Drive /film/Drive-2011-399746 2011 Lista na tropie nieuchwytnego elementu "uncanny" z książek Murakamiego; rzeczywistość jest tu zarazem prozaiczna i odchylona od pionu, znajoma i obca. Jeśli film zaklął w zwykłej codzienności drobne wrażenie, że coś jest nie tak, biorę go pod uwagę przy dodawaniu do tej kategorii. Wykluczone są więc wszystkie tytuły jawnie, ostentacyjnie surrealne i "schizowe". Bez urazy dla fanów Jodorowskiego. *Murakami jest oczywiście pewnym skrótem myślowym, to może być równie dobrze Carlos Fuentes, Kobo Abe, Pinter czy Mariana Enriquez. A odwołuję się do literatury, bo - jako że porusza się bardziej w cieniach niż w świetle - łatwiej i częściej przywołuje to zwiewne poczucie, które z reguły pryska jak bańka, gdy pojawia się filmowy konkret obrazów. Tu mamy wyjątki: światy w tych filmach są jakby lokalnie skrzywione, ale film nie sygnalizuje jasno, gdzie przebiega granica krzywizny. Kolejność przypadkowa, chociaż na górze listy znajdują się filmy, które miały największy wpływ, a na dole listy te, które miały odrobinę mniejszy. Nie chodzi o dokładnie jakąś wewnętrzną przemianę, chociaż i to się zdarzało, ale bardziej o coś co sprawiło, że stały się częścią mnie i pomagają mi w opisie rzeczywistości, albo jakoś oddają część mojego życia, mojego sumienia. W przeciwieństwie do drugiej 50 z następnej listy, tutaj oceniam je głównie pod wpływem artyzmu, ideologii, ładunku emocjonalnego który niosą, znacznie mniej niż jako dzieło końcowe jako całość. Dużo mniej też liczy się tzw. "replayability". Niektóre nadają się do obejrzenia tylko raz (chociaż nie jest to warunek), a niektóre będą odpowiednie tylko podczas specjalnego nastroju. Liczy się co sobą reprezentują i jakich zostawiają nas po obejrzeniu.