Lubię ten film. Po raz pierwszy widziałem "Ghostkeeper" z polskiego VHS-a w 2002 roku, DVD z tym horrorem mam od dawna w kolekcji i nie przeszkadza mi niejasna fabuła, która wg reżysera Jima Makichuka wynika ze skończenia się hajsu na produkcję, a co za tym idzie z nie trzymania się pierwotnego scenariusza. Nie będę już przytaczał fabuły, bo moi przedmówcy uczynili to wystarczająco dobrze. Ogromnym plusem "Ghostkeeper" jest lokalizacja: ponury, odosobniony hotel Deer Lodge znajdujący się pośród ośnieżonych szczytów kanadyjskiej prowincji Alberta. Akcja filmu toczy się zimą, co jest także swoistym wyróżnikiem "Ghostkeeper" (zresztą porównania do "Lśnienia" Stanleya Kubricka z 1980 roku są całkiem na miejscu). Można narzekać na kiepskie oświetlenie skąpanych mrokiem wnętrz hotelu, ale niektóre sceny suspensu nakręcone w ciemności wypadają bardzo efektownie. Aktorstwo przeciętne za wyjątkiem Georgie Collins, która zagrała 'strażniczkę ducha'. Minimum gore i przemocy. Za muzykę do "Ghostkeeper" odpowiada Paul Zaza, który stworzył także ścieżkę dźwiękową do takich kanadyjskich slasherów jak "Prom Night" (1980) i "My Bloody Valentine" (1981).
"Ghostkeeper" jest raczej adresowany dla wielbicieli subtelnego kina grozy. Polecam np. tuż po seansie kanadyjskiego "Rituals" (1977).