Oglądanie tego filmu było zaprawdę jednym z najtrudniejszych doświadczeń związanych z wchłanianiem kontrowesyjnych tworów artystycznych. To co zrobił Spike Jonze doprowadziło mnie do bólu szczęki i mieśni. Tak reaguję na totalne znudzenie. Straciłam dwie godziny z mojego cennego zycia oglądając coś co pretenduje do miana sztuki. Sztuka? Proszę mnie nie rozśmieszać! Ten film to grafomańska, kiczowata, pełna niekonsekwencji i wyskakujących deus ex machina pomysłów wierutna bzdura. Marnowanie takich aktorów, jak Meryl Streep i Nicolas Cage do gry w tym dziwadle to profranacja (nie wiem, jak oni mogli się na to zgodzić? Chyba ktoś zamydlił im oczy, że ten obraz ma jakieś drugie dno). Z tym drugim dnem jest tu nawet coś na rzeczy, bowiem ten film ma nie tylko drugie dno, ale ma ich co najmniej pięć. Każda zaczynająca się tu opowieść osiaga dno, czyli kończy się w kiczowaty i banalny sposób. Rekord zostaje osiagnięty podczas sceny na bagnach, gdy doświadczony poszukiwacz orchidei zostaje zaatakowany przez krokodyla. Śmiechu warte. To nie jest camp (kicz zamierzony), to zwyczajna reżyserska nieudolność. Ogłaszam, że ten film to artystyczne oszustwo, które udaje autotematyzm (modny od czasów modernizmu). Bez watpienia mamy do czyneinia z pseudoartystycznym i na dodatek udającym geniusz postnarkotycznym bełkotem! Szkoda czasu, zaręczam. Chyba, że, drogi widzu, jesteś masochistą.
heh ja dzięki Adaptacji jak pisać scenariusz i czym różni się film niszowy od filmu komercyjnego. Jeśli chodzi o film jako film to też był bardzo dobry. Nie tylko aktorzy, ale sama dwuwątkowość, kompletna zmiana tonu filmu, od przygnębiającego nie wiem chyba obyczaju, przez komedię po istne kino akcji. Może nie jest oryginalny na tyle żeby dostać 10, ale wśród tysięcy filmów jednak czymś się wyróżnia. Daję 8/10.
Dla mnie masochizmem było czytanie tej pseudointeligenckiej i bełkotliwej recenzji. Ale widocznie (o zgrozo!) nie jesteś żadnym autorytetem filmowym i nic z Twego tekstu mnie nie przekonało. Jakbyśmy oglądali dwa różne filmy. Nauczę się z tym żyć.
Jak bardzo trzeba się zgodzić na samotność by być autorem. Film o egzstencjalnych rozterkach i boleśnie osobistych doświadczeń zawodowych braci Kaufman i ich bohaterów czyli twórców elitarnej rozrywki w lekkim płaszu hollywodzkiej produkcji. Oglądać tylko czujnymi i czułymi oczętami. Wrażenia bardzo dodatnie.
hehe no to o to chyba chodzi ze fabula jest nie do konca spojna. to nie ojciec chrzestny ze historia musi byc od poczatku do konca klarownie pokazana.
film dobry, wielowymiarowy, zgrabnie stara sie stworzyc rozne efekty artystyczne.
Film ogółem nudny, dlugo sie rozkrecal zeby dojsc wkoncu do przelomowego momentu. Wielki plus za ostatnie 30 min tego filmu.
Mi się właśnie najmniej podobało ostatnie 30 minut. Nie lubię Cage'a ale w tym filmie bardzo dobrze się spisał w roli braci bliźniaków i to ich relacje uważam w filmie za najlepsze i najbardziej zabawne. Na planie "Malkovicha" tez było fajnie:)
chociaż ta końcówka była potrzebna, dzięki temu powstał pastisz /super-hiper-zaskakujące zakończenie w którym ktoś ginie/ktoś traci ukochaną osobę i dochodzi do przemiany bohatera:>/