Elena

2011 1 godz. 49 min.
6,9 7 217
ocen
6,9 10 7217
6 607
chce zobaczyć
7,3 7
ocen krytyków
{"rate":7.285714,"count":7}
{"type":"film","id":619256,"links":[{"id":"filmWhereToWatchTv","href":"/film/Elena-2011-619256/tv","text":"W TV"}]}
powrót do forum filmu Elena
  • _Garret_Reza_ ocenił(a) ten film na: 7

    Nie napiszę tutaj nic o fabule. Jednak pewne rzeczy które chciałbym o filmie napisać tego wymagają, więc podzielę ten tekst na dwie części - drugą radzę poczytać po obejrzeniu filmu.

    Nie wiedziałem o czym jest ten film, znałem reżysera i tyle - czyli standardowo. Pierwsze 20 minut było dla mnie bardzo przyjemne, odkrywanie opowieści, poznawanie bohaterów i relacji między nimi, kto jest kim dla kogo. Plus ten wspaniały punkt kulminacyjny który robi duże wrażenie za pomocą małych słów (niczym finał 3 sezonu LOST). I naprawdę uważam, że gdyby zdradzono mi to przed seansem... coś bym stracił. Tak, zdecydowanie.

    Dlatego zanim przeczytacie część tekstu pod myślnikami, obejrzyjcie film i odkryjcie go samodzielnie. Dlaczego? Bo jest zadziwiająco konkretny i dzisiejszy, jednocześnie odwołując się do czegoś co już kiedyś zrobiono ale w świeży, lekko poetycki sposób. Odnosi się do konkretnych i istotnych kwestii które są w dzisiejszym świecie zapewne bardzo aktualne a jednocześnie istniały od bardzo dawna.

    To zadziwiające ile film zmieścił w tych 100 minutach. Nie przypomina dwóch poprzednich filmów tego reżysera, jest w nim też kilka sztucznych dłużyzn (jak choćby śledzenie jadącego samochodu - to ujęcie mogło się urwać w każdym momencie, nie musiało trwać aż tyle. Takie drobne dłużyzny składają się na całościowy brak hipnozy jak w przypadku "Powrotu", gdzie wszystko miało swoje miejsce, pomimo że "Elena" jest filmem bardzo dynamicznym.

    Owszem, obserwujemy tu bardzo dużo codziennych czynności, uczymy się bohater na zasadzie chłonięcia atmosfery w której żyją, drobnych porównań które sami wyłapujemy i dzięki temu osądzamy ich, ostatecznie wysnuwając z tej historii morał - znany mi od dawna, ale nadal prawdziwy i... niepopularny. "Ich nie można uratować, skoro tego nie chcą. Nawet poświęcając w ich imieniu wszystko, co ma drugi człowiek"



    ---------------------------------------

    Dobra, tutaj mogę pisać o konkretach. Bardziej będą to wnioski z filmu niż opinia o jego składowych, więc spoilery będą, w tym zakończenia i tego co w środku (ważniejsze od zakończenia).

    Historia dotyczy starszej pielęgniarce opiekującej się zamożnym mężczyzną, za którego wyszła za mąż 2 lata temu. Ma ona z poprzedniego małżeństwa dorosłego syna, on z kolei ma swojego syna, kolejne rośnie w kołysce, a jeszcze kolejne w brzuchu żony. Syn Eleny nie pracuje, mieszka ze swoją rodziną w małym, szarym i zagraconym mieszkaniu. Elena z mężem żyją w przestronnym apartamencie.

    Po pierwsze, dlaczego uważam film za teraźniejszy - wydaje mi się, że teraz w czasach kryzysu kiedy coraz więcej młodych ludzi jest na bezrobociu i żyje z pieniędzy rodziców, wielu widzów poczuje więź z tym filmem. Ale to mało ważne, jednak to była moja pierwsza myśl w trakcie filmu - opowieść o ludziach żyjących na koszt rodziców/dziadków.

    Jednak ważniejsze jest drugie stadium - porównanie tych dwóch światów. Gdy Elena z mężem jedzą razem śniadanie, on pyta ją o dzisiejsze plany. Wstają z rana i już mają plan. Co po drugiej stronie - była scena w której Elena rozmawiała przez telefon z synem, on siedział w kuchni. Wiadomo, jak w Polsce: mały stolik z krzesłami upchniętymi wokół, pół metra dalej kredens, kuchenka, blaty i tak dalej. Wszystko na kupę byleby się przejść dało. I syn kończy rozmowę, i siedzi dalej na tym zydelku. Wstaje po piwo, siada, je czipsa. Przychodzi jego syn, bierze czipsa i siada. Ojciec pyta się go, czy odrobił pracę domową. "Tak". Przychodzi żona, wstawia wodę na herbatę, siada również, bierze kilka orzeszków. Patrzą się na siebie w milczeniu... Ona pyta syna, czy odrobił pracę domową. "Tak!". I dalej siedzą tak sobie w milczeniu... Czy oni mają jakieś zainteresowania? Jak oni żyją? Nie mają nic do roboty? I wtedy zacząłem się zastanawiać - czy oni w ogóle żyją?
    W końcówce wprowadzają się do apartamentu. Ojciec wchodzi do przestronnej kuchni, stworzonej do wygodnego przyrządzania posiłków i jedzenia z kulturą - a on bierze tylko piwo z lodówki. Przechadzają się po mieszkaniu, młody pluje przez balkon, lądując ostatecznie przed 42'' telewizorem, obejmując kanapę. To wcale nie jest ich miejsce - oni do niego nie należą, ani ono do nich. Oni wcale się nie zmienili.

    Znamienne jest też, jak dziękują za pieniądze od Eleny na początku - nawet nie przychodzą by z nią porozmawiać, traktują to jak normę i ledwo dziękują słowem. Mąż wsadza pieniądze do kieszeni, przychodzi żona bez słowa wyciągając rękę i on je jej podaje bez słowa. Gdy Elena przynosi w finale grube tysiące, jedyną reakcją jest "Wow! Musimy to opić! Ten frajer nareszcie zrobił coś dobrego. A tak btw, słuchaj - będziemy mieć kolejne dziecko!"

    Na koniec najważniejsza kwestia - morderstwa (swoją drogą, nakręconego w jednym ujęciu - kiedy na koniec Elena wraca do sypialni fakt zabójstwa powrócił do mnie ze zdwojoną siłą, właśnie dzięki temu pojedynczemu ujęciu). Elena chciała ratować swoją rodzinę uważając, że skoro potrzebują to powinno się im dać. To pierwszy powód bycia *****, a oto drugi: starała się wymusić na mężu wyrzuty sumienia, by sam z własnej woli oddał jej synowi swoje pieniądze. Niestety, facet do końca zachował klasę i zdrowy rozsądek, więc Elena poświęciła go i wszystko co miał i sobą reprezentował - zasłużenie na to co się ma, ciężką pracę, uczciwość, człowieczeństwo, samodzielność i odpowiedzialność. Wszystko poszło na stos w imię "Daj, bo potrzebuję, a jak nie to sam wezmę".

    Finał jest bardzo jasny - to nigdy nie da skutku. Nie można uratować drugiego człowieka, jeśli ten za wszelką cenę pragnie upadku. Można w jego imię poświęcić wszystko ale on się nie zmieni. Finałowe ujęcie (sprytnie ustawiono kamerę na górze, by dziecko nie zobaczyło obiektywu i do niego nie podeszło :D) na bezimienne dziecko leżące na dużym dwuosobowym łóżku podsumowuje wszystko idealnie - na pozór sprawia wrażenie potomka króla, ale jego los jest znajomy i zupełnie inny. Tacy rodzice sprawią mu zupełnie inną przyszłość, a on nigdy nie dorośnie do warunków wśród których jest teraz.

    Swoją drogą, te warunki też raczej długo nie przeżyją.


    7/10

  • _Garret_Reza_ Uwaga. Jak gdyby spoiler.


    Zaciekawił mnie Twój opis, jak i wnioski. Ja miałam zderzenie z filmem mniej wiecej od momentu przygotowania posiłku przez Elenę. W TV. Zaciekawił mnie ten moment i przystanęłam na chwilę. Nie wiedziałam kompletnie nic, a uwagę moją zwróciło tak naprawdę ciekawe, współczesne wnętrze oraz kobieta krzątającą się po nim, która tak do końca mi tam nie odpowiadała. W sensie, sprawiła wrażenie osoby mieszkającej u siebie, lecz ze sposobu bycia i zachowania, jak gdyby obca. Dalsza scena, po posiłku, wyjaśniła mi już znaczniej sytuację. Z rodziną Eleny miałam podobnie, myśląc o nich. O ich życiu... sposobie, w jaki żyją. Choć poznałam ich, jak gdyby, z drugiej dopiero części filmu, po wcześniejszych wydarzeniach za sprawą Eleny, ujawnili się dość wymownie. O tym, kim jest w ogóle Elena. Przede wszystkim matką. Opiekunką. Co, biorąc pod uwagę fabułę, ma znaczenie tutaj niestety pejoratywne; i koniec końców, traktuje o kobiecie instynktownej... działającej w sposób agonistyczny - nie rozumnej. Bardzo dobry film. Świetna stylizacja wnętrz. Bardzo ułożona, dobra i skromna Elena, w przepięknym, współczesnym wnętrzu, przyciągnęła silnie moją uwagę. Zastanawiałam się, kim jest ta kobieta i jaka jest jej tutaj rola. W zestawieniu z rodziną, którą świetnie opisałeś w swojej interpretacji, jest ogólnie mdło; i może osłabić kogoś widok, tego chorego tutaj pragmatyzmu oraz zepsucia, o którym nikt tam z obecnych zielonego nawet pojęcia nie miał.
    Wszystko jest przecież jak najbardziej w porządku i słuszne. I to jest chyba w tej samej końcówce najbardziej straszne.

    I jeszcze jedna uwaga na koniec. Scena wcześniejsza ze starszym synem i koleżkami, też bardzo dopełniającą całości. W kontekście jeszcze wcześniejszych podchodów rodziny, co do spożywania alkoholu przez młodego, wypadło to w całości dość groteskowo. Prześmiewczo.

  • Malgorzata_Lesnikowska ocenił(a) ten film na: 8

    _Garret_Reza_ Wiem 3 lata ale... Twój opis jest bardzo hmm.. poprawny politycznie i społecznie ;) Tak uważamy, że tacy ludzie się już nie zmienią, że większość matek nie potrafi obiektywnie oceniać a co za tym idzie właściwie kreować swoich dzieci (stąd z latami coraz większe narzekania na dzieci i młodzież) itd... Ja muszę powiedzieć, że ten film był dla mnie o czymś zupełnie innym. Scenarzysta i reżyser pod pretekstem pokazywania nam tej smutnej codzienności, jej błędów i patologii, tych smutnych relacji międzyludzkich i marazmu mi pokazał coś, co walnęło mnie pagajem prosto w czoło - Jeśli nie umiesz dzielić się z najbliższymi tym co masz, nie potrafisz cieszyć się z materialnych aspektów życia razem z tymi których kochasz, chcesz przyjąć pozycję moralizatora i dowartościowywać się tym, że kogoś w ten sposób wychowujesz to uważaj bo przyjdzie ktoś, kto będzie potrafił się tym cieszyć, zawalczy o to ktoś komu to potrzebne.

  • _Garret_Reza_ ocenił(a) ten film na: 7

    Malgorzata_Lesnikowska Raczej 8 lat. Trzy lata minęły od ostatniego komentarza pod tematem.

    Poprawny politycznie i społecznie? Dlaczego?

  • Malgorzata_Lesnikowska ocenił(a) ten film na: 8

    _Garret_Reza_ Dlatego, że film nie piętnuje syna Eleny za nieróbstw ani też Eleny za jej decyzje. Film stawia przed nami zaskakujące pytanie, czy patologią jest marazm i brak pracy i perspektyw syna Eleny i jego rodziny oraz jej działanie podporządkowane matczynym instynktom z którymi trudno walczyć (wystarczy popatrzeć na matki na ulicy i w miejscach publicznych) czy może jednak patologię prezentuje Władimir który kupił sobie żonę za pieniądze i nie po to by ją kochać i szanować tylko żeby mu robiła za służącą i trzyma ją gdzieś jak mebel w przejściu do kuchni. Który dostrzega nieróbstwo u syna Eleny ale u swojej córki już nie. Który przede wszystkim posiada pieniądze których nie potrafi wykorzystać w dobrym celu i gromadzi je sztuka dla sztuki. Kto tu jest spaczony? Dzisiaj gdy świat dąży do tego by pracować już 4 dni w tygodniu, słyszymy jak Niemcy prowadzą na ten temat negocjacje ze związkami zawodowymi, Chińczycy przygotowują się do pracy 4 h dziennie, Gdy nasza europejska mentalność bardzo się zmienia z roku na rok odrzucając etos pracy bo praca ma być tylko narzędziem zaspokajania potrzeb i tylko tyle a na pierwszym miejscu mają być zupełnie inne wartości; rodzina, rozwój osobisty, pasje, zdrowe życie itd, nie można już tego filmu zamykać w jedną szufladkę.

  • _Garret_Reza_ ocenił(a) ten film na: 7

    Malgorzata_Lesnikowska I to nie jest odpowiedź na moje pytanie.