Nienawidzę tego filmu

Za to, że gloryfikuje zdradę, za to, że bohaterowie za nic mają miłość i dalej pieprzą się z
przypadkowymi osobami. To film niespójny. To film tragiczny. To film z beznadziejnym
zakończeniem. Anna i Jacob mieli między sobą coś szczególnego, uczucie i w ogóle, ale poszli
na łatwiznę, jak to jest w normie w dwudziestym pierwszym wieku i nie zadając sobie trudu z
wiernością, robią co chcą. A kiedy muszą sobie stawić czoła, to są przygnębieni i przerażeni, bo
bycie w parze to dla nich za dużo. Nienawidzę tego filmu bo jego przesłanie dotyka mnie do szpiku kości i napawa obrzydzeniem. Ja nie chcę takich relacji między ludźmi i nie chcę ich
oglądać.
Obejrzałem ten film tylko i wyłącznie przez wzgląd na muzykę Grega Haines'a, która jest
wyśmienita, ale facet popełnił błąd użyczając swojego talentu dla takich popłuczyn i szmiry jakim
jest ten obraz.
Wstręt i obrzydzenie, to główne odczucia jakie odczuwałem w trakcie oglądania tego czegoś.

5
  • użytkownik usunięty

    zgadzam się
    Jeśli tak ma wyglądać teraz życie to ja dziękuję
    Cale szczęście, że są jeszcze na tym świecie ludzie, którzy tak nie postępują

  • Być może masz rację, że film pokazuje ludzi, którzy postępują nie do końca właściwie, być może ich postawa napawa Cię obrzydzeniem ale to nie znaczy, że film jest "szmirą". Naucz się odróżniać sympatię (bądź jej brak) do głównego bohatera/bohaterów i ich zachowań od filmu samego w sobie, bo to nie to samo.. To tak jakbyś powiedział, że nie cierpisz Władcy Pierścieni bo Orkowie są obleśni i źli do szpiku kości ;)
    Mi się osobiście bardzo ten film podoba, ale to już kwestia gustu.

    • > To tak jakbyś powiedział, że nie cierpisz Władcy Pierścieni bo Orkowie są obleśni i źli do szpiku kości ;)

      I tutaj właśnie dochodzimy do ciekawych faktów. Nie okrucieństwo wojny czy tragiczny wypadek wzbudza największe emocje, ale "gwałt" na naszych wewnętrznych przekonaniach, zasadach, które czujemy że są nam bliskie. Dlatego największą siłę ma nie wyszkolony żołnierz, czy polityk, a ideologia.

  • Tylko, że ten film doskonale odzwierciedla życie. Jeśli ktoś mieszkał w USA i przeżył coś podobnego to będzie ten film utożsamiał z samym sobą... i na pewno nie stwierdzi, że jest beznadziejny. Pomyślicie sobie pewnie "co on może wiedzieć", a niestety coś o tym wiem... i uwierzcie mi, że tak duża odległość i przede wszystkim czas robi swoje. Uważam, że gdy by nakręcili drugą część to pokazali by jak bardzo ta para jest nieszczęśliwa. Kłótnie, wypominanie sobie wielu spraw, a w efekcie na koniec nie byli by razem.
    Film przedstawia obraz smutny, ale niestety jak najbardziej prawdziwy.

  • a wg.mnie " bredzisz " tylko bez urazy...faktycznie mieszkali od siebie 10 km...Pozd.

  • Zrozumcie, proszę, że to moja opinia, która jest wypadkową moich własnych doświadczeń i oczekiwań. Uważam, że produkowanie i wyświetlanie tylko szkodzi odbiorcom, bo znieczula i trywializuje relacje między ludźmi. To tak jak z pornografią. Wejście na dowolną stronę może zapewnić jakieś darmowe doznania, ale tak na prawdę, każda taka "podnieta" zabija prawdziwe doznania, spłyca je i trywailizuje właśnie. Tak samo z tym filmem. Pokazuje nam, że olewanie wielkich uczuć, miłości na przykład, nie jest niczym złym, bo jeżeli chesz zaspokoić swoje podłe, najniższe potrzeby to sięgnij po prostu po pierszwego z brzegu partnera i korzystaj. Udane filmy pokazują nam i zachęcają do walki o wielkie uczucia, mówią o tym żebyśmy byli lepszymi ludźmi i żebyśmi wierzyli w zakusy serca. Ten film to nawoływanie do spłycenia naszych pragnień, nawoływanie do barbarzyńskich relacji między ludzkich, coś co tak naprawdę nie różni się w moich oczach od pornografii, bo jak chcesz zaspokoić swoje potrzeby to po prostu zrób to, nie zważając na ewentualne zobowiązania. A tgo typu przesłanie, zabija moim zdaniem osiagnięcia naszej cywilizacji.

    • Uśmiałem się. Widzę, że nie zrozumiałeś filmu. Bo ten film właśnie pokazuje, że nie warto czekać i kochać póki jest czas. Pokazuje to dokładnie końcówka.

      Ale podoba mi się Twoja wizja, jest strasznie ch. i szkoda mi Ciebie.


      Nie pojmujesz, że gdy coś jest pokazywane nie musi wcale zachęcać do takiego postępowania. A wręcz przeciwnie. Szkoda, że nie zrozumiałeś filmu, bo mógłbyś się czegoś nauczyć.

      • Dokładnie, na świeżo to właśnie dramatem tej historii jest egoizm postaci, tak naprawdę to ten drugi chłopak Anny i Sam to postacie tragiczne, główni bohaterowie dostają na końcu to co chcieli, pustą skorupę jaka została z ich związku, i tylko wspomnienia.

      • W mordę. Wciąż to samo...

        Ja tam akurat też nie jestem fanką tego filmu, wiele rzeczy mnie wkurzało, więc generalnie podzielam zdanie autora wątku, aczkolwiek nie uważam jednak, żeby był on nawoływaniem do spłycenia pragnień i relacji międzyludzkich - wręcz przeciwnie, uważam, ze można go odczytać pozytywnie, jako przestrogę, żeby jednak walczyć, bo w przypadku takiego niezdecydowania można utkwić gdzieś pomiędzy, w zawieszeniu. Jedną nogą z nim/nią, tak mentalnie, drugą zupełnie gdzie indziej, gdzie na dodatek na bardzo można mówić o tym głośno.

        ALE! Autor rownież słusznie zauważył, że taka interpretacja wynika z jego doświadczeń, oczekiwań a także wartości i poglądów. Czy naprawdę uważasz, że filmy z OTWARTYMI ZAKOŃCZENIAMI są tworzone po to, by narzucić widzom jakiś konkretny punkt widzenia i konkretne przesłanie? Logika temu przeczy. Więc dlaczego zarzucasz Rahvinowi, że NIE ZROZUMIAŁ FILMU? Jesteśmy sumą naszych doświadczeń i nasze podejście do spraw zależy właśnie od nich. Rahvin ma pełne prawo odbierać ten film dokładnie tak, jak go odebrał. Ty możesz jedynie zaprezentować swoje odmienne zdanie i ewentualnie rozwinąć dyskusję, która powinna zakończyć się szacunkiem dla samego autora, jego odbioru i jego doświadczeń.

        Dżizas, ludzie, szanujmy się wzajemnie, bo potem wychodzą takie kwiatki jak na filmie (analogia do lekceważącego podejścia bohaterów).

  • Nie sądzę, żeby ten film propagował to, o czym mówisz, wręcz przeciwnie - pokazuje, że bez miłości takie zachowania do niczego nie prowadzą. Moje odczucia po obejrzeniu filmu są takie, że to, co łączyło Annę i Jacoba tak naprawdę nie było miłością, a bardziej zauroczeniem, zakochaniem, zafascynowaniem. To, co było pokazane w filmie, wydaje mi się zbyt egoistyczne, żeby było miłością. Bohaterowie raczej nie myśleli o tym, czego chce druga osoba, tylko działali mając na myśli swoje uczucia. "Przyjedź, bo z nikim innym nie mam takiej relacji jak z Tobą" - to bardzo ważne, ale czy wystarczy, żeby było nazwane miłością? Nie zauważyłam, żeby Anna czy Jacob myśleli o tym, jakie są plany, marzenia partnera. Niby próbowali coś robić, żeby ich związek się utrzymał, ale miałam wrażenie, że to wszystko było wciąż niedojrzałe, sami nie wiedzieli, czego chcą.

    • Uważam podobnie, że nie ma tu gloryfikacji zdrady, Bohaterowie przeżyli najgorętszy etap miłości jakim jest sam początek, jednak nie potrafili pójść dalej, rozwinąć uczucia, utknęli w wyobrażeniu o drugiej osobie i bardzo się tego trzymali. Te silne uczucia próbowali utrzymać będąc w relacjach w innymi partnerami. To znów sukcesywnie powoli zabijało w nich prawdziwą miłość do samych siebie. Dystans zrobił swoje choć przy tak wielkim uczuciu powinno się im udać ..... a jednak ......!!! Dobry film, pokazuje, że o miłość trzeba walczyć do końca i nie wolno się poddawać, że trzeba ją rozwijać i nie wolno wpadać w szarość życia codziennego i rutynę. Nie ma szans na powodzenie jeśli tylko po prostu się jest.

  • A może to po prostu jest odzwierciedlenie naszej teraźniejszości? Mówisz, że to życie osób w dwudziestym pierwszym wieku. Bo może po prostu... tak jest? Bo ja np. mam dość już głupich komedii romantycznych, w których wszystko jest takie proste i ukazuje życie w taki banalny sposób (żadnych problemów, miłość to same plusy itp). Może ukazuje słabość ludzi, i to, że nie zawsze jest tak pięknie jakbyśmy chcieli? Nie jestem jeszcze doświadczona, ale tyle już potrafię zrozumieć. Moim zdaniem nie jest to film rewelacyjny, ale jest dobry, bo wydaje mi się, że odbija nas od tych wszystkich wielkich miłości i wyjaśnia, że nasze życie to nie zawsze bajka pełna samych pozytywnych uniesień...

  • ja, oglądając ten film, płakałam, ale nie ze wzruszenia czy miłości głównych bohaterów, bo tego nawet miłością się nie da nazwać, ale dlatego, że sama nie chciałabym być w takiej sytuacji. w sytuacji Anny lub Jacoba, bo pozwolili wszystkiemu uciec, bo sami nie wiedzieli czego chcieli, ani w sytuacji takiej Sam, która kochała Jacoba nad życie, a on zostawił ją dla Anny aż dwa razy.

  • I tutaj cytrynaxx ujęłaś to co mi chodziło po głowie. Historia tych dwojga to historia osób które poszył na łatwiznę i zamiast walczyć i poświęcić się dla miłośći wybrali łatwiejsze rozwiązania z przypadkowymi parterami. Szkoda tylko, że nakręcono o tym film. Tego typu historie mają miejsce na codzień, i nie ma w tym nic niezwykłego, mnie tylko bulwersuje fakt, że ten film obejrzałem i teraz czuję się oszukany, bo w hollywodzkich produkcjach szukam zródła natchnienia, nadzieo że miłość można jednak odnaleźć i że jest ona walki ponad wszystko. To mi się najbardziej w tym filmie nie podoba, brak zaangażowania i indolencja jego bohaterów.

  • Ten film pokazuje, jak życie nie powinno wyglądać. Pokazuje też, że rzadko kiedy w pary łączą się osoby, które chcą tego samego. Jake chciał stabilizacji, Anna latała z dupą tam, gdzie akurat się znalazła. Film dobrze zrobiony, ale po obejrzeniu czułam niesamowity niesmak.

  • Rahvin_2
    26 września 2012
    3:32


    normalnie jakbys siedzial w mojej glowie :O

    • Nie zgadzam się z krytyką Rahvin_a . Fakt - to nie jest kolejna różowa zabawna komedia romantyczna i pewnie to boli że film pokazuje prawdę i nie mam na myśli, że ludzie są w związku na odległość a pieprzą się z innymi tylko to że jeśli miłość się zaniedba to ona umiera, chociaż była dla obojga ważna a raczej to uczucie które w nich się narodziło i niby dążyli do tego by być razem bo pamiętali jak im było dobrze razem i że przeżyli piękne chwile ale kiedy już to osiągnęli to tak naprawdę zdali sobie sprawę że się zmienili.. teraźniejszość się zmieniła. Nie byli już tymi samymi ludźmi chociaż chcieli ale zaniedbali to co ich łączyło.

      Film prosty, dla kogoś może nudny bo pokazuje po prostu rozwój miłości ale przekazuje wiele.

      • to nie jest kolejna komedia romantyczna bo to jest melodramat ;p i jak na ten gatunek bardzo slabo bo jak powiedziales film jest prosty ;p film technicznie jest nawet tez dobrze zmontowany, ale te pokazanie w ten sposob milosci, ktora kazdy zna, to pokazanie zeby czlowiek siegal po pokusy... bleeh lubie kontrowersyjne filmy, pokazujace duzo nowego, badz innego spojrzenia na swiat, a ten, to po prostu zycie, ukazane przez denerwujace mnie osoby ;)

        a forum jest od tego zeby wyrazic opinie, mamy inne i raczej nie ma sensu to sie wykrzykiwac kto ma racje, bo kazdy ma swoj sposob swoją;)

        • To prawda że forum jest od tego żeby wyrażać swoją opinię tylko że Rahvin nie napisał jakby wyrażał swoją opinię ale przedstawiał o czym jest film. No wiadomo że to melodramat ale skoro ktoś pisze że "szuka zródła natchnienia, nadziei że miłość można jednak odnaleźć" no to chyba to się nadaje na komedię romantyczną taką typową z happy endem a tutaj jednak tak nie jest. Czysta prawda, to nas boli.

      • Dokładnie. Ta prawda chyba boli. Dla mnie ten film jest niesamowicie smutny. Jakoś.. bardzo mnie poruszył. Nie mogłam się po nim pozbierać. No i koniec.. Gdy już są razem ale tak naprawdę to nie są szczęśliwi bo czas i ta szarpanina uczuciowa między nimi sprawiła że się od siebie oddalili i pozostały tylko wspomnienia.

  • Uważasz ten obraz za akt gloryfikacji wymienionych przez Ciebie ludzkich przywar ( "zdrady", braku cierpliwości, "fast miłości" w czasach pędu za ambicjami, itd. )? Moim zdaniem to film bardzo obiektywny, "nagi" od ocen, zupełnie nie o tym, co sam w nim znalazłeś. Bez zgłębiania się w moje tłumaczenie, nie widzę w nim zachwalania lub potępiania pewnych zachowań. To studium pierwszej, szczerej miłości, która czasem przeradza się w gloryfikację ( sic! ) własnych wspomnień o tym pierwszym uczuciu, o osobie, w której widzisz całe swoje życie, z którą jedzenie kanapki z serem zamienia się w doznanie mistyczne. Te baśniowe wspomnienia przetworzone przez nasze emocje, wybiórczą pamięć i potrzebę doznania ekstremalnej, like crazy, miłości mogą się na pewnym etapie naszej dorosłości rozejść z realiami i naszym "ja", w przyszłości. To nie film o patologiach ludzkich relacji w 21. wieku, dla mnie to obraz o rozminięciu się naszych romantycznych marzeń z pragmatyzmem i czasem.

    • Podoba mi się Twój wpis. Co prawda, mam trochę inne zdanie, ale w zupełności zgadzam się, że to nie jest film o patologii. Ja bym powiedział, że większość filmów o miłości powiela schematy, które obrazują oczekiwania pięknej miłości, która pomimo wielu przeszkód i prób i tak się kończy szczęśliwie. Tego właśnie oczekują ludzie. Ten film jest tak normalny, że budzi niepokój. Zgadzam się, że to w pewien sposób studium miłości w realnym świecie. Każdy człowiek jest w egoistą. Trudno jest zrezygnować z wielu aspektów własnej wizji życia, strach przed ryzykiem. Dlatego tak długo nasi bohaterowie zbierali się do tego, aby być razem. Życie to pokonywanie przeszkód, które powodują zniechęcenie i to było widać. Interesująco został ukazany wpływ odległości i przerwy w kontaktach. Wyobcowanie, niezręczne rozmowy. Mijający czas działa jak erozja, zaciera ślady, poczucie więzi słabnie. Pozostają wspomnienia. Jednakże nie jestem przekonany, że zakończenie filmu jest tak jednoznaczne, oznaczające koniec ich miłości. Pod prysznicem ich myśli były podobne, nie myśleli o kimś innym. A więc mają kolejną szansę przed sobą...

  • Nie zgadzam się z Twoją krytyką. Każdy ma prawo do swojej opinii, ale nie rozumiem, jak można uważać, że ten film gloryfikuje zdradę i zarzucać bohaterom pójście na łatwiznę. Kiedy ma się te 20 parę lat i kocha się osobę z innego kraju, to wcale nie jest tak łatwo z nią być. Ma się swoje marzenia i ambicje, rodzinę, znajomych, przywiązanie do danego miejsca i porzucenie tego wszystkiego dla samych niepewności, to szalenie trudna decyzja, nawet gdy w grę wchodzi prawdziwe uczucie. Tutaj dodatkowy problem stanowiły przepisy prawne. Anna i Jacob naprawdę chcieli być razem o czym świadczy ich pierwszy powrót do siebie. Nawet, gdy byli w większy lub mniejszy sposób związani z innymi osobami (w filmie widać tylko postacie Sam i Simona, więc nie mam pojęcia skąd wziął się wniosek o pieprzeniu się z przypadkowymi osobami), to wracali do siebie myślami i widać, że wciąż coś do siebie czuli. Nie mogli byś razem, ponownie ich drogi się rozeszły i obcowali "z zastępczymi partnerami" (którzy jednak byli dla nich ważni), ale ich miłość była większa niż to, co czuli do tych "innych" i stale ich do siebie ciągnęło. Dlaczego decydowali się na inne związki i starali się je u siebie nawzajem akceptować? Zgaduję, że w pewnym stopniu przez miłość właśnie. Związki na odległość są trudne. Możesz i powinieneś być wierny tej jednej osobie, ale mówiąc szczerze, jakbym wiedziała, że ktoś kogo kocham może znaleźć szczęście u boku osoby, którą ma na wyciągnięcie ręki i może z nią być, to postawiłabym szczęście ukochanego nad swoje własne, dlatego, że aż tak go kocham i wiem, że takie rozwiązanie byłoby dla niego najlepsze. Jednak gdyby pojawiła się możliwość bycia z nim, to o ile wiedziałabym, że on dalej mnie kocha, zdecydowałabym się na wrócenie do siebie, mimo świadomości, że był ktoś inny. Mam podstawy sądzić, że tak właśnie było w tym filmie. A każdy powrót do siebie był nadzieją na to, że tym razem może jednak tak już zostanie, że może coś się zmieni na lepsze. Dlatego według mnie fakt, że wciąż i wciąż potrafili odnaleźć drogę do siebie świadczy o mocy ich uczucia. Miłość głównych bohaterów była trudna i pełna przeszkód, ale starali się pokonać przeciwności losu, aby być ze sobą, co dla mnie stanowi pozytyw uczucia i jest jakimś natchnieniem.

  • Trzeba zacząć od tego że ten film bazuje na bardzo śmiesznym problemie jakim jest wiza dla obywatela Wielkiej Brytanii. Przedłużenie pobytu poza okres wizy był niepoważną dziecinadą, ale praktycznie od początku było wiadomo że problem zostanie prędzej czy później rozwiązany więc film traci swój autentyzm. Co więcej dla ludzi którzy się kochają, zwłaszcza z krajów anglosaskich problemem nie powinna być przynajmniej okresowa emigracja, bo nie stwarza to aż tak ogromnych kłopotów zaaklimatyzowaniem się w nowej rzeczywistości. Ludzie częstokroć podejmują większych wyzwań podążając za chlebem. Wszystko rozgrywało się w głowie bohaterów. Byli to ludzie dziecinni i niedojrzali. Do tego w ich przypadku trudno mówić o miłości i oddaniu, a jedynie o zauroczeniu i płomiennym romansie. Co to za relacja gdy jedna osoba nie walczy o drugą i kiedy na pierwszym zakręcie nie potrafią być sobie wierni i wzajemnie się spierać? Małżeństwo to swobodna, obopólna decyzja wspólnego zobowiązania i podstawa rodziny. Tymczasem w tym filmie sprowadzili je to podpisu w urzędzie i mało stylowego zakończenia. Dziewczyna popisała się do tego totalnym brak klasy paradując przed rodzicami z nowym gachem któremu zawróciła w głowie, w rezultacie krzywdząc go podobnie jak swojego męża. Film przeciętny i można go było skrócić do jednej sceny w której stary mebel (krzesło) zastępuję się nowym. Scenariusz irytował i krótko mówiąc źle się to oglądało.

  • Zgadzam się z Toba co do Twoich odczuć ogólnych, ponieważ samego filmu jeszcze nie oglądałam. Ale faktem jest, ze obecnie istnieje takie swoiste znieczulenie wobec zasad mających wiązać ze sobą dwoje ludzi. Znieczulenie i pewne przyzwolenie na zachowania krzywdzące i niszczące związki międzyludzkie. Może to wynik leku przed zaangażowaniem w coś dłuższego i bardziej pracochłonnego? Zobaczyłam na Twoim profilu , że bardzo wysoko oceniasz Closer. Zastanowiło mnie to. Ja akurat mam wyjątkowo podobne odczucia co do tego filmu jak Ty wobec powyższego. Wg mnie ten obraz przedstawia ze sobą mętlik emocjonalnych ucieczek, zdrad, kombinacji i pozostawił mnie w smutku i poczuciu wstrętu. Pozdrawiam

  • Piszesz, że film gloryfikuje zdradę, że ma beznadziejne zakończenie.
    Ja uważam, że jest wprost przeciwnie. Główni bohaterowie na końcu filmu zostali z niczym. To, co ich łączyło to wspomnienia. Na nich też opierała się tęsknota. Rację masz w tym, że poszli na łatwiznę. Ale film tego nie gloryfikuje, nie pokazuje, że jest to droga do szczęścia. To film potrzebny w XXI wieku, wieku, w którym miłość jest utożsamiana z przyjemnością. Ale nie ma miłości bez zaangażowania, bez wysiłku, bez szczerości. Dlatego na końcu zamiast miłości, zostały tylko wspomnienia. Dlatego ten film jest dramatem.

    Spójrz na ten film z drugiej strony, zobacz w nim przestrogę. Dostrzeż zwrócenie uwagi na potrzebę dbania o miłość. Bo nie ma miłości bez wysiłku dwojga ludzi. W filmach z happyendem nie widać wysiłku bohaterów, natomiast tutaj widać jego zdecydowany brak i konsekwencje jakie to ze sobą niesie...

    Dlatego ja mam przeciwne zdanie do Twojego. Bo miłość nie przychodzi bez wysiłku, jak w komediach romantycznych, gdzie wszystko jest łatwe i kocha się samo. Kocha się samo przez rok, czy dwa. Potem potrzeba zaangażowania. I ten film to pokazuje. Zabrakło zaangażowania, walki - zostały wspomnienia.

  • Najlepsza był fragment jak Anna pieprzy się z Simonem w nocy a rano po udanym bzykanku (domyślam się) pisze z Jacobem a na końcu "I miss you" hahaha

  • U mnie to samo, najgorszy film jaki obejrzałem w przeciągu pół roku z tej tematyki, lubię takie filmy, ale ten to całkowita porażka i robienie z widza kretyna.

  • Dziękuję, że napisałeś ten komentarz. Odnośnie Twojego zdania na temat zdrady itd. - w 100% się zgadzam. Nienawidzę, gdy jest ona gloryfikowana albo traktowana jak coś "normalnego". Trudno znaleźć film (a nawet książkę!) w którym bohaterowie nie pieprzą się bez opamiętania z kim popadnie... To przykre.

  • kurde, jak ciekawa opinia-,usze obejrzec.
    mam podobnie. btw https://www.youtube.com/watch?v=T67QML0eHOs

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: