Wychodząc po filmie z kina powietrze stało się gęste, mój oddech płytki, a spojrzenie tak mętne, że potknąłem się o kostkę brukową, która miała trzymać drzwi wyjściowe i z hukiem upadłem na ziemię. Podbiegł do mnie krępy osobnik używający na co dzień sterydów anabolicznych i rzucając niewyraźne "jestem, k****, doktorem" przystąpił do resuscytacji. Po intensywnym masażu serca wróciłem do świata żywych, jednak z przerażonych spojrzeń ludzi zgromadzonych wokół mnie wyczytałem najgorsze. Diagnoza była druzgocąca. Poroniłem.