Ciekawa rzecz z tym "Himizu", bo jest to film, w którym zawierają się najgorsze i najlepsze cechy japońskiego kina. Z jednej strony zaangażowany społecznie, świetnie zagrany i rewelacyjny wizualnie, z drugiej zaś napakowany przesadzonym do granic możliwości sentymentalizmem (czyt. rozczulaniem), dramatycznym przesadyzmem (rodzice), kosmiczną ekspresją i przerysowaniem. Prościutkie aluzje dotyczące starszego/młodego pokolenia do Japonii powojennej/po 3. marca 2011 dopakowane wspomnianymi zabiegami, nasunęły mi skojarzenia z rozgorączkowanym... anime "Neon Genesis Evangelion" - zmniejszyła się tylko skala (z całej ludzkości do Japończyków). Warto to zobaczyć, ale bardziej jako egzotyczną ciekawostkę niż dojrzałe i mocne kino.
Takie już są filmy Shiona Sono - przepełnione groteską, nadmierna ekspresją, czy właśnie przesadyzmem. Kiedy dodamy jeszcze do tego historię wyciągniętą z dosyć specyficznej mangi, to powstaje miszmasz, który nie każdemu może przypaść do gustu.
Trzeba po prostu odpowiednio podejść do tego typu produkcji :)
No właśnie za mało tu tej groteski jak na Sono. Za to sentymentalizmu i rozczulania się nie brakuje. Taki film o dupie wołowej w roli głównego bohatera.
Coś w tym niewątpliwie jest :) Ale sentymentalizmu jest znacznie więcej np. u Wonga Kar-Waia.
Jak twórczość Sono uwielbiam, tak to jest najsłabszy jego film z dotychczas obejrzanych. W trakcie pierwszej połowy byłem bliski zachwytu, w drugiej niestety coś nie siadło, a film niebezpiecznie zbliżył się poziomem do Sali Samobójców. Liczyłem, że to wszystko jednak popłynie w zupełnie innym kierunku. Do tego główny bohater jest tak wkurzający i antypatyczny, nawet jeśli jest to w jego przypadku w jakimś stopniu usprawiedliwione, że na pewno nie pomaga w odbiorze.
Ten film to było coś więcej i głębiej trzeba patrzeć. Niestety Shion Sono nawalil tu tak wiele metafor i skojarzen, ze dla typowego Europejczyka, dla ktorego Japonia, jej kultura, spoleczenstwo i jezyk nie jest przedmiotem badan, film wydaje się być takim jak odbiera go kolega wyżej. Doskonale pasuje tu japońskie określenie "yuugen" czyli coś co oznacza tajemną głębię. Filmy takich reżyserów jak właśnie Shion Sono czy Takashi Miike co prawda szokuja i nie raz bawią w swojej absurdalnosci i grotesce ale przede wszystkim sa ogromnym źródłem wiedzy o Japonczykach. Ja sama, zajmujac się badaniami na ten temat, studiując filologię japońską i przede wszystkim chcac uczynić ze współczesnego kina japońskiego swoją specjalność jestem zdania, ze ten film - w oczach kogoś kto dość dobrze zna temat i z racji tego widzi trochę więcej niż przeciętny widz - to jedna z najlepszych produkcji które oglądałam pod względem ukrytej treści
Ladnie napisane, ale co z tego? Ja moge rowniez nakrecic film ktorego wielopoziomowe metafory beda zrozumiale tylko dla mojego otoczenia? W porownaniu do innych filmow Siono, ten jest wyjatkowo slaby i nierowny - do polowy jakos da rade ogladac, ale pod polowy odmienia sie w kierunku "przedramatyzowanego" dramatu, co wraz ze slaba gra aktorska chlopaka, daje tragedie. Wiem, odpowiadam na komentarz napisany 9 lat temu, ale ok.