Kłamstwo katyńskie - filmowa kontynuacja?

PRZEMILCZANE ZBRODNIE - Prof. dr hab. Jerzy Robert Nowak

"Jak mordowano Polaków

Gdy rozpoczynałem pisanie książki o antypolskich postawach Żydów na Kresach po 17 września
1939 r., zdawałem sobie dobrze sprawę z rozmiarów kolaboracji Żydów z sowieckimi
najeźdźcami w administracji, propagandzie, nadzorze deportacji Polaków czy ogromnej fali
żydowskich donosów przeciw Polakom.

Nie miałem natomiast pełnego wyobrażenia o ilości zabójstw na Polakach popełnionych przez
zbolszewizowanych Żydów. A nierzadko zbrodnie te były dokonywane z wyrafinowanym
sadyzmem, jak świadczą niektóre z relacji nadesłanych do mnie przez czytelników. Dodajmy
również, że żydowskiego pochodzenia śledczy i kaci więzienni, kresowi Fejginowie i Morele,
należeli do najbardziej bezwzględnych i wyrafinowanych oprawców.

Szczególnie dużo przypadków mordowania Polaków przez zbolszewizowanych Żydów miało
miejsce w dwóch okresach: w pierwszych tygodniach po 17 września 1939 r. i w czasie
pospiesznej "ewakuacji" więźniów po napaści Niemiec na ZSRR w czerwcu 1941 r.

Są wśród tych zabójstw historie zbrodni szczególnie spektakularnych i bezwzględnych, tak jak
jawny mord na kilku polskich działaczach studenckich na Politechnice Lwowskiej w październiku
1939 r. zabitych pod zarzutami antysemityzmu czy wymordowanie 8 dominikanów z klasztoru w
Czortkowie przez żydowskich NKWD-zistów w czerwcu 1941 r.

Znamienny był fakt, że zabójstwa Polaków dokonywane przez skomunizowanych Żydów na ogół
wcale nie ograniczały się do osób, z którymi sami Żydzi mieli osobiście poprzednio jakieś
konflikty. Częstokroć zabijano przypadkowo wybranych polskich żołnierzy, oficerów, urzędników,
duchownych czy po prostu ludzi zamożniejszych - tak jak hrabiostwo Skirmunt. Nierzadko
zabójstwa na Polkach były dokonywane przez prosowieckich Żydów wspólnie ze
zbolszewizowanymi Białorusinami czy Ukraińcami.

Wiązała się z tym sprawa udziału wielu Żydów w wyłapywaniu polskich oficerów, przebranych po
cywilnemu lub jako zwykłych żołnierzy, co w rezultacie doprowadziło do ich przyszłej śmierci,
powiększając "listę katyńską"."


"Zdradzieckie strzaly zza wegla

Relacje z tamtych lat dowodza, ze zydowscy dywersanci uciekali sie do zdradzieckich strzalów z
ukrycia nie tylko do wojsk polskich, ale w ogóle do ludnosci cywilnej, chcac wywolac
zamieszanie i panike.

Rotmistrz Narcyz Lopianowski, dowódca 2. szwadronu 101. Pulku Ulanów walczacego w
obronie przed bolszewikami we wrzesniu 1939 roku wspominal: Podczas tych ciezkich chwil,
najbardziej nieprzyjemne bylo zachowanie sie grup zlozonych prawie wylacznie z miejscowych
Zydów. Szczególniej utkwila mi w pamieci ulica Dominikanska, gdzie strzaly padaly nie tylko z
broni recznej, lecz i z rkm, ustawionego na dachu, oraz granatów recznych, rzucanych z okien
domów (cyt. za R. Szawlowski: Wojna polsko-sowiecka 1939, Warszawa 1997, t. 2, s. 80).

Halina Araszkiewicz - we wrzesniu 1939 roku uczennica szkoly w Grodnie relacjonowala po
latach - w 1984 roku: Po poludniu poszlysmy z ciocia, zeby cos za to kupic. Az tu na ul.
Brygidzkiej zaczeto strzelac. Patrzymy, na balkonach Zydzi z czerwonymi opaskami strzelaja po
ulicy do ludzi (...). Kolo domu ktos powiedzial, ze Zwiazek Radziecki przekroczyl nasze granice
(cyt. za: R. Szawlowski, op.cit., t. 2, s. 191).

Brunon Hlebowicz, ówczesny nauczyciel i dzialacz harcerski w Grodnie, uczestnik obrony
miasta, wspominal po latach w relacji o tamtym okresie: Juz wiedzielismy, ze poprzedniej nocy
wybuchla rebelia komunistycznozydowska. Strzelano do policji, strzelano do zolnierzy, do
pojedynczych osób, ale bunt zlikwidowano zarówno w samym miescie Grodnie, jak i w
miasteczkach takich, jak Ostryna czy Jeziory, jak Indura (cyt. za R. Szawlowski: op.cit., t. 2, s. 58)."

1

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: