Widziałem film dość późno... naczytałem się wcześniej wielu recenzji, newsów o "promocji przedoskarowej" i... i oczekiwalem od filmu chyba zbyt wiele. Reżyser pokazuje, dobrze nam znaną, polską rzeczywistość: dziurawe ulice, bar z winem, niszczejące kamienice... wszystko to jest nadwyraz realne. Wreszcie poznajemy postać w filmie najważniejszą - Ediego. Edi zbiera zlom (zarabiajac w ten sposob na życie), jest miłośnikiem literatury, człowiekiem wrażliwym i czułym oraz jak wszyscy "ludzie ulicy" nie pogardza szklanką taniego wina. Ta "przypadłość" (która jednak przez niemal każdego widza jest mu wybaczona) jest chyba jego jedyną wadą; poza tym Edi to ideal. Nie ma pieniędzy, a stać go na taki gest jak bezinteresowny zakup wymażonej zabawki dla biednego chłopca, nie mówiąc już o opiece nad dzieckiem, ktorej sie podjął, niejako z musu. Było to zadanie, któremu Edi, w swojej sytuacji (choćby finansowo-mieszkaniowej), nie mógł sprostać, a w filmie szło mu całkiem nieźle. Edi, tak beztroski i cierpliwie znoszący wszystko co zgotowal mu los, wydaje się być nierealny, a przez to cała historia staje się równie nierealna jak jej bohater. Dla mnie film ten nie jest dziełem wybitnym (a może po prostu zabrakło mi dystansu?), ale życze mu jak najlepiej... Mam nadzieje że powiedzie się naszym filmowcom na arenie międzynarodowej :)