Popstar: Never Stop Never Stopping

1 godz. 26 min.
6,4 8 055
ocen
6,4 10 8055
3 561
chce zobaczyć
6,4 5
ocen krytyków
{"rate":6.4,"count":5}
{"type":"film","id":748523,"links":[{"id":"filmWhereToWatchTv","href":"/film/Popstar%3A+Never+Stop+Never+Stopping-2016-748523/tv","text":"W TV"}]}
powrót do forum filmu Gwiazdorskie życie
  • Shayera ocenił(a) ten film na: 9

    Odważę się zaryzykować opinię, że Popstar: NSNS jest jedną z najlepszych komedii ostatnich pięciu lat. Obejrzałam ją dopiero w 2018, więc kiedy po seansie ogarnęłam, jak wielką komercyjną porażkę odniosło TLI, nie mogłam uwierzyć, że oglądałam ten sam film, o którym piszą jako o największym flopie 2016. Jakim cudem ekipa, która jest odpowiedzialna za powstanie pierwszych virali na youtube, mogła odnieść taką klęskę?
    Stawiam, że problemem jest po prostu niezrozumienie przez szeroką widownię, czym ma być „Popstar”. To nie jest typowa amerykańska komedia, ale ironiczny mockumentary, który przyjmuje konwencję filmów dokumentalnych/autobiografii o karierze i życiu mainstreamowych gwiazd sceny muzycznej. W swoim czasie takie filmy popełnili między innymi Katy Perry, One Direction, Miley Cyrus, Beyoncé, a ostatnio nawet Lady Gaga. Zgodnie z przyjętą konwencją, mamy flashbacki, gadające głowy prawdziwych postaci z Hollywood, miniwywiady, fragmenty z koncertów, wstawione teledyski i wypowiedzi postaci pozornie nagrane telefonem, jakby były materiałami wstawianym przez bohaterów na ich konta w social mediach.
    Jorma i Akiva zaczynają puszczać do nas oczko już od tytułu, który jest oczywistą parodią dokumentu o karierze Justina Biebera z 2011 roku, „Never Say Never.” Główny bohater, mistrzowsko zagrany przez Samberga, jest z pewnością przynajmniej po części bazowany na kanadyjskim piosenkarzu, jego stylizacje (biała żonobijka i tatuaże, wygolony bok głowy, bluza typu letterman jakcet) momentami do złudzenia przypominają Biebera sprzed kilku lat. Nazwa StyleBoyz może też luźno nawiązywać do grup takich jak Boys II Man lub Backstreet Boys. Film bez litości drze łacha z takich rzeczy jak sprzedawanie swojego wizerunku na byle czym, by podbić sobie sprzedaż płyt (tutaj były to… sprzęty AGD), związków zawieranych pod publikę z idealnie udokumentowanymi zaręczynami/ślubem (chociażby Kardashianowie), chęci zapełniania trybun i podbijana sobie statystyk przez dobieranie suportu, czy wreszcie muzyki nastawionej na możliwie największą sprzedaż przez wybranie kontrowersyjnych tematów.
    W „Not Gay” obrywa się artystom, którzy używają tematyki LGBTQ+, chociaż sami panicznie boją się uznania za nieheteroseksualnych, „Finest girl” nie bierze żadnych jeńców, kiedy Conner rapuje o dziewczynie, którą podnieca przebranie się na Osamę Bin Ladena. „Incredible thoughts”, z tekstem zainspirowanym chyba tweetami Jadena Smitha, radzi sobie genialnie jako piosenka finałowa, z gościnnym udziałem Michaela Boltona i Justina Timberlake’a, przebranego za wielkoustą rybę. „Humble” z Levine’m pomimo warstwy lirycznej spokojnie mogłoby królować przez pół roku w rozgłośniach radiowych na całym świecie. Każda z piosenek zdecydowanie zostaje w głowie na dłużej, tak jak wszystkie poprzednie produkcje TLI jest dopracowana w każdym, nawet najmniejszym szczególe.
    Zdecydowanie jedną z najmocniejszych stron filmu jest Samberg – już w SNL udowadniał raz po raz, że jest bardzo dobrym aktorem i gdyby chciał, mógłby próbować kariery muzycznej. Okazało się, że dopiero w „Popstar” dał popis i pokazał, jak bardzo jest utalentowany. Do perfekcji miał dopracował manieryzmy piosenkarza/rapera/gwiazdy pop, wiedział, kiedy może szarżować z mimiką i gestami, a na dodatek udowodnił, że wie, jak się ruszać. Pomimo bycia bliżej czterdziestki już dwudziestki Andy wypadł przekonująco jako młody (trochę?) gniewny.
    Na drugim planie błyszczą Taccone i Schaffer, grając byłych członków StyleBoyz. Jeden z nich decyduje się zostać z Connerem po rozpadzie zespołu, drugi obraża się śmiertelnie za ukradziony pomysł na piosenkę i wybiera życie na farmie i hodowlę świń (jak się okazuje później, także marihuany). Układ trochę jak w rzeczywistości, gdzie Jorma i Akiva są tłem dla Samberga – i wydawałoby się (okazało, się, że niesłusznie), że tak samo wypali.
    Jest purnonsens, jest czarny humor, są kontrowersje; mamy sensowną (chociaż przewidywalną – co wpisuje się w konwencję) fabułę, dobrze zarysowane postacie. Są też genialne cameos – między innymi Mariah Carey, Questlove, Usher, Ringo Starr (tak, ten Ringo!), Pink, czy rozkładający na łopatki pod koniec filmu Snoop Dog. Czego zabrakło? Raczej nie promocji – cała trójka TLI udzielała wielu wywiadów, SNL wyemitowało „Finest girl”, chociaż trzeba przyznać, że trailer wygląda, jakby wybrali dosłownie najgorsze gagi i żarty, które wyrwane z kontekstu bardziej żenują niż śmieszą. Może po prostu dobra satyra, ukazująca mechanizmy rządzące show biznesem nie może się dobrze sprzedać?

  • Shayera Dopiero co obejrzałem. Piszę, bo po przeczytaniu tego wpisu mam to samo pytanie? Czy oglądaliśmy ten sam film!!! O co chodzi z tym purnonsensem i takimi tam innymi? To kicz, badziew i usaowska szmira. Nijak się ma do mojej rzeczywistości! Może trzeba się naćpać, narąbać czy odmóżdżyć, by się pośmiać??

  • Shayera ocenił(a) ten film na: 9

    Paraves Otóż już odpowiadam: trzeba zrozumieć konwencję. Pozdrawiam cieplutko.

  • Shayera Biegnę powoli, by również pozdrowić średniawo. Chcesz komuś "dać w ryja", to nie bijesz z liścia!! Pisz otwarcie, by ten drugi zro.... - "skumał??", albo cóś w tym stylu!! Konwencja - "ogólnie przyjęte w jakimś środowisku normy postępowania, myślenia itp.". Ja UFOludek: "nie wiem, nie znam się, nie orientuję się. Zarobiony jestem!"

  • Shayera ocenił(a) ten film na: 9

    Paraves A wiatr zachodni spienione goni fale. Nie wiem, co mam Ci tłumaczyć, bo wszystko jest w moim pierwszym poście. TLE na długo przed tym filmem byli znani z parodii muzycznych, po dołączeniu do SNL (Samberg jako aktor, Jorma i Akiva jako scenarzyści) robili także całe skecze. "Popstar" to film nabijający się z klisz i sposobów narracji w takich "dokumentalnych" obrazach o życiu gwiazd. Może w okolicach pierwszej dekady XXI wieku te "dokumenty" były jeszcze szczere, ale teraz już widać, że chodzi w nich o wykreowanie określonego wizerunku celebrytów.
    Jak się nie orientujesz, to się dokształć.

  • Shayera "Jak się nie orientujesz, to się dokształć." 
    Tego nie będę komentował, bo to osobista wycieczka. Jesteś "niegodzien dalszej wymiany zdań".  
    Bez odbioru.

  • diaz_13 ocenił(a) ten film na: 7

    Shayera Ta wymiana zdan jest chyba dowodem dla ktorego ten film niestety przepadl w kinach. Wiec mamy tu prosta odpowiedz - Paraves reprezentuje wiekszosc spoleczenstwa, czyli powiedzmy sobie szczerze ludzi srednio rozwinietych i przecietnie inteligetnych. Shayera, ktora pozdrawiam, swietnie wylapala wszystkie smaczki w tym filmie i to co chlopaki z TLI chcieli przekazac, lecz osob takich niestety malo, stad te niecale 10 mln w boxoffice :((

  • mistrzyniF1 ocenił(a) ten film na: 10

    Shayera Czuję się jakbym czytała myśli wyjęte z mojej głowy.

    Idealne podsumowanie tego dzieła. Odniosę się tylko do tego, jak Jorma i Akiva są tłem dla Andiego. Ja ich odbieram w rzeczywistości właśnie jak ich postaci w filmie. Andy jest twarzą The Lonely Island, ale bez Jormy i Kiva nie byłoby właśnie tej aury, oni się idealnie uzupełniają.

    Warto też zwrócić uwagę, że jednocześnie z produkcją filmu The Lonely Island stworzyli także soundtrack. Jorm i Kiv wspólnie wyreżyserowali Popstar.

    Na sam koniec, moim zdaniem tego filmu nie można oglądać jak zwykły "holiłudzki" twór. To jest kawałek wciąż aktualnej rzeczywistości, żywcem wyjętej popkultury, tego jak bardzo zwykli i puści są ci 'niepowtarzalni artyści' sztucznie napompowani przez media. Jeżeli ktoś kojarzy historię ich grupy, jako przyjaciół ze szkoły, którzy ciężką pracą osiągnęli ogromny sukces, to widzi też piękne odzwierciedlenie ich przyjaźni w tym filmie.

    Pozdrawiam fanów :)

  • diaz_13 ocenił(a) ten film na: 7

    mistrzyniF1 W punkt

  • dawid265 ocenił(a) ten film na: 8

    Shayera zgadzam sie. moim zdaniem ludzie nie ogarneli ze to swietna satyra (spoleczesntwo amerykanskie zbyt inteligentne to nie jest) i stad rozczarowanie.

    Poza tym co napisalas mi podobalo sie jak z powaznymi minami gadaja totalne glupoty:)

  • Vanillia ocenił(a) ten film na: 6

    dawid265 A może w zupełności konwencja satyry jest zrozumiała ale najzwyczajniej w świecie nie jest ona wysokich lotów? Kiedyś z wypiekami na twarzy oglądałam wyczyny panów z Lonely Island, chyba po prostu zaczęłam się mijać z ich poczuciem humoru lub oni się wypalili. Nie trzeba być biegłym w dokumentach o gwiazdkach Hollywoodu, świecie celebrytów i całego tego pompatycznego bagienka, żeby wyłapać wiele przytyków w nochala. Produkcja niczym mnie nie zaskoczyła, kilka razy się uśmiechnęłam i nie wynika to bynajmniej z niezrozumienia zamysłu twórców. Trzeba być naprawdę rachitycznie obeznanym w kinie i uniwersum popkultury, żeby tego nie załapać, więc raczej powstrzymałabym swoje zapędy w uplasowaniu swojej osoby powyżej "ludzi srednio rozwinietych i przecietnie inteligetnych" (to akurat nie do Ciebie). Zresztą wystarczy też rozeznać się w ocenach krytyków, a komu jak komu, im aberracji w odbiorze pardodio-satyr tego kalibru nie będziemy przyklejać i po prostu dotrze do nas, że tak jak wszystkie inne - ta produkcja, jednym się spodoba, innych wynudzi, ktoś się będzie dobrze bawił, inny widział już wiele moków i będzie tym zmęczony, a jeszcze jakaś persona będzie sobie uzurpowała prawo do mianowania się nad wyraz rozwiniętym, spostrzegawczym z wysublimowanym poczuciem żartu człowiekiem. Pewnie ktoś mógł poczuć zawód, że nie była to kolejna, klasyczna, fabularna historia, może ktoś z jaskini rzeczywiście nie załapał o co tam w zasadzie chodzi, ale litości, większość osób po prostu ma swoje inklinacje i wbicie się w ramy upodobań nie musi być zdeterminowane zrozumieniem konwencji. Jak dla mnie mocna piątka z ćwiartką - przyjemnie się oglądało, nie potrafię się nie uśmiechnąć patrząc na Akivę, Jormę i Andy'ego, których darzę od ponad dekady sympatią, ale w mojej opinii można było o wiele zabawniej zrealizować ten projekt.

  • dawid265 ocenił(a) ten film na: 8

    Vanillia Jeśli chodzi o indywidualne przypadki to jasne, pełna zgoda. Komuś może nie pasować taki humor.
    Jeśli chodzi o ogólny odbiór filmu przez widza „amerykańskiego” nie jestem skory tak szybko odpuścić tezy o tym, ze to widz słabo rozgarnięty. Mądrę słowa nie pomogą Ci bronic głupich amerykańców. Tak, właśnie nazwałem ich głupkami. Bynajmniej nie po to zeby ich obrazić, to moje zdanie o przeciętnym Amerykaninie. Czy słuszne ? Ciężko powiedzieć. Nie lubie przypinać latek zbyt szybko, staram się nie uogólniać oraz na bieżąco weryfikować swoje wcześniejsze osady. Np mam wielki problem z naszymi ukraińskimi sąsiadami. Czasem mam do nich pretensje historyczne, a czasem nie. Nasza historia jest tak zakręcona, ze nie potrafię wypracować stanowiska. Jednak amerykańskie społeczeństwo, amerykański widz to dla mnie temat niemalże całkowicie pozbawiony wątpliwości w kwestii oceny. Stad moja teza, która podtrzymuje :)

  • Vanillia ocenił(a) ten film na: 6

    dawid265 Dlatego dodałam w nawiasie, że to nie jest kontra do konkretnie Ciebie. W dyskusji padł zarzut pod adresem odbiorców, którym film się nie podobał, jakoby byli tępawi, przeciętni - pisał to ktoś inny i nie odnosił się do widza amerykańskiego. Nie będę wchodziła w polemikę, bo już zaczynamy jechać na wschód, a wyjściowym tematem jest amerykańska produkcja, stworzona w amerykańskim klimacie, przez amerykańskich twórców, z typowo amerykańskim humorem. Równie dobrze mogłabym teraz napisać, że nieludzkie traktowanie Ujgurów jest nie do przyjęcia i drażni mnie polityka Chin, ale po co wtrącać wątki z kosmosu?