Dziewczyna z lilią

L'écume des jours

2013 2 godz. 5 min.
6,3 7 537
ocen
6,3 10 7537
13 516
chce zobaczyć
{"rate":5.75,"count":4}
powrót do forum filmu Dziewczyna z lilią
  • daria3891 ocenił(a) ten film na: 7

    jak interpretujecie filmową lilię?

  • daria3891 Metaforyczny rak płuc.

  • Ranunkiria Dziękuję za jakże niesamowicie płytką i bzdurną interpretację.

  • filthy_pig ocenił(a) ten film na: 6

    szarosen Jasne że bzdurna-toż to mukowiscydoza...

  • daria3891 Na pewno nie jako raka płuc. Taka interpretacja jest zbyt płytka, banalna i nie ma żadnego sensu. Nie lubię interpretować i odpowiadać sobie na szkolne pytanie "co poeta miał na myśli", bo to jest ograniczanie dzieła, obdzieranie go z tej całej artystycznej i pięknej warstwy, niszczenie. Jeśli już potrzebujesz interpretacji, to pierwsze, co przychodzi na myśl, to po prostu to, że miłość i szczęście automatycznie związane są z cierpieniem. Lilia wodna jest piękna, a tutaj stała się powodem tragedii, zniszczenia, wzbudziła chęć mordu w Colinie. Ale autor (a za nim reżyser) daje nam otwartą furtkę do wielu interpretacji i polecam z tego skorzystać, można wiele o tym filmie rozmyślać, wiele wniosków wyciągnąć, ciągle przeżywać go w inny sposób. To jest właśnie piękno surrealizmu i niedosłowności. Szukasz gotowych interpretacji, schematów czy morałów, zajrzyj do dzieł klasycznych - one jednak nie angażują czytelnika i nie pobudzają wyobraźni.

  • szarosen "Nie lubię interpretować i odpowiadać sobie na szkolne pytanie "co poeta miał na myśli", bo to jest ograniczanie dzieła, obdzieranie go z tej całej artystycznej i pięknej warstwy, niszczenie." - czyli co, rozmawianie o dziełach zabija je? Co za bzdura.

  • daria3891 Obejrzałam dzisiaj film i poczytałam trochę o symbolice kwiatu.W jednej ze scen Chloe ma robione prześwietlenie płuc-widać kwiat lilii zwrócony kielichem do dołu co oznacza smutek-śmiertelna choroba,zwiastun nadchodzącej śmierci.Z kolei Grecy wierzyli, że biała lilia (Lilium candidum) powstała z mleka niebiańskiej bogini Hery i nazywali ją leirion co oznacza:delikatny, cienki, wrażliwy-czyli taki jak ukochana głównego bohatera.
    Dla mnie to najbardziej to pasuje.

    Czytaj wiecej: http://www.wiadomosci24.pl/artykul/lilie_symbol_czystosci_ni...
    http://halas-agn.blogspot.com/2013/05/lilia-jako-symbol.html

  • Persefona7 Bardzo fajne uwagi. Także myślę, że dość kluczowa jest ta symbolika lilii jako niewinności, dziewictwa/nieskalania. Początkowo Chloe była jako taka i w swej miłości do Colina, i w swoim stosunku do życia, bardzo niewinna. Kiedy po ślubie przejeżdżali samochodem przez obszar z fabrykami miedzi i widzieli "prawdziwych" ludzi zajętych ciężką pracą dla Chloe było to coś niepojętego i obcego. Dla Colina byli to ludzie głupi (w ogóle praca była dla niego głupotą). Tak więc mamy ich najpierw takich niewinnych, ale i w tym nie tak pozytywnie niewinnych, bo też "nie splamionych" pracą, szczęśliwych i zupełnie nie skonfrontowanych z prawdziwym życiem. Można więc pomyśleć, ze może trochę należy to interpretować tak jak właśnie to, że ta ich niewinność i po trosze naiwność, i po trosze też odrealnienie, w końcu musiało ich zabić. Wszystkich, bo Chloe umiera od kwiatu, ale zabija to też przecież i Colina, i Chicka, i Alise. Przez tę niewinność/delikatność - wyrośnięcie w zbyt cieplarnianych warunkach - nie byli zbyt odporni, nie byli dostosowani do prawdziwego życia. Zetknięcie z rzeczywistością ich zmroziło jak klatkę piersiową Chloe zmroził śnieg. Położyła się jako szczęśliwa panna młoda, a obudziła się już skażona śmiercią.

  • Ultor ocenił(a) ten film na: 5

    daria3891 Dla mnie, bezsprzecznie: raka.

  • wlodi5 ocenił(a) ten film na: 10

    daria3891 Gdy zrozumiemy znaczną większość metafor w tym filmie, oczywistym staje się, że Lilia w płucu symbolizuje dziecko, a konkretnie nienarodzony płód. Ogół fabularny stawia duży nacisk na postepowanie z życiem (własnym i przyszłym). Główny wątek opowiada o współczesnych zwyczajach młodych par i konsekwencji tych czynów w przyszłości. Najwyraźniej zarysowany jest tu problem aborcji. Już na wstępie, w trakcie gdy młodzi biorą ślub, ksiądz mówi do nich: "Panie, zachowaj ich od rodziny i pracy". Kwiat można prawidłowo skojarzyć już w pierwszej scenie, w której się pojawia. Kobieta połyka go tuż po stosunku w trakcie nocy poślubnej, w momencie gdy w wielu filmach (i w życiu) zachodzi się w ciąże. Leki, które przepisuje jej lekarz są symbolem wszelkich leków typu wczesnoporonnego, tu dokładniej takich które mają zniszczyć kwiat w ciele kobiety. Kobieta w głębi bardzo chce narodzin dziecka, ale nie przyznaje tego przed małżonkiem, który boi się ojcostwa i bardzo przejmuje się "chorobą" żony. Mężczyzna stara się wynagrodzić kobiecie cierpienie, które ukrywa, a z którego doskonale zdaje sobie sprawę, kupując jej mnóstwo kwiatów - tutaj są one symbolem dóbr materialnych. Kobiety kochają kwiaty, dlatego lekarz zalecił okładanie się nimi po to aby załagodziły świadomość powolnego obumierania zarodka. Kobieta wymienia zwiędnięte kwiaty na nowe i tak do skutku, co jest symbolem dążenia ludzi do posiadania ciągle to nowych gadżetów, i częstego wymieniania ich na nowsze wersje. Lekarz w pewnym momencie oznajmia parze, że zagrożone jest drugie płuco i że "muszą uważać" co jest powiedzeniem wprost - uważać na kolejną niechcianą ciąże. Gdy choruje drugie płuco, kobieta stosuje tą samą terapię. W międzyczasie odbywa się jeden z typowych scenariuszy, on zaczyna zdradzać, ona to dostrzega ale również go już nie kocha (scena z malowaniem rzęs przy projekcji sceny zdrady). Moment, gdy ich dobry znajomy wkrada się do ich domu przez dach i próbuje wykraść ich majątek to tak właściwie symbol tego, że starym bezdzietnym małżeństwom zostają już tylko pieniądze, które chętnie rozdają swoim bliskim, o czym kobieta mówi otwarcie w tym momencie do męża "przy Tobie nawet dziecko straciło by nadzieje, może przynajmniej jemu się uda" i pakuje pieniądze do kuferka który spuszczał na linie znajomy. Moment gdy mąż podłącza się do urządzenia, które pobiera wydzielinę (prawdopodobnie nasienie) z jego narządów wewnętrznych i zamienia go w broń (symbol członka), z której później sam próbuje strzelać ale broń ma gumową wiotką lufę i jest bardzo niecelna, co symbolizuje początki starczej impotencji. Jego czarnoskóra kochanka zostaje bez wyjścia (zablokowane drzwi do biblioteki) i sama wchodzi w ogień, popełnia swego rodzaju samobójstwo, a jej mąż jak to zwykle bywa, posądzony o znęcanie się nad rodziną. Cały film i otoczenie z biegiem czasu się starzeje, robi się coraz bardziej szare i ciasne, jak to powiedziała odwiedzająca ich dom starsza Pani kwiaciarka, że ma tak samo, czym człowiek starszy tym otoczenie ciaśnieje. Warto też zwrócić uwagę, że starzeje się całe materialne otoczenie oprócz naszych bohaterów, co ma swoje potwierdzenie w słowach z filmu, że "to nie człowiek się starzeje tylko rzeczy" co jest zupełnym odwróceniem rzeczywistości. Końcówkę filmu wieńczy scena, gdzie po kobiecie zostaje już tylko rysunek, który namalowała w trakcie swojej choroby, przedstawiający dwójkę dzieci trzymających się za ręce. Ma to odniesienie do obu płuc, z których mogły narodzić się ów dzieciaki. Pod koniec filmu dzieci z obrazka zamieniają się w dorosłych i jest pokazany fragment krótkiego, wspólnego przedślubnego życia małżonków, gdzie byli naprawdę szczęśliwi i prawdopodobnie kobieta chciała aby życie ich dzieci było tak wspaniałe jak ich młodzieńcze lata do czasu ślubu, lub żeby rodzeństwo kochało się tak mocno jak oni sami.

    Podsumowując film opowiada o tym jak bezsensowne w pewnym momencie staje się życie ludzi, którzy nie decydują się na dziecko. O ile bardziej szara staje się starość, gdy mamy świadomość że nasze geny odchodzą na zawsze i nie zostaną pociągnięte dalej przez następne pokolenia. Człowiek umiera wtedy naprawdę i pozostaje po nim co najwyżej kartka papieru, którą znajduje później jakaś mysz.

    Porównanie do raka jest bardzo płytkie i świadczy o niezrozumieniu całości, chociaż może stanowić dopełnienie, tak samo ciąża może zostać uznana za nieuleczalną chorobę, którą należy zniszczyć.

    Po rozszyfrowaniu tych wszystkich przenośni zawartych w filmie, a wydaje mi się że udało mnie się je połączyć w jakąś logiczną całość, to pod spodem kryje się całkiem prosty i mainstreamowy przekaz, który promują na co dzień telewizja, prasa, radio. Dla mnie film, jeden z lepszych jakie oglądałem w swoim 28 letnim życiu. Uwielbiam sztukę absurdu od lat, ale pierwszy raz miałem okazje zobaczyć coś takiego w postaci dobrze zrobionego filmu. Mam duże zaległości w kinie surrelizmu i bardzo mnie to cieszy, będzie to chyba mój drugi ulubiony gatunek filmowy zaraz obok dramatów psychologicznych.

    Myślę, że dla ludzi nieco mniej rozgarniętych intelektualnie jest to zwyczajna głupawa, dziwaczna komedia bez większego sensu, stąd tak niskie oceny niektórych. Mnie ten film wyjątkowo dał do myślenia i skłonił do zastanowienia się poważnie nad swoim obecnym i przyszłym życiem.

    Daję 9,5, gdzieś pomiędzy rewelacją a Arcydziełem.

  • wlodi5 --------------- WPIS ZAWIERA SPOILER ----------------------

    Film jest dość wierną ekranizacją książki tak, że starano się w nim przenieść na ekran naprawdę wiele scen jak i nawet drobnych szczegółów zawartych w powieści. Scena, którą zinterpretowałeś jako moment zarażenia się lilią tak naprawdę przedstawia zaziębienie. Poprzedza ją ich przybycie do hotelu, podczas którego Colin rzuca butem rozbijając szybę okna. Jest to okno ich pokoju i kiedy śpią wpada przez nie śnieg. W książce jest to opisane dokładniej. Chloe budzi się z klatką piersiową obsypaną śniegiem przez co później myśli, że choruje jedynie na zaziębienie. W filmie może być to nieco niezrozumiałe z tego względu, że mamy tylko tę jedną scenę, w której pojawia się śnieg niemniej jednak okno zamarza, a do ust Chloe wpada śnieżynka i jej klatka piersiowa - w filmie od wewnątrz (co, przyznaję, ciekawie wypadło) zostaje oszroniona. Śniegiem są pokryte oba płuca i serce - ogólnie wnętrze klatki piersiowej. Można to zinterpretować jako pierwsze wyraźniejsze zetknięcie z rzeczywistością - "zmrożenie prawdziwym życiem". Nie wiadomo kiedy doszło do "zakażenia" lilią. To nie zostaje wyjaśnione.

    Kolejna kwestia - scena ze ślubu - w całej historii mamy pewne postawienie rzeczywistości do góry nogami i z tego też wynika to, co mówi ksiądz. W książce jest to bardziej widoczne. Szczególnie w przypadku Mikołaja (Nicolasa), który według normalnych standardów mógłby być postrzegany jako służba, czyli ktoś usytuowany niżej niż osoba, której usługuje, a według świata odmalowanego w tej książce jak i w filmie Mikołaj będąc kucharzem jest osobą z wyższych sfer. Spoufalanie się z Colinem w formie mówienia na ty itp. jest dla niego poniżające. Ktoś tam z jego rodziny, kto wykłada matematykę na uniwersytecie uważany jest za osobę upadłą przynoszącą bliskim wstyd. Mikołaj natomiast jest dumą rodziny, bardzo daleko zaszedł - został kucharzem.

    Z kolei co do kwiatów, którymi otaczana jest Chloe to jest to czynione w celu zawstydzenia rozwijającej się w niej lilii. Wokół niej miały być wciąż piękne kwiaty, by rozwijający się w niej nenufar poczuł się niepewnie, zawstydził się pod wpływem ich piękna, co miało powstrzymać jego rozwój, a przede wszystkim rozkwit. Kwiaty trochę pomagają, niestety nenufar jest bardzo silny przez co przybliżone do Chloe kwiaty szybko same się poddają i więdną. Razem z Chloe umiera także jej otoczenie (mieszkanie się kurczy, szybki zwłaszcza w hallu, wcześniej pięknie błyskające, ulegają zmętnieniu, Mikołaj szybciej się starzeje).

    Co do kwestii pieniędzy - piszesz, że "starym bezdzietnym małżeństwom zostają już tylko pieniądze, które chętnie rozdają swoim bliskim", ale w tej historii nie mamy nic takiego. Brak pieniędzy właśnie jest tu ogromnym problemem. Początkowo Colin nie pracuje i gardzi ludźmi pracującymi. Chick ma pewną pracę jak i dostaje pieniądze od wuja (zanim ten umiera). Colin daje mu 25 tysięcy dublezonów żeby poślubił Alise jednak on przepuszcza je na swoje uzależnienie od Partre'a i w sumie ta darowizna raczej pogłębia jego problemy, ponieważ przez okres, kiedy jeszcze ma te pieniądze, jego uzależnienie ogromnie się nasila pod wpływem tego, że może kupować praktycznie wszystko co zechce. Później dużo ciężej wrócić mu do sytuacji początkowej, gdy jednak wiedział, że na wiele go po prostu nie stać. Tak więc ta darowizna prowadzi go do upadku. Oddala się przez to od Alise i w końcu oboje źle kończą. Niemniej jednak istnienie problemów finansowych uświadamia sobie wcześniej Colin - w pierwszej scenie po ślubie kiedy zagląda do sejfu przelicza pieniądze i już czuje niepokój, ponieważ zauważa, że dużo ich ubyło. Kwiaty bardzo dużo kosztują. Musi iść do pracy. Tak więc w żadnym razie nie ma sytuacji, jaką sugerujesz czyli, że oni nie mają dzieci, a mają pieniądze. Natomiast odnośnie pracy Colina, w której hoduje lufy do broni. Tam chodzi wyłącznie o ciepło ludzkiego ciała. Lufy rosną w ziemi, do dołu (wiele jest w tej historii takich rzeczy na wpół żywych, na wpół mechanicznych - przykładowo urządzenia do produkcji pastylek w aptece będące zmodyfikowanymi królikami - maszynami otrzymanymi z normalnych organicznych królików odżywianymi chromowanymi marchewkami). Żadne urządzenie nie pobiera wydzieliny z ciała Colina. Chyba chodzi Ci o to, że najpierw ten zatrudniający go facet robi "takim czymś" (to chyba postrzegasz jako to urządzenie) dołki w ziemi, do których wrzuca nasiona. Analogiczne urządzenia do robienia dołków stosuje się w ogródku. W każdym razie po zasianiu tych luf (zasianiu nasion luf) pracownik po prostu się na nie kładzie, bo potrzebują do rozwoju ludzkiego ciepła. Co do tego fragmentu: "broń (symbol członka), z której później sam próbuje strzelać ale broń ma gumową wiotką lufę i jest bardzo niecelna, co symbolizuje początki starczej impotencji" - w filmie faktycznie lufy są dość wiotkie, ale i też krzywe. W książce chodziło po prostu o to, że są krzywe, nie trzymają standardów, a przecież jedna lufa powinna być podobna do drugiej i równa, by dawać celny strzał (było to opisane w mniej więcej podobnych słowach). To nie jest tak, że on hoduje całą broń, to raz, a dwa, że akurat tak pokazano, że się wyginają, bo w filmie nieźle to wygląda, ale skojarzenia z impotencją to według mnie jednak przesada.

    Co do tego: "Jego czarnoskóra kochanka zostaje bez wyjścia (zablokowane drzwi do biblioteki) i sama wchodzi w ogień, popełnia swego rodzaju samobójstwo, a jej mąż jak to zwykle bywa, posądzony o znęcanie się nad rodziną." To też nie tak. Alise według filmu w tej jednej scenie całuje Colina, jednak w książce tego nie było i absolutnie nie było żadnych zdrad. Oczywiście w filmie mogłyby jakieś zaistnieć - nie twierdzę, że musi być identycznie jak w książce, ale w filmie mamy jednak nadal tylko tę jedną scenę, co niekoniecznie należy rozumieć jako romans. Zarówno w książce jak i w filmie Colin początkowo miał ochotę poderwać Alise, ale została już "zajęta" przez Chicka w związku z czym poszukał sobie innej i znalazł Chloe. Mając to jednak na uwadze Chloe później stwierdza, że Chick z Alise mógłby być szczęśliwszy, a przez jej chorobę się wykańcza. Parę razy pojawiają się tego typu myśli jednak nikt nikogo nie zdradza i do samego końca Colin kocha wyłącznie Chloe, a Alise wyłącznie Chicka. I też z tej miłości, mimo że Chick właściwie odprawia Alise, bo zdecydowanie bardziej mu zależy na książkach i nagraniach niż na niej (ona go wręcz trochę już męczy, przeszkadza mu), z tej miłości Alise chce za wszelką cenę uratować Chicka, a ponieważ pieniądze mu się skończyły, a Partre niedługo ma wydać kilkunastotomową encyklopedię, której rękopis Chick po prostu musiałby zdobyć, to Alise postanawia zmusić Partre'a do opóźnienia jej wydania, a w końcu go zabija. Następnie podpala też wszystkie księgarnie, w których zaopatrywał się Chick i zabija wszystkich sprzedawców, którzy doprowadzili go do upadku ciągle mu sprzedając. Jej życie nie ma już znaczenia. Poświęca je by ratować ukochanego. Nic to jednak nie daje ponieważ Chick nie zapłacił podatków i policja wchodzi mu do mieszkania celem konfiskaty mienia itd. Alise nigdy nie zostaje żoną Chicka (jak napisałeś), a Chick nie jest posądzony o znęcanie się nad nią. Co do "po kobiecie zostaje już tylko rysunek, który namalowała w trakcie swojej choroby, przedstawiający dwójkę dzieci trzymających się za ręce" - to nie tak - ten rysunek przedstawia Chloe i Colina kiedy jeszcze byli szczęśliwi, kiedy ona była zdrowa.

    Cały film przedstawia historię miłości. Początki wszystkich trzech par - w filmie prawie wyłącznie pokazano dwie - wyglądają idyllicznie. Beztroskie życie nawet nie splamione pracą. Z czasem jednak rzeczywistość ich dogania, pieniądze się kończą, ludzie się starzeją, chorują. Miłość wyobrażona kontra miłość z prawdziwego świata. Szara - dosłownie - rzeczywistość, kurcząca się - również dosłownie - przestrzeń życiowa. Człowiek przygnieciony własną egzystencją i w tym nawet własną wolnością - bezpośrednie nawiązanie do egzystencjalizmu i Jean Paul Sartre'a stale sygnalizowanego w filmie (i powieście też, oczywiście) w postaci Jean-Sol Partre'a.

  • wlodi5 ocenił(a) ten film na: 10

    Eleonora Dziękuję za tak obszerną analizę. Niestety zbyt słabo pamiętam już zawiłości fabularne w tym filmie, by z Tobą podyskutować, ale skoro czytałaś książkę, wierzę że jesteś bliżej prawdy niż ja. O ile w ogóle jest tutaj jakaś jedna prawda. Dobry film to taki który każdy interpretuje skrajnie inaczej. I przede wszystkim chce mu się nad tym zastanawiać. Nadal jednak uważam go za jeden z lepszych jakie oglądałem.

  • wlodi5 Napisałam ten post, bo właśnie tak sądziłam, że może Cię zainteresować jak to wygląda w zestawieniu z treścią książki. Później trochę się martwiłam, że możesz to odebrać za krytykę Twojej interpretacji, bo w rzeczy samej tak to mniej więcej zabrzmiało, choć tak naprawdę wcale nie było to moim zamiarem. Zareagowałeś jednak inaczej, nie odebrałeś tego wrogo, a wręcz pozytywnie, co mnie bardzo cieszy. Oczywiście nie wszystkie ekranizacje są wierne książkom, więc często konfrontacja z treścią książki może tylko wprowadzić w błąd, ale tutaj akurat starano się ją odzwierciedlić dość dokładnie. Są dwa tłumaczenia. Czytałam jedno i dziwna rzecz bo kiedyś już znałam tę książkę i nie wiem czy to nie było w jeszcze jakimś innym przekładzie, bo dawno temu ogromnie mi się podobała, natomiast ostatnio mniej (a tłumaczenie, którego jeszcze nie czytałam jest chyba świeższe, więc to by nie mogło być to, które poznałam kiedyś). Myślę, że w oryginale jest dużo ciekawsza, bo są tam pewne gry słowne po polsku zazwyczaj średnio brzmiące, jakby na siłę, co jest raczej winą przekładu. Ale udana jest np. taka kiedy Colin i Chick idą do apteki by zrealizować receptę i Colin mówi, że chcieliby prosić o egzekucję recepty na co aptekarz zwija podaną receptę w rulonik i dokonuje dosłownej jej egzekucji w mini gilotynce obcinając jej "główkę" :) W filmie natomiast w tej scenie mamy maleńkie krzesło elektryczne, na którym ląduje recepta. Też fajne, tylko jeśli chodzi o dialog, to w polskim przekładzie oni proszą po prostu o realizację recepty, a nie egzekucję, więc przewrotny sens całej tej misternie skonstruowanej scenki zostaje zaprzepaszczony.

    Wracając jeszcze do Twojej interpretacji, to niezależnie od tego jak się ma do treści książki czy choćby i tego, co twórcy samego filmu chcieli przekazać, to jest to jednak spojrzenie pasujące do całego filmu (może z małą poprawką np. tego typu, że w danym momencie nie mieli już wielu pieniędzy, a wręcz odwrotnie, ale to taka malutka różnica, bo i tak wydźwięk sceny ogólnie objaśniasz ciekawie i pasująco do niej), więc jak najbardziej spełnia wymogi interpretacji. I jest to bardzo ciekawe spojrzenie, nowatorskie, świeże i wręcz poetyckie. Tak więc to nie jest tak, że mi się nie podoba, bo podoba mi się jak najbardziej i z przyjemnością je poznałam. I bardzo to miłe z Twojej strony, że je tu tak opisałeś. Wielu osobom się nie chce, a ja ogromnie lubię poznawać te inne spojrzenia, więc bardzo to doceniam. I zgadzam się również z tym, że jest to wielką zaletą filmu, gdy można go zinterpretować na wiele sposobów. Film robi się przez to jakby jeszcze mocniej wielowymiarowy. Jakby był bramą do wielu światów. Lubię to takie jego "zaczarowanie".

    Chciałam Ci polecić film o ile go wcześniej jeszcze nie widziałeś. Myślę, że może Ci się spodobać: Synekdocha, Nowy Jork (2008).