Córki dancingu

2015 1 godz. 32 min.
5,1 26 656
ocen
5,1 10 26656
12 532
chce zobaczyć
6,7 22
oceny krytyków
{"rate":6.681818,"count":22}
{"type":"film","id":727844,"links":[{"id":"filmWhereToWatchTv","href":"/film/C%C3%B3rki+dancingu-2015-727844/tv","text":"W TV"}]}
powrót do forum filmu Córki dancingu
  • Pandora_107 ocenił(a) ten film na: 8

    Ocena tego filmu na filmwebie świadczy o tym, że nie ma dla kogo robić filmów w tym kraju. Jeżeli pojawia się wreszcie film obdarty z ponurego polskiego naturalizmu, nie opowiadający historii biednej osoby chorej na raka/chłopca z patologicznej rodziny/zakochanej idiotki z korporacji/etc etc, tu wstaw beznadziejny, pretensjonalny scenariusz z co drugiego filmu pl sprzed 2010, przeciętny zjadacz chleba pluje na niego z obrzydliwym samozadowoleniem z wysokości.

    Weźcie się uśmiechnijcie, ludzie.

  • AutorAutor ocenił(a) ten film na: 8

    Pandora_107 https://www.youtube.com/watch?v=Zk_3vvZXKc0

  • Vanillia ocenił(a) ten film na: 3

    Pandora_107 Może zabrakło fabuły? Może wielki niedosyt jeśli ktoś lubi relacje między protagonistami? Może za mało dialogów, za dużo piosenek? (Tak, wiem, że to musical. Jednak oglądałam takie, które fabularnie mnie zaspokoiły. Tu miałam wrażenie, że oglądam słabą choreografię i słucham marnych piosenek, a pomiędzy nimi mam dłużące się milczenie i pustkę.) Kilka ładnych scen, fajny pomysł. Za to daje 3,5.

  • Centralny ocenił(a) ten film na: 4

    Vanillia Zgadza się... dodam jeszcze tylko że dźwięk w tym filmie był totalnym rozczarowaniem zresztą jak w każdej polskiej produkcji.

  • Grifter ocenił(a) ten film na: 6

    Centralny Dźwięk był znakomity. Nauczyliście się oglądać te filmy z lektorem czy z napisami i już dawno zatraciliście umiejętność słuchania. Szkoda słów.

  • Centralny ocenił(a) ten film na: 4

    Grifter Muzyka była najsilniejszą stroną tego obrazu więc wiele razy słuchałem albumu na TIDAL więc sobie porównaj jaki jest dźwięk muzycznego albumu a dźwięk filmowy wykonywanych piosenek czy też dialogów.

  • Leszy2 ocenił(a) ten film na: 1

    Grifter Dźwięk był fatalny! Jak zwykle od 20 lat. Wielu kwestii nie dosłyszałem (choć i tak było ich nie wiele) jakoś nie mam tego problemu ze starymi polskimi filmami.

  • Grifter Nie, nie, nie... Nasz szeleszący język od lat kuleje w ki ematografi.

  • wojtas001 ocenił(a) ten film na: 9

    Vanillia Całkowicie inaczej odebrałem ten film. Muzyka jest wielka zaletą tej produkcji. Jeżeli już coś mi się nie podobało to słowa niektórych piosenek ;) film jest absurdalnie wciągający - dla mnie to jego najlepsze okreslenie. A odbiór zależy od indywidualnych predyspozycji. Albo po 15 minutach mamy go dość i chcemy wyjść albo wciągnie nas i zauroczy. W tym filmie nie ma stanów pośrednich. Gratulacje dla twórców.

  • Alex303 ocenił(a) ten film na: 6

    wojtas001 Ja miałem stan pośredni właśnie... nie wciągął mnie ten film, ale jednocześnie nie nudziłem się jakoś.

  • Leszy2 ocenił(a) ten film na: 1

    Alex303 A ja, jak mówi wojtas001, nie miałem stanu pośredniego. Chciałem wyjść po 15 minutach.

  • Marta_Beresniewicz ocenił(a) ten film na: 1

    Leszy2 Ja wyłączyłam to gówno po 10.

  • Krzypur ocenił(a) ten film na: 2

    Pandora_107 Ja osobiście wolę ludzi wybrzydzających, gdy jest na co wybrzydzać (a jest!), niż uśmiechających się do żenady. Co do ogólnej Twojej konstatacji: nie ma KTO (talent, proszę!) robić filmów, a nie DLA KOGO.

  • Krzypur Ten film nie jest absolutnie żenadą. Tak, jest "popieprzzony" ale to groteska. On miał być absurdalny, to nie jest żenada tylko inny rodzaj

  • Leszy2 ocenił(a) ten film na: 1

    Tuppencep Wiemy jak wygląda groteska. Groteska kojarzy się ze śmiechem. Moją twarz wykrzywiał jedynie grymas zażenowania. Ten film nie był popieprzony - był bardzo słabo zrealizowany.

  • Pandora_107 To mądre. Film był super.
    Wiadomo:
    1. Nikomu się nie dogodzi.
    2. Ewentualny brak dystansu podczas seansu.

  • Pandora_107 jak ja się z tobą zgadzam, oglądałam wczoraj ten film i rozmawiałam ze swoją drugą połówką, że ten film jest zajebisty, i taki nie polski, że polacy nie będa umieli tego oglądać, co zresztą pokazuje ocena na filmwebie. jak to jest możliwe, że bardzo słabe filmy patryki vegi maja tak wysokie oceny? jak to możliwe, że denne komedie maja tak wysokie oceny? ten film jest świetnie zrobiony, dlaczego nie płynąć z konwencją? dlaczego nie dać się porwać syrenie? jak dla mnie super przeżycie. i szczerze mówiąc, polakow robiących takie filmy kocham, cenię i z takimi polakami chcę mieć do czynienia! więcej takich filmów po polsku!!!!!!

  • ner A co z ciebie za Polka, jeżeli słów Polak i Polacy nie potrafisz napisać wielką literą? To że piszesz z komórki nie jest żadnym wytłumaczeniem. Wystarczy trochę chęci.
    Co do wysokich ocen dennych produkcji, to jest z nimi jak z demokracją - większość nigdy nie wybierze dobrych rozwiązań, bo większość kieruje się emocjami, a nie rozsądkiem i większość jest zwyczajnie za głupia, i daje się manipulować. W kwestii ocen filmów, większość zawsze będzie wysoko oceniać tanią rozrywkę, bo większość chce się oderwać od siermiężnego życia w siermiężnej Polsce i po wymagającym tygodniu pracy chce choć namiastkę luzu. Doskonałym odniesieniem jest tu muzyka królująca w radioodbiornikach. Większość słucha radia Zet, Eski itp z prostą muzyką i z oklepanymi hitami.

  • mim1312 ocenił(a) ten film na: 7

    Pandora_107 To co piszesz jest oczywiście prawdą, ale też nie do końca. W Polsce nie ma sensu tworzyć stylizowanych, artystycznych filmów które przykładają dużą wagę do swojej formy. Zresztą rodzima kampania marketingowa zatajała fakt, że to oniryczna mieszanka gatunkowa, co moim zdaniem już pokazuje jak bardzo nasze społeczeństwo jest niedojrzałe jeśli chodzi o gust filmowy.
    Kondycja naszego kina nie jest zbyt dobra i istnieją tylko dwa fronty - albo szare filmy o PRLu, albo debilne komedyjki. "Córki Dancingu" mieszają w sobie musical, baśń, film młodzieżowy, horror, romans, a nawet odrobinę komedii. To ambitny miszmasz gatunkowy i wszystkie te elementy grają ze sobą. Trzeba się tylko przestawić na wolniejsze tempo, na pewną umowność wynikającą z onirycznej konwencji no i docenić formę.
    Tylko, że... no właśnie, to filmy inny, bardziej niszowy, idący w zupełnie innym kierunku niż cokolwiek co w ostatnich latach wydało nasze kino. Myślę, że o tym filmie powinno być głośno w naszym kraju, powinien ktoś zrobić atut z tego, że to film o syrenach, że to horror i że jest to film bardzo plastyczny. Ale nie! Wszyscy jakby się tego wstydzili i promowali "Córki..." jako film o disco.
    Najbardziej smuci mnie fakt, że zagraniczne recenzje/opinie są o tym filmie bardzo pozytywne i cieszyła mi się mordka, kiedy jacyś amerykańscy Youtuberzy poświęcili swoją recenzję temu filmowi i jarali się nim tak bardzo.
    Ale taka już chyba mentalność przeciętnego polskiego widza. Nie może być zbyt ciężko i zbyt trudno bo z automatu jest chory, nieoglądalny gniot.

  • mim1312 Czy to piszesz na poważnie, czy żartujesz?
    Polska publiczność jest bardzo dojrzała, ponieważ ma kontakt z produkcją filmową z całego świata!!!
    Produkcje polskie są jakie są ale nie można od widzów wymagać, żeby podziwiali i chwalili takie badziewie jak Córki Dancingu. To jest zwyczajne dno bez ładu i składu wymyślone przez człowieka chyba pod wpływem jakiegoś odurzenia bo inaczej wytłumaczyć takiego pomysłu nie potrafię!!! Zastanawiam się dlaczego nasze podatki na coś takiego idą bo to, żeby polski film zarobił sam na siebie stanowi SF sam w sobie!

  • switcher ocenił(a) ten film na: 8

    KrisBul7 Również się zastanawiam jak to się stało, że z naszych podatków wykształcono takie prymitywne jednostki, nie potrafiące zrozumieć i zaakceptować konwencji (może mi się nie podobać, że "Pan Tadeusz" jest napisany wierszem, ale Mickiewicz tak go stworzył i koniec, kropka - w dalszym ciągu jest to arcydzieło).

    Co do filmu, obraz świetnie zrobiony, nietypowe, "swojskie" przedstawienie morskiej legendy o zakochanej syrenie, znakomite połączenie różnych gatunków filmowych podane w formie lekkiego musicalu/horroru.

    Oby więcej takich polskich filmów.

  • Leszy2 ocenił(a) ten film na: 1

    switcher Rozumiem mieszanie konwencji, coś ze sobą mieszać by osiągną nowa jakość, trzeba mieć na to pomysł. Bo inaczej wychodzi niestrawna papka.
    Choćby taka, że przecież w Warszawie, w Wiśle żyje swojska, rzeczna syrena, po do tego mieszać morze?
    Lekka komedia/musical w połączeniu z horrorem gore? Do tego chamskim (wulgaryzmy) i świńskim (niesmaczna erotyka). Rzygać się chce.
    Do tego dochodzi słaba muzyka, brak pomysłu na fajne sceny i ukazanie relacji pomiędzy bohaterami.
    Zero, zero, jakiejkolwiek chemii. No i efekty specjalne rodem z lat osiemdziesiątych.

  • Hela92 ocenił(a) ten film na: 5

    mim1312 Filmu jeszczenie widziałam ale podoba mi się Twój komentarz i to jak podsumowaujesz filmy, które oglądasz :P tak BARDZO "w punkt" :D

  • Pandora_107 Zjawisko, które opisujesz jest efektem "pedagogiki wstydu" serwowanej naszemu społeczeństwu od lat przez różne "Wyborcze", "Trybuny" "Tefałeny", "Tokefemy", "Neewsweeki" i inne podobne demo-liberalne i lewackie polsko-języczne media. Dla porównania warto przeczytać, co sądzą o tym filmie widzowie zagraniczni, pozbawienie podobnych stereotypów i uprzedzeń! : http://www.imdb.com/title/tt5278832/?ref_=fn_al_tt_1

  • Leszy2 ocenił(a) ten film na: 1

    Pandora_107 Pewnie dlatego, że film jest beznadziejnie słaby. Scenariusz jest jedynie szkicem scenariusza, reżyseria woła o pomstę do nieba, muzyka słaba choć to musical, aktorstwo pożal się boże, efekty specjalne to wstyd, wstyd, wstyd! W dzisiejszych czasach takie coś!
    Film nie wie czym chce być, komedią, horrorem, musicalem czy psychodelicznym snem erotomana.

  • ciemniak ocenił(a) ten film na: 7

    Leszy2 Czemu niby film miałby chcieć być "czymś" zdefiniowanym przez Ciebie tak wąsko? Efektów specjalnych film nie musi się wstydzić. Sceny gore na poziomie (nie gorsze niż, powiedzmy, w "Mięsie"), kilka rzetelnie zrealizowanych konwencjonalnych zagrywek (w rodzaju "czas stop") + świetna realizacja odważnego pomysłu z płetwami. Można się zgodzić, że scenariusz jest dość pobieżny, że między niektórymi scenami są spore "luzy", ale z drugiej strony - w konwencji balladowej nie jest to znowu nic tak dziwnego, bo nie o realizm ani o mimetyzm chodzi. Siłą tego filmu jest właśnie odwaga mieszania różnych konwencji, oparta na przekonującej grze aktorskiej (świetna rola Melanowicza!) bardzo plastycznej podbudowie zdjęciowej i niezłych piosenkach. Teksty tych piosenek, zgoda, są nierówne, choreografia też mogłaby być bardziej przemyślana i dopracowana, ale w dalszym ciągu uważam, że jest to bardzo śmiała próba przełamania solennej polskiej szkoły realizmu, o której wspomniał na początku tego wątku jego autor. I to próba dość udana, zważywszy na rozstrzał przemieszanych tu gatunków i stylistyk.

  • Leszy2 ocenił(a) ten film na: 1

    ciemniak Oczywiście, film może być czymś więcej niż 'kinem gatunkowym', może być kinem artystycznym, nowatorskim, ale to jest nie łatwe i wysoko stawia poprzeczkę. Tutaj twórcy nawet tej poprzeczki nie strącili bo jej niedosięgli. Za to nie dają medali, za to należą się gwizdy i buczenie. Wielu marnych artystów próbuje ukryć swoje niekompetencje idąc w artyzm i nowatorstwo. Mogą w ten sposób oszukać krytyków, ale nie publiczność.
    Gdyby reżyser zdecydował się na komedię, musical, horror lub coś innego, może by wyszła mało ambitna produkcja, ale na wyższą ocenę niż 1. A tak to mamy co mamy. Fala jedynek i ludzie wychodzący z kina. No, ale może widzowie się nie liczą, ważna nominacja gdzieś tam.
    Żartujesz sobie z tymi efektami? Scena przemiany ogonów w nogi nie została ani razu pokazana, nie dlatego że nie było na nią miejsca w fabule, tylko dlatego że nie było pomysłu jak ją zrealizować. I pieniędzy. Dlatego mamy chwyt z lat 70 - kamera nie patrzy! To samo występy na scenie, statyczne kadry gdzie syreny siedząc w przeźroczystej wannie smętnie kiwają ogonami. W XXI wieku kiedy w kinie nie ma już żadnych ograniczeń!?
    Sceny gore są technicznie dość łatwe do zrealizowania, ale po co one są w tym filmie? Chyba tylko po to aby odstręczyć część widowni. Tak samo sex i wulgaryzmy. Nie pasują do tego filmu. Film nie idzie ani jedną, ani w drugą stronę. Łamie podstawowe zasady relacji twórca-widzowie. Po to wymyślono gatunki aby łatwiej trafiać do zróżnicowanych gustów publiczności, aby dzielić widownię, na taką która lubi kino lekkie łatwe i przyjemne i taką która toleruje ekstrema i mocne wrażenia. I mamy efekt. Film jest słaby bo złamano zasady. Jak ktoś chce łamać zasady to trzeba umieć to robić.
    Śmiała próba przełamania solennej polskiej szkoły realizmu? Przecież polska szkoła jest właśnie bardzo daleka od realizmu! I ten film tkwi w niej po uszy. Czas skończyć z polską szkołą i zacząć robić filmy dla ludzi. Pokazać, że się umie być zwykłym rzemieślnikiem, a potem można brać się za sztukę, łamanie konwencji, wytyczanie trendów....
    Niestraszny horror, nieśmieszna komedia, musical nieumiejących tańczyć i śpiewać - to nowe, odważne kino!
    1.

  • ciemniak ocenił(a) ten film na: 7

    Leszy2 Żeby kontynuować tę pogawędkę, musielibyśmy najpierw ustalić podstawowe definicje pojęć takich jak realizm (jeśli przyjmiemy, że chodzi, z grubsza, o mimetyzm, reprodukcję wizerunków rozpoznawalnej rzeczywistości, to już sama konwencja musicalowa wyklucza konwencję realistyczną; nie mówiąc o syrenach i ich zachowaniach. I jednocześnie kwalifikuje większość polskich produkcji filmowych właśnie jako realizm) czy "zasady relacji twórca-widzowie" (nie mam pojęcia, co masz w tym wypadku na myśli).
    Na marginesie, warto by też ustalić definicję człowieczeństwa i publiczności. Skoro bowiem piszesz, że " Mogą w ten sposób oszukać krytyków, ale nie publiczność" oraz "Czas skończyć z polską szkołą i zacząć robić filmy dla ludzi", to ja się czuję nieco zaniepokojony tymi gestami wykluczania mnie na dzień dobry z pewnych wspólnot. A teraz co do reszty"
    To, że seks i wulgaryzmy nie pasują do tego filmu, podobnie jak sceny gore, jest Twoją opinią, nie ma sensu jej uniwersalizować, tak jak ja nie zamierzam uniwersalizować swojej (że pasują; mnóstwo filmów czerpie z tego rodzaju kontrastów na różnych poziomach).
    "Jak ktoś chce łamać zasady to trzeba umieć to robić". Widzę to inaczej. Łamanie zasad nie powinno się odbywać wedle ustalonych i znanych zasad, bo inaczej przestaje być łamaniem zasad.
    "Scena przemiany ogonów w nogi nie została ani razu pokazana, nie dlatego że nie było na nią miejsca w fabule, tylko dlatego że nie było pomysłu jak ją zrealizować. I pieniędzy. Dlatego mamy chwyt z lat 70 - kamera nie patrzy!". Ten chwyt akurat świetnie współgra z czasem akcji i poetyką lat, w których rozgrywa się historia. To nie "Transformers", jakieś pseudonaturalistyczne metamorfozy byłyby tu po prostu zbędnym efekciarstwem. Sam ogon zaś - jeśli chodzi o wielkość, fakturę i plastyczność - wypada bardzo przekonująco.
    "Niestraszny horror, nieśmieszna komedia, musical nieumiejących tańczyć i śpiewać". Ogólnie widzę to inaczej, choć zaznaczam, że z kilkoma zarzutami się mniej bądź bardziej zgadzam. Rozkładany przez Ciebie nieustannie na elementy pierwsze film faktycznie nie jest ani straszny jako horror, ani śmieszny jako komedia, ani szczególnie wybitny pod względem choreografii i muzyki jako musical. Uważam jednak, że ani nie chce, ani nie próbuje taki być. Wykorzystuje te środki, by stworzyć coś na kształt ballady - nieco lirycznej, nieco deliryczno-onirycznej, trochę drastycznej, miejscami do bólu konwencjonalnej, a miejscami transgresywnej. Efekt końcowy nie jest moim zdaniem wybitny, ale za próbę daję coś więcej niż suche 6.

  • Leszy2 ocenił(a) ten film na: 1

    ciemniak Zgodzę się, że aby dyskutować i w tej dyskusji osiągnąć porozumienie należy zdefiniować pojęcia. Ale my tu raczej sobie tylko gadamy, stosując skróty myślowe i inne zabiegi stylistyczne.
    Owszem polskie kino nie obfituje w musicale, a jeśli już to dość toporne mimo fantastycznej obsady aktorskiej, a jeśli chodzi o elementy fantastyczne to w ogóle słynie z ich braku. Mnie natomiast chodziło o dość bogato reprezentowane odejście od realizmu na rzecz artyzmu, surrealizmu itp. rzeczy.
    Zasada relacji twórca-widz, to zasady, które choć dość nudne i sztampowe, sprawiają, że ludziom się podoba. Np. nie przeklinamy w telenowelach, przeklinamy w filmach gangsterskich dla dorosłych. Fabułę kształtujemy tak, aby widz zrozumiał, a jeżeli nie to stosujemy też szereg innych zabiegów, które uwielbiają koneserzy i krytycy. Itd. jeśli tych zasad nie stosujemy to ludzie wychodzą z kina, a koneserzy czują się skonsternowani.
    Co do łamania zasad: Jeśli chcesz pędzić samochodem przekraczając prędkość to musisz umieć dobrze jeździć aby uszło ci to na sucho. O to mi chodziło.
    Jeśli scena przemiany ogonów miała współgrać... to "Pan Kleks w kosmosie" byłby o wiele lepszą inspiracją, a mimo wszystko nie jest i tej 'poetyki' tu nie dostrzegam. Jest jedynie wycieraniem dupy szkłem.
    Efekt końcowy jest tym mniej wybitny im bardziej wzbudza chęć by wstać i wyjść, a przeczytawszy forum konstatuję, iż takich chęci było sporo, nie wykluczając mojej skromnej osoby.

  • ciemniak ocenił(a) ten film na: 7

    Leszy2 Widocznie oglądamy inne polskie filmy, bo ja co rusz natrafiam na dość topornie zakotwiczone w tzw. życiu obrazy i brakuje mi właśnie śmielszych prób wejścia w surrealizm czy w opowiadanie historii poprzez różne odkształcenia formalne oraz gry i zabawy z konwencjami (tak, z tego samego powodu patrzę np. na "Hiszpankę" okiem łaskawszym niż większość tu piszących).
    Wydaje mi się, że cała Twoja krytyka prowadzona jest z pozycji kogoś mocno przywiązanego do kina gatunku i wyraźnych rozgraniczeń. Mnie np. ewentualne bluzgi w telenoweli wcale by nie zgorszyły, ba, zakładam, że przyjąłbym je z radością. Nie opuściłbym też sali kinowej tylko z tego powodu, że nie doczekałem się przekleństw w filmie gangsterskim. Co więcej, tego rodzaju eksperyment - o ile film byłby udany również w innych, znacznie istotniejszych elementach - przyjąłbym z uznaniem.
    Z dalszymi Twoimi postulatami również nie mogę się zgodzić. "Fabułę kształtujemy tak, aby widz zrozumiał". Daleki jestem od akceptacji dla robienia widza w konia i sprzedawania mu wydmuszek w pozłotkach, ale rety, wymagajmy czegoś jednak od tego mitycznego widza, niech on się trochę pogłowi, pogimnastykuje. Łopatologia i równanie w dół do tych, co ogarniają najsłabiej, jeszcze nigdy nigdzie nie przyniosło pozytywnych rezultatów. Vide polskie szkolnictwo.
    Nie przemawia też do mnie sposób, w jaki uogólniasz i używasz wielkich kwantyfikatorów ("ludziom się podoba", "ludzie wychodzą z kina, a koneserzy czują się skonsternowani"). Inaczej mówiąc, mam wrażenie, że mierzysz tu zanadto swoją miarą. Choć w przypadku tego konkretnego filmu wiem, że osób, które go krytykują, jest więcej niż tych, które uważają go za - z różnych powodów - wartościowy.
    Zasady drogowe natomiast można łamać na różne sposoby, nie tylko przekraczając prędkość. Można jeździć pod prąd albo zgodnie z kierunkiem jazdy, choć na wstecznym. Albo ostentacyjnie sunąć drogą szybkiego ruchu na dwójce i dawać po klaksonie. Sky is the limit.
    Moglibyśmy pewnie tak odbijać piłeczkę jeszcze przez jakiś czas, ale raczej mija się to z celem, bo ani mnie ten film aż tak bardzo nie zachwycił, żebym miał go tu nie wiadomo jak intensywnie bronić, ani też żaden z nas raczej nie przekona drugiego do swych racji. Jeśli mogę na koniec wbić szpilę, uważam, że mnie łatwiej byłoby uargumentować merytorycznie swoją siódemkę niż Tobie jedynkę.

  • Leszy2 ocenił(a) ten film na: 1

    ciemniak Polecam zatem starsze pozycje, z lat 70 i 80 kiedy to tzw. Polska Szkoła święciła triumfy. Nie podam tytułów bo nie gustuję, ale pamiętam, że co rusz natrafiałem na takie rzeczy.
    Nie chodzi o to, że ja jestem przywiązany do kina gatunkowego, ale to się po prostu sprawdza. Tak samo jak sprawdza się to aby widz rozumiał. Nie oznacza to, że wszystko musi być kawa na ławę i bardzo proste, może być trudne i wymagające, ale musi mieć rozwiązanie. Zadania nawet najtrudniejsze muszą mieć rozwiązanie, jeśli nie mają nie zadowolą nawet najbardziej wymagającego. Przy okazji, apropos zasad dopasowania do widza - powszechnie krytykuje się popołudniowe telenowele za łopatologiczność, zapominając że ten film jest przeznaczony dla osób, które nie siedzą wygodnie w fotelu, ale gospodyń które właśnie podają obiad. To się ogląda tyłem, chodząc po domu i robiąc różna rzeczy, np. rozmawiając przez telefon.
    Ciebie bluzgi by nie zgorszyły, ale ty nie jesteś targetem telenoweli. Ponadto tak jak napisałeś, gdyby film był udany również w innych, znacznie istotniejszych elementach - ten nie jest. Wskazujesz głównie jako zalety nieschematyczność, mieszanie konwencji, pomysł, odwagę... Pomysł to rzecz tak łatwa, że ocenianie osobno nie ma żadnego sensu. Musi się go oceniać w oparciu o wynik. Tu wynik jest słaby, więc albo pomysł był kiepski, albo wykonanie byle jakie. Odwaga - jeśli akt odwagi kończy się katastrofą, zasługuje na potępienie, a nie na uznanie. Wynik 5.0 i ocena nogami to katastrofa. Ty i inni dziesiątkowicze nie ratują tego filmu. Mieszanie i łączenie - dobrze, ale musi być konsekwentne. Konsekwencja jest najważniejsza, pozwala odróżnić luz od niedbalstwa, pomysł od przypadku, szaleństwo od nieudolności. Mówisz, że to liryczna ballada, gdyby mi ktoś powiedział zrób liryczną balladę, z pewnością byłoby to coś innego.
    Nie ważne w jaki sposób łamiesz zasady drogowe, jeśli nie umiesz jeździć - bekniesz.
    Mnie jedynkę merytorycznie owszem, bo ta jedynka to nie tylko ocena, ocena to 2-3, ale również kara. Kara dla polskiej kinematografii. Tak mam.

  • ciemniak ocenił(a) ten film na: 7

    Leszy2 Z ostatnim Twoim komentarzem nie zgadzam się już w żadnym elemencie, bo widzę tam zbiór stereotypów, uproszczeń, nieporozumień i nieweryfikowalnych założeń ("Mieszanie i łączenie - dobrze, ale musi być konsekwentne. Konsekwencja jest najważniejsza". Kto i jak miałby mierzyć poziom konsekwencji?). A nawet stwierdzeń, które uważam za, delikatnie mówiąc, kontrowersyjne ("Pomysł to rzecz łatwa"? Really?). Ale, jak wspomniałem, film, o który się spieramy, nie jest mi na tyle bliski, żebym miał dalej dzielić ten włos. Pozdrawiam zatem i życzę, by polska kinematografia dźwignęła się kiedyś po tej srogiej karze i znalazła jednak drogę do Twych upodobań. Ale też by nie chadzała tą drogą za często - bo wtedy ja nie będę miał w niej czego szukać ;)

  • Leszy2 ocenił(a) ten film na: 1

    ciemniak Poziom konsekwencji oceniają widzowie i recenzenci, to proste. Jeśli postępuje się niekonsekwentnie efekt jest marny. Zawsze.
    Od pomysłu do realizacji bardzo daleka droga. I nie chodzi mi to o pomysł jak rozwiązać problem, bo nie o takim pomyśle rozmawiamy. Chodzi o pomysł na coś nowego. I w takim wypadku pomysł, zwłaszcza głupi pomysł to rzecz łatwa.

  • bredny ocenił(a) ten film na: 8

    Leszy2 Napisał to ktoś kto ocenił Blade Runner 2049 na "10". Szkoda z tym panem wchodzić w dyskusję.

  • pawel_nowakk ocenił(a) ten film na: 3

    Pandora_107 Jakie Nastolatki? Co za brednie
    Obie aktorki miały więcej niż 20 lat.

  • katedra ocenił(a) ten film na: 3

    Pandora_107 Wątpliwe, aby odbiór filmu był związany z brakiem humoru czy optymizmu Polaków. Ze swojej strony mogę wyrazić ubolewanie, że film, który sięga po tak chrakterystyczne gatunki tak naprawdę opiera cały swój koncept na mocnej stronie wizualnej i nadmiarze kreatywności. Szkoda, że twórcy nie nakreślili granic jaśniej i nie połączyli romansu z body horrorem po prostu.

  • przewrotnie ocenił(a) ten film na: 2

    Pandora_107 Rozumiem Cię doskonale, tyle że film nie otrzymuje złych not za konwencję. Jest po prostu pozbawiony interesującej fabuły. Bohaterki nie potrafią zaintrygować, zaciekawić, wrecz drażnią. Historia jest schematyczna. Warstwa musicalowa zahacza o klęskę. To nie jest tak, że w Polsce sprzedaje się tylko naturalizm, po prostu filmy pogranicza gatunkowego wymagają czegoś więcej. Nie wystarczy jedynie "idea".

  • pawel_nowakk ocenił(a) ten film na: 3

    przewrotnie Jakoś musical do syren nie pasuje. Dziwne to było wszystko.