„Jeżeli Kevin Smith był zjarany, gdy wpadł na pomysł tej genialnej opowieści, marihuanę winno uznać się za najlepszy możliwy preparat medyczny”, dowcipnie napisał jeden z krytyków filmowych. „Tusk” z kolei to lek na całe zło, w jakim grzęźnie bieżąca scena horroru. Historia autorstwa Smitha, której z szacunku do niezaznajomionego czytelnika nie będę spoilował, urzeka bezpretensjonalnością, zachwyca swobodą w przekazie. Reżyser bez ogródek przyznał, że jego najnowszy projekt zainspirował absurd „Ludzkiej stonogi”; współczesny klasyk horroru cielesnego jest tu parafrazowany raz po raz. Inaczej jednak niż twórcy wielu innych dzisiejszych filmów grozy, Amerykanin kręcił swój obraz bez spiny, na zupełnym luzie. Ekstrawagancki w najbardziej pozytywnej definicji, film znokautował nawet poprzednie horrorowe umizgi Smitha – niedocenione dziwowisko „Red State”. Okazał się udanym komediodramatem, filmem mocarnego aktorstwa, body horrorem, który mrozi krew w żyłach.
hisnameisdeath . wordpress . com/2014/12/28/filmowe-podsumowanie-2014-roku-25-najlepszych -horrorow-cz-2 (spacje!)