Można odetchnąć i uwierzyć, że z polskim kinem nie jest tak źle. Lata 90. to zalew tandety filmowej, rzadko zdarzył się jakiś wartościowy film. Tzw. "kobyły" - lektury są potrzebne, ale za mało było filmów do głębokiej refleksji. "Bellisima" jest świetnym filmem z życiową chyba rolą pani Ewy Kasprzyk, niezrównoważonej, apodyktycznej matki, która swe niezrealizowane marzenia przelewa na córkę. To jest to, co kocham w kinie: można się śmiać, płakać, zadumać, delektować piękną grę aktorską.