dobra, film musi się zmieścić w jakimś czasie, rozumiem, pomijamy wątki, to historia o Potterze, a nie smutnym dzieciństwie Toma, nie zgłębiamy się, przekazujemy ogólny zarys, podkreślamy, że całujemy się z Ronem, żeby małolaty się cieszyły, chcemy, żeby Watykan nas lubił, więc nie bawimy się w portrety psychologiczne czarnych charakterów, w końcu i tak kręcimy film fantastyczno-przygodowy, a nie ambitną niezależną produkcję mającą obnażać sekrety dziwnego stadium ludzkiej osobowości, jej dualizm itd, wszystko to jestem w stanie zaakceptować.
ALE jak już łaskawie wstawiają scenę z młodym Voldemortem, mogliby trzymać się bardziej książki i przedstawić go jakoś przyzwoicie. to zbyt ważna postać, żeby ją zmieniać.
Tom w latach szkolnych był przystojny, charyzmatyczny, potrafił skupiać wokół siebie ludzi, oczarowywać ich. wiadomo, że nie będzie flirtował z profesorem, tylko zachowywał się grzecznie, ułożenie. Harry oglądając wspomnienie (w książce) był pod wrażeniem jego metod, a nawet uważał je za podobne do własnych trików, jakie stosował w konwersacji.
tylko kiedy Harry jest względem kogoś grzeczny, to mimo wszystko starają się przedstawić go jako stosunkowo męskiego i odważnego, kulturalnie stanowczego itd.
w takim razie czemu, na miłość boską, zamiast cwanego i uroczego, a zarazem potężnego młodego czarodzieja, który ma w przyszłości o mały włos nie przejąć kontroli nad światem pokazują mi pączka, który mówi jak ciota ?
o ile scena w sierocińcu jest imponująca, o tyle kreacja 16letniego już Lorda Voldemorta (we wspomnieniu Slughorna) jest całkiem nietrafiona. aktor jest źle dobrany, a nad jego interpretacją można tylko usiąść i płakać. nie przekonuje mnie zupełnie.
Zgadzam się w pełni, myślałam, że zwariuję, kiedy oglądałam tę scenę. Niestety nie miałam okazji usłyszeć oryginalnego głosu aktora, w kinach grali tylko dubbing - a ten przyprawiał mnie o spazmy wręcz. Ach... No i jeżeli ten aktor był przystojny, to ja jestem Wybraną.