JESTEM ŚWIEZO PO SEANSIE I TRUDNO MI JEST TAK JEDNOZNACZNIE OKREŚLIC FILM,A TO DOBRZE ROKUJE:)
DWIE GŁÓWNE RZECZY-SCENARZYSTA JEST ATEISTĄ I KOCHA MARICHUANĘ,TEN FILM TO HOŁD ZŁOŻONY DLA PALENIA ZIOŁA,ONO SIĘ WSZYSTKIEMY PRZECIWSTAWI,A ATEIZM ZE WZGLĘDU NA WIARĘ W PRADAWNYCH BOGÓW,ŻE CZŁOWIEK JEST TYLKO MIĘSEM OFIARĄ COŚ TAKIEGO.
TRUDNO OKREŚLIC FILM JEDNOZNACZNIE,MI SIĘ PODOBAŁ,WCIĄGAJĄCY BARDZO ZASKAKUJĄCY I NIEKONWENCJONALNY!WAHAM SIĘ Z OCENĄ,ALE POLECAM WSZYSTKIM!
Ateizm to zaprzeczanie istnieniu boga, bogów, czy jakichkolwiek stwórców świata. Wiara w pradawnych bogów to poganizm dla innowierców lub politeizm (wiara w wielu bogów). :)
P.S.
Caps lock raczej nie sprzyja przychylnemu nastawieniu rozmówców, traktowany jest na równi z krzyczeniem. Nie wiem po czemu miałoby się tak długie teksty wykrzykiwać - przecież to może powodować śmierć gardła, no i szkoda by go tak trochę.
Oglądaliśmy inny film w kinie przyjacielu. Dodajesz trochę swojej nadinterpretacji co do postaci i motywów użytych w filmie.