Po "Hostelu" nie oczekiwałem niczego wielkiego i nic takiego nie dostałem ;) Ot, film dla zabicia czasu, pod tym względem "Hostel" nadaje się idealnie. Bo czy film o Słowakach polujących na Amerykanów po to, aby pobawić się ich organami może być udany? Może i mógłby, ale na pewno nie w rękach Eliego Rotha. Film jest wtórnym, głupim, nieudanym teen slasherem w konwencji gore. W sumie nawet owego "gore" nie ma tutaj aż tak wiele, jak można było się spodziewać, w "Pile" było drastyczniej i bardziej pomysłowo. W ogóle gratuluję orientacji geograficznej reżysera, wg niego w Holandii wszyscy mówią po niemiecku. Nie obyło się jednak bez kilku fajnych scen, pomysł na burdel jest całkiem fpytkie =D No i dowiedziałem się jak w Islandii mówi się na łechtaczkę - "snipur" :D Aktorsko kiepskawo, ale były fajne dupy (choć jak pozbyły się makijażu to straciły trochę uroku :) . Muzyka była, ale nie pamiętam czy mi się podobała. Ogólnie można obejrzeć, ale tylko wtedy, gdy się nie ma nic lepszego do roboty, lub jak się ma ochotę na tępy film. Pod tym względem "Hostel" nadaje się idealnie :P Dużo bardziej mi się podobał "fake trailer" Rotha w "Grindhousie" do "Thanksgiving". 4+/10