Nic nie widzę, co by w tym filmie było dobrego. Film obejrzany tylko poprzez sentyment do tej aktorki, ale i ona działała mi przez cały film strasznie na nerwy. Ciągle szlochająca, nieporadna mama.
Fabuła? Tragedia, film nudny od początku do końca, jak flaki z olejem. Scena z niedźwiedziem była po prostu ... śmieszna.
Ale była jedna dobra scena! Gdy Monica Bellucci leży naga, umierająca i jest uzdrawiana przez jakiegoś starego, pewnie nieźle napalonego szamana. Nadal ma piękne ciało mimo swojego wieku i wolę, żeby grała dopóki może obiekty westchnień, a nie zdesperowaną i znerwicowaną matkę. Nie mogłem na znieść jej roli, nie nadawała się. Gdy ją oglądam chcę widzieć Malenę ;]
Pozdro