Na początku filmu widzimy przechodzącego poprzez ekran Petera Jacksona gryzącego marchewkę. To powinno mnie nastawić że film ten nie będzie nakręcony w tej samej konwencji jak Władcy Pierścieni, jak pierwsza część Hobbita, że będzie sobie robił jaja jak Króli Bugs. Może zabrakło mu pieniędzy, może zużyły mu się kamery którymi kręcił poprzednie filmy. Pierwsza cześć wygląda jak spektakl teatralny - wszystko (prócz ujęć z loty ptaka) jest kręcowne w studiu. Lars von Tier może sobie narzucać konwencję, kręcić z ręki, robić bliskie ujęcia, ale może, bo robi to dobrze. To raz. A dwa, każdy sektakl teatralny wymaga dobrej chociaż gry aktorskiej. To co tu widzimy wugląda jest tani serial telewizyjny fantasy. Sceny teatralne dodatkowo nie doklejają efektów komputerowych bo nie muszą, ale jak sie już je dokleja to czemu musi być to aż tak widoczne? Wszystko jest tu nienaturalne, szcztuczne, doklejone na siłe, po to by połączyć to z Trylogią Pierścienia - te jednak wystarczająco dobrze stworzył sam Tolkien; po co bardziej to pleść tanimi nićmi? To tyle o pierwszej połowie. Druga zaś wyglądała równie nieprzekonująco, jak tani słaby film 3D w parku rozrywki. CZy ten film jest żartem? Czy ci aktorzy naprawdę są tak słabi? Jedynie co jest pozytywne w tym filmie to lekkość jaka występuje w książce, taka krotokwilność, zabawność krasnoludów. Niech mnie ktoś poratuje i wytłumaczy to czego nie dostrzegam.