Nie tyle nie dla dzieci, ile nie dla każdego dziecka

Po przeczytaniu postu poniżej i burzliwej dyskusji postanowiłam tu napisać, choć nie zwykłam tego robić :P.
Mam małe dziecko, stanowczo za małe na ten film bo ma 1,5 roku, ale szukam dla niego bajek i oglądam ostatnio sporo produkcji z plakietką 'dla dzieci'. Trafiłam w ten sposób i na Koralinę, co bardzo mnie cieszy, bo film jest fantastyczny. Przepięknie zrealizowany, klimatyczny, naprawdę super - horror. I nie żaden pół horror, tylko normalny klasyczny horror, co do czego nikt nie miał by wątpliwości, gdyby nie był animowany.

Czy w związku z tym nie nadaje się dla dzieci?
Nadaje się dla niektórych, dla innych nie i to rzecz rodzica ocenić, czy jego dziecko film wytrzyma.
Jeśli dzieciak jest wrażliwy, ma bujną wyobraźnię, miewa często koszmary - cóż, może to nie najlepszy wybór.

Ale zasadniczym powodem, dla którego piszę jest po pierwsze:
nie bardzo rozumiem z jakiej racji niektórzy forumowicze podają w wątpliwość kompetencje rodzicielskie osób, których pociechy są na tyle wrażliwe, że ten film może na nie za mocno oddziaływać, tłumacząc to złym, bezstresowym wychowaniem. Psychika i wyobraźnia dziecka działają w trochę inny sposób niż u osoby dorosłej. Ponadto i dorośli są bardziej i mniej wrażliwi, tak już jest i to nie konsekwencja wychowania. A do tego gratuluję podejścia do dzieci jeśli poprawna metoda wychowawcza polega na tejże wrażliwości zabiciu :P.

Po drugie.
Argumenty w rodzaju 'kiedyś były gorsze bajki, popatrzcie na Grimmów'. Naprawdę?
Kiedyś zabierano dzieci też na publiczne egzekucje. To też można by wyciągnąć.

Po trzecie.
Dzieci lubią grozę. Fakt.
Ale gdyby rodzice mieli się kierować tylko tym co dzieci lubią, to czy np. mieliby je karmić tylko fast foodami i słodyczami?
To, że coś się dzieciom podoba nie musi znaczyć, że jest dla nich odpowiednie.

I ostatnie: MORAŁ
Cóż, to w zasadzie luźna uwaga. Widzę, że mój odbiór morału płynącego z tego filmu nieco odbiego od dominującej tendencji, mianowicie: rodziców trzeba kochać jacy by nie byli.
Bo, właściwie, dlaczego?
Jeśli np. ojciec, albo skoro mamy równouprawnienie, dajmy pole do popisu kobiecie, a więc matka to alkocholiczka katująca dziecko fizycznie i psychicznie, to niech ją kocha i szanuje, bo to mamusia.
Wiem, że przykład patologii jest nieco przesadzony, ale nie zgadzam się z teorią, że to, że dziecko jest nasze zobowiązuje je do miłości i szacunku. Taki punkt wyjścia prowadzi do zdegenerowanych relacji i właśnie tego, jak wygląda zachowanie niektórych dzieci, które od razu są szufladkowane, jako wychowywane bezstresowo.
Moim zdaniem morał jest owszem bardzo jasny i oczywisty, z tym, że to przesłanie do rodziców, a nie dzieci i szkoda.
Jak nie będziesz się dzieckiem zajmował, słuchał go, poświęcał mu czasu to poszuka czyjegoś zainteresowania gdzie indziej, i może w ten sposób i Ciebie i siebie wpędzić w tarapaty. I dziecko nie poczeka na weekend, czy wakacje, czy urlop, bo potrzebuje uwagi stale.
Czy to historia o okropnej cwaniackiej Koralinie, która uczy się pod wpływem przeżyć szacunku i tolerancji, czy czego tam?
Czy o biednej znudzonej i zaniedbanej dziewczynce, którą zabrali od przyjaciół w nowe miejsce i nawet nie pozwolą jej pójść popracować w ogródku, bo naniesie błota, która cudem wychodzi z opresji?

Cóż ja się skłaniam do tej drugiej interpretacji, ale jak wiadomo, każdy ma prawo do własnego zdania.

Pozdrawiam

51

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: