Zdzierżyłem ten półtoragodzinny twór reklamowany (jakim cudem?) nazwiskiem Q. Tarantino. Pomijam fakt, że obraz ten nie przedstawia sobą żadnej wartości, nie niesie żadnej treści, oparty jest o sztampowe i przewidywalne chwyty fabularne i tuszuje (przynajmniej się stara, bez skutku z resztą) te wady brutalnością, naturalistycznym ujęciem tortur i seksualnymi "protezami".
Zastanawia mnie natomiast do kogo właściwie jest Hostel adresowany. Jest za brutalny dla młodszej widowni, która mogła by nie dostrzec jałowości tego filmu. Natomiast widz starszy i obeznany z tego typu sztuczkami, posiadający odpowiedni bagaż doswiadczeń i "przebieg taśmy filmowej" wynudzi się na Hostelu niemiłosiernie.
Poza wszystkimi ww. wadami film ten ma też i inną niezwykle irytującą cechę: "[...] Miszanina erotycznych fantazji i wizji Słowacji jako wiejskiej dziczy, zaludnionej przez gangi dzieci mulatów [...]"*. Może średnio wyedukowany widz z USA (a co to wogóle jest Słowacja? hmm... pewnie nazwa jakiejś krainy skąd przybywają Slovianie, tania siła robocza), a kto wie czy nie i reżyser, jest w stanie zaakceptować taki nonsens bez zająknięcia - ja, nie.
Osobiście nie polcam.
Pozdr.
* - fragment recenzji Matyldy Dudek; Dziennik Polski 6.03.2006