Bitwa pod Wiedniem

11 Settembre 1683

2012 1 godz. 54 min.
2,5 25 562
oceny
2,5 10 25562
4 698
chce zobaczyć
{"rate":1.0,"count":1}
powrót do forum filmu Bitwa pod Wiedniem
  • mmiks ocenił(a) ten film na: 7

    Film "Bitwa pod Wiedniem", nie pretendując do bycia historyczną wyrocznią, naginając od czasu
    do czasu historyczną prawdę, jest jednak pod względem zgodności z faktami bardziej przyzwoity,
    niż się to nawet komentującym go historykom wydaje. Pod tym względem jest też dużo lepszy od
    rosyjskiego "Roku 1612", z którym to filmem często się go zestawia.

    Gdy w lutym 2011 roku gruchnęła wieść o planowanej przez Włochów ekranizacji bitwy
    wiedeńskiej, przyjąłem ją z zainteresowaniem, lecz bez wielkich nadziei na realizację tego filmu.
    Poprzednie dwie próby, polska i austriacka, zakończyły się fiaskiem na etapie planowania.
    Dlaczego więc Włochom miało się udać?

    Jednak z czasem nadchodzące wieści zaczęły napawać optymizmem. Doniesienia medialne
    utwierdzały w przekonaniu, że jednak ta, trzecia już w ciągu ostatnich kilku lat próba, zakończy się
    sukcesem. Sukcesem, czyli wprowadzeniem filmu o naszej wielkiej wiktorii na ekrany kin.

    Zanim jednak doczekaliśmy się premiery, wraz ze znajomymi z forum historycy.org, szeroko
    komentowaliśmy ujawniane zdjęcia z planu filmowego, wywiady z aktorami, czy też w końcu oba
    trailery. Mimo że produkcji tej życzyliśmy jak najlepiej, nie wszystko wyglądało różowo. Niepokoiło
    nas wiele rzeczy, jak choćby brak kopii husarzy na tych zdjęciach, które spece od marketingu
    puścili w obieg (od razu uspokajam – okazuje się, że husarze mają kopie w filmie i całkiem
    widowiskowo się nimi posługują), czy na przykład mnich stojący na czele cesarskich łuczników
    (tu też pragnę uspokoić potencjalnych widzów – ci łucznicy, to nie dowód rażącego braku wiedzy
    filmowców, lecz senna wizja ulubienicy wielkiego wezyra Kara Mustafy). Tuż przed premierą
    zmroził nas trailer w którym polski orzeł na chorągwi patrzył nie w tę stronę, co powinien. Afera
    jaka się wokół niego rozpętała miała i swoje dobre strony. Naprędce poprawiono ujawniony błąd
    i w samym filmie orzeł patrzy już w prawidłowym kierunku. Jednak wraz z „aferą Orła Białego”,
    zaczęła się rozkręcać nagonka na sam film. Tak, nagonka to wcale nie za mocne określenie. Nie
    przeczytałem dotąd żadnej recenzji filmu, żadnego doniesienia, które by nie smagały go za
    wszystkie rzeczywiste i urojone błędy, i niedociągnięcia. Nic więc dziwnego, że idąc do kina w
    sobotę 13 października, nie liczyłem na wiele. I może dzięki temu film mi się spodobał...

    Dzisiaj mogę powiedzieć, że dawno nie spotkałem się z takim rozdźwiękiem między wszelkimi
    doniesieniami medialnymi na temat jakiejś produkcji, a tym co ona właściwie sobą
    reprezentuje. Czymże więc jest „Bitwa pod Wiedniem”?

    Zacząć trzeba od tego, że film w reżyserii Włocha Renzo Martinellego, którego producentem jest
    inny Włoch, Alessandro Leone, a który powstał w zdecydowanej mierze za włoskie pieniądze,
    przy minimalnym tylko wkładzie strony polskiej, NIE JEST filmem historycznym. Alessandro
    Leone zresztą nie ukrywał tego faktu, w jednym z wywiadów mówiąc:

    „Ten film nie powinien być określany jako historyczny, lecz jako przygodowy, nakierowany na
    dużą oglądalność, na podstawie faktów historycznych”

    Oczekiwanie więc od tej produkcji całkowitej zgodności z historią jest nieporozumieniem. To tak,
    jakby oczekiwać od hoffmanowskiej ekranizacji „Potopu”, że będzie ona zgodna nie z jej
    sienkiewiczowskim pierwowzorem, lecz z historyczną prawdą. Analogia jest tu tym bardziej
    uprawniona, że filmowa „Bitwa pod Wiedniem” powstała na bazie włoskiej powieści o mnichu
    Marco d'Aviano, czyli Marku z Aviano.

    Niestety duża część krytyki tego filmu bierze się stąd, że traktuje się go jako produkcję
    historyczną. Wytyka się więc szereg nieścisłości, czy też wprowadzenie do fabuły elementu
    fantasy, czyli wilka – przewodnika Marka. Sam bym się przyłączył do tego grona, gdyby film rościł
    sobie pretensje do bycia tym, czym nie jest. Bo prawdą jest, że historię traktuje się w nim
    swobodnie, modyfikując ją tam, gdzie to uznano za stosowne. Ale powtórzę – nie jest to film
    historyczny i takim się być nie mieni.

    Drugim powodem zawodu, jaki film sprawia kinomanom, jest fakt, że reklamuje się go u nas
    kładąc nacisk na polskie wątki. Potencjalni widzowie, nakręceni doniesieniami o polskich
    aktorach i polskim zwycięstwie, idą do kin, by z rozczarowaniem odkryć, że jest to film nie o
    Polakach, lecz o włoskim mnichu. Tak bardzo reklamowani Jerzy Skolimowski (w filmie jako Jan
    III Sobieski), Daniel Olbrychski (generał artylerii koronnej Marcin Kątski) i Borys Szyc (hetman
    koronny – a jaki o tym niżej), to role epizodyczne. A w przypadku dwóch ostatnich aktorów, bardzo
    epizodyczne. Jeśli więc chcecie iść do kina na ciekawy film kostiumowy opowiadający o
    przygodach Marka z Aviano i o konflikcie chrześcijaństwa z islamem, to jest to film dla Was. Jeśli
    chcielibyście śledzić losy polskich żołnierzy i wodzów, to nastawcie się na to, że zobaczycie ich
    dopiero pod sam koniec filmu. Na szczęście, podkreślę to, na szczęście sposób prezentacji
    wojsk polskich i samego króla Jana, jest wybitnie nam sprzyjający. A fakt ten niestety umyka
    krytykom.

    Polaków w tym filmie przedstawiono lepiej, niż to wynika z rzeczywistej roli naszej armii w bitwie.
    Krytycy nie dostrzegają tego, że Włosi zrobili z naszych wojsk głównego autora (nie licząc
    oczywiście Marka z Aviano) zwycięstwa wiedeńskiego. W filmie pokazano scenę, gdy wodzowie i
    żołnierze cesarscy uciekają z pola bitwy, nie mogąc wytrzymać naporu Turków. Wtedy to
    wkraczają Polacy (Sobieski z husarią) i odwracają losy batalii. Jeśli ten film zostanie pokazany w
    Austrii, to jestem pewien, że ta scena spotka się z miażdżącą krytyką tamtejszych historyków i
    społeczeństwa. Bo nie jest prawdą, że żołnierze cesarscy uciekli z pola bitwy i że dopiero Polacy
    uratowali sytuację. Ale dla nas oznacza to, że w 50 krajach, w których ten film będzie wyświetlany,
    widzowie zobaczą Polaków jako tych, którzy ocalili Wiedeń, cesarza i chrześcijaństwo przed
    rządnymi podbojów wyznawcami Allaha. Splendor zwycięstwa spada na Polaków. Czy ten fakt
    może nam się nie podobać? Zwłaszcza, że mówią o nim Włosi, a nie my sami?

    Nie jestem krytykiem filmowy, ale zwykłym kinomanem, który nie potrafi fachowo ocenić jakości
    warsztatu filmowego. Mogę co najwyżej powiedzieć, czy film mi się podobał czy nie, jak go
    odebrali inni widzowie, których rozmowy po seansie słyszałem i co piszą o nim moi znajomi. Te
    oceny nie wypadają źle dla filmu, a przynajmniej nie tak źle, jak by to mogło wynikać z
    publikowanych recenzji. Zdania na jego temat są podzielone. Jednym się film podoba, innym
    nie. To akurat nic dziwnego. To rzecz zupełnie normalna. Nienormalne jest to, że do mediów
    przebija się tylko i wyłącznie krytyka. Za co? Nie wchodząc na pola, na których nie czuję się
    dobrze, pozostanę przy rzeczach, na których się znam, czyli historii.

    Jestem autorem książki „Husaria pod Wiedniem 1683”. Pisząc ją, przewertowałem i liczne
    źródła, i opracowania odnoszące się do tej batalii. To mi daje solidną podstawę do oceny i filmu,
    i oskarżeń pod jego adresem rzucanych. O ile przyznać trzeba, że część z nich jest w pełni
    uzasadniona (przykład: mimo że Bawaria została królestwem dopiero w 1806 roku, w filmie jest
    już ona tak nazwana), o tyle robienie z tego filmu historycznego gniota roku jest mocno
    krzywdzące. Już przed premierą wyśmiewano się z husarskich skrzydeł, które rzekomo miały być
    czystą fantazją autorów. Nie są! Część husarzy pod Wiedniem rzeczywiście nosiła skrzydła, o
    czym pisał jeden z jej uczestników, towarzysz husarski, Szymon Franciszek Pułaski. Co prawda
    zachowane ilustracje i obrazy wskazują, że nie były to takie wysokie, wyginające się nad głowami
    jeźdźców skrzydła, które pokazano w tej produkcji, ale one były!

    Na marginesie warto dodać, że trudno Włochom stawiać zarzut, że akurat takich skrzydeł użyli,
    skoro jak dotąd nie powstał żaden polski film, w którym by te skrzydła prawidłowo pokazano.
    Powiem więcej. Nie ma dzisiaj w Polsce ani jednego rekonstruktora historycznego, który by
    sobie przyprawił do pleców takie skrzydła, z jakimi jeździli Polacy pod Wiedniem. Czego tu więc
    wymagać od włoskich kostiumologów, którzy „atakowani” zewsząd obrazami
    osiemnastowiecznych skrzydeł husarzy (wysokie, wyginające się nad głowami skrzydła, były w
    użyciu w XVIII a nie w XVII wieku), zdecydowali się właśnie takie w filmie pokazać?

    Innym „błędem”, wytykanym twórcom filmu jest rzekoma ahistoryczność twierdzenia o
    trzystutysięcznej armii Kara Mustafy. Tymczasem „komput wojska tureckiego konnego i pieszego
    pod Wiedniem” znaleziony w namiocie wezyrskim, podaje liczbę 285 631. Czy wielkość ta
    rzeczywiście odpowiada liczbie wojowników osmańskich pod Wiedniem, to inna sprawa. Ważne
    jest, że skoro taki komput istniał, to w roku 1683 przeciwnik tego wojska miał prawo szacować je
    na 300 tys. I na nic tu ustalenia współczesnych historyków, którzy mocno redukują te wielkości.
    Po pierwsze, w filmie bardzo wyraźnie i uczciwie stwierdzono, że liczba ta obejmuje nie tylko
    żołnierzy, ale i liczną rzeszę ludzi ciągnących z wojskiem. Po drugie, zabiegiem ahistorycznym
    byłoby posługiwanie się przez uczestników wydarzeń 1683 roku danymi, do których doszli
    historycy dopiero w XX w. Innymi słowy – ludzie w 1683 roku wierzyli w te 300 tys. „wyznawców
    Allaha”, więc o nich należałoby mówić, a nie o tym, co się historykom dziś wydaje.

    Idźmy dalej. W jednej z recenzji przeczytałem ze zgrozą:

    „Co więcej, film obraża wyznawców Islamu, ignorancko prezentując słuszność wiary tylko w
    jednego Boga, którym z pewnością nie jest Allah”

    Tak więc z jednej strony zarzuca się filmowi historyczne błędy, a z drugiej oczekuje, że będzie on
    politycznie poprawny, co jest zupełnie ahistoryczne. Wyjaśnię, że w filmie wielokrotnie dochodzi
    do polemik ojca Marka z Aviano z wyznawcami Islamu, na temat „prawdziwej wiary”. Oczywiście
    katolicki mnich prezentuje jednoznaczne poglądy. Ale czyż może być inaczej? Jak w ogóle można
    od siedemnastowiecznego kapucyna wymagać, aby na równi traktował swoją wiarę i wiarę w
    Allaha? Byłoby to kuriozalne. Jeśli cokolwiek zabija prawdę historyczną, to jest tym właśnie
    polityczna poprawność.

    W filmie pokazano obie strony konfliktu, jako głęboko wierzące w swoich Bogów. I bardzo dobrze,
    bo ludzie tamtej epoki nie uważali, że „wszystkie religie są równe”. Gdy po wygranej bitwie
    wiedeńskiej Jan III Sobieski zaczynał swój list do papieża słowami „Venimus, vidimus et Deus
    vicit” (czyli „Przybyliśmy, zobaczyliśmy i Bóg zwyciężył”), to z pewnością nie chodziło mu o
    jakiegoś uniwersalnego boga i katolików, i muzułmanów.

    Film „Bitwa pod Wiedniem”, nie pretendując do bycia historyczną wyrocznią, naginając od czasu
    do czasu historyczną prawdę, jest jednak pod względem zgodności z faktami bardziej przyzwoity,
    niż się to nawet komentującym go historykom wydaje. Pod tym względem jest też dużo lepszy od
    rosyjskiego „Roku 1612”, z którym to filmem włoską produkcję często się zestawia. Rzecz jasna,
    „Bitwy pod Wiedniem” nie należy traktować jako podręcznika historii. Ale też nie takie jest zadanie
    tego typu filmów. Moim zdaniem, największą ich zaletą (piszę tu także o „Roku 1612” i o innych
    filmach kostiumowych) jest to, że zaintrygują one widza na tyle, że sięgnie po solidne
    opracowania, żeby sprawdzić, jak to było naprawdę. Co jest, a co nie jest fikcją. Tak się właśnie
    zaczyna fascynacja historią. Dlatego też uważam, że naturalnym celem takich filmów jest
    młodzież szkolna. Tak wyśmiewane wycieczki szkolne do kina, nie mają za zadanie uczyć historii,
    ale tą historią zaintrygować. „Bitwa pod Wiedniem” ma na to duży potencjał. Bo w końcu, po tylu
    latach doczekaliśmy się filmu pokazującego husarię zwycięską, a nie topiącą się w błocie
    („Ogniem i mieczem”), czy rozbijaną przez rosyjską jazdę pomiestną („Rok 1612”).

    Mógłbym w tym miejscu skończyć pisanie swoich refleksji o filmie, ale obiecałem wcześniej
    wrócić do postaci granej przez Borysa Szyca. Jest to dla mnie osobiście temat zagadka. W
    zapowiedziach medialnych twierdzi się, że to hetman wielki koronny Mikołaj ADAM Sieniawski.
    Byłoby to dosyć osobliwe, gdyż hetmanem wielkim koronnym był wówczas Stanisław Jan
    Jabłonowski, a hetmanem polnym koronnym Mikołaj HIERONIM Sieniawski. W samym filmie nie
    pada żadne nazwisko, więc skąd pomysł, że to „hetman wielki koronny Mikołaj Adam
    Sieniawski”? Czyżby media coś przekręciły, czy też twórcy filmu tu nawalili? Nie wiem. Ale skoro
    ci ostatni pozytywnie zareagowali na „aferę Orła Białego”, wprowadzając odpowiednie zmiany, to
    może by i tę sprawę „odkręcili”? Czego życząc i sobie, i Państwu, zachęcam do obejrzenia tego
    filmu i samodzielnej jego oceny.

    Dr Radosław Sikora

    źródło: www.kresy.pl

  • glov00 ocenił(a) ten film na: 8

    mmiks Mam takie samo zdanie na temat "Bitwy pod Wiedniem". Pan Sikora najlepiej podsumował to tutaj:

    " Tak, nagonka to wcale nie za mocne określenie. Nie przeczytałem dotąd żadnej recenzji filmu, żadnego doniesienia, które by nie smagały go za
    wszystkie rzeczywiste i urojone błędy, i niedociągnięcia. Nic więc dziwnego, że idąc do kina w sobotę 13 października, nie liczyłem na wiele. I może dzięki temu film mi się spodobał... "

    " Rzecz jasna, „Bitwy pod Wiedniem” nie należy traktować jako podręcznika historii. Ale też nie takie jest zadanie tego typu filmów. Moim zdaniem, największą ich zaletą (piszę tu także o „Roku 1612” i o innych filmach kostiumowych) jest to, że zaintrygują one widza na tyle, że sięgnie po solidne opracowania, żeby sprawdzić, jak to było naprawdę. Co jest, a co nie jest fikcją. Tak się właśnie zaczyna fascynacja historią. Dlatego też uważam, że naturalnym celem takich filmów jest młodzież szkolna. Tak wyśmiewane wycieczki szkolne do kina, nie mają za zadanie uczyć historii, ale tą historią zaintrygować. „Bitwa pod Wiedniem” ma na to duży potencjał. Bo w końcu, po tylu latach doczekaliśmy się filmu pokazującego husarię zwycięską, a nie topiącą się w błocie („Ogniem i mieczem”), czy rozbijaną przez rosyjską jazdę pomiestną („Rok 1612”). "

    Nie twierdzę, że film jest arcydziełem, ale na taką ocenę jak na filmweb absolutnie nie zasłużył.

  • Renata_Zybura ocenił(a) ten film na: 1

    glov00 "Na marginesie warto dodać, że trudno Włochom stawiać zarzut, że akurat takich skrzydeł użyli,
    skoro jak dotąd nie powstał żaden polski film, w którym by te skrzydła prawidłowo pokazano."
    A mnie się wydawało, że tworząc film, którego akcja dzieje się w epoce historycznej to się sprawdza w ARCHIWACH, jak wygladało uzbrojenie i umundurowanie żołnierzy, a nie idzie na łatwiznę i zrzyna z innych filmów, zresztą z błędami.

    "Tuż przed premierą zmroził nas trailer w którym polski orzeł na chorągwi patrzył nie w tę stronę, co powinien. Afera
    jaka się wokół niego rozpętała miała i swoje dobre strony. Naprędce poprawiono ujawniony błąd
    i w samym filmie orzeł patrzy już w prawidłowym kierunku. "
    Orzeł jest w wersji z XX wieku. Nie w wersji, jaka była za panowania Sobieskiego. Sorry, ale to jest kpina i tłumaczenie producentów dlaczego. Dla równowagi przykład, w którym mozna było się pomylić, a jednak twórcy doczytali w ksiązkach jak to było. Film "Ostatni Mohikanin" Spotykają sie wojska brytyjskie i francuskie na terenie ówczesnej jeszcze kolonii brytyjskiej, jaką był wówczas teren obecnych USA. Jest rok ok 1754. Jeśli wojsko to i flagi mają. Flaga brytyjska to Union Jack ale zagadka - jaka jest flaga wojsk francuskich? Amerykanie mieli pełne prawo pomylić się i dać do filmu trójkolorową, ale odrobili zadanie domowe i sie NIE pomylili. Czego nie można powiedzieć o Włochach na przykładzie Orła w Bitwie pod Wiedniem.
    Podsumowując IMHO ten film to nieporozumienie. Tak zły, że aż dobry.

  • M_A_R_I_A_N ocenił(a) ten film na: 6

    Renata_Zybura W ARCHIWACH raczej nie szuka się takich informacji. Co do flagi i krzyża JP2 to trochę lipa, ale wciąż uważam, że powyższa recenzja to najlepsza polemika z miażdżącą i dość niesprawiedliwą krytyką filmu.

  • Renata_Zybura Sam fakt, że typek w ogóle nie wspomniał o tym "drobnym" szczególe w całym akapicie poświęconym kwestii orła podaje w wątpliwość jego kwalifikacje jako historyka.

  • mmiks "[..] od razu uspokajam – okazuje się, że husarze mają kopie w filmie i całkiem
    widowiskowo się nimi posługują [..]"

    Widziałem ten film i zapadła mi w pamięć scena, gdzie husarze na idących stępa koniach dźgali max. 3 m dzidami z szerokimi trójkątnymi ostrzami.

  • bazant57 plus że się rozbijały jak należy, w przeciwieństwie do filmów np hoffmana

  • bazant57 Gdzie on tu dopatrzył widowiska? Może w tych rozbryzgach krwi rodem ze średniej wielkości kanałów na YT?

  • bazant57 Jak jeszcze te "włócznie " dało by przeżyć to przy szarży myślałem że się potnę a mianowicie :
    Wychodzi z lasu husaria z królem za czele - spoko , przed nimi armia islamu no i się zaczyna husarze sobie kłusem jak gdyby nigdy nic z kijkami idą na wroga nie tworząc formacji bo po co król sobie jedzie na przodzie dochodzi do starcia .. na 100 metrów przed wrogiem Ci dalej mają kijki w górze i nie przyspieszają tępa ( gdzie właśnie główna siła husarii to była szarża no ale nic to) przeca to błąd logiczny na takich husarów wystarczyło by zastrugac 3 m kija oprzeć o ziemię i bam 10k konnicy polskiej pokonane .

  • mmiks mam dokładnie takie same odczucia jak w wpisie rozpoczynającym wątek

  • pcsik ocenił(a) ten film na: 5

    mmiks Bardzo mądra i merytoryczna recenzja !!!

  • TangoAndWaltz ocenił(a) ten film na: 9

    mmiks 'Jeśli więc chcecie iść do kina na ciekawy film kostiumowy opowiadający o przygodach Marka z Aviano i o konflikcie chrześcijaństwa z islamem, to jest to film dla Was. Jeśli chcielibyście śledzić losy polskich żołnierzy i wodzów, to nastawcie się na to, że zobaczycie ich
    dopiero pod sam koniec filmu.'
    Potwierdzam po seansie. W ogóle tekst bardzo mi się podoba.

  • TangoAndWaltz ocenił(a) ten film na: 9

    TangoAndWaltz 'film obraża wyznawców Islamu' - z całym szacunkiem, ale dla nich samo istnienie innych religii niż islam jest śmiertelną obrazą, co widzimy jaskrawie podczas ostatnich wydarzeń politycznych; żeby ich nie urazić, wszyscy powinniśmy przejść na islam, co jest mało prawdopodobne w Polsce, wyjąwszy mniejszość tatarską
    od strony religijnej mamy tutaj muzułmanina, który namawia chrześcijańskiego mnicha na konwersję, i chrześcijańskiego mnicha, który chętnie zobaczyłby muzułmanina jako chrześcijanina; oba przypadki są tak naprawdę patowe i doskonale wiadomo, że wszystko zostanie tak, jak jest

  • TangoAndWaltz ocenił(a) ten film na: 9

    TangoAndWaltz nie będę specjalnie odkrywcza, ale ostatnio idę w stronę panteizmu i opcji, że istota boska ma po prostu multum nazw, bo każdy wyobraża ją sobie po swojemu, i przypomina to kłótnie dzieci w piaskownicy
    w filmie niby mamy jakąś próbę takiego podejścia, ale nakaz nawracania niewiernych jest tak mocny, że kończy się standardowym 'albo nasze, albo potępienie i śmierć'

  • TangoAndWaltz jesteś żałosny odpowiadając sam sobie

  • TangoAndWaltz ocenił(a) ten film na: 9

    the_men_from_okinawa Dopisuję ciąg dalszy myśli.

  • nietzsche ocenił(a) ten film na: 1

    mmiks :D

  • Rafael_12 ocenił(a) ten film na: 5

    mmiks Dla mnie ten film, gdyby obrać go z tych nieudanych-niskobudżetowych efektów specjalnych, jest całkiem niezły.

  • gandalfszalony ocenił(a) ten film na: 2

    mmiks Jakby nie bronić tej produkcji to w żaden sposób nie zmieni się faktu, że jako film fabularny dowolnego gatunku jest on zrealizowany pod wieloma względami na żałośnie niskim poziomie (szczególnie jak na obecne czasy i możliwości). Całkowicie odrzucając te nieco czcze dywagacje na ile jest lub nie jest on rzetelny pod względem zgodności z faktami historycznymi i realiami epoki to choćby od samej strony "warsztatowej" jest to kompletna porażka. To w najlepszym razie nie film fabularny tylko teatr telewizji @:-) Kadry zawężone go absolutnego minimum, scenografia minimalistyczna - bo zapewne środków brak na statystów i na dekoracje. Najlepiej to widać podczas scen quazi batalistycznych - garstka ludzi z jednej strony, garstka z drugiej tańczy bo nie za bardzo walczy wokół siebie, albo atakuje bądź co bądź ogromne na owe czasy miasto Wiedeń reprezentowane przez 20 m lichego wału obłożonego kamieniami, który imitować ma w zamyśle mury miejskie. Mam w pamięci takie produkcje z epoki jak "Pan Wołodyjowski", "Potop" czy może starszy jeśli chodzi o realia epoki "Krzyżacy" (a to tylko nasze rodzime produkcje, a zagranicznych rozgrywających się w realiach XVI-to i XVII-to wiecznej Europy czy nawet z innych epok powstało wiele i nie będę teraz przerzucał się tytułami) i "Bitwa pod Wiedniem" skonfrontowana z tymiż wszelkimi produkcjami filmowymi nie ma nawet prawa być z nimi porównywana i ma się jak przysłowiowa pięść do nosa. No rzesz nawet jednego realnego wystrzału z jakiejkolwiek broni palnej, nawet ręcznej w tym filmie nie ma tylko ordynarnie dorabiane jak ktoś na tym forum już wspomniał dymki i błyski jak rodem z Corel'a lub z jakiejś podrzędnej gry komputerowej. Dla podkreślenia lipy tej produkcji przytoczę (też gdzieś na tym forum poruszaną) scenę ataku (bo nie szarży) pojedynczych polskich husarzy na przedpola obozu tureckiego. Na dobrą sprawę nie wiadomo jakiej formacji jeździec, który z założenia, jako husarz atakować miał kopią służącą wyłącznie do nadziewania przeciwnika (których długość przeciętnie wahała się wokół 4,5 m) wywija na prawo i lewo jak cepem jakimś "kijem" z grotem o maksymalnej długości 2,5 - 3 m. Tak od biedy to mogli walczyć pancerni, wyposażeni w znacznie lżejsze, najczęściej kolcze uzbrojenie ochronne i używający jako broni zaczepnej rohatyny.
    Nie rozwlekając już i nie czepiając się szczegółów, jak wspomniałem na początku cały ten utwór filmopodobny uszedłby jeszcze jako widowisko teatru telewizji lub podzielany na części jako telenowela o podłożu historycznym (coś na kształt tej wydmuszki jaką jest "Korona królów" choć i ona przy nim prezentuje się "imponująco") z racji miałkości scenariusza. Ale niestety prymitywizm efektów tzw. specjalnych (bo wielkiej specjalności to w tym filmie nie ma i nawet nie było takiej potrzeby) eliminuje go nawet z takiej roli.