BAZYLISZEK: KRÓL WĘŻY Stephena Fursta to nie jest (wbrew pozorom) ekranizacja dobrze nan znanej słówiańskiej legendy.
Tytułowy BAZYLISZEK to dość wstrętna starożytna bestia, która odkopują naukowcy amerykańskiego uniwersytetu w Libii.
Bazyliszka zabić może jedynie pewne magiczne berło. Sam potwór ma jednak zdolność zamieniania ludzi w kamień, ale i na potrzeby tego filmu nie gardzi również ich pożeraniem.
BAZYLISZEK: KRÓL WĘŻY ta tani monster movie nakręcony na portrzeby rynku DTV. Tak więc budżet jest tu skąpy, efekty specjalne "bardzo komputerowe", a i fabuła nie należy do wyszukanych.
Film od początku do końca jedzie na schematach znanych z setek produkji z potworem w tle.
Tyle, że w dziełku Stephena Fusrta kompletnei brak jest klimatu, atmosfery grozy czy też jakiegoś większego napięcia.
Sceny z komputerowo wygenerowanym bazyliszkiem raczej śmieszą niż wywołują jakieś inne emocje.
Do tego dodać trzeba wyjątkowo drętwe aktorstwo.
Jedynym plusem jest tutaj żywiołowy i dość zbawany Griff Furst w roli Rudy'ego- zwariowanego asystenta dr Harrisona.
BAZYLISZEK: KRÓL WĘŻY to kino ostentacyjnie tendetne i infantylne. Miłośnicy złego, taniego i nieudolnego kina osadzonego w campowej styslistyce może i ten obraz docenią. Reszcie radze się jednak trzymać z daleka.