... tym filmem. 'Amores Perros', 'Babel', '21 gramów', a nawet 'Biutiful' - te filmy zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Dzięki nim dostrzegłem w kinie coś, czego wcześniej nie widziałem. Zainteresowałem się kinematografią, zacząłem nadrabiać wieloletnie filmowe zaległości. W tych tytułach jest to, czego najbardziej poszukuję w kinie. Brak tabu, dramat, prawdziwe ludzkie losy, wszystko to ukazane takim jak jest naprawdę. Bez filtra. Nie dla przeciętnego widza, który z kina chce wyjść z bananem na twarzy i zachwytem wynikającym z wchłonięcia ckliwej historyjki.
Tymczasem po tym co zobaczyłem dzisiaj, z ciężkim sercem muszę stwierdzić, że Inarritu się sprzedał. W imię sławy i uznania, w imię splendorów(nominacje do oscarów) zrobił film dla mas. W imię komercji zrezygnował z tego, w czym był świetny. By rozśmieszyć widza posunął się do naszpikowania swojego obrazu całą masą żartów na temat ogólnie pojętego sexu. Prostackich żartów na poziomie gimnazjum.
Nie pozdrawiam
"Sprzedał się", co za pitolenie. Sorry, wieczny anarchisto, ale gdzie tam widzisz sprzedanie? Facet zrobił najlepszy film, jaki widziałem od wielu miesięcy, świetny, mądry, błyskotliwy, perfekcyjnie nakręcony i zagrany, przemyślany od początku do końca, a Ty dajesz, że się sprzedał? Bo co? Bo kilka żartów? Bo wyszedł ze slumsów do teatru? Nie przypuszczam, żeby ten film był bardziej komercyjny, niż Babel. Inny.
Rozpisałem się, a chodzi mi tylko o to, że się z Tobą nie zgadzam:)
Strasznie dobry film i tyle. Klasa. Nie zamierzam z nikim dyskutować na ten temat. Film dla waskiego kręgu artystycznie wyczulonych widzow.
Twoj waski krag opiera sie na tym STRASZNIE dobrym filmie. Tak jak STRASZNIE nie umiesz pisac tak STRASZNIE nie potrafisz z nikim dyskutowac !!! STRASZNIE wszystko rozumiesz !!! ))))))))))))))))))))))))))))))))
Sprzedanie widzę w tym, że pokazał to, co szerokie grono odbiorców chce widzieć, olewając jednocześnie zachwycone jego poprzednimi filmami węższe grono, jak to mnie nazywasz: anarchistów(aczkolwiek do tego określenia nic nie mam, powiem więcej: dziękuję za komplement:). Zrezygnował ze swojego własnego, unikalnego stylu, po to prawdopodobnie by zyskać uznanie większej liczby widzów. I sądząc po nominacjach do oscarów(9), to mu się to udało. Gość wcześniej robił dramaty o przeplatających się wątkach*, teraz nagle wylatuje z lekko psychodeliczną komedyjką... coś mi tu nie halo. Rzucił to, w czym był dobry. Po prostu zapragnął zaszczytów, większych pieniędzy, oglądania swojego nazwiska w gazetach czy odciśnięcia ucha(albo nosa- taka tam mała aluzja do filmu) w alei gwiazd. Budzące często niesmak(oczywiście nie we mnie- wiecznym anarchiście) dramaty tego zapewnić mu nie mogły, więc zamiast drzwiami postanowił wejść oknem...
* wyjątkiem 'Biutiful'- tam był jeden wątek, ale nadal to dramat
Żył kiedyś taki naukowiec i rzekł on tak: "Nie pytajcie mnie, kim jestem, ani nie mówicie mi, abym pozostał tak sam [...]"
a gdzie jest powiedziane, że reżyser ma cały czas tworzyć dla jednego określonego grona odbiorców? i, że zrobienie czegoś innego niż zwykle to sprzedaż? film jest ciekawy, jak na ostatnie produkcje puszczane w maistreamie wręcz świetny.
może właśnie chodzi o to, żeby tłum też mógł obejrzeć coś lepszego, nawet jeżeli to wąskie grono nie będzie z tego zadowolone. W końcu artysta nie jest niewolnikiem publiczności i może dowolnie zmieniać tendencje w swojej twórczości i to niekoniecznie z chęci kasy i splendoru.
A gdzie jest powiedziane, że ma NIE tworzyć cały czas dla określonego grona odbiorców ??
Nie zrobienie czegoś INNEGO. Zrobienie czegoś, co zamiast trafić tak jak zwykle- w gusta wąskiego grona odbiorców, trafi w gusta grona znacznie szerszego- to jest właśnie sprzedanie się.
hm wiesz można przerzucać się różnymi odmianami tego pytania całymi dniami ale to jego filmy typu 21 gram podziwiasz i są efektem jego talentu, którym może dysponować dowolnie i kierować je do takiej publiczności do jakiej chce.
w przypadku sprzedania się wymiennikiem w który celuje jest pieniądz, zaś w przypadku zrobienia czegoś innego kasa może być dodatkiem nie celem. Bo ja uważam, że sprzedanie się jest efektem nastawienia rezysera i liczą się intencje a nie efekt w postaci korzyści materialnych jakie może przy okazji uzyskać.
a poza tym może w jego życiu stalo się cos takiego, że nie jest już taki mroczny/ponury/czy inne dowolne słowo okreslające jego dotychczasową filmografię i ta zmiana wpływa na charakter twórczości. w takim przypadku, gdyby tworzył w stylu poprzednim robił by to pod dotychczasową publiczkę i to bylo by słabe.
oczywiście nie znam rzeczywistych motywacji Inarritu, ale jak sądze Ty też nie więc zarówno Twoja opinia jak i moja to nic innego niż gdybanie
No sorry, ale taka opinia jak już to może pasować do słabego '21 gramów', gdzie w dodatku te stylistyczne akrobacje z przeplatającymi się wątkami były naciągane i niepotrzebne, a Birdman to jeden z najlepszych filmów roku. I gdzie Ty komerchę widzisz? To, że amerykański i ze znanymi aktorami, nie oznacza komerchy, a cały przekaz jest mocno antyhollywoodzki
Te 'naciągane stylistyczne akrobacje'(Twoim zdaniem) mnie osobiście najbardziej wciągnęły. Do tego stopnia, że później specjalnie szukałem filmów o podobnej stylistyce. Taki przekaz zmusza do myślenia, rozkminiania, zagłębiania się w fabułę. W poprzednim zdaniu masz również odpowiedź na pytanie gdzie ja widzę komerchę. Otóż w wielu miejscach, ale skoro już jesteśmy przy tej nieszczęsnej stylistyce filmu, to choćby w tym, że w 'Birdmanie' wszystko masz podane na tacy. To typowo hollywodzkie. W dodatku to charakterystyczne dla Hollywood, naciągane do granic wytrzymałości niczym struna w gitarze Jimiego Hendrixxa dobre zakończenie. Facet strzela sobie w łeb, a w konsekwencji trafia tylko w nos, który na dodatek zostaje mu zrekonstruowany. Zamiast się zabić zyskuje fanów na Twitterze... Takie numerki to tylko w Hollywood, bo przecież gdyby popełnił samobójstwo ludzie by tego nie kupili. Ludzie z kin chcą wychodzić z bananem na ustach, nie w żałobie po zmarłym głównym bohaterze filmu, który właśnie obejrzeli... Popytaj ludzi :D
Filmy Inarritu mają ponad 100 tys. głosów na filmwebie. No rzeczywiście twórca szerzej nieznany przed Birdmanem
Co nie zmienia faktu, że wszystkie jego dotychczasowe filmy razem wzięte nie zdobyły tylu nominacji do oscara co jeden 'Birdman'. Kręcił mroczne dramaty, poklasku nie było, nakręcił komedie- a tu nagle bum! 9 nominacji i ludzie zachwyceni(sądząc po stopniu hejtowania mojego wpisu). Czaisz sysunia ?
Czaję czaję. Po prostu nienawidzę określenia "sprzedał się". Jeżeli Birdman jest tak dobry jak 21 gramów (Jeden z moich ulubionych filmów zeszłej dekady) to kupuję to.
Nie da rady porównać okrętu z samolotem... 'Birdman' i '21 gramów' to zupełnie inne kino. Gdybym wcześniej się o tym nie dowiedział, nie zgadłbym, że 'Birdman' jest Inarritu...
Ale istnieją komedie, które mogą zawierać prawdy życiowe takie iż szczęka opada (Sens życia wg Monty Pythona)
Chodzi mi o to, że sam reżyser w wywiadach wspominał o chęci zrobienia filmu różniącego się od jego dotychczasowego dorobku. Co jest odważne i generalnie się chwali.
Że komedia? Z seansu Birdmana raczej nie wychodzi się rozbawionym, to gorzkie dzieło. Dialogi, na które się uskarżasz były napisane błyskotliwie i znakomicie nadawały charakteru postaciom. Kwestia wrażliwości, przypominam jednak, że jesteśmy już po rewolucji seksualnej. Dużo ludzi jest bezpośrednich, nie tylko w gimnazjach.
Ale może ci się podobać zmiana konwencji filmu. Brak tu tego chili-meksykańskiego klimatu, sam reżyser to przyznaje. To sprawa czysto subiektywna.
Facet ma prawo robić co chce, może sobie nawet telenowele nakręcić. Sęk w tym, że co by to nie było- ja mam prawo to ocenić. I w tym wypadku moja ocena jest na tyle niska, że aż szkoda mi jej dawać.
A gdyby ta telenowela okazała się dobra?
Moim zdaniem powinieneś ocenić Birdmana w miarę możliwości obiektywne, w ocenie uwzględniając to, że nie podoba ci się styl tego filmu. Pokazałem tylko mój punkt widzenia.
A gdzie to jest napisane w jaki sposób oceniać a w jaki nie ? Poza tym już w samo słowo 'oceniać' wpisany jest subiektywizm. Dla mnie nie jest piękne to, co jest piękne, tylko to co mnie się podoba :)
Masz racje, jak dłużej się nad tym zastanowić, nie możemy być pewni prawdy postrzeganej rzeczywistości. Śmieszne, bo tego stwierdzenia też nie mogę być pewien.
Zmień słowo obiektywnie na rzetelnie. Właśnie o to mi chodziło, powinieneś ocenić Birdmana jak ci się podoba.
Dokładnie tak. Oceniłem ten film głównie pod takim kątem czy mi się spodobał czy nie. Gdybym miał brać pod uwagę walory artystyczne(czyli np gra aktorska itd) ocena mogłaby być inna, ale nie ma co w to się zagłębiać. W każdym razie myślę, że się dogadaliśmy.
Pozdrawiam :)
Amores Perros - 1 nominacja do Oscara
21 gramów - 2 nominacje
Biutiful - 2 nominacje
Babel - O zgrozo! 7 nominacji do Oscara (raptem o dwie mniej niż Birdman)
Straszny zaprzaniec ten Inarritu. Robi tak dobre filmy, że docenia go nawet Akademia.
Zgadzam się z Tobą :). Ponadto drażnił mnie wulgarny język tego filmu, brak dramaturgicznego sensu (wątki się pojawiają i znikają donikąd nie prowadząc), unoszący się w powietrzu nihilizm i cynizm a także gorzki, prześmiewczy ton (nazwanie tego filmu komedią jest zdecydowanie na wyrost). Przypomina mi to trochę filmy Marka Koterskiego, których też nie trawię. Kto ukradł Alejandro niech go jak najszybciej zwróci, bo ten sobowtór - moim zdaniem - sobie nie radzi! :D PS. Już lepiej bawiłem się na tej reklamie stabilizatorów do kamer: https://www.youtube.com/watch?v=b333dB_cOvg
To jest jakiś hollywoodzki sobowtór Inarritu... Obawiam się, że prawdziwy Alejandro może już nie wrócić... To, co miał do pokazania najwidoczniej pokazał już we wcześniejszych filmach. Teraz będzie kręcił pod publiczkę.
Szczerze mówiąc, bardziej od filmu rozbawił mnie śmiech kobiety siedzącej 3 miejsca dalej...