Przy tym filmie to już Twilight wydaje się głęboki i poetycki. Nudy straszliwe.
Toporna metafora dorastania i radzenia sobie z traumą. Trzeba czekać do ostatnich minut żeby zaczęło się cokolwiek dziać, bo niemal przez cały czas czekamy aż bohaterki dowiedzą się tego, o czym widz wie już od początku... Zresztą tempo akcji jest tu strasznie dziwnie rozłożone. Nie czuć tu rozłożenia na klasyczne akty, a jest to raczej chaotyczny zbiór scen, gdzie jeśli trafi się scena, gdzie można upchnąć odrobinę grozy, to twórcy to spróbują zrobić.
A co do walorów horrorowych... to jedna porządna scena (deszcz krwi) nie czyni z niego dobrego przedstawiciela gatunku. A z tym bardziej dyskretnym straszeniem jest tu jeszcze gorzej. Nie ma ten film klimatu, jakiejkolwiek porządnej atmosfery grozy. Postaci są absurdalnie jednowymiarowe i papierowe.