Wyznam szczerze, że z wielką przyjemnością obejrzałam refleksyjną opowieść zaproponowaną nam, widzom, przez telewizyjną Jedynkę w piękny listopadowy wieczór. Mam na myśli film "Kalipso" z doborową obsadą aktorską, z ciekawie nakreślonymi rolami (czasami wręcz mocną, wyrazistą kreską- świetna, jak zwykle Anna Majcher).
Opowieść o pięknej prawdziwej przyjażni, o przemijaniu, ot o życiu w prowincjonalnym miasteczku po prostu. Ma ta opowieść pewien urokliwy klimat (podobny nastrój odczuwałam oglądając serial "Siedlisko"). Nie wiem czy to zasługa aktorów, miejsca, w którym rozgrywa się akcja filmu, krajobrazów czy pory roku ... Fakt faktem, po obejrzeniu filmu "Kalipso" zrobiło mi się ciepło na duszy, powiało mi optymizmem, że są ludzie pokroju Roszpunki, którym się jeszcze chce zrobić coś dla innych. A że nie zawsze do końca uczciwie, wykorzystując przy tym spryt i inteligencję, grając na uczuciach innych...Cóż, takie czasy... Na dodatek można wdać się w dysputy filozoficzne z miejscowym pisarzem (który czeka na wenę i musi pisać za darmo, biedaczek!) i to tylko za 7, 20, bagatelka!
Świetna rola Mariana Kociniaka, świetny epizod Anny Majcher, ciekawa postać pisarza, wykreowana nie mniej ciekawie przez Andrzeja Zielińskiego, dobre role pozostałych aktorów. I jeszcze pojawiający się w tle Jan Himilsbach, tytułowy Kalipso. A wszystko to w filmie trwającym niepełną godzinę! Nie jst tak źle z filmem polskim, proszę mi wierzyć!