Rewelacyjny film, poruszający, wzruszający. Świetnymi gra aktorska.
Gryzie mnie jedno.. Marek zakochuje się w Lydii ? Nie sądzę.
Ja widze to inaczej, Moim zdaniem on desperacko szuka bliskości drugiej osoby nieco na siłę. Strach przed samotnością, tęsknota za zmarłą żoną, przerażenie związane z ogromem spraw jakie niesie za sobą samotne wychowywanie syna... Marek mimo tego, że wyznaje miłość kobiecie samotnie wychowującej córkę, wcale jej nie kocha ale czuje wieź gdyż oboje mają przed sobą i za sobą trudne chwile.
Jak widzicie ostatnie sceny ? Mianowicie zabicie rybki i zakopanie jej. Śmierć i życie. Coś jest, później tego nie ma...
(UWAGA SPOILERKI)
Film warty uwagi chociażby ze względu na wszechobecny naturalizm w grze aktorów. Dramat jednostki postawionej w sytuacji zmuszającej do podjęcia poważnych kroków i poważnych decyzji. Aktor, człowiek o stu twarzach w życiu, ale poza szklanym okiem kamery - średniak. Średnio z pracą. Średnio z pieniędzmi. Średnio ze wszystkim. Człowiek w średnim wieku który nie potrafi pogodzić się z tym co spotkało go na drodze. Rok po stracie żony, nie potrafi odnaleźć się w nowej rzeczywistości wszechogarniającej pustki. To psychiczne rozdarcie jest uzasadnione. Jeśli ktoś kiedykolwiek utracił osobę, którą kochał (ale tak naprawdę kochał) - wie czym jest ból jaki towarzyszy każdego dnia od otwarcia do zamknięcia oczu. Wydawać by się mogło iż żyjąc czujemy jak uchodzą z nas życie i chęci do dalszej egzystencji. Szukanie na siłę zastępstwa w postaci dawnej miłości, czy obcowanie z singielką, matką samotnie wychowującą córeczkę to typowe odruchy samozachowawcze. Wszystko aby nie być samemu. Niestety, tytułowy koniec miłości następuje długo przed wydarzeniami w filmie. Wtedy, kiedy umiera żona. Prawdziwa miłość jest tylko jedna i utrata tego największego w życiu daru to pożegnanie z miłością na resztę życia. Nie ma miłości między dwojgiem ludzi kiedy istnieje mur wybudowany przez wspomnienia i brak ukochanej osoby, nie ma szans na powodzenie, ale zostaje coś innego - miłość do własnego dziecka, wystawiona w ostatecznym rozrachunku na wielką próbę. I te próbę obserwujemy według mnie w ostatniej scenie. Sytuacja beznadziejna w jakiej znajduje się Mark w ostatnich scenach, wywołuje u niego atak paniki. Złota rybka ma charakter wentyla, przez który (wraz z życiem rybki) uchodzą te najgorsze emocje. Wentyl bez którego Mark prawdopodobnie dopuścił by się zabójstwa własnego dziecka (panika przed tym co będzie z niepewnym jutrem). Po to jest ta scena. Ostatnie słowa na cmentarzu i tuż przed, to w pewnym sensie próba pogodzenia się ze swoim losem, próba uzasadnienia (nie dziecku) śmierci jako czegoś co oczyszcza i daje szanse na lepsze życie. Według mnie wytłumaczenie dziecku dlaczego rybka nie żyje i czym się różni życie od śmierci to jego osobista terapia, która wymagała słuchacza. Mark zaczyna wierzyć w to lepsze życie. Chce zerwać ze wspomnieniami z bólem który jest z nimi połączony, stad ostatnie ujęcia przedstawiające pochówek złotej rybki - "tatusia" obok żony. Rozliczenie z własnymi duchami aby nauczyć się na nowo żyć. Jakkolwiek to życie się potoczy.