Tylko jedna nominacja do Oscara?

A ubiegłoroczny musical La La Land, taki sobie w warstwie muzycznej ze srednia historia i bardzo podobnymi ocenami na forach filmowych dostał 6 Oscarow i 14 nominacji ogółem!
Ja wychodziłam z kina z poczuciem, że to wlasnie Król Rozrywki robi wieksze wrazenie, więc teraz jestem bardzo zawiedziona werdyktem Akademii.
Czy ktoś może mi to wytłumaczyć?

43
  • Podzielam Twoją opinię. "La La Land" pod kwestią muzyki jest dobry, ale po za tym... gra aktorska na pewno nie zasługuje na Oscary. Dla mnie "Król rozrywki" jest filmem pięknym, bardzo kolorowym (pod względem żywych kolorów) oraz ma niesamowicie genialną ścieżkę dźwiękową. Płyta CD i DVD będzie u mnie na honorowym miejscu. ;)
    Cóż, w moim przypadku piosenki z LLL od razu w ucho mi nie wpadły... dopiero teraz zaczyna czasem ich słuchać (nikt nie zarzuci, że nie są pozytywne) i tez się bardzo zastanawiam, czemu "La La Land" został tak wychwalony.
    Może to tez chodzi o obsadę? Emma Stone jest jedną z młodych gwiazd, która ma już kilka dobrych i zauważalnych ról, a Goslinga niektóre panie lubią... Jak to pisali - najgorętsza para Hollywood (jakoś tak).
    A w "Królu..." mimo tego, że gra dwójka naprawdę uzdolnionych osobowości kina, to coraz więcej osób kojarzy ten film, bo grali tam Zendaya i Zac Efron - gwiazdki bądź gwiazdy młodego pokolenia. :/
    Może kiedyś uda nam się znaleźć konktetną odpowiedź na to pytanie.

  • Moge sie tylko zgodzic, ze to jest wlasnie musical i jak powinien byc robiony, a nie to mizerne kra, kra, kran. Dlaczego tak go wychwalano? Chyba tylko z ukladow, bo na litosc boska gdzie mu do ktoregokolwiek musicalu z historii Holly? Wszyscy, ktorzy zachywcali sie tamtym filmem jako musicalem chyba nie wiedza czym jest ten gatunek. Moge jedynie zalowac, ze Jackman nie zagral w tym 10 lat mlodszy... Ale, ze umie tanczyc i spiewac udawadnial juz kilkakrotnie, miedzy innymi na gali oskarowej sprzed lat.
    Krol rozrywki przelomme nie jest, jest bardzo poprawny jako musical, wrecz pod linijke, nie zaskakuje tak jak dwie dekady temu Moulin Rouge, nie eksperymentuje z aranzacja i piosenkami, jest moze troche zbyt komputerowy, wyczyszczony wizualnie, ale ma wlasnie to czego nie ma LLL - jest musicalem z piosenkami, a przede wszystkim z choregrafia taneczna i konkretna historia.

  • Moze powodem jest kontrowersyjnosc oryginlanej postaci, ktora posluzyla za bohatera filmu. Moze skojarzenia z polityka i Trumpem, a Akademia nie lubi takich zaluzji i klopotow.
    https://www.washingtonpost.com/news/morning-mix/wp/2017/01/1...

    A moze po prostu to, ze rok temu juz ponagradzali musical, to w tym roku udawali slepcyh i gluchych, mimo ze trafil sie duzo lepszy...

  • Hmm warstwa muzyczna to akurat kwestia gustu, w obu filmach zostałem porwany w wir muzyki, chociaż soundtrack z La La Land cały czas jeszcze gra mi w uszach (Epilogue to mistrzostwo). Jeśli chodzi jednak o całość to La La Land mi bardziej podeszło. Fabuła prosta, ale jednak czuć taką magię, jakbym oglądał film z lat 50., by później przejść do gorzkiego, realistycznego dramatu. No i technicznie olśniewa w każdym szczególe. Król rozrywki trzyma też bardzo wysoki poziom, ale trochę za dużo tu niepotrzebnego efekciarstwa, a historia poprowadzona nierówno. Czy tylko mi przeszkadzały te komputerowe słonie pod koniec?

  • Też jestem mocno zdziwiony, lecz zupełnie czymś innym.
    Skąd bierze się tak dużo osób stawiających ten, co najwyżej dobry, film wyżej od La La Land. Muzycznie na podobnym poziomie, zeszłoroczny naturalny, ten z kiczowatą scenerią i dziurawą fabułą, tak grubo pokrytą lukrem, że aż mdli.

  • To sa zupelnie dwa rózne filmy i nie ma co ich porównywac.
    'The greatest showman' jak na typowego przedstawiciela gatunku jest zrobiony super. Nie tak latwo jest w dzisiejszych czasach zrobic przekonujacy musical. A w typowym musicalu przeciez chodzi o chwytliwa muzyke, troche kiczu (w dobrym tego slowa znaczeniu :-) ) i prosta ale porywajaca widze historie. Wiekszosc uznanych i dobrych musicali na tym wlasnie polega. Czlowiek ma wyjsc z kina nucac pod nosem piosenki. W tym wypadku na pewno tak jest.
    La la land sili sie na dzielo bardziej artystyczne...i miejscami moze i tak jest. Oprawa wizuala tego filmu jest naprawde piekna. Tak gdzie La la land kuleje to fabula.. ciagnie sie i jest malo przekonujaca. Nie wspominaciagnie jac juz o aktorach którzy sa sztywni i jakos tak malo da sie ich polubic. Nie widac miedzy nimi uczucia. Z kina nie wychodzi sie nucac piosenki... Wedlug mnie najlepsze dwie sceny to poczatek i koniec. Zakonczenie filmu jest naprawde fajne. Musze powiedziec ze za drugim razem la la land podobal mi sie troszke bardziej niz za pierwszym. Ale i tak wole The greatest showman :-)

  • co tam bylo palone Alicja?

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: