Chemia w związku

Cały przekaz jest cudowny - najpierw zaniedbali miłość, a potem próbując ją odbudować za wszelką cenę miłość wygasa. Jest prawdziwy, gdyż w życiu częściej tak się zdarza
niż te 'zakochania bez pamięci' w innych, prostych filmach. Miło mi się go oglądało. Wkurzało także i mnie niezdecydowanie dziewczyny ale to nie powód żeby gorzej oceniać film
bo jest to jego jakby zamierzona część (przynajmniej tak myślę). Ale tak patrząc na aktorstwo.. jakoś nie czułam tej chemii między głównymi bohaterami. Wydawało mi się, że
nie rozmawiali swobodnie, co jest podstawą w prawdziwych związkach. Brzmieli jakby nie mieli o czym tak na prawdę rozmawiać. Co o tym myślicie?

16
  • No ja tę chęmię jak najbardziej poczułam, a jeśli chodzi o to czy oni zaniedbali miłość?-nie wydaje mi się. chyba to trochę normalne, że jak byli od siebie tak daleko z jakby nie patrzeć mocno ograniczonym kontaktem, to sie rozchodzili. Ale jednak no to jednak musiała być miłość, bo nawet tak jak ona to ujęła, to ona wciąż czuje gdzieś na dnie, że jej go brakuje. Dziewczyna też moim zdaniem nie była tak strasznie niezdecydowana, a jeśli już mielibyśmy to jej zarzucać to jemu również, bo też dzwonił do niej, jakby czegoś oczekując. Anna po prostu wiedziała jakie są okoliczności, że ma zakaz powrotu do USA i zdawała sobie sprawę, że Jacob ma inne zobowiązania, i że nie bedzie chciał zamieszkać w Londynie i zaczynać wszystkiego od początku, więc starała się zbudować sobie życie w Anglii, które pewnie byłoby świetne, gdyby nie ciągłe myśli o tym, że gdzieś tam na świecie jest jej Jacob, do którego nigdy nie przestała 'czegoś' czuć. A co do przekazu filmu zgadzam się - baaaardzo ciekawy i taki naturalny, jak to w kinie niezależnym :)

  • No właśnie też przez cały seans wogóle nie czułam między głównymi bohaterami chemi.Wszystkie ich rozmowy wydawały mi się wymuszone i sztuczne, przez co ciężko było mi wczuć się w film.

    • Zawsze chciałam obejrzeć ten film, ale wybierałam inne. Chemia uczuć w tym związku nie jest jednoznaczna, ponieważ miłości jest niezrozumiała.

      Otwarte zakończenie.

    • No ja to miałam wrażenie, że oni jak gdyby silili się na naturalność w swojej obecności, ale tak naprawdę jedno drugie obserwowało, jakby chciało wyhaczyć co się zmieniło. Generalnie film mnie wkurzył. Nie mam pojęcia jak go ocenić - może przyjdzie mi to, jak już go przetrawię. Czy chemia? I tak i nie. Widać było że sie kochają, widać było przede wszystkim, że ciągle o sobie myślą. Wszędzie: dyskoteka, praca, łóżko z innym partnerem - wszędzie widać ich było takich zamyślonych, pogrążonych w myślach czy wspomnieniach... Z drugiej jednak strony, jak dochodziło do spotkania, tak upragnionego przecież, to jakoś nieszczególna była ta ich radość.

      Dalej - wzajemna zazdrość jedno o drugie, tak jakby to pierwsze było święte. Nie wiem, może to była jakaś frustracja z powodu całej tej sytuacji, bo jakoś nie widziałam, żeby oni rozmawiali o swoich uczuciach, wyrażali ją chyba tylko wzrokiem. Za każdym razem, kiedy coś stawało im na przeszkodzie, jakby z automatu się dystansowali. Kilka ujęć było, kiedy, słysząc złe wieści, nagle puszczają swoje ręce, obracają się do siebie plecami, albo zwyczajnie odsuwają się na większą odległość.

      A niech szlag trafi te otwarte zakończenia! Ja odniosłam wrażenie, że to koniec. Taki symboliczny moment (idą w ogóle pod prysznic jak z obowiązku): chwila niezręczności, próba jakiegoś zbliżenia, delikatny pocałunek i ręczny. Potem długi przytulas z szacunku do tego, co przeszli i game over. Niech szlag trafi te otwarte zakończenia, bo to mi się ani trochę nie podobało! Człowiek siedzi te 1,5h, znosi te ich niepowodzenia bo ma nadzieję, że w końcu jakoś to będzie, a tu jeb - tak po prostu się kończy (w sensie uczucie, bo przecież nie wiemy tak naprawdę czy związek też sie skończył. Mnie się wydaje, że nie, ale na pewno coś się wypaliło). Zresztą denerwował mnie też brak poczucia czasu - nie wiemy ile minęło. No, ja przynajmniej nie wiem. Wiem tylko, ze zaraz po ślubie rozstali się na 6 m-cy. Ale rozłąk było wiecej, bo przecież po tych 6 m-cach wciaż nie dostała wizy i nie wiem, ile te rozłąki trwały. Denerwowały mnie też te skoki: widzę jedną scenę, za chwilę coś zupełnie innego i zachodzę w głowę, o co chodzi, gdzie oni są, co sie wydarzyło. Wszystkiego można było się oczywiscie domyślić, ale uważam, że to było zbędne, bo zamiast skupiać się na ich uczuciach, na emocjach, które wcale nie były takie łatwe do odgadnięcia, musiałam domyślać się czasu i miejsca akcji.

      Zabawne, to już drugi film w ciągu jednej doby, który niby uważam za fajny, ale nie do końca czuję klimat. Rozumiecie? Takie.... że niby źle nie było, ale czegoś brakowało. To nie jest niedosyt. To takie jakby oglądanie filmu bez właściwego wczucia się w klimat. Może to kwestia nastawienia przed seansem - ja się nastawiłam na epicką opowieść o miłości a zamiast tego dostałam cały stos frustracji, cierpienia, lekkiego niezdecydowania, szamotania i często też rezygnacji. Owszem, to są nieodłączne aspekty miłości, ale niech tam będzie jakiś czynnik, który tę całą mieszankę negatywnych uczuć jakoś wynagrodzi - najlepiej właśnie ta miłość. Taka z pasją. A nie jakieś "kocham cię, że ojeju, ale jak nie będziemy razem to też się nic nie stanie". Gdzie tak naprawdę nie wiemy nawet dlaczego ta miłość się narodziła - pokazali 2 fragmenty wyrwanych z kontekstu rozmów i bum: wielka miłość. WTF, ja się pytam? Ja tego jakoś szczególnie nie poczułam. Może to kwestia aktorstwa, a może nieudolnie wykonanej pracy reżysera, ale mnie nie powaliło, nie czułam tego ich "like crazy".

      A może to ze mną jest coś nie tak (że się tak zbulwersowałam).

  • ja akurat czułam między bohaterami tą chęmię, ale tylko na początku, potem, gdy już było wiadomo, ze Anna ma wyjechać (chyba byli gdzie,s nad morzem na wakacjach) to już coraz mniej i mniej i mniej, a na koniec filmu wcale. mam wrażenie, że to było mega wielkie i szalone zauroczenie (a nie miłość). Już od pierwszego rozstania tęsknią nie za partnerem, a za wspomnieniami i za tym jacy byli kiedyś (młodzi, beztroscy), za wszelką cenę chcą do tego wrócić, tęsknią za tą beztroską i nie radzą sobie z przeciwnościami losu (tak jak napisała anusza jak tylko się coś źle powiodło to właśnie puszczali się za ręce, gniewali na siebie).

    • Dość trafne, mogło tak właśnie być. Moim zdaniem film jest bardzo dobry, nie przesłodzony, ani na siłę bardzo dramatyczny. Jest życiowy, realny - to mogło się zdarzyć. Para dobrze gra związek, silną więź uczuciową i to nie tylko z perspektywy związków na odległość, ale w ogóle. To jest w tym filmie świetne, że każdy w nim znajdzie coś dla siebie, o ile przeżył bardzo intensywną, choć burzliwą relację. Mamy tu i coś dla par, które zmagają się z odległością, ale także typowy motyw dorastania wraz ze związkiem. Także zauważyłam to ciągłe wracanie do wspomnień, oni żyli przeszłością...i widz nie ma pojęcia, czy to prawdziwa miłość, zwykłe mega pożądanie i zauroczenie, czy też ich żal za tym, jacy byli młodzi, beztroscy i spontaniczni, a może uczucie wzmagają przeszkody ("zakazany owoc"), dlatego, że oni sami tego nie wiedzą...Chemia między nimi jak najbardziej była na ekranie, ale też wyraźnie pokazany rozdźwięk, jaki się tworzy, gdy jednak przeszkód przed parą jest za dużo, te kompromisy rodzą poczucie niesprawiedliwości, krzywdy, zawsze ktoś się czuje gorzej i wyładowuje frustracje na drugiej osobie. Świetnie to jest pokazane. Także tę konfrontację romantycznej mrzonki o idealnym sielskim życiu z ukochanym, z pojęciem "miłość nie wystarczy", która tak boleśnie dotyka bohaterów. Mnie ta prawdziwość i te odniesienia, w których umiałam się odnaleźć bardzo chwyciły za serce i momentami wzruszyły do łez. Świetny film.

  • ja czułam ta chemie miedzy bohaterami dobrze to zagrali. później coraz bardziej się od siebie oddalili ale widać było ze mimo to tesknia za sobą, te rozmowy przez telefon smsy...

  • Myślę dokładnie tak samo jak Ty we wszystkim co napisałaś ale może właśnie taki miał być cały ten obraz filmu dla mnie mega i z otwartym zakończeniem oczywiście uważam te obrazy i wyjście Anny jako że ten związek nie miał sensu i się rozstali :) 10\10

  • Dobra, ok., przyznam, ten film ma trochę głębi w sobie. Najbardziej znacząca jest ostatnia scena, kiedy stoją obok siebie dwie, zupełnie obce osoby. Ogólnie lubię smutne historie, ponadto po obejrzeniu tego filmu nie sposób nie myśleć o nim dalej. To dobrze o nim świadczy. Zmusza do zastanowienia nad ludźmi, nad sobą, nad ludzkimi postawami.
    Tak, chciałbym obejrzeć go ponownie, by bardziej na nim skupić uwagę.
    Podniosłem, po dłuższym namyśle, ocenę aż o dwie belki. To wreszcie jakiś film, który mówi o czymś, w dodatku prezentując wszystko tak okazale. Tak. Taki już jestem. Moją ulubioną sceną pozostanie chyba ta, w której Sam pije piwo.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: