Un Flic

1 godz. 38 min.
7,1 2 083
oceny
7,1 10 2083
1 568
chce zobaczyć
{"rate":6.75,"count":4}
{"type":"film","id":5845,"links":[{"id":"filmWhereToWatchTv","href":"/film/Un+Flic-1972-5845/tv","text":"W TV"}]}
powrót do forum filmu Glina
  • Marcineusz_Zet ocenił(a) ten film na: 8

    Ostatni film Melville'a (rok później umarł), który jednak sporo osób rozczarował. Trudno się dziwić, w końcu poprzedzało go arcydzieło pt. "W kręgu zła", ale nie wolno zapominać, iż karierę swoją zakończył ten pan w swoim stylu - a był to wielki styl.
    Czterech przestępców dokonuje napadu na bank (rewelacyjne otwarcie filmu, jedna z lepszych scen). Jednym z nich jest Simon (Richard Crenna), przyjaciel policjanta o nazwisku Coleman (Alain Delon), który właśnie tą sprawą się zajmuje. Między nimi pojawia się zaś pewnego rodzaju femme fatale w postaci Cathy (Catherine Deneuve), która romansuje z jednym i z drugim. A tymczasem Simon planuje kolejną akcję...
    Melville to Melville - pojawiają się tu wszystkie wyznaczniki jego specyficznego stylu, nie chce mi się ich znowu wymieniać. Nigdy jednak te stakle powtarzające się cechy nie są zarzutem (a odwrotnie), Melville nie bawi się tez w kopiowanie samego siebie (choć rózne skojarzenia można mieć). Wydaje mi się jednak, że w "Gliniarzu" brak róznic między tymi "złymi" a tymi "dobrymi" został już całkowicie zatarty - tak, że już bardziej nie można było go zatrzeć. Zastrzeżenia za to mam co do pani Deneuve, ale nie dlatego, że wyszła jakoś blado czy coś, a dlatego, że było jej tam za malo! Ale i tak odegrała istotną rolę, więc w sumie nie mam się co czepiać. Oczywiście wielkie brawa dla małomównego tu Delona, zimnego drania do kwadratu - a przynajmniej taką maskę nosi. Fatalizm w tym filmie unosi się w powietrzu w każdej scenie, a spada na głównych bohaterów jak deszcz, ktory pojawia się tu i ówdzie. Poza tym mistrzowska reżyseria dodała sporo napięcia, niektore sceny to istne cudo.

  • sbbbbs ocenił(a) ten film na: 7

    Marcineusz_Zet Ja nie jestem znawcą i koneserem, więc powiem tylko, że akurat mnie "Glina" bardziej podobał się od "W kręgu zła". Przede wszystkim chyba ze względu na bardziej prawdopodobną fabułę. Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że to nie jest kino realizmu i nie o to tu chodzi, ale przyjemnie, gdy intryga kryminalna ma ręce i nogi, i gdy to, co widzimy mogłoby się zdarzyć.

    Zamiast jednego skoku mieliśmy dwa, zaplanowane i realizowane przez znających się dobrze gangsterów, a nie przypadkowych znajomych. Podobał mi się też brak nadkomisarza-mędrka i przekazanie roli wygłaszacza sentynci socjofilozoficznych głównemu bohaterowi.

    No i ta narracja -- wspaniała. Jeszcze lepsza niż ta z "W kręgu zła".