Ma w sobie coś magicznego. Do tego świetna muzyka, świetne ujęcia.
Naprawdę ciężko jest opisać ten film, lepiej obejrzeć.
Nie ma wartkiej akcji, nie ma komputerowych efektów specjalnych (a bynajmniej nie jest ich dużo, jeżeli są).
Cały dramat rozgrywa się w głowie jednego człowieka, niedowiarka, maksymalnego realisty.
Naprawdę polecam!
no zgadzam sie:) swietnie dopasowane utwory. zwlaszcza kawalek lisy gerrard i jeffa rony - on an ocean. cudna muza. ale trzeba przyznac ze pierwsze 3/4 filmu duzo lepsze od koncowki. widac jest swiatelko w tunelu pana pellingtona ktory (jak gdziesz czytalem) dlugo nie mogl sie podniesc po stracie zony. widac to w filmie.