Fighter

The Fighter
2010
7,6 113 tys. ocen
7,6 10 1 113257
7,3 55 krytyków
Fighter
powrót do forum filmu Fighter

ocenił(a) film na 4


Przeciętna historia opowiedziana w przeciętny, nieumiejętny sposób.

Przede wszystkim brak temu filmowi konsekwencji. Reżyser nie może się zdecydować, czy zrobić film o sporcie i jego zbawiennym wpływie na życie, czy o narkotykach i odwrotnie. W efekcie oba tematy traktuje rażąco powierzchownie, nie próbując się w żaden z nich bardziej zgłębić, wybierając najłatwiejsze rozwiązania. Problemów natomiast unika. Dickie - narkoman z wieloletnim stażem wychodzi z nałogu przez miesiąc odsiadki w więzieniu, w dodatku miłościwi strażnicy (bo któż inny?) podarowują mu zestaw nowiutkich ząbków prosto z reklamy Colgate. Jego brat - Mickey - to bokser, który skupia się głównie na przegrywaniu. A powodów tego jest kilka - a to matka, której presja nie pozwala mu poczuć się pewnie, wyraźnie faworyzująca starszego syna (funkcja pronormalnorodzinna), a to brat-ćpun (funkcja antynarkotykowa). Brat trafia do więzienia, Mickey wygrywa. Brat wychodzi z więzienia i zaczna ponownie trenować Mickeya, ten wygrywa jeszcze więcej. Wszystko pod szyldem - trzymaj się z dala od narkotyków i uprawiaj sport (najlepiej bądź bezmózgim pięściarzem), a życie stanie przed tobą otworem.

Wątek sportowy schodzi w tym wszystkim na drugi plan. Niby Mickey ma tam jakieś treningi (w trakcie których głównie kłóci się bratem i z trenerem, brat kłóci się z trenerem, trener kłóci się z matką samego zainteresowanego), niby odnosi jakieś sukcesy, niby reżyser pokazuje nam, że oto nasz wielki bohater odniósł 30 zwycięstw przez nokaut, ale jakoś tego nie widać. Kluczowe w kontekście konceptu realizacyjnego, jaki przy tym filmie obrał Russell, wydaje się, powinny być sceny na ringu (skądinąd jeśli już są, to są zrobione naprawdę dobrze). Tymczasem ich rola sprowadza się raczej do skali migawki w serwisie sportowym po wiadomościach.

Trudno mi również dostrzec pozytywy w kreacji Wahlberga, który jest jak zwykle przytłaczająco wręcz przeciętny. A w roli mięśniaka-walczaka wypada równie przekonująco, co ryczący kot w roli tygrysa (tzw. porównanie homeryckie). Bale natomiast wypada dobrze, przekonująco, jednak do jego najlepszych ról (patrz: "American Psycho", "Mechanik", "Operacja Świt"...) mu daleko. Pozostaję przy zdaniu, że Oscar za najlepszą drugoplanową kreację męską powinien powędrować w ręce Bena Mendelsohna z "Królestwa zwierząt".

Może nie K.O., ale wyraźna przegrana w punktach.

4/10

Filmweb A. Gortych Spółka komandytowa
ocenił(a) film na 9
Krocz

Nie żebym naskakiwał - ale oglądałeś ten film po pijaku czy jak?

"Reżyser nie może się zdecydować, czy zrobić film o sporcie i jego zbawiennym wpływie na życie, czy o narkotykach i odwrotnie. "
To po prostu film o sportowcu i życiu.

"Dickie - narkoman z wieloletnim stażem wychodzi z nałogu przez miesiąc odsiadki w więzieniu"

Nigdzie nie powiedziano, że to był miesiąc.

"miłościwi strażnicy (bo któż inny?) podarowują mu zestaw nowiutkich ząbków prosto z reklamy Colgate."

A skąd wiesz, że nie ma takiej możliwości w więzieniu?

"Mickey - to bokser, który skupia się głównie na przegrywaniu."
-Micky a nie Mickey
- Nie skupia się na przegrywaniu, nie wiem skąd taki wniosek.

"A powodów tego jest kilka - a to matka, której presja nie pozwala mu poczuć się pewnie, wyraźnie faworyzująca starszego syna (funkcja pronormalnorodzinna), a to brat-ćpun (funkcja antynarkotykowa)."
Powodem porażek Warda nie były jego problemy w rodzinie, to go męczyło ale w ringu wchodził jako wojownik. Problemy jednak wpływały na przygotowania, również źle go prowadzono - walka z Mungin'em - ale to nie jest tak, że miał jakąś niewyobrażalną presję...

"Brat trafia do więzienia, Mickey wygrywa."

Micky wygrywał również wcześniej - gdzie logika?
"Brat wychodzi z więzienia i zaczna ponownie trenować Mickeya, ten wygrywa jeszcze więcej."

Jedna walka z Neary'm pokazana w tym filmie to jest "jeszcze więcej" ?

"Wszystko pod szyldem - trzymaj się z dala od narkotyków i uprawiaj sport (najlepiej bądź bezmózgim pięściarzem),"

"Bezmózgi pięściarz" - kpisz sobie?

"niby odnosi jakieś sukcesy, niby reżyser pokazuje nam, że oto nasz wielki bohater odniósł 30 zwycięstw przez nokaut, ale jakoś tego nie widać."

Wybacz, że filmy trwają po ok 2h a nie 4-5...

"A w roli mięśniaka-walczaka wypada równie przekonująco, co ryczący kot w roli tygrysa (tzw. porównanie homeryckie)"
Chwalisz się tym, że takie porównanie zbudowałeś czy jak?

Mniejsza o szczegóły w których jest sporo niedopowiedzeń.
W ogóle odbierasz filmy jak jakieś dzieła artystyczne. W ogóle go nie zrozumiałeś. Film po prostu opowiada historię na faktach prostego boksera który chce coś osiągnąć i walczy na ringu i poza nim...
Ty natomiast doszukujesz się błędów, których nie ma i w dodatku nazywasz Micky'eya Warda "Bezmózgim pięściarzem".

Goodbye bezmózgi ekspercie..

PreludeIntoFear

Czytając te komentarze, mógłbym rzec, że spotkał się przeciwnik boksu - i z drugiej strony fan boksu :)
Sport jak sport - trzeba oceniać tutaj film...

Filmu jeszcze nie obejrzałem. Chętnie coś napiszę jak będę to już miał za sobą.
Jedynie mogę wyrazić nadzieję, że nie jest za bardzo amerykańsko-sportowy (nikomu nie uwłaczając IMHO większość filmów sportowych z tamtego regionu jest za bardzo familijna jak dla mnie - te sztuczne uniesienia itp. nie pokazując niekiedy dramatycznych wyrzeczeń sportowców, problemów w rodzinie - normalnego życia).
W tym temacie na pewno mogę polecić następujące wartościowe filmy:
"Ali" (2001) oraz "Huragan" (1999)

Jeżeli choć w połowie to jest tak dobry film (jak te podane) - mogę już polecić ;)

ocenił(a) film na 4
PreludeIntoFear

"Nigdzie nie powiedziano, że to był miesiąc."
Szacowałem.

"Micky a nie Mickey"
W sumie mój błąd. "Mickey" - tak podaje filmweb, ale racja, w filmie była scena, w której bohater przyczepia się do swojego trenera właśnie o to "e" w imieniu.

"Wybacz, że filmy trwają po ok 2h a nie 4-5..."
Taki "Człowiek ringu" trwał około dwóch, a jego reżyser znalazł czas na sprzedanie widzowi wszystkiego w odpowiednich proporcjach, a z walk uczynił istotny element filmu a nie, jak już mówiłem, migawkę, jak Russell.

"Chwalisz się tym, że takie porównanie zbudowałeś czy jak?"
Mniej więcej.

"W ogóle odbierasz filmy jak jakieś dzieła artystyczne."
Nieprawda, tak odbieram może 5% procent filmów które oglądam. Nie wydaje mi się, żebym odbierał "Fightera" jako, jak to ująłeś, "dzieło artystyczne". Odbieram jako po prostu film, jednocześnie nie odejmując mu nic na starcie za to, że nie ma zbyt wygórowanych ambicji. Piętnuję błędy i niedociągnięcia, ale staram się również znaleźć pozytywy. A to, że raczej się po tym filmie przejechałem, nie znaczy, że oglądało się go źle, wręcz przeciwnie, całkiem nieźle. Stąd ocena.

ocenił(a) film na 9
Krocz

""Nigdzie nie powiedziano, że to był miesiąc."
Szacowałem."

Więc pomyliłeś się o kilka lat ;)

"Taki "Człowiek ringu" trwał około dwóch, a jego reżyser znalazł czas na sprzedanie widzowi wszystkiego w odpowiednich proporcjach, a z walk uczynił istotny element filmu a nie, jak już mówiłem, migawkę, jak Russell. "

Historię Braddocka było łatwo opowiedzieć, dużo można było pozmyślać bo również były takie czasy, również i historia była prostsza...
W przypadku Warda było inaczej, trzeba było skrócić większą część jego kariery i wszystko bardzo uprościć. Walka z Munginem wcale tak nie wyglądała, została bardzo ubarwiona, tj. Mungin nie ważył 20 funtów więcej, i nie był przeciwnikiem po serii porażek. Jednak fakt że zastąpił w ostatniej chwili Mamby'ego bardzo dobrze nadał się do pokazania tego w filmie i tego jak był traktowany przez innych. Potem powrót do walki z Sanchezem - w miarę realistycznie opowiedziany (aczkolwiek zmyślone nazwiska rywali) no i tutaj największy błąd ;) "Title Shot" jest z Neary'm o WBU (mało znaczący obecnie tytuł w latach 90 bardziej...) a tak na prawdę walczył o IBF z Phillipsem i przegrał po 3 rundach w wyniku kontuzji... Walka z Neary'm była 3 lata później :)

Ale historię umiejętnie uproszczono by nie była ani zbyt skomplikowana a zarazem by odzwierciedlała pewien obraz Warda, jako gościa który nigdy nie odpuszcza i idzie do przodu "Here i go again on my own".