To nie kryminal, a dramat spoleczny. Historia, ktora przedstawia bez znieczulenia typowe spoleczenstwo Mericanow. Zarazem, jest to przekaz uniwersalny, bo ten plankton jest przeciez wszedzie taki sam. Tu poziom wrodzonego de*ilizmu wspolzawodniczy z upadkiem moralnym. Scena w ktorej "szeryf" nieomal wymiotuje obok zamordowanej dziewczyny mowi wszystko, tu juz wiecej nie trzeba. Aktorstwo rewelacyjne, dialogi majstersztyk, charakteryzacja topka - widac, ze ktos dobrze znal srodowiska typowych chamow, bo tu jest kazdy element jaki powinien byc: od "trwalych" fryzurek i oczojebnych makijazy (co jest uznawane jako "elegancja"), przez obsesje na punkcie zeru w ilosciach hurtowych (co jest z kolei dla tego sednem zycia), po potworzenia w dialogach (charakterystyczne dla tych dzbanow). Koncowka mocno dwuznaczna, bo jak autorzy podkreslaja, juz za kilka miesiecy pojawi sie na swiecie kolejny przedstawiciel z tego samego scieku. Pytanie: jaki bedzie? Taki sam, czy jakims niesamowitym zbiegiem okolicznosci jednak inny. Niesamowity kawalek kina.