Aktorstwo owszem, nie jest najwyższych lotów (czego chcieć od Limy, ale Busey mógłby zagrać odrobine lepiej), za to mamy smaczek w postaci, jak zwykle wrednego, Martina Kove'a. Jest parę scen z przymrużeniem oka (np. gdy Lima prosi syna o przyniesienie podręcznika do historii). No i widzieliscie kiedys amerykański...