Dla takich filmów powinni stworzyć nowy gatunek "wierdo". Ten film nie był straszy, ale raczej odpychający wizualnie. Natomiast jestem osobą, które zzwykłe, klasyczne "buu" w horrorach jest w stanie wystraszyć. Nie była to komedia, bo nie było nic śmiesznego. W dodatku pojawia się facet, który przypomina dobrą wersję Jokera dla ubogich. Jednak przez cały film myśle sobie "WTF?!" Stanowczo nie polecam osobom, które chcą obejrzeć horror.
Jest, ale bodajże tylko przez pierwszych kilka minut od dodania posta. A straszne wg mnie w tym filmie może być po prostu sama idea, że naprawdę na świecie jest w cholerę psycholi, którzy potrafią robić naprawdę chore rzeczy z drugim człowiekiem. Zresztą, dla mnie miarą horrorów nie jest "bu!" duch wyskoczył z ekranu, bo cóż, triki horrorom się skończyły, we wszystkich znajdziesz praktycznie to samo, tylko właśnie to, co zostaje Ci w głowie po seansie, bo "BU!" w danej chwili zawsze wystraszy człowieka, bo nie spodziewa się, nawet znajomy jest nas w stanie tak przestraszyć, a nie jest makabrycznym stworem czy duchem, ale o znajomym później w nocy nie myślisz. Np. film "Dziewiąta sesja" bodajże - niskobudżetowy, kiczowaty horrorek/thriller psychologiczny, ale do dzisiaj jak sobie przypomnę głos "Simone"a" z tego filmu, to mam ciarki na ciele :P Choć film sam w sobie, oglądając go strasznym nie był. Ale co do Tuska komediowe aspekty też widziałam - walka "morsów" była komiczna :P pierwszych tam nie wiem, 20 minut też - jedzie bohater na wywiad gościa, który odciął sobie sam nogę, bawiąc się kataną (hah!), a tu klops, zdążył się zadźgać i bohater zamiast wywiadu ma pogrzeb. Przy czym nie jest to humor typu "hahaha, ale zabawne", tylko raczej czarny humor plus śmiech wywołany niedowierzaniem typu "ja pieprzę, co ja oglądam, hah". A co do gatunku, nie wiem, czy coś w ten deseń nie istnieje już.