Koszmar

Nightmare
1981
5,2 137  ocen
5,2 10 1 137
4,0 2 krytyków
Koszmar
powrót do forum filmu Koszmar

ocenił(a) film na 7

(...) „Koszmar” owiany jest wyjątkowo złą sławą: w Wielkiej Brytanii zasilił nawet listę tak zwanych „video nasties”, a swemu dystrybutorowi przysporzył kłopotów natury prawnej. Odpowiedzialny za rozpowszechnianie filmu wydawca trafił do więzienia na kilka miesięcy, bo nie chciał ukrócić materiału o garstkę, nomen omen, koszmarnych scen. Tak narodziła się legenda horroru, który legendarny chyba wcale nie miał być, bo powstał za przysłowiowe grosze, a w kinach zadebiutował dość pośpiesznie – goniąc za sukcesem „Piątku, trzynastego” i innych dziełek typu slash-and-hack. Zarzucić można filmowi mizoginiczne traktowanie postaci kobiecych, celebrację dosadnej przemocy, fatalne aktorstwo. Ustępują z ust odtwórców – zwłaszcza epizodystów – śmiesznie dukane dialogi, które są poniżej wszelkiej krytyki („now he’s on the loose and killing people – and we can’t have that!”). Do tego kolejne akty oddzielane są za pomocą teatralnych plansz ze wskazówkami jak np. „Dzień pierwszy”, „Dzień ostatni”. Nad efektami specjalnymi „Koszmaru” pracował domniemanie wielce ceniony charakteryzator Tom Savini. Później wielokrotnie zaprzeczał swemu udziałowi w procesie twórczym, a gotowy projekt porównał nawet do… fekaliów. Jego zapewnieniom przeczą zdjęcia z planu, przedstawiające osobniczego wąsacza tuż obok realistycznie ludzkiej kukły.


„Efekty specjalne” to dla „Koszmaru” wyrażenie kluczowe. Pomimo w pełni uzasadnionych zastrzeżeń, pozostaje film udany i przyjemny w odbiorze (lub nieprzyjemny – jak wolicie) właśnie za sprawą pięknego rozlewu krwi. Nakręcił Scavolini horror utrzymany w surowej estetyce Grand Guignol, uderzający nadmiarem szalenie brutalnych sekwencji, po napisach końcowych wymagający od widza długiej kąpieli. Pierwsze ociekające juchą ujęcie zostaje zaserwowane już w trzydziestej, czterdziestej sekundzie (!) – a później jest tylko „gorzej”. Reżyser i kadry od efektów cenią sobie soczysty, rozdzierający sadyzm oraz eksplicytne ujęcia na zadane ofiarom rany. Spośród licznych scen gore największym stężeniem agresji wykazują się dwie: uderzenie siekierą w sam środek czaszki oraz dekapitacja – pociągająca za sobą niczym nieskrępowany, w swojej naturalnej ohydzie niemal poetycki wytrysk ciemno-czerwonej farby. „Nightmare” jest filmem tanim, pokrytym grubą warstwą brudu (przyjrzyjcie się jego gęstemu, ziarnistemu obrazowi), ale też skutecznym w swym eksploatowaniu ciał – wywołującym wszystkie te odruchy, na jakie nastawiają się amatorzy sleaze’u. Nie bez znaczenia okazują się poprzednie doświadczenia reżysera, który przed rokiem ’80 kręcił włoskie B-klasówki oraz hardcore’owe porno. Makabryczność i plugastwo „Koszmaru” porównałbym do tych, które kojarzyć możecie z „Maniaka” Williama Lustiga.

Pełna recenzja - #HisNameIsDeath

Filmweb A. Gortych Spółka komandytowa