Kobieta kot

Uważam, że film był super. Halle Berry zagrała super tę rolę. Nie rozumiem dlaczego ten film dostał tyle złotych malin. Ja się z tym nie zgadzam.

14
  • Przed chwilą miałem nieprzyjemność obejrzeć początek tego gniota,zupełnie przypadkowo.Szkoda słów.

  • Mi także się podobało. Lubię takie kobiety z charakterem.

    • Popieram zagrała z pazurem nie to , co Anne w najnowszym batmanie ... W ogóle to fajna interpretacja tej postaci dodaje jej niezwykłości :D

      • A czytałeś wogóle komiks? Z założenia aktorka została źle dobrana, bo główna bohaterka nie była czarnoskóra. W£aśnie od tego gniota (i nieco wcześniej Daredevila, chociaż Kingpina można jeszcze wybaczyć) zaczęło się pakowanie na siłę kolorowych aktorów do adaptacji komiksowych, gdzie grani przez nich bohaterowie byli w komiksach biali. Jest to wynik polityki Stanów, które nagle od jakiegoś czasu pokazują światu na siłę, jacy to Amerykanie są super tolerancyjni. Taka moda, chociaż każdy kto ma trochę orientacji wie co tam dzieję się w realu. Oby Trump wycofał tą hipokryzję.

        • ale pierd0lenie xD
          kolor skóry głownej bohaterki to najmniejszy problem tego filmu

          • Dla mnie akurat jest jednym z najważniejszych, tym bardziej że w komiksie catwoman była biała. To tak jakby z Kunta Kintego zrobić białego.

            • Kogo obchodzi komiks? Film to odrębne dzieło i nie musi być adaptacją komiksu 1:1.

              • Np kolekcjonerów, chociaż fakt adaptacje filmowe raczej nie powstają z myślą o nich. Tu, jednak, bardziej chodzi o poprawność polityczną, a nie o kolor skóry bohaterki i to wpakowywaną na siłę, co wg mojego skromnego zdania jest najbardziej irytujące.

              • Kogo obchodzi komiks? Większość ludzi. Film nie musi być adaptacją 1:1, ale to co w tym filmie zrobili, to już przesada.

                • Większość ludzi ma takie pojęcie o komiksach jak o książkach, które były podstawą do nagrania wielu filmów. Tamte rzeczy się zestarzały, filmy kręci się w kontekście współczesności i dzisiejszego widza.

                • Zestarzały się, ale wciąż są bardzo popularne. Większość ludzi czyta książka, a później ogląda film, albo ogląda film, z później czyta książkę. Ci, którzy oglądają film i w ogóle nie sięgają po książkę, są mniejszością.

                • Skąd te statystyki? Czytelnictwo od lat jest na wymarciu, a branża filmowa ma się świetnie. Grubo ponad połowa Polaków nie czyta ani jednej książki rocznie, a komiksy to już w ogóle prehistoria jak zbieranie znaczków. Filmy tego typu robi się dla widza masowego, czyli takiego, co nie czyta, a jakiś tam zarys bohaterów ma z kreskówek z dzieciństwa. Nikt nie będzie ładował milionów dolarów żeby zadowolić margines nerdów. xD

                • "Nerdy" to bardzo niepoprawne określenie. Te statystyki nie biorą się znikąd. Z najwyższym szacunkiem, ale wygląda na to, że nie obracasz się w zbyt oczytanym towarzystwie. Ja czytam i książki i komiksy, więc bardzo dobrze wiem, że książki nie są na wymarciu, przeciwnie, czytelnictwo cały czas się rozwija. A komiksy nie zostały zapomniane, od lat nie miały się tak dobrze jak teraz. Halle Berry i Jesse Eisenberg dostali złote maliny za swoje role, ponieważ w ogóle nie przypominali oryginalnych komiksowych postaci. To, że nie czytasz, nie znaczy, że nikt inny tego nie robi, a widz masowy, to taki co lubi sięgnąć również po oryginał, czy to książka, czy komiks.

                • Obracam się w statystycznie przeciętnym towarzystwie i fanów książek i komiksów policzyć mogę na palcach jednej ręki. Jasne, jak ktoś zbiera znaczki czy bawi się w planszówki, to dobiera znajomych pod hobby i wydaje mu się, że jest ich więcej, ale ogólnonarodowe sondaże nie pozostawiają złudzeń. Widz masowy to taki, co nie czyta, a postacie i historie z filmów są dla niego nieznaną nowością. Nie ma w tym nic złego, to tylko fantazja, można ją sobie interpretować i przedstawiać do woli. To nie film dokumentalno-historyczny, który musi trzymać się jakichś faktów. Już dla mojego pokolenia (mam 30 lat) pierwsze zetknięcie z herosami Marvella to kreskówki, a nie komiksy, a następne pokolenia kojarzyć je będą z takich właśnie filmów i to ten obraz będzie w ich odczuciu wzorcowy.

                • Jasne, że dla widzów, którzy nie stykają się z komiksami w ogóle, film (o ile dobry) będzie wzorcem. Ja obracam się w towarzystwie kino-maniaków, połowa z nich czyta książki, ale komiksów żaden i nie dlatego, że nie chcą, po prostu w Polsce są one trudno dostępne i niezbyt popularne, dlatego to jasne, że w Twoim odczuciu mogą one być już tylko historią, ale ja znam się na komiksach i ich popularność wcale nie spada, a w ciągu ostatnich kilku lat nawet wzrosła. Dobra książka ma wysokie noty już od początku, a rosną jeszcze bardziej kiedy wyjdzie film, właśnie dlatego, że ludzie chcą sięgnąć po oryginał. Filmy są robione dla widza, który nie czyta, z elementami, które zrozumie tylko czytający i to jest właśnie widz masowy.

                • Komiksy w Polsce trudno dostępne? Może 20 lat temu, ale dziś? Fakt, że nie są tanie (wydanie deluxe przygód Cat Woman to koszt ok. 100 zł), ale w empikach kwitnie czytanie komiksów na miejscu.

                • Z tym, że w empiku można kupić tylko zeszyty, czyli zbiorowe wydania, a nie ma pojedynczych komiksów.

                • To bez znaczenia. Od lat już nie są trudno dostępne. Zwłaszcza z uniwersów DC i Marvela.

            • A czy Kunta Kinte nie jest przypadkiem postacią historyczną?

              Poza tym nawet jeżeli nie jest, jego kolor skóry ma kluczowe znaczenie dla jego historii.

              Czy kolor skóry Catwoman ma jakieś znaczenie w komiksie? Jeżeli nie to bóldupienie z tego powodu jest śmieszne.

              • No niby afroamerykański pisarz Alex Haley, autor "Korzeni" doszukał się swojego przodka Kunta Kinte w Plemieniu Mandinko z Ghambii ale też wielu władców europejskich twierdziło, że pochodzą od Wikinga Rollo (nie tego z serialu); zatem na 100% nie stwierdzono czy istniał ktoś taki. Co do koloru skóry aktorki, to nie jest kwestia bólu upy, tylko problem wszędobylskiej na siłę poprawności politycznej. Tu ona jest tym bardziej bez sensu, że przecież świat superbohaterów ma swoich czarno i inno skórych idoli.

                • Ale dlaczego jest to dla Ciebie tak istotną kwestią?

                  Uważam, że jedynymi filmami, w których kolor skóry bohaterów ma znaczenie są filmy historyczne, bądź takie, w których ów kolor skóry jest z jakiegoś powodu istotny (najczęściej są to filmy dotykające problematyki rasizmu).

                  Doprawdy nie rozumiem, jak można mieć pretensje do PRYWATNEJ wytwórni, że za swoje własne pieniądze realizuje swoją własną wizję. Tym bardziej, że nikogo przy tym nie obraża (przynajmniej nie umyślnie - cały pomysł z diabolicznym make-upem można by podpiąć pod seksizm, gdyby się uprzeć).

                  Abstrahując od samego tego faktu: to dobrze, że ludzie o różnych kolorach skóry pojawiają się jako bohaterowie. Jakiś czas temu oglądałem 8-godzinny serial dokumentalny "O.J. - Made in America" (swoją drogą gorąco polecam każdemu), w którym czarnoskóry kumpel Simpsona opowiadał, jak dorastając nie mieli dookoła żadnych wzorców poza czarnymi alfonsami, w związku z czym ich styl życia był jedynym, do czego aspirowali. Nie był czarnych bohaterów w sporcie, nie było w filmach, nie było w polityce, byli za to w gangach i w ulicznych burdelach.

                  To dobrze, że czasy się zmieniły. Dobrze, że separatystów rasowych jest mniej niż kiedyś. Owszem, zachodzące zmiany przyniosły ze sobą nowe problemy: praktycznie nikt nie przeciwdziała dziś rasizmowi wśród afroamerykańskiej społeczności, ale i tak, trzeba pamiętać, że nawet pod tym względem jest lepiej niż kiedyś. Kiedy ostatnio słyszeliśmy doniesienia o działaniach Czarnych Panter? No, właśnie...

                • Nie słyszeliśmy bo wiadomości ze świata skupiają się na działalności islamskich uchodźców. Sorki ale ja za bardzo nie wierzę w ucywilizowanie dziczy; zobacz ile to zajęło Europejczykom. Już pisałem czego mi się to nie podoba; mam takie same prawo do krytykowania takich akcji, jak filmowcy do ich produkowania. Od tego typu działań się zaczyna, potem idzie np fałszowanie historii, jak to czynią turbosłowiańscy bardowie Bieszk, Szydłowski czy Biauczyński and co.. A o co tak naprawdę w tym chodzi wiadomo. Abstrahując od omawianej przez nas kwestii, wg mojego skromnego zdania sam film jest po prostu kiepski

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: