"...do pipidówki...do pipidówki...do pipidówki"

tak lektor jednostajnym, miarowym tonem co raz powtarzał za tekstem jednej z piosenek, a ja prawie turlałam się po podłodze ze śmiechu :D (cóż, słowo "pipidówka" jest dla mnie bardzo zabawne i nic na to nie poradzę)

I wcale nie "gniot usiłujący udawać ambitne kino". Ciekawe, skąd ten pomysł jednej z użytkowniczek? Po prostu niezobowiązujące, lekkie kino. Letnia przygoda, wakacje, czas wolny od obowiązków, całego tego wyścigu szczurów. Zwyczajnie: droga, przygoda, rozmowy o głupotach bez udawania mądrzejszego niż się jest, a przecież ci chłopacy byli zwykłymi chłopakami właśnie, a nie jakimiś artystami, naukowcami czy innymi jajogłowymi. Chciałabym poznać człowieka, który zawsze ma takie ambitne plany wakacyjne, zawsze prowadzi (szczególnie w czasie relaksu, wakacji) takie pełne filozoficznych przemyśleń rozmowy, które za każdym razem wzbudzają w nim tyle emocji? To każdego by doprowadziło do szybkiego wypalenia.

Nie jestem też pewna czy te ich relacje były aż takie niewiarygodne (kolejny pojawiający się na tym forum zarzut). Raczej dość normalne wśród zwyczajnych ludzi, którzy nie są sfisiowani jakimiś chorymi ambicjami, żyją sobie z dnia na dzień i cieszą się drobnymi sprawami jak wiatr we włosach, deszcz na twarzy, taniec pośród łąk i pól, pływanie nago w jeziorze. Szczerze polecam tym, którzy przeważnie siedzą na wyżynach intelektualizmu trochę takiego szaleństwa, a może wręcz normalności właśnie.

Ten film był wg mnie bardzo normalny. Nie wiem, skąd te sądy o absurdalnych zachowaniach i sytuacjach. Że dziewczyna lekkomyślna? Przecież młoda. Ile ona miała lat? 18 zaledwie. Sama mówi, że straciła dziewictwo w wieku 14.lat, a zakładam, że fabuła toczyła się w czasie bieżącym, czyli 94r. Czyli szybko poznała swoją seksualność, trochę kokietowała, a trochę zwodziła tych chłopaków. Taki typ lolitki, a trochę już femme fatal. Takie też bywają. A przecież oni sami rozmawiali o planach dot.dziewczyn i o przygodach z nimi na raz. To chyba dość normalne marzenia każdego chłopaka na wakacjach. Nie wiem, co w tym takiego nienormalnego i zdrożnego.

Mnie ten film trochę przypominał "Easy Rider'a" z 1969r., ale przeniesionego do współczesnych Czech. I końcówka tak samo wbija w fotel. Dobrze, że po tym, co się stało od razu nie pojawiły się napisy końcowe, tylko jeszcze dłuższą chwilę obserwujemy jadących samochodem. Miałam wtedy małą retrospekcję wydarzeń filmowych.

1

    Zgłoś nadużycie

    Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu:
    Ostatnio odwiedzone
    wyczyść historię