Film, który miał ogromny potencjał, ale go roztrwonił. Początek jest naprawdę mocny, widzimy nagły atak nuklearny, grupę ludzi uciekających do schronu i próbujących zrozumieć, co właściwie się wydarzyło. Scenografia podziemnej piwnicy buduje klaustrofobiczny klimat, a pierwsze interakcje bohaterów sugerują, że czeka nas intensywny dramat psychologiczny. Jest w tym napięcie, jest poczucie zagrożenia, widać, że start był przemyślany.
Środkowa część niestety pokazuje wszystkie problemy filmu. Bohaterowie zamiast ewoluować, stają się przerysowani. Konflikty, które mogłyby rozwijać się subtelnie, eksplodują w sposób mało wiarygodny. Każdy kolejny krok fabuły wydaje się coraz bardziej wymuszony, jakby twórcy chcieli za wszelką cenę szokować, nie przejmując się tym, czy ma to psychologiczną logikę. Zamiast stopniowej degeneracji, dostajemy gwałtowne i przesadne zachowania, które trudno kupić.
W finale film całkowicie gubi balans. To, co miało być dramatem o człowieku postawionym w obliczu końca świata, staje się widowiskiem pełnym przesady. Owszem, wizualnie wciąż można docenić klaustrofobiczne wnętrza i intensywność niektórych scen, ale narracja rozłazi się na wszystkie strony. Zamiast pytań o granice człowieczeństwa zostaje tylko wrażenie zmęczenia i niesmaku.
The Divide to więc film, który zaczyna się jak obiecujący thriller psychologiczny, a kończy jako przeładowane ekstremą widowisko, w którym sens ginie pod ciężarem brutalności. Widać ambicję i kilka mocnych momentów, całość jest zbyt chaotyczna, by mówić o udanym filmie.