozostali, jak on, też byli zdyscyplinowani i karni, zahartowani w bojach partyzanckich i wsławieni bitwą na Kobielnie i likwidacją miejscowego naczelnika NKWD Szewielewa, w maju 1941. Byli też sprawnie dowodzeni, polecenia wydawał im Karolak i Sobuta.

    Tego dnia 10 lipca 1941 roku, niczym nie kierował w Jedwabnym przypadek ani chaotyczna logika tłumu. Wszystko zostało wcześniej zaplanowane i przygotowane. 10 lipca, w czwartkowy poranek zgodnie z przećwiczonym już w poprzednich masakrach schematem Polacy otoczyli Jedwabne i zgrupowali Żydów na rynku.

    Henryk Z. zeznał po wojnie, że jeźdźcy na koniach penetrowali teren wokół Jedwabnego i chwytali tych Żydów, którzy podjęli próbę schronienia się na polach przed pogromem. Ci mordowani byli na miejscu lub topieni w pobliskim stawie. Z. podobnie jak N. i W. twierdzili, że ci ludzie na koniach, to ci sami co już wcześniej zrobili porządek z Żydami w Wąssoszu, Szczuczynie i Radziłowie.

    Polacy najpierw wybrali 75 najmłodszych i najzdrowszych Żydów, którym rozkazali podnieść z miejsca i zanieść na rynek wielki pomnik Lenina, którego w swoim czasie Rosjanie postawili w centrum miasteczka. Potem część z tych mężczyzn została utopiona w dworskim stawie, a część została zamordowana, a następnie pochowana w masowym grobie jaki sprawcy wykopali w stodole przed jej spaleniem. Ich ciała przygnieciono fragmentami pomnika Lenina i prawdopodobnie nie zasypano, bo pomnik nosił liczne ślady opalenia ogniem, co stwierdzono w wyniku ekshumacji przeprowadzonej w XXI wieku.

    To zbrodnicze posunięcie było w pełni racjonalne i świadczyło o żelaznej „logice zbrodni”, której tego dnia w Jedwabnem trzymali się sprawcy. Pozbawienie życia, w pierwszej kolejności, młodych, silnych mężczyzn, ojców rodzin sprawiło, że pozostali przy życiu, to jest kobiety, dzieci i starcy stali się bezbronni i wydani zupełnie na łaskę swoich oprawców.
    Trzeba też pamiętać, że Żydowska społeczność w Jedwabnem została pozbawiona swoich młodych obrońców jeszcze przez sowietów, gdy około 100 młodzieńców Żydowskich zostało aresztowanych przez NKWD w 1940 r. Teraz to się mściło. Nie było komu bronić kobiet i dzieci przed polskimi napastnikami. Ci którzy zostali przy życiu i przetrwali wywózki na Sybir lub wcielenie do Armii Czerwonej, teraz zostali zabici w pierwszej kolejności.
    Tak jak miało to miejsce w Grajewie, Goniądzu czy Szczuczynie, tak też w Jedwabnem na rynku odbyła się najpierw selekcja a potem zabijanie najsilniejszych. To potwierdza istnienie schematu działania, stosowanego przez Polaków operujących tamtego dnia w mieście.
    W tym samy czasie kilka Żydówek zostało utopionych w studniach na rynku. Być może planowano utopienie wszystkich miejscowych Żydów, bo motyw topienia pojawił się w wielu zeznaniach i wskazywany był w wielu miejscach w miasteczku: w stawie dworskim w Jedwabnem, w rowach melioracyjnych w studniach ale ta metoda szybko okazała się nieefektywna. Mordercy podjęli więc decyzję o spaleniu Żydów w stodole.

    Najpierw chcieli spalić ich w stodole Józefa Ch. ale gdy ten zaprotestował, to Bronisław Ś. oddał swoją stodołę dobrowolnie. Akcją na rynku dowodzili bracia z familii L. a Ś. jeszcze przed wojną miał spółkę budowlaną z rodziną L., znali się i pomagali sobie wzajemnie. Pomógł więc i teraz. K. i L. obiecali Bronisławowi Ś. szybko dostarczyć mu drzewo na nową stodołę, co zresztą nastąpiło.

    Spirala przemocy i okrucieństw w Jedwabnym od tego momentu przyspieszyła i rozlała się już niepohamowanym strumieniem, także na okolice miasteczka. Jedwabieńscy młynarze, bracia Eljasz, M. i Dawid P., oraz ich rodziny ukryli się w młynie tego dnia przed świtem. O godzinie 10 rano, Staszek Sz. z innymi Polakami, jak L. i Sz. ze wsi Kossaki, pobiegli do młyna szukać ich tam a po znalezieniu zakatowali ich na śmierć.

    Na drodze pozostawili też ciało synowej Chonka G., która była w dziewiątym miesiącu ciąży – jej brzuch rozciął R., który wcześniej pracował u G. Pan G. i jego syn uciekli, ale Polacy dogonili ich i złapali gdzieś na polu za Jedwabnem, tam ich zabito. Chatskell, syn Szmula i Pesze W., kowal, został zamordowany rękami Rulaskiego kawałkiem skórzanej końskiej uprzęży. Abram Aaron I. leżał na ulicy z wyciętym na piersi krzyżem. Wnuczka Chany Jenty, trzyletnia dziewczynka, schowała się w kurniku. Polacy znaleźli ją i wrzucili w ogień jak kawałek drewna.

    Jankiela, rymarza, zabili w jego własnym domu.

    W tym czasie na rynku Jedwabnego rozgrywały się równie dantejskie sceny.

    Zgromadzeni tam Żydzi byli bici bez ustanku przez zgromadzonych Polaków, którzy utworzyli szpaler i tłukli Żydów z obu stron. Potem gdy już mieli dość, rozkazali im zebrać się w kolumnę marszową na czele z rabinem Awigdorem B. i miejscowym rzezakiem.
    Rabinowi wręczyli do rąk czerwoną chorągiew i tak sformułowany pochód ruszył w stronę stodoły Bronisława Ś., śpiewając po drodze „przez nas wojna, za nas wojna”.

    Niemcy zachowywali się biernie, nie interweniowali, nie brali udziału. Wszystko jedynie filmowali i cały czas robili zdjęcia. Wtedy niejaki K., człowiek szanowany w społeczności polskiej, podszedł do kolumny prowadzonych Żydów i wyprowadził z niej małą Żydowską dziewczynkę. Nikt nie protestował. W Jedwabnem ten fakt uratowania przez K. dziecka Żydowskiego urósł później, po wojnie, do rangi świetlanego przykładu, jak Polacy ratowali Żydów.

    W tym samym czasie niejaki K…ski wpadł na posterunek, do komendanta polowej żandarmerii niemieckiej, która w ogóle nie włączyła się do wydarzeń dziejących się w miasteczku i zażądał wydania broni, bo Żydzi nie chcieli iść do stodoły. Jednak komendant żandarmów niemieckich odmówił i przegnał go precz z posterunku! Odmówił także wydania kilku Żydów którzy pracowali u niego, tego dnia na posterunku. Po jakimś czasie jednak zmienił zdanie i wydał ich w ręce Polaków. Żydzi zaczęli pędem uciekać, kilku zostało zabitych ale niektórym jak Jackowi K. udało się uciec i ocalić życie. Opowiedział o tym wszystkim po wojnie.
    W międzyczasie Antoni N. wydał zapas nafty z magazynu, którego był kierownikiem, i to ona posłużyła do spalenia Żydów w Jedwabnem. Wydał osiem litrów. Polacy naftą tą oblali stodołę Bronisława Ś. pełną żydowskich mieszkańców miasteczka i podpalili. Już z płonącej stodoły, gdy jej drzwi zajęte ogniem rozpadły się, uciekł Itzchak Yaacov (Janek) N. Za drzwiami stał S. z siekierą i pilnował by nikt z Żydów nie uciekł. Janek N. walnął go jednak na odlew w pysk i dał nura w zboże. W ten sposób uratował swoje życie.

    Jesteście świadkami jednej z najgłośniejszych zbrodni popełnionej na Żydach na Podlasiu, zbrodni w Jedwabnem. Wasi bliscy, Wasi Żydowscy sąsiedzi zginęli ale Wam udało się przeżyć. Opowiedzcie teraz proszę, jak to było? Co zapamiętaliście z tego koszmarnego, lipcowego dnia i z dni następnych?

    Kahau Awigdor N.
    mieszkaniec Wizny, Żyd

    No i zabrali mnie na rynek. Byłem na rynku, to tam kaźń.

    […] Jakem doszli do rynku, to widzę dużo Żydów, pełno na rynku i dużo furmanek dookoła, tak jak w dzień jarmarku. I chodzą, lecą, biegają chłopi polscy kłonicami od wozów, co wyjęli, biczami, pałkami, biją Żydów dookoła… Bili nas ze wszystkich stron pałami i kłonicami. Kłonice to w wozie są… to gorsze niż baseball. I za Żydami i biją wszystkich ! A ja tam nie widzę nikogo znajomego, bo ja przecież nie znam wszystkich z Jedwabnego. Znajomych tam nie widzę.

    Tylko rabina w jakimś kącie… Awigdora B.

    […] Z początku zrobili szpaler co zrobili widocznie wcześniej, ja nie widziałem, bo nie byłem na początku na rynku. I bili wszystkich, gnali przez ten szpaler i bili… potem z powrotem tak jak bydło.

    Potem zdjęli Lenina i noszą tego Lenina, ale ja.. nie jestem razem z nimi.
    Po pierwsze dlatego że byłem młodszy a drugie, że byłem sprytniejszy, bo biją wszystkich co na zewnątrz kręgu a wszyscy do środka chcą się wepchnąć, żeby nie dostać pałami po łbie.
    „Przez nas wojna, myśmy Żydy wojny chcieli” – zmuszali nas żebyśmy to śpiewali i „przyszedł Hitler złoty, dał Żydom roboty”. Zmusili tam wszystkich Żydów śpiewać tak… Ci, co byli blisko tych bandytów chłopów, to z całej okolicy byli i z Jedwabnego, a ja nie mogłem rozpoznać, bo ja nie znałem jedwabińskich Polaków i drugich też z Wizny, nie widziałem tam ani jednego.

    […] Nie było tam żadnych Niemców.

    Nie wiedziałem co tu będzie, czym to się skończy. W jednym momencie zdało mi się, że ja widzę moją matkę w drugim kącie, to zacząłem tam się pchać… i dookoła biją i to… nie ma matki. Ja w środku.

    Przyszła pora obiadu… zabili kilku co Lenina nosić nie chcieli… i zaczęli nas gnać w kierunku ulicy Ciesielskiej zdaje mi się a potem w kierunku cmentarza.

    A ja sobie myślę – to nie może być na robotę… Mimo że cały czas nam mówią „Żydy idziecie na robotę!”… Idę razem ze wszystkimi, pcham się do środka, żeby nie dostać po łbie.
    Jakeśmy wyszli za Jedwabne, widziałem stodołę z daleka ale nie wiedziałem, że prowadzą nas do tej stodoły. Potem sobie myślą – cholera, pewnie zaprowadzą nas do tej stodoły jak w Wiźnie do domu i wrzucą granaty. Ale Niemców nie widzę, ni jednego Niemca nie widzę. Nie ma Niemców. Tam są wszystko Polacy.

    Weszliśmy między żyto. I wtedy ludzie zaczęli ciekać. Ja też. Nie mam matki, nie mam nikogo. Nie znam nikogo. Myślę – z Wizny uciekłem, tutaj też trzeba spróbować. Zabiją trudno, jak pójdę do stodoły też zabiją. Nie ma co tracić. I uciekłem od tej kompanii… Kilku młodych też uciekło… myślę, że jeszcze nawet pięćdziesiąt czy może więcej młodych uciekło w pole. Ja leciałem w pole do żyta wysokiego… na lewą stronę. I dobiegłem do żyta wysokiego do bruzdy i padłem w ziemię. A dokoła Polacy biegną… gonią za tymi chłopcami i dziewczętami co uciekli i słyszę jak ich biją, jak krzyczą, połapali ich i zaprowadzili… ja nie wiem dokąd… A ja leżę i się nie ruszam, ale czekam na granaty albo strzały. Nie ma strzałów, nie ma granatów. To leżę. Co mam zrobić ? Leżę, leżę… jakoś za godzinę, czy za dwie zdaje mi się, że słyszę i to… I to zawsze mi się kręci w głowie, tak jakbym leżał na brzegu morza i fale… fale morskie robią szum a potem znów wszystko cichnie. Szum a potem cicho. Co to może być ? Nie wiem.

    W jednej chwili przekręcam się… bałem się wstać, bo żyto się ruszy i może ktoś stoi na górce to zobaczy… przekręcam się na bok i widzę… ogień.

    Nie ogień, tylko dym. Myślę – co za dym ? Jak cholera… to nie ma granatów, nie strzelają, a dym…? Bo kto myślał, że spalą ludzi żywcem ? I nie wiem co to jest. Znów to morze – fala idzie, fala odchodzi. Wtenczas jeszcze nad morzem nie byłem ani razu i nie wiedziałem, że to tak wygląda na morzu. A ja leżę… Leżę i leżę i myślę sobie, że to pewnie pali się gdzieś. Albo wioska albo coś, to pewnie przecież straż jest ochotnicza w Jedwabnym, to pewnie Polacy puścili Żydów i poszli ratować te paleniska. Tak sobie myślę.

    […] A potem cicho i znów szum, i znów cicho. I nie wiedziałem co to jest, ale w jednym momencie poczułem spalenisko… mięso spalone.

    […] Słyszałem straszne krzyki od kierunku stodoły i od kierunku pola, gdy złapali tych co uciekli widocznie, tak wtedy myślałem. I potem zaczęło być ciszej i ucichło w ogóle tylko szum słyszałem. I znów cicho i znów ten szum. Teraz to dzwoni mi to w uszach, jakby to fale morza w czasie przypływu i odpływu fal.

    Antonina i Aleksander W.
    Mieszkańcy Jedwabnego, Polacy

    Kiedy getta w Łomży było niszczone, sześciu Żydów uciekło do mnie i przebywali u mnie razem siedmiu do wyzwolenia. Kryjówki ich były wykopane w ziemi pod kartofliskiem. Jeden w oborze, gdzie stały owce, a drugi w kurniku. Trudno im było wytrzymać bez dopływu Świerzego powietrza, dlatego też wychodzili na wierzch obory, gdzie leżała słoma. Jeden z nich zawsze pełnił straż przy szczycie i przez szparę obserwował, czy nie zbliża się jakieś niebezpieczeństwo. Najgorsze było podawanie im żywności, żeby nie wzbudzić podejrzeń Niemców, którzy mieli w piwnicy wędzarnie w odległości 15 metrów od ich kryjówki cały czas tak było, tylko czekanie, sześć miesięcy kiedy Niemcy do nas przyszli, a front był niedaleko.

    […] Jeden z sąsiadów musiał nas oskarżyć, że my przechowujemy Żydów. Przyjechali żandarmi robić rewizję. Ponieważ we wsi jest mój brat o takim samym nazwisku, pojechali do niego, ponieważ byłem w pobliżu zgłosiłem się i zapytałem, o co tu chodzi? Mogłem uciekać, ale żeby nie wzbudzać żadnych podejrzeń zostałem. Zapytali mnie, jak się nazywam i oni zabrali mnie ze sobą z bronią gotową do strzału, żebym nie uciekł. Przyprowadzili mnie pod mój dom i postawili pod ścianą, jeden celował we mnie z karabinu.

    Kazali mi oddać Żydów, bo wiedzą że ja ich mam. Powiedzieli, że jeśli oddam mnie nic nie będzie a oni zastrzelą tylko Żydów. Powiedziałem im że nie mogę Żydów oddać, ponieważ ich nie mam. Ukląkłem na kolana i płakałem bardzo i prosiłem Boga, żeby mi Pan Bóg darował i mnie ocalił i moją rodzinę i tych ludzi skończyła się dyskusja jeden mnie pilnował, żebym nie uciekł, a reszta dokonywała rewizji w mieszkaniu, w stodole, ze stodoły wyrzucili słomę, bardzo szczegółowo szukali. Później poszli do obory , tam gdzie byli Żydzi. Jeden z Niemców wszedł na wierzch obory, gdzie oni wychodzili, żeby złapać świeżego powietrza i tam słoma mocno była ubita. Zawołali mnie i zapytali co to jest ? Kto tak tu chodzi ? Ja im odpowiedziałem że mam ciasne mieszkanie i tu śpię. Od tej rewizji żyliśmy pod strachem wielkim.

    […] Gdy przyszła Armia Radziecka ci męczennicy wyszli na wolność, poubieraliśmy ich jak mogliśmy, który był pierwsze to poszedł do swego domu, ale żona zginęła więc on przyszedł do nas jeść, reszta poszła do swoich miejsc. Pewnej niedzieli w nocy zauważyłem, ze idzie partyzantka i rozmawiają, że zajdziemy dziś i załatwimy z tym Żydem, a drugi, że wszystkich jednej nocy zastrzelą. Od tej pory ten Żyd nocował na polu w dole po kartoflach, dałem mu poduszkę i swoje palto. Poszedłem do tej reszty i ich ostrzegłem, co im grozi. Te dwie dziewczyny które były ich narzeczonymi, partyzantka nic do nich nie miała i im przykazali, żeby one nic nie mówiły swoim narzeczonym o ich przyjściu, to oni przyjdą po resztę.
    Tej samej nocy przyszli do nas po Żyda, żeby go oddać, to oni go zabiją i nam już więcej nie będą dokuczać. Moja żona odpowiedziała, że męża nie ma bo poszedł do siostry a Żyd pojechał do Łomży i nie wrócił. Wtedy zaczęli ją bić, tak że nie miała białego ciała na sobie tylko czarne. Zabrali co lepszego z domu i kazali żeby ich odwieźć. Zawiozła ich pod Jedwabne.

    Gdy wróciła Żyd już wyszedł z kryjówki i zobaczył że jest pobita, później po jakimś czasie przyszedł drugi Żyd Janek K. (nieczytelne przyp. autora), porozmawiali i postanowili wiać z tego miejsca. Mnie poszukiwano później jeszcze trzykrotnie, kryłem się i musiałem wyjechać. Mieszkaliśmy w Łomży. Żona zostawiła dzieci przy rodzicach. Z Łomży przeprowadziliśmy się do Białegostoku, gdyż w Łomży też nie byliśmy pewni swego życia. W Białymstoku doktor Datner widział żonę pobitą i wydał nam papiery, lecz zostały zagubione. W 1946 roku przeprowadziliśmy się do Bielska Podlaskiego. Po paru latach też wydało się i zmuszeni byliśmy opuścić Bielsk Podlaski.

    Antoni O.,
    Polak, mieszkaniec Radziłowa:

    Jak wybuchła wojna miałem roczek. O zdarzeniach, które rozegrały się w mojej rodzinnej miejscowości w Radziłowie w dniach 7 i 8 lipca 1941 roku wiem jedynie z opowiadań mojej nieżyjącej matki i kuzynki. Informacje też uzyskiwałem od różnych ludzi, którzy do nas przychodzili. Ludzie nie chcieli na ten temat rozmawiać, dzisiaj również nie chcą. Mama na temat tych wydarzeń nie chciała z nami rozmawiać, zaraz płakała. Mogę podać na temat przebiegu wydarzeń z lipca 1941 roku w Radziłowie, to co usłyszałem od mamy.

    W dniu 07 lipca 1941 roku w Radziłowie pod szkołą przy rynku miał być wiec. Nie wiem co to był za wiec, zwołał go przewodniczący rady Gminy, nazywał się albo G [..], nie wiem czy brał on udział w mordowaniu Żydów. Nie wiem czy ten wiec odbył się.

    W tym czasie w Radziłowie nie było ani sowietów ani milicji niemieckiej czy Ukraińców. Rano 8 lipca 1941 roku, jak opowiadała mi mama – byliśmy na Mszy Świętej w kościele. Siostra była malutka i została w domu razem z kuzynką Helą K. Ojciec był na wojnie. Jan S. był wówczas ministrantem i służył do tej mszy. Mam mi mówiła, że na tej mszy byli obecni jacyś obcy mężczyźni, mama tego nie precyzowała. Po zakończeniu mszy ci właśnie obcy mężczyźni wraz z Proboszczem – Aleksandrem Dołęgowskim utworzyli procesję. Proboszcz szedł z krzyżem, były też flagi kościelne i ta procesja poszła na rynek. Na rynku było bardzo dużo ludzi, mieszkańców Radziłowa i sąsiednich miejscowości. Po prostu pozganiani zostali na rynek. Wiem, że mój wuj – ze strony matki Władysław D. (w 1947 roku popełnił samobójstwo) – przykro mi to mówić – ale on był jednym z prowodyrów tej akcji zganiania ludności, mama mówiła, że jeździł na koniu i agitował ludzi aby przybyli na rynek. Jednym z agitatorów był też brat mojego majstra, u którego później uczyłem się zawodu kowalstwa – Mieczysław M. (on mieszkał przy rynku). Ja wraz z matką musieliśmy też iść z kościoła na rynek. Zgromadzeni Polacy wykrzykiwali. Mama poszła do domu do młodszej siostry a Hela K. kuzynka, miała 15 lat, i z nią poszedłem na rynek. Na rynku Żydzi – mężczyźni, dzieci, kobiety, starcy pielili kamienie brukowe na rynku z trawy. To pielenie miało na celu poniżenie godności Żydów. Słyszałem, że jak Żydów wypędzano z domów nic im nie wolno było ze sobą zabrać, jedynie małą łyżeczkę. Ludność miała kije i wroga bardzo wykrzykiwali w stosunku do Żydów. Pamiętam, że ktoś mi też mówił, że były takie zdarzenia – że mężczyźni „bandyci czy partyzanci” Polacy, chodzili po ulicach i wybijali szyby w sklepach Żydowskich, bili też z nimi Polaków, którzy kupowali w Żydowskich sklepach.

    Ksiądz Dołęgowski też z ambony nawoływał do nienawiści przeciwko Żydom, gdy proboszcz z orszakiem doszedł do rynku. Od Heli dowiedziałem, że Żydów ustawiono wówczas w czwórki, na początku tej kolumny ustawiono kobiety i dzieci, następnie mężczyzn… . Na początku szedł proboszcz Dołęgowski z krzyżem. Był też Niemiec z aparatem fotograficznym, bo robił zdjęcia. Innych Niemców nie było, przyjechali później, ludność witała ich chlebem i solą. Kolumnę prowadził ksiądz – nie wiem kto pilnował Żydów w kolumnie. Ksiądz prowadził ich ulicą Piękną do stodoły mieszczącej się na końcu ul. Pięknej. To była stodoła mojej mamy najstarszej siostry, Stanisławy Ś. Jej mąż był na wojnie a ona sama z dziećmi została przez Polaków dwa dni wcześniej wywieziona pod Przytuły. Sądzę, że była to przygotowana akcja – przygotowywanie miejsca – gdzie będą spaleni Żydzi.

    Wszystko to przygotowywali „swoi” wójt gminy – G. […], sekretarz gminy M. Piotr (po wojnie był wójtem Radziłowa), ksiądz Dołęgowski i lekarz M., tak mi mówiono. To oni byli prowodyrami. Żydów zaprowadzono pod stodołę. Tam już czekano na nich. Nie potrafię podać nazwisk, mieli ze sobą kije. Wrota stodoły były otwarte. Wpędzano kobiety, dzieci, mężczyzn – wszystkich Żydów z rynku do środka stodoły.
    Wzdłuż domu mieszkalnego siostry mojej matki – wykopany był rów. Tam mężczyźni stawiali dzieci żydowskie, w wieku 6 do 10 lat. Jak dziecko było starsze wpędzano je razem z dorosłymi do stodoły. Dzieci ustawiano po 10 koło siebie i mój wuj Władysław D., który miał jako jedyny karabin – strzelał w pierwszego. Pociski po przejściu przez ciało pierwszego dziecka – zabijało następnego. Mówili, że szkoda kulek na Żydów. Jednym pociskiem wuj mordował 10 dzieci Żydowskich.

    Ciała dzieci wrzucano do dołu i zasypywano wapnem. Nie wiem ile dzieci w ten sposób zamordował. Podobno jeden chłopiec uratował się. Tych dzieci żydowskich zamordowanych przez wuja było dużo. Żydów w ogóle było bardzo dużo – kilkaset osób. Podobno około 800 osób. W tym samym czasie jak mordowano dzieci, podpalono stodołę z ludźmi wewnątrz. Wiem, że stodołę oblewał środkiem palnym K., imienia nie znam, tak mi mówiono.
    Sam proboszcz podpalił stodołę, to znaczy podłożył ogień. Ludzie krzyczeli, potem krzyk ustał.

    Gdy ogień i żar ustał ludzie chodzili po palenisku z sitkami i szukali złota. Domy Żydowskie zostały ograbione – rozebrane i wywiezione do innych miejscowości. Wiem, że moja mama uratowała przed śmiercią dwóch chłopców i dwie dziewczynki żydowskie. Najstarszy chłopiec miał 13 lat. Było to rodzeństwo, nosili nazwisko S.. Mama je ukryła w piwnicy. Po pewnym czasie – po może dwóch tygodniach, jeszcze nie było Niemców – wywieźli te dzieci furmanką przykrywając słomą do lasu do wsi Czerwonki – do pana R, prowadził on młyn wodny. Dzieci zostały następnie umieszczone u K. Następnego dnia po wywiezieniu od nas dzieci Polacy, nasi kuzyni, zrobili nam w domu rewizję. Z. Szymon – (ojca siostry mąż) – po wojnie był sekretarzem PZPR w Radziłowie, Aleksander D. – sąsiad, wiem, że powiesił się w Łomży nad Narwią w latach osiemdziesiątych, K. Lucjan (wiem, że chciał matkę zastrzelić) – widziałem go na odpuście w Radziłowie 26 lipca w latach sześćdziesiątych. Wszyscy oni brali udział w pogromie Żydów.

    W pogromie Żydów brał też udział teść Piotra K. – kuzyn Jana S. Wiem, że mieszka w Radziłowie do dnia dzisiejszego. Jego teść to – Józef L. To wszystko co mam do powiedzenia w tej sprawie.

    Jan S.,
    Polak, mieszkaniec Radziłowa

    Jako młody chłopak obserwowałem kolumnę Żydów pędzonych ulicą Piękną z rynku w stronę stodoły, w której dokonano zbrodni. Nie widziałem wówczas pośród osób, które „pędziły” tych ludzi w stronę stodoły żadnego mężczyzny ubranego w mundur wojskowy, lub też jego elementy, mogące przez to sugerować, iż pośród pilnujących Żydów – byli żołnierze formacji niemieckich. Byli to z całą pewnością mieszkańcy Radziłowa oraz mieszkańcy okolicznych wsi.

    Oświadczam, iż w Radziłowie postawiono pomnik, którego tablica zawiera następujący napis – o treści „W sierpniu 1941 roku faszyści zamordowali .. 00 osób narodowości żydowskiej w tym 500 osób spalili żywcem w stodole. Część ich pamięci”. Na podstawie wiedzy, którą dysponuję, stwierdzam, iż jest to „kłamstwo historyczne” – zarówno odnośnie czasu popełnienia tej zbrodni oraz jej sprawców.

    Miejsce spalenia ludności żydowskiej widoczne od strony Radziłowa

    […] Z 1941 roku […] dobrze pamiętam dwa obrazy. Okna szczytowe naszego domu wychodziły na rynek, natomiast okna frontowe na ulicę Piękną. To był słoneczny dzień i popołudnie. Tak to zapamiętałem. Wtedy widziałem przez okno szczytowe, zgromadzone na rynku w Radziłowie ludność Żydowską. Prawie cały rynek był zapełniony ludźmi. Trudno mi określić, ilu było tam ludzi. Właściwie byłem zbyt mały, żeby o tym myśleć.

    […] To był zbity tłum zróżnicowany, od starców do dzieci. Obserwując sytuację na rynku odnosiłem wrażenie, że panuje wśród tych ludzi jakiś niepokój, coś się dzieje. Widać było, jak przy ulicach wiodących na rynek stali jacyś ludzie i gapili się. Nie widziałem żadnych umundurowanych ludzi. Jestem pewien tego. W pewnym momencie tłum na rynku ruszył w kierunku ulicy Pięknej. Ja przeszedłem do okna, z którego widać było tą ulicę. Widziałem, jak po ulicy od strony rynku idzie tłum Żydów. Ten obraz mam do dzisiaj w pamięci. To nie była zorganizowana kolumna, lecz nieuporządkowany tłum, pędzony całą szerokością ulicy.
    Widziałem, że po obu bokach, w pewnej odległości jeden od drugiego, w pewnym odstępie szli cywile, uzbrojeni w grube pałki. Ja potem oglądałem zdjęcia i filmy archiwalne, na których widocznie były grupy ludzi, prowadzone w czasie wojny przez uzbrojonych Niemców, częstokroć używających psów. Te zdjęcia przypominały mi ten obraz z tego dnia. Zawsze porównywałem je. To było to same pędzenie, gnanie ludzi.

    Przy czym z całą stanowczością stwierdzam, że ja nie widziałem żadnych umundurowanych ludzi. Żydzi byli eskortowani przez cywilów. O tych eskortujących mówiło się potem, że to byli Polacy z Radziłowa i sąsiednich wsi. Ja jednak wtedy w momencie obserwowania tych eskortujących nikogo nie rozpoznałem. Po przejściu tej kolumny zobaczyłem, że na ulicy zostały różne drobne przedmioty, jakieś widelce, pojedyncze buty. Dzieciaki w moim wieku i starsze biegały po ulicy i zbierały te przedmioty. […] Trudno mi powiedzieć co mój ojciec robił tego dnia. Takich informacji nie posiadam. Natomiast po wojnie były dwie sprawy w sądzie w Ełku. Ojciec był aresztowany za udział w zbrodni. […] Ojciec ujawnił się w 1947. W AK był od takich spraw gospodarczych, jak szycie różnych rzeczy.

    Adolf R.,
    Polak, mieszkaniec Suchwoli

    W niedzielę w którą została dokonana akcja przeciwko Żydom przez bicie, topienie i palenie ich ja w tym dniu około szesnastej zostałem wezwany przez S., który kazał mi natychmiast stawić się na rynek i jeśli się nie stawię, czeka mnie śmierć, co też i ja uczyniłem, udając się tamże. Po przyjściu S. kazał mi pilnować Żydów, którzy pleli rynek wyznaczając mi odcinek wraz z Żydami, których miałem pilnować. Podczas pilnowania Żydów, żadnej broni nie miałem, ubrany byłem po cywilnemu i bez żadnej opaski. Pilnowałem do wieczora, następnie po zagonieniu Żydów na noc do szkoły żydowskiej, także ich pilnowałem przez całą noc, bez żadnej broni, wraz ze mną pilnował także S. Władysław, W. Antoni, B. Józef, G. Władysław, M. Wiktor, nikt z nich żadnej broni ani opaski białej nie posiadał. Nazajutrz rano przyszedł S. z Niemcami rozkazując nam iść do domu.

    Potem dokonali polscy milicjanci razem z niemieckimi żołnierzami i zgromadzonymi na rynku chłopami z okolicznych wsi pierwszej selekcji Żydów. Kto z nich był silny i młody został odprowadzony na bok i ci zostali uwięzieni w getcie jakie mieli w planach na terenie Suchowoli zorganizować Niemcy.

    Kogo zaś uznano za niezdolnego do pracy bądź za sprzyjającego komunistom i władzy radzieckiej, tego zaprowadzono nad pobliskie stawy pod młyn Stelmachowej, gdzie wszystkich utopiono. Akcją topienia bezpośrednio kierował niejaki D. ale nie tylko polscy milicjanci i Niemcy byli przy niej byli obecni. Po niedzielnej porannej mszy wieść o tym, że tego dnia odbędzie się w Suchowoli „bicie Żydów” obiegła okolicę lotem błyskawicy i najechało się różnego rodzaju towarzystwa z okolicznych polskich przysiułków. Przede wszystkim zjechano się na rabunek ale jak ktoś miał jakieś porachunki z Żydami lub był z „narodówki” to i na zabijanie. Reszta, głównie dzieciarnia przybiegła przede wszystkim zwabiona okazją obejrzenia widowiska. Bo przecież to nie zwyczajny był spektakl w miasteczku, takie spławianie Żydów w stawie.

    Oskar M.,
    Polak, mieszkaniec Jasionówki

    […] Przymusu do zabijania nie było, bo zawsze był ktoś chętny, kto to wykonał. Komendant tylko powiedział, że trzeba zabić, a zaraz znalazł się taki lub tacy, co uczynili to z przyjemnością. Ta akcja z Żydami bo była u mnie pierwszy wypadek w moim życiu, gdy widziałem jak zabijają ludzi (…)."

  • ryan45 ocenił(a) ten film na: 4

    clarencefilmweb Nie rozumiem jaki jest sens wklejania fragmentów książek skoro i tak nikt tego nie przeczyta a Jedwabne i ta historia to jedno wielkie kłamstwo

  • ryan45 Ja widzę sens.Może ktoś dociekliwy przeczyta.To tylko małe fragmenty nie przeze mnie dobrane,ja je tylko przekopiowałem z innej strony.W rzeczywistości opis pogromu w Jedwabnem i innych "miastach śmierci" jest tak mocno udokumentowany z wielką pieczołowitością przez Autora,że nie mam najmniejszych wątpliwości,że napisał prawdę.Masy przekopanych dokumentów,zeznania powojennych świadków,kwerenda wyroków powojennych sądów,staranność i moim zdaniem uczciwość Mirosława Tryczyka . Jeśli zechcesz to jak książka wróci do mnie od kolejnego czytelnika prześlę Ci ją w prezencie.Sam ocenisz czy to prawda czy kłamstwo (prześlij mi na konto filmwebowe namiary gdzie miałbym ją wysłać jeśli wyrazisz taka wolę ).Ciekawostka - jednym z powodów dla ,których Autor poświęcił się tej pracy był niezrozumiały dla niego antysemityzm własnego dziadka ....

  • ryan45 ocenił(a) ten film na: 4

    clarencefilmweb Nie dzięki - nie czytam książek które szkalują Polaków

  • ryan45 Nawet jeśli opisują prawdziwe wydarzenia ?
    Spoko ,nie namawiam.
    Jest niestety druga strona takiego podejścia.
    W Jedwabnem w czasie gdy Polacy topili,zabijali,rozpruwali i palili żydowskich sąsiadów znalazł się 1 ,słownie jeden Sprawiedliwy Polak,który na oczach morderców wyprowadził z tłumu prowadzonego na spalenie żydowską dziewczynkę .
    I dlatego przez całe lata możemy twierdzić,że Polacy ratowali Żydów bo mówiąc prawdę szkalujemy własny naród ?
    Chyba nie ma sensu dalej ciągnąć tej rozmowy ...

  • ryan45 ocenił(a) ten film na: 4

    clarencefilmweb Ale po kiego grzyba jakieś ogólniki typu Polacy ratowali, Polacy mordowali Czemu nie piszesz np. że wszyscy wysocy ludzie grają w koszykówkę Są ludzie i parapety i tak jest w każdej narodowości I jak już jesteś w temacie Żydów to zadaj sobie pytanie z jakiego powodu ci wszyscy Żydzi tak upodobali sobie nasz kraj że żyło ich tutaj tak wielu No chyba nie z powodu klimatu Czemu nie słyszy się pretensji Żydów do Węgrów którzy całkiem oficjalnie współpracowali z nazistami Aha - no i Polska to jedyny kraj pod okupacją niemiecką w którym za pomoc Żydom groziła kara śmierci A co do narodowości to w mojej okolicy po akcji Wisła mieszka wielu Ukraińców W domu do dziś pamiętam jak wielką obelgą było nazwanie kogoś Ukraińcem - jak dziecko nie chciało np się podzielić czymś z rodzeństwem to mówiono - "nie bądź takim ukraińcem" Zaś z kontaktów z Ukraińcami podam ci dwa przykłady- jeden był moim drużbantem na ślubie a jego rodzicom zwisa i powiewa czyjaś narodowość za to babka drugiego kolegi potrafiła spluwać pod nogi dziewczynie z którą się spotykał bo była Polką Jak pisałem sa ludzie i parapety w rzucanie wszystkich do jednego worka to czysty debilizm

  • ryan45 Czyli wg.Ciebie takim pogardliwym ogólnikiem będzie stwierdzenie,że Niemcy wywołali II wojnę światową ? Przecież mnóstwo Niemców (antyfaszystów,homoseksualistów,Świadkó w Jehowy,niepełnosprawnych i innych ) było "likwidowanych" przez hitlerowców. ???
    Mnie chodzi o to,ze wbrew propagandzie głoszonej w Polsce od ponad 70 lat wielkokrotnie więcej Polaków okradało i mordowało Żydów niż im pomagało. Tylko tyle i aż tyle.
    I nie chodzi mi o szkalowanie kogokolwiek lecz tylko i wyłącznie o uczciwość historyczną.
    Od wielu lat młodym ludziom wciska się kit jacy to Polacy byli i są wspaniali.I wygląda na to ,że w to wierzą. A prawda nie jest taka oczywista.
    Nie kwestionuję dobrego wychowania w patriotyzmie,ale dla mnie miłość do ojczyzny przejawia się w kompletnie innych rzeczach niż w przemilczaniu prawdy o nagannym postępowaniu naszych przodków !!!
    Chciałbym by Polacy byli lepsi od innych narodów europejskich pod jakimkolwiek pozytywnym względem,ale niestety nie widzę takiego.
    Myślisz,że Orzeł Biały jest dumny widząc jakie szmaciarstwo nosi jego podobiznę na piersiach i wyciera sobie obłudne ryje jego imieniem ?

  • ryan45 ocenił(a) ten film na: 4

    clarencefilmweb "Chciałbym by Polacy byli lepsi od innych narodów europejskich pod jakimkolwiek pozytywnym względem,ale niestety nie widzę takiego." - no comment W takim razie wymień mi w czym te inne narody są lepsze od Polaków?

  • ryan45 Gdybym widział sens by odpowiadać na Twoje pytanie to bym to zrobił.
    Niestety wiem jaka będzie odpowiedź - ob.ranym i obszczanym plażom,zaśmieconym lasom i parkom,zamykanym mieszkaniom na trzy spusty w obawie przed sąsiadami-rodakami,dochodowi narodowemu 3-4 niższemu niż w cywilizowanych krajach ,nie szanowaniu dobra wspólnego itd na terenie Polski zawsze będą winni żydzi,ciapaki,szwaby,ruscy czy Obcy ze statku Nostromo .Nigdy Polacy ...

  • clarencefilmweb Kolejni "szkalujący" się pojawili Ryan....
    "Ktoś zbudował taką prostą metaforę: idzie pan drogą z sąsiadem. I napada was bandyta. Ten bliski panu człowiek nie pomaga panu, tylko się śmieje albo jeszcze buty panu zabiera, bo panu już niepotrzebne. I nic dziwnego, że ten znajomy wydaje się panu gorszy od bandyty...

    - Ja rozumiem. I ta dyskusja, co Polacy mogli robić, czy mogli pomóc - ona nie jest do rozstrzygnięcia. Dla mnie jest jasne, że mogli nie szkodzić.
    Tych butów nie zabierać.

    - Tak. Ale to mówiliśmy: robili to głównie chłopi, ciemni, prości ludzie.

    Panie Stanisławie, szmalcownicy w Warszawie czasem nosili fulary, kaszkiety i palta w jodełkę.

    - Powinniśmy do nich strzelać. AK powinno ich masowo zabijać. Toby ich nie było. A tych chłopów na wsiach partyzanci AK mogli "dyscyplinować". Palcem nie kiwnęli.

    Bo przecież pochodzili z tych samych wsi. W 1941 roku stodoły na Podlasiu podpalali chłopi słuchający w kościołach kazań faszyzujących księży, należący do straży pożarnych przesiąkniętych narodową ideologią, zadeklarowani polscy narodowi katolicy. Na tych terenach endecja była najsilniejsza, ONR działał prężnie.

    - No to co się dziwić, że Żydów nie lubili? A jak w czasie wojny przejęli ich majątki, to później nie czekali na Żydów z otwartymi rękami. Choć ja się tym na początku nie bardzo interesowałem. O tych najstraszniejszych rzeczach nie wiedziałem, ja książkę Grossa "Sąsiedzi" czytałem z otwartymi z przerażenia oczami. Nie wierzyłem. Stach Likiernik nigdy w to Jedwabne nie uwierzył.

    W 1952 roku wyszła w Tel Awiwie książka Mordechaja Canina "Przez ruiny i zgliszcza" - sprawozdanie z podróży po polsko-żydowskich miastach i miasteczkach tuż po wojnie. Opisał koszmar "zniknięcia" polskich Żydów i obojętność, często podłość i zbrodnicze czyny sąsiadów. Dopiero niedawno ten reportaż wyszedł po polsku.

    - Nie czytałem, nie znam.

    (...)

    W wielu wstrząsających tekstach Canina zebranych w książce pojawia się taki obraz: Polacy nie patrzą Żydom w twarz, jakby się wstydzili. Canin pisze: "Kiedy rozmawia się z Polakami w Białymstoku, oni nie patrzą w oczy. Między wami a nimi stoi gruby mur, nie do przebicia, i czujecie, że ponoszą dużą część winy za Zagładę. I że o tym wiedzą. Wstydzą się, jeśli mają chociaż odrobinę sumienia. Ale nie u wszystkich znajdziecie sumienie. Oczywiście były wyjątki, gdy Polacy ratowali Żydów, ale te wyjątki w Białymstoku policzycie na palcach jednej ręki, chociaż większość tutejszych Polaków to robotnicy".


    Czytaj więcej na https://menway.interia.pl/historia/news-wojna-nadejdzie-jutr...