"Kosiarz umysłów 2" zawsze mnie nęcił swym tytułem, ale nigdy nie potrafił mnie przekonać do siebie czymś więcej. Dziś dałem temu tytułowi ostatnią szansę i film nawet próbował z niej skorzystać.
Największym atutem filmu jest specyficzne wyobrażenie cyberprzestrzeni. Odrealniona, niezbyt skomplikowana siatka miejska w specyficznej kolorystyce - zieleń, fiolet, czasem czerwień. Ta specyficzna wizja gdzieś pomiędzy miastem rzeczywistym, a wnętrzem systemu z filmu "TRON", potrafi zaciekawić widza, jeżeli tylko jest ona pokazywana.
Spodobał mi się też tytułowy kosiarz - Jobe grany przez Matta Frewera. To nie był szaleniec, który napawał się zabijaniem. To był gracz komputerowy, który głównych bohaterów traktował jako urozmaicenie rozgrywki.
Niestety przeszkadzał mi dobór głównych bohaterów - grupa dzieciaków spotykająca się/mieszkająca w metrze bawiąca się komputerami zrzeszona z informatykiem zaangażowanym w rozwój wirtualnego świata, który od kilku(-nastu) lat poświęca się hodowli kaktusów w swym domku na pustyni. Szczyt idiotyzmu zostaje osiągnięty, kiedy w jednej ze scen akcji padają nieśmiertelne słowa "Bez <imię psa> nie wyjdę".
Nieprzekonująco wypada też świat przedstawiony filmu. Na początku słyszymy, że mamy do czynienia z przyszłością. Nawet widzimy futurystyczny model samochodu. Później jednak ta wizja się rozmywa. Na ulicach można dostrzec zwykły samochód sportowy w typie pojazdów wyścigowych z lat '60, a także i pojazd w stylu lat '50. Wagony metra niczym się nie różnią od normalnych. Helikopter i samolot też taki dzisiejszy. Niby przyszłość nie jest dokładnie sprecyzowana i może być niedaleka, ale mi to wyglądało na zwykłą niekonsekwencję.
"Kosiarz umysłów 2" wygląda jak familijna wersja thrillerów cyberpunkowych. Niby przyjemny jest styl tamtych lat, z miastem pogrążonym w ciemności i wirtualną rzeczywistością, ale poza klimatem film nie oferuje właściwie nic. Dla mnie była to mieszanka podobnie niestrawna co ksiądz w ekranizacji "Johnny'ego Mnemonica". Osobiście nie polecam.
1-2/5
Nie wiem jak film ma się do części pierwszej, ani do książki.