Oceniłem ten film tak wysoko tylko dlatego, że mam sentyment do książki. Patrzy się na ekran i momentami, w filmie o orkach, elfach i krasnoludach (z postaciami z Władcy Pierścieni), dostrzega się fragmenty wycięte z książki "Hobbit" - nieliczne fragmenty.
Masa pozmienianych wątków i szczegółów, komputerowe efekty, dobrzy aktorzy, lecz przeważnie w rolach drugoplanowych, muzyka rodem z Władcy, a jak nie z Władcy to jakby pobrana z Internetu na szybko.
Kiepskie to i nie polecam.
Ilu na tym forum jest fanów? może z 5? Reszta - TROLE. Jeśli by dobrze policzyć, wszystkie tematy to, albo narzekania albo rozczarowania, a film pięknie pnie się w górę i zapewne niedługo będzie w pierwszej setce.
Prawdziwy fan pójdzie jeszcze raz na film, a nie będzie tracił czasu na czytanie tych bzdur.
Albo po prostu prowokujesz, albo naprawdę uważasz, że wiesz co powinien zrobić każdy "prawdziwy fan".
To, że film pnie się w górę nie ma nic do rzeczy - na filmy chodzą nie tylko Ci, co znają ich książkowe pierwowzory. I nie tylko Ci oceniają.
Prawdziwy fan do tej pory obejrzał by ten film, co najmniej raz, a jak widzę Ty nie obejrzałeś go jeszcze wcale, więc sorry ale ale nie chce mi się z Tobą gadać :)
Czyli prowokujesz.
Bo gdybyś zwracał uwagę na to co piszę, to wiedziałbyś, że po pierwsze, masz do czynienia z kobietą, a po drugie film widziałam, ale podobnie jak w przypadku pierwszej części nie oceniłam.
Nie ma co się przejmować,to jest jeden z tych co przeczyta nagłówek i zabiera się do komentowania.Sporo tu takich osobników;)
Już zauważyłam. Że też nie szkoda im czasu, żeby bezsensownie robić szum wokół siebie miedzy ludźmi, których nie widzieli nigdy na oczy. Taki typ.
Pierwszy Hobbit też piął się w górę i najpierw był w pierwszej setce, a później spadał. Ten do setki pewnie nawet nie dotrze.
Potwierdzeniem moich słów będzie po raz kolejnych brak Oskarów. Zdziwię się jak ten twór dostanie chociaż nominacje.
Oscary od dawna nie są wyznacznikiem jakości... W Ameryce królują bohaterowie Marvela
I co z tego, że zarabiają w Stanach ostatnio pozycje komiksowe ?
Na pewno nie królują takie filmy na festiwalach i nie są nagradzane, więc mowa o królowaniu tylko jeśli chodzi o zarobki :)
Tworem to jesteś Ty i więc wracaj skąd przyszedłeś, a więc na forum Igrzysk Śmierci dziecko:)
Smaug był stworzony genialnie. Moim zdaniem widać ogromny nakład pracy i czasu włożony w jego animację - jest dopracowany, przemyślany, przykuwa uwagę. Naprawdę majestatyczny. No i ten głos.
Ja mogę podyskutować nad tym czy to dobrze , że wprowadzili np. Legolasa . Mogę przyznać rację , że z czymś tam za dużo przekombinowali ale nikt mi nie powie , że Smaug był słaby, beznadziejny i jest totalną porażką. Nawet jeżeli komuś ten film się naprawdę nie podobał ( co potrafię uszanować) to jedyne do czego można się przyczepić jeżeli chodzi o Smoka to , to czy dobrze , że tak dużo było z nim scen w Erebornie czy któreś tam były niepotrzebne .
No i powiem ci żę film mi sie podobał mimo odstępstw , gonitwy i przesadyzmu w kwestii akcji ,pomimo żę był nieco chaotyczny i pomimo (wcale znosnego ) romansu Kili - Tauriel a nawet mimo przekombinowanych sekwencji w Ereborze czy Beorna któy nie wyglądał jak Beorn .......ale Smok ...WIZUALNIE podkreślam WIZUALNIE ..nie zrobił na mnie aż takiego wrażenia ...myslę że Warcraftowski Neltharion spokojnie by go połknął ;) ..ale jedno trzeba oddać - Głos Benedict wykreował po porstu nie do opisania ! Głos zbudował tego smoka ... za sam głos nominacja powinna być jak nic ..
Trudno powiedzieć czy docenią efekty. CGI aż razi po oczach, a nie o to chodzi w efektach.
Im bardziej naturalne tym przecież lepsze.
Jestem dwa razy starszy od Ciebie imbecylu, a uniwersum Tolkiena znam jak własna kieszeń więc stul dziób. Kamilek? I kto to mówi. gdzie Kamilek tam i Ty a więc jestescie siebie warci. Won TROLLU!
trolla to sobie w rodzinie pajacu poszukaj, a teraz do budy i dosyc tego szczeknia bo Ci mamusia neta odlaczy...
Neta to akurat używam w pracy. wiesz co to jest praca? Więc opuść to forum i idź obejrzyj misia Teda. Zamiast wyrazić opinie o filmie wszystkich krytykujesz i obszczekujesz - TYPOWY TROLL.
NIE CHCE MI SIĘ Z TOBĄ GADAĆ!
Dobra nie mam czasu na idiotę który uzywa neta by sie dowartosciowa. Wez juz nie jecz i zajmij sie tym co lubisz najbardziej, czyli nie robieniem niczego.
Kolega powyżej rację. Nawet na LOTR project piszą że Pustkowie nie ma wiele wspólnego ze światem Tolkiena.
Kompletnie się z tym nie zgodzę. A już na 100% nie ze stwierdzeniem "pobrana z Internetu na szybko.
Kiepskie to ". Akurat P.J zrobił kawał dobrej roboty. Z Hobbita, który był w cieniu Władcy zrobił niesamowicie dobry film.
P. J. najpierw z 3 części Władcy zrobił świetne 3 części filmu. Teraz z małej cieniutkiej książki (którą zresztą z miłością czytałem chyba 5 razy) próbuje zrobić to samo. Wiadomo co z tego wyjdzie (wyszło).
Jestem fanem Tolkiena i się nie zawiodłam filmem. Nie obchodzi mnie co inni o nim mówią, mnie się podobał!
Poprawka: to nie jest film dla ortodoksów, którzy uważają, że adaptacja koniecznie musi być ilustracją książki.
Ale jakoś ta adaptacja winna się odnosić do pierwowzoru. W tym przypadku odnosi się bardzo rzadko. Ortodoksi docenili Władcę Pierścieni, który był pięknym odwzorowaniem książki. Który film zdobył większą popularność?
Hobbit wbrew pozorom całkiem nieźle trzyma się książki. Jedynym znacznym i niekanonicznym odstępstwem jest tak naprawdę wprowadzenie Tauriel. Cała reszta to zwykle dodatki, które nie zmieniają kierunku, w którym idzie fabuła pierwowzoru. Rozpisanie scen, które w książce zajmują trzy zdania - co nie jest zbyt wygodne dla scenariuszy filmowych.
Gdzie Filmowy Hobbit trzyma się książki? O rudej idiotce sam wspomniałeś, ale gdzie w Hobbicie [KSIĄZCE!] masz Legolasa? Gdzie kretyński wypad Gandalfa z Radagastem [ta postać to już w ogóle smutna pomyłka] do Dol Guldur? W którym miejscy Azog ganiał za krasnoludami do Mrocznej Puszczy? Na której stronie Bolg gania po Mieście Na Jeziorze? Kiedy Tolkien opisał biegi przez płotki Smauga za Krasnoludami po Ereborze? Gdzie u J.R.R. Elfowie to zdrajcy i tchórze? Odpowiedz na powyższe, a zadm kolejne, nie będę musiała się długo zastanawiać. Jeśli twierdzisz, że filmik PiDżeja jest zgodny z literackim pierwowzorem - to nie czytałaś bajki Tolkiena, polecam, czytanie nie boli...
Powiedziałam WBREW POZOROM CAŁKIEM NIEŹLE się trzyma pierwowzoru, nie że jest idealną ilustracją książki. Nie było Beorna? Mrocznej Puszczy, walki z pająkami, uprowadzenia przez elfy, Thranduila, beczek, miasta nad jeziorem, Barda, Smauga siedzącego pod górą? Zauważ, poza jedną nieszczęsną Tauriel, zmiany Jacksona nie wpłynęły na przebieg fabuły i na kierunek, w którym wszystko zmierza. Poza tym, jak sam od dawna mówił, korzystał też ze wzmianek w Silmarillionie i z paru nnych rzeczy; stąd np. wyprawa do Dol Guldur (tak, WiEM że w książkach poświęcono jej jedno zdanie, w wiązku z czym scenariusz tych scen trzeba było zmyślić). A co do nieszczęsnego Legolasa, którego pół świata tak się czepia - skoro był synem Thranduila, starym na tyle, że dopiero w Fangornie poczuł się młody, to GDZIE on siedział, jak nie w Mrocznej Puszczy podczas wyprawy z Hobbita?
Moim zdaniem pomysł, żeby pokazać Legolasa w "Pustkowiu Smauga" jest świetny i bardzo sensowny. A zwłaszcza jego rozmowa z Gloinem i to jak zobaczył portret Gimlego. Piękne nawiązanie do "Władcy Pierścieni" :)
A ja nie napisałam, że film nie ma nic wspólnego z książką. :P Natomiast twierdzenie, że nieźle trzyma się pierwowzoru - uważam, za, jakby to delikatnie... Nie do końca zgodne z prawdą?
Nie odnosisz się poza tym do ani jednej sceny, które ja wymieniłam... Bo po prostu nie możesz. Jako że powstały one nie w głowie Tolkiena, który STWORZYŁ Śródziemie, a PJ, który...
Nawet się nie czepiam tego nieszczęsnego Dol Guldur, niech sobie tam Gandalf na wczasy wyjedzie. Ale Azog? Ale Legolas? Owszem, książątko mógł być w Puszczy w tym czasie [acz równie dobrze mógł bawić w Lorien, albo kdziekolwiek indziej], ale załóżmy, że był. Nie wystarczyła by scena o której wspomniał The Kooks? No ale wówczas nie mięlibyśmy scen zazdrości elfa o krasnoluda, baletu tego pierwszego na krasnoludzkich głowach siekąc przy tym orków na kopy itd. A że by ło by więcej sensu? A komu chodzi o sens? Byle był holiłudzki blichtr i szoł... No to PJ się o takowy postarał...
Nie odnoszę się do tych scen, bo wiem, że zostały zmienione. Nie uważam po prostu, żeby zmiany były aż tak daleko posunięte, żeby czepiać się o to, że film zmienił się w fanfika.
Co do Legolasa - w żadnym filmie nie wprowadza się bohatera tylko po to, żeby się pojawił bez powodu i zniknął. To zasady pisania scenariuszy. Skoro już wprowadzili Legolasa, musieli mu dać jakikolwiek wątek i powód do działania, jakiś konflikt. I dali.
Otóż wprowadzenie tego konkretnego bohatera na tą jedną konkretną scenę - miało by cel i powód. Byłoby "perskim oczkiem", subtelnym uśmiechem do miłośników filmowego Władcy. I słowo "subtelnym" jest tu kluczowe. Bo dalej to już nie subtelny uśmiech. Wprowadzenie [z sufitu wziętych] wątków, konfliktów i "powodów do działania" - pozbawiło tą postać całej lekkości. No, ale niektórzy lubią mieć wszystko kawę na ławę i zero tajemniczości, co kto woli.
Zapytaj jakiegokolwiek scenarzystę. Każdy ci odpowie, że wprowadzenie postaci bez najmniejszego celu jest zwyczajnym błędem rzemieślniczym. Wtedy właśnie pojawienie się Legolasa byłoby od czapy - mruganie oczkiem do widza nie jest wystarczającym powodem.
To było się od niego odpieprzyć i W OGÓLE go nie wciskać na siłę gdzie się dało! Tylko nakręcenie Hobbita tak jak został napisany, a równocześnie by powstał dobry film - wymagałoby geniuszu. Ergo - Piotruś Dżekson geniuszem nie jest... Więc może nie powinien poprawiac kogoś, kto był mistrzem słowa?
Słowo to nie obraz. Piotruś niczego nie poprawił, pokazał ino swoją wersję. Właśnie wróciłam z drugiego seansu i tylko utwierdziłam się w przekonaniu, że film ogląda się rewelacyjnie. Dziękuję, dobranoc ;)
W kwestii: "Niczego nie poprawił" się zgadzamy. :D
Tylko ja uważam, że spartolił co mógł...
A co do komentarza, że czytanie nie boli, to wstrzymaj się łaskawie, zanim kogoś obrazisz. Silmarillion, Władcę Pierścieni i Hobbita czytałam po kilka razy, co wcale nie przeszkadza mi w lubieniu filmu. Wręcz przeciwnie, zmiany są dla mnie fantastyczną sprawą, dzięki którym nie nudzę się w kinie - zamiast doskonale wiedzieć, co za chwilę zobaczę, mogę przeżyć kilka niespodzianek. Dodatkowe sceny Jacksona można by bez problemu wyciąć i historia nadal zmierzałaby dokładnie w tym samym kierunku, co oryginał - to znaczy, że nie naruszono szkieletu fabuły, a dodano tylko nieistotne elementy ozdobne.