Moim zdaniem to zależy. Film może być zgodny z tekstem i z duchem dzieła adaptowanego. O ile
treść czasami nie jest możliwa do przeniesienia na ekran, pewne rzeczy można pominąć inne
dodać, o tyle ducha pierwowzoru zmieniać się raczej nie powinno.
W poprzednim roku czekałem na 2 adaptacje:
1- Gra Endera- twórcy starali się przedstawić całość treści książki, co się nie udało ze względu
na mnogość wątków i przez co zatracony został jej duch.
2- Hobbit- twórcy dużo od siebie dodali, poniekąd pomysły były dobre- np. rozbudowany wątek
namiętność jaką jest władza. Bardzo poważna nuta, pasująca do całej koncepcji Śródziemia (i
raczej w kontekście całej twórczości Tolkiena rozpatruję tą adaptację), ale...
Hobbit, książka o przygodzie i o tym, że mały może wiele, że wspólna sprawa jest najważniejsza,
itp. itd. ten duch został jakby zatracony. I nie chodzi tutaj o wątek miłosny, ale o zbędne
efekciarstwo, o krasnoludy, z którymi będąc dzieckiem się utożsamiałem, wychodzące z klozetu,
nadmiar efektów, o to, ze koniec końców Bilbo okazał się zbędny...
PJ nie trzyma się ducha książki i chyba ducha swoich poprzednich dzieł. To nie jest kino
adaptujące klasykę powieści dla dzieci i dorosłych, ale adaptacja Marvela :/
A same efekty- w porównaniu do Grawitacji są słabe i w nadmiarze.
No i tu sie w duzej czesci zgodzę. Ludzie, którzy sa zachwyceni filmem mówią że krytykujemy zmiany. Jeśli te zmiany powodują,że ginie gdzieś duch powieści. To jak najbardziej. Pozdrawiam.
Mnie nigdzie nie zniknął duch powieści. Film jeszcze bardziej uwypukla to o czym piszesz. Bilbo okazał się zbędny? Żarty sobie robisz?
miał być włamywaczem- to było jego zadanie, przechytrzyć Smauga, znaleźć jego słaby punkt, a w filmie krasnoludy "załatwiły" sprawę i o słabym punkcie Bard wiedział wcześniej. Ktoś wspomniał wcześniej, że po finałowej scenie, okazało się, że Bilbo do tego po co został zwerbowany, okazał się zbędny. No i w książce nikt się nie rozczulał nad sobą i nad innymi- oni parli do przodu bez zbędnych wzruszeń- krasnoludy były istotami czynu, a nie gadania i dumania :)
Bilbo przechytrza trolle, dzięki czemu ratuje kompanii życie, na spółkę z Gandalfem ( w powieści zrobił to tylko Gandalf ) Ratuje Thorina. Bada jak daleko jest wataha orków, oraz dostrzega Beorna pod postacią niedzwiedzia, ratuje krasnoludy przed pająkami, uwalnia ich z Królestwa Elfów poprzez znalezienie kluczy, oraz wyprowadza ich z królestwa przy pomocy beczek, znajduje wejście do Ereboru, odzyskuje arcyklejnot :)
" No i w książce nikt się nie rozczulał nad sobą i nad innymi- oni parli do przodu bez zbędnych wzruszeń- krasnoludy były istotami czynu, a nie gadania i dumania" No to filmowa wersja jest zdecydowanie bardziej przekonywująca.
co zrobi z arcyklejnotem, to się jeszcze okaże.
Ten Hobbit to nie jest Hobbit Tolkiena, ale PJ i wytwórni, która ma prawa autorskie i chce zarobić. Książka poza finałem była kameralną opowieścią, film jest pełen akcji i chodzenia, chodzenia. Kolega i tak się nie zgodzi :)
Nie ważne co zrobi, ważne ze go ma. Tak, dobrze zauważyłeś, to hobbit PJ i reszty ekipy ! :) Książka jest bajką dla dzieci, Tolkien pisząc ją nie miał pojęcia że napisze kontynuacje. Dlatego większość spraw jest potraktowana po macoszemu. Według Ciebie Peter po uprzednim nakręceniu genialnego WP powinien był zrobić teraz bajkę dla mlodszych z krasnalami uzbrojonymi w noże, idacymi odzyskac złoto, bez specjalnego nakreślania całej wyprawy ? Chciałbyś aby nie było żadnej wzmianki o odradzającym się Sauronie i misji Gandalfa ? Nieprzytomnego Bilba podczas całej końcowej bitwy? Ok. Dla mnie adaptacja to adaptacja, a większość zmian jest na plus. W książce próżno szukać takich świetnych scen jak Bilbo broniący pierscienia, i w ogole pokazania że działa on na niego coraz mocniej. Rozmowy Gandalfa z Thorinem, rozwiniętej postaci Barda, Balina ze łzami w oczach wchodzącego do Ereboru itp. :)
Napisałem, że oceniam w kontekście całej Twórczości Tolkiena:)
wg. mnie WP nie był genialny, był plastycznie fajny, ale też miałem wiele ale... Np. do postaci Gimliego, z którego zrobiono gamonia, do scen zręcznościowych, do orków biegających po ścianach jak obcy z decydującego starcia i do poszatkowanej fabuły, w której podróż trwa 3 części a jednocześnie Gandalf pokonywał te same odległości w minutę :)
Nie podobało mi się, że w filmie Arwena odchodzi i odchodzi i odchodzi, żeby w końcu zostać- strasznie nie zdecydowana była i nie było z duchem powieści to, aby Erlond na nią naciskał :) Nie podobał mi się Legolas na tarczy i to, jak reżyser przedstawił podróż Froda i Sama w Mordorze. Kompletnie nie podobał mi się Faramir- jego postać została zniszczona. Ni i ten zielony domestos niszczący wszystkie orki pod koniec bitwy na polach Pellanoru. Te i inne ale... wynikały pewnie z nie do końca dopracowanej koncepcji WP. PJ miał mało czasu na nakręcenie, zmontowanie i wypchniecie filmu do kin, w dodatku trzeba było jakoś się odnieść w tamtym czasie do interwencji w Iraku.
Widzisz kolego- klimat budowany długimi ujęciami, całym marketingiem, może zostać zniszczony przez jeden rozmyślny ale niepasujący do całości szczegół- dla mnie to były w przypadku Hobbita krasnoludy wychodzące z szamba, legolas biegający po głowach i akcja ze smokiem i piecem hutniczym.
Ten film to chyba pierwszy, po którym oczekuję, że wersja reżyserska będzie skrócona i przemontowana.
Ps- pierwsza wersja psychozy Hichkoka też była ponoć beznadziejna i przemontowana na potrzeby kina. Z tego samego materiału powstał jeden film słaby i drugi genialny :)
Nie zgadzam się z zarzutami odnośnie WP, ale nie ten temat :) Zgadzam się co do sceny z piecem, mocno przesadzona i niepotrzebna. Na szczęście przy kolejnym obejrzeniu nie wkurzała mnie tak jak za pierwszym... No ale i tak przedłużona mocno i niepotrzebna. Jednak ilość dobrych scen przytłacza te mniej udane, i to dla mnie się liczy, dlatego przymykam oko na te przedobrzenia. Legolas biegający po głowach, jest zrobiony w humorystryczny sposób, tak jak np. Bombur w beczce, więc również przymykam oko. A krasnoludy w kiblu... No coż, musieli się gdzieś schować, więc się poświecili, nie jest to jakieś dziwne biorąc pod uwagę okoliczności ;)
Zgadzam się, że ilość dobrych scen przytłacza te gorsze. Bo są te gorsze, ale to normalne. Nie ma rzeczy doskonałych :) A co do tematu Tolkien vs PJ to nigdy się wszystkim nie dogodzi. Film jest zrobiony w poważniejszym klimacie niż książka i to jest jego plus. Zanudził bym się, gdyby była to wierna kopia dzieła Tolkiena. Joecrou ma racje, że Tolkien pisząc Hobbita nie myślał o kontynuacji. Nie miał zielonego pojęcia do jak wielkiej rangi urośnie historia III ery Śródziemia. Śmiem twierdzić, że gdyby Tolkien miał na uwadze wydarzenia, które miały miejsce w WP, to czym jest Pierścień oraz powrót Saurona "wzbogaciłby" Hobbita co poniekąd uczynił PJ. Jedni będą marudzić, że odbiega od książki, inni marudziliby gdyby film był wierną kopią. Że za dziecinna, że głupie, że dorosły nie ma tam co szukać itd. Więc zawsze będzie źle, a jednocześnie zawsze będzie dobrze ;)
To troszeczkę nie tak, że Tolkien nie wiedział, że napiszę kontynuacje "Hobbita":
Nad swoim Śródziemiem pracował już od dawna i zaczął tą pracę o wiele wcześniej, niż spisanie przygód Bilba. Po prostu to ostatnie wplótł, a raczej oparł, na tym, co mu w duszy grało, i choć być może początkowo nie przewidywał "Władcy...", to "Silmarillion" żył już własnym życiem, niczym Sauron nie potrafiący jeszcze przybrać cielesnej postaci, lecz przecież istniejący!
No, ale ja nie o tym:
Oczywiście, że biorąc się za ekranizacje takich Dzieł każdy reżyser naraża się na krytykę, która nieodmiennie na niego spadnie, cokolwiek by nie uczynił.
A co uczynił Dżekson?
Odważnie wziął się do pracy, która chyba troszeczkę go przerosła. Bo aby udatnie rozwinąć wątki czy dodać nieistniejące w powieści postacie, trzeba geniuszu równego Autorowi książki. A tego i Piterowi i scenarzystom niestety brakuje.
"Kompletnie nie podobał mi się Faramir- jego postać została zniszczona."
Faramir to jedna z najlep
Muszę się niestety zgodzić. O ile 1 część była zgodna zarówno z duchem książki, jak i w w sporej mierze z samą książką (przygoda, lekkość, humor, krasnoludy były krasnoludami i Bilbo był DOSKONAŁYM Bilbem), o tyle 2 część traci tego ducha, odchodząc równocześnie od książki, pozostawiając jedynie w ramach opowieści - czyli jest Mirkwood, jest Erebor i główni bohaterowie i tyle w temacie.
Gubi się gdzieś ta lekkość, dwie na krzyż dobre humorystyczne sceny, nikną krasnoludy i Bilbo. Niedźwiedziowaty Beorn okazuje się smętnym centaurem, wesołe elfy zostają zastępione ponurymi osobnikami, Bard jest emo kidem z problemami, a Smaug po początkowej smaugowatości staje się ciężkim idiotą z gadzim móżdżkiem, a nie budzącą grozę podstępną bestią.
Nie żebym miała coś przeciw wyeksponowaniu "cięższych" akcentów, jak pociąg do władzy i do złota, konflikty między rasami, między samymi bohaterami. Absolutnie nie! Ale wydaje mi się, że wymaga to więcej finezji niż pokazanie elfki i krasnoluda i ich rozmowy na poziomie warsaw shore o zawartości spodni, Thranduila zygającego do Thorina na króciutkim przesłuchaniu, czy opieprzeniu Thorina przez Balina.
Niestety, ale dla mnie 2 część ze swoimi wprowadzonymi zmianami nie jest zgodna z duchem książki. Ale oczywiście pewnie polecę do kina na ten film drugi raz, jednak jestem fanem :D Ale nie ślepym fanem Mister Dżakson!
" o to, ze koniec końców Bilbo okazał się zbędny..."
Ten Bilbo, który:
- uratował krasnoludów przed pająkami
- uwolnił ich z lochu
- otworzył im drzwi do Ereboru
- wyniósł Arkenstone sprzed nosa Smauga
okazał się zbędny?
Serio?
SERIO?
nie oglądał uważnie filmy ? oglądanie filmu że zrozumieniem jak widać niektórzy mają z tym problem :)
Och, chodzi o jego główną rolę- miłą być włamywaczem a w ostateczności krasnoludy wlazły do góry i się rozpętało nie wiadomo co. Nie wypełnił swej podstawowej roli. Niezależnie czy Bilbo byłby w drużynie, czy też nie był- krasnoludy i tak wlazły do wnętrza góry i naraziły na niebezpieczeństwo siebie i Miasto na Jeziorze.
"miłą być włamywaczem a w ostateczności krasnoludy wlazły do góry i się rozpętało nie wiadomo co. Nie wypełnił swej podstawowej roli."
Głównym zadaniem hobbita w tej wyprawie było zdobycie Arkenstone.
To zadanie wykonał, a żaden krasnolud by tego nie zrobił.
Z tym, że widząc szaleństwo w oczach Thorina i będąc też poinformowany przez samego Smauga, jaki wpływ będzie miał kamień na niego, Bilbo uznał, że się wstrzyma z oddawaniem go. Tak więc kompletnie z czapy są twoje zarzuty, szczególnie że efekt wizyty Bilba u smoka jest zasadniczo taki sam jak w książce.
A co do zgodności ogólnie - sorry, ale mając trzy dychy na karku nie idę do kina żeby zobaczyć wierne przeniesienie na ekran książki, którą na dzień dzisiejszy to najwyżej dziecku do poduszki mógłbym czytać.